Biżuteria Handmade

Gareth      Kim tak naprawdę jest Gareth? Czego można się po nim spodziewać? Jakie ma intencje? Czy faktycznie jest przywódcą fanatycznej sekty? Te jak i inne pytania kłębią się bez ustanku w głowach widzów „The Walking Dead” już od przeszło pół roku, stale pozostając bez konkretnej odpowiedzi. Wczoraj jednak, za sprawą Andrew J.Westa sytuacja ta uległa zmianie. Aktor postanowił w końcu uchylić rąbka tajemnicy i na łamach serwisu Entertainment Weekly zdradzić fanom czego można się spodziewać po najświeższym bohaterze serialu, który zasilił szeregi „Żywych Trupów” wraz z finałem sezonu czwartego.

EW: Porozmawiajmy zatem na temat The Walking Dead. Powiedz nam, jakie to jest uczucie, kiedy stajesz się częścią najpopularniejszego serialu telewizyjnego na świecie?

„Mówiąc szczerze, to nadal jestem w trakcie rozgryzania jak to wszystko dokładnie funkcjonuje. Niemniej, jest to niesamowite. Naprawdę istny huragan. Cały proces kastingu był niezwykle interesujący (…) Z racji tego, iż materiał show jest niezwykle drażliwy, a oni sami

[twórcy] nie mogą wypuścić żadnych spoilerów, odgrywałem początkowo fałszywy scenariusz. Co za tym idzie, kiedy dowiedziałem się, że dostałem pracę nie wiedziałem w ogóle kogo będę grał. Nie miałem nawet zielonego pojęcia jak moja postać się nazywa. Jedyną rzeczą, której byłem świadom toto, iż stałem się częścią show co dało początek ogromnej ekscytacji. Już  sam fakt bycia fanem serialu wpłynął to, iż byłem gotowy na zrobienie wszystkiego o co mnie tylko poproszą.

Pojechałem zatem zeszłej jesieni do Atlanty po to aby zrobić finał; już w tamtej chwili nie byłem dokładnie pewien w co ja się tak naprawdę pakuję. Z czasem jednak, za sprawą prób oraz ustawień, zaczynałem się odnajdywać i dostrzegać gdzie się wpasowałem. Aczkolwiek wskakiwanie na plan razem z resztą aktorów nigdy nie utwierdzi cię w przekonaniu, że to najpopularniejszy serial na świecie. Mam na myśli to, że ci ludzie i wszyscy z którymi dane było mi współpracować czerpią z tego po prostu ogrom zabawy. Oni to kochają. Jest to jeden z najlepszych aspektów show. Mogę także śmiało powiedzieć, że wszyscy bardzo mocno o to dbają; wszyscy starają się zrobić co w ich mocy aby stworzyć coś powalającego. W trybie natychmiastowym czujesz się, jakbyś znalazł się w towarzystwie najkreatywniejszych przyjaciół (…) Bycie na planie sprawia wrażenie, jakby kręciło się nie serial telewizyjny, a prawdziwy film ponieważ poświęca się ogrom czasu aby wszystko było dopracowane, a także sprawdza się różnorakie drogi podejścia do każdej ze scen. W przypadku wielu seriali, harmonogram jest tak napięty, iż musisz przejść przez niego tak szybko jak to możliwe. W tym przypadku jest inaczej. To było właśnie najlepsze doświadczenie”

EW: Pamiętam jak rozmawiałem z Pedro Pascalem, który w ostatnim sezonie Gry o Tron odgrywał bardzo dużą rolę Księcia Oberyna; był wielkim fanem serialu jeszcze przed tym jak go zakontraktowano. Powiedział mi, iż niezwykle trudno było mu zachować należyty spokój kiedy po raz pierwszy kręcił sceny z tamtejszą obsadą. Moje pytanie zatem jest następujące, czy zdarzyło ci się coś podobnego kiedy po raz pierwszy współpracowałeś z Andrew Lincolnem, Normanem Reedusem oraz całą resztą?

„Tak, odrobinę tego było. Nie ma innego sposobu, aby nie mieć wrażenia „O mój Boże!”, kiedy pierwszy raz wchodzisz na plan. Jest się tak przyjaznym dla nich wszystkich, że…Cóż, to bardzo dziwne uczucie. Nie wiem jednak jak to dokładnie sprecyzować. Masz po prostu tą chęć zrobienia kroku w tył i przyglądania się jak ci ludzie robią to co do nich należy, ponieważ wiesz jak wspaniałe to wszystko jest; jest się tym najzwyczajniej w świecie zafascynowanym, aczkolwiek w pewnym momencie dostajesz olśnienia i przypominasz sobie, że przecież ty też masz tam być i powiedzieć swoje po to aby wykonać tą i tą scenę. Miałem dokładnie takie nastawienie, kiedy rozpocząłem pracę w zeszłym sezonie. Niemniej jak powiedziałem, Andrew Lincoln oraz cała resztą są tak bardzo kooperacyjni oraz pozytywnie nastawieni, iż szybko o tym zapominasz i natychmiastowo nurkujesz w powierzone ci zadanie. Później czujesz się jakbyś robił swój własny mały film z najbliższymi przyjaciółmi. Podsumowując, tak było dziwnie, szczególnie jeśli mówimy o początkach”

EW: Na planie The Walking Dead byłem kilka razy i uwielbiam oglądać przygotowywanie się Andrew Lincolna do zdjęć. Sprawia wrażenie, jakby odrobinę świrował przed kolejnymi ujęciami. Jednym razem potrafi zacząć jęczeć, a drugim uderzać w różne rzeczy dość agresywnie. Czy miałeś jakąś małą możliwość doświadczenia czegoś takiego z jego strony i jaka była twoja pierwsza reakcja kiedy zaczął się tak zachowywać? 

„Tak, miałem taką możliwość. I wiesz co? To było niesamowite. Uwielbiam ten chwilowy stan braku świadomości, który u niego występuje. Mówiąc szczerze, jest to coś czego potrzebujesz. Potrzebujesz cokolwiek co pozwoli ci się dostroić. Uważam, że wypływa to z tego jak poważnie traktuje on to co robi; z tego jak wiele jest on w stanie zrobić aby się w to wbić. Robi oczywiście przy tym jakieś chrząknięcia, jęczenia oraz masę innych dziwnych odgłosów, niemniej jest to na swój sposób śmieszne i zabawne. Pozwala to także nabrać odpowiedniego zapału do sceny, w którą zamierzasz się zagłębić. Oglądanie procesu jego przygotowania wprawia w spore osłupienie i wpływa na to, że także chcesz tam pójść i zrobić to co do ciebie należy. Uwielbiam to. Po prostu to kocham. Stawia to przed tobą trudną potrzebę zagłębienia się w daną sekwencję i wytworzenia z Andrew odpowiedniego napięcia”

EW: Wspominałeś o tym, jak w czasie od kastingu aż do zakontraktowania twórcy niewiele mogli ci powiedzieć. Niemniej jestem ciekawe, co Scott M.Gimple zdradził ci przed tym jak kręciłeś finał poprzedniego sezonu? Co przekazał ci odnośnie Terminusu oraz tego, po co byli tutaj ci wszyscy ludzie i co dokładnie tam robili?

„Szczerze? Czyste minimum. Przekazał mi jedynie informacje, które potrzebowałem do tego aby odegrać swoje sceny. Będę uczciwym i powiem ci, że niewiele z tego dotyczyło Terminusu oraz tego, co dani ludzie tutaj robili. Wszystko skoncentrowane było wokół Garetha czyli jego pozycji jako lidera lub ewentualnie jego pozycji jako człowieka, który nie miał naturalnych predyspozycji do tego by być liderem aczkolwiek nabrał doświadczenia aby przejąć tą rolę. Ponadto, żywo dyskutowaliśmy na temat jego bardzo złożonej osobowości, co natomiast ujrzy światło dzień w niedalekiej przyszłości. Kiedy nowy sezon na nowo nabierze rozpędu, poznamy postać bardzo skomplikowaną oraz wielopłaszczynową. Przechodziłem przez proces powolnego uczenia się tego jak bardzo niejednoznaczny jest Gareth oraz kim tak naprawdę jest. To będzie nieziemska zabawa. Dostarczy sporo zadowolenia w czasie oglądania”

EW: W jaki sposób patrzysz na Garetha? Widzisz go jako antagonistę, ponieważ stoi on po drugiej stronie barykady, na przeciwko Ricka i reszty protagonistów? Czy jest on raczej pragmatycznym typem człowieka, który musi sobie radzić z tragicznymi okolicznościami apokalipsy zombie? Co masz w tej sprawie do powiedzenia?

„Zdecydowanie uważam, iż jest on człowiekiem pragmatycznym. Mogę również dodać, iż jest mocno skoncentrowany na samym przetrwaniu. Silnie skupia się na tym, aby odnaleźć sposób na dalsze życie w tym nowym dla niego świecie. To co jest w nim najbardziej interesujące toto, iż Gareth nie jest drugim Gubernatorem. Tak naprawdę, w bardzo wielu aspektach przypomina on Ricka, a nawet samego Glenna. Jest to typ, który walczy oraz szuka świeżego schematu egzystencji ze względu na to, iż zaakceptował on fakt dysfunkcji starego porządku. Społeczeństwo jest teraz odmienne. Otoczenie także jest inne. Poprzednie zasady muszą zostać po prostu na nowo zdefiniowane, a on jest gotów tego dokonać. Moim zdaniem to jest właśnie punkt w którym uzewnętrzniają się umiejętności przewodzenia. Jest on w stanie porzucić pewne wyższe idee określające poprzedni stan na rzecz wykreowania tych, które będą pasowały do nowego systemu. Odpowiadając zatem na twoje pytanie, nie oceniam go w kategorii „bad guy”. Dodatkowo powiem, że kiedy odgrywasz daną postać to nie możesz myśleć o niej jako o złej osobie. Weźmy dla przykładu wspominanego Gubernatora. Ogrom ludzi bez cienia zawahania stwierdziłoby, iż Gubernator był antagonistą trzeciego i czwartego sezonu. Wprawdzie nigdy nie rozmawiałem z Davidem Morrisseyem, ale jestem w stanie sobie wyobrazić iż nie chciałby rozpoczynać zdjęć z myślą „ja jestem tym złym”. Zawsze chcesz nakręcić daną scenę myśląc tylko i wyłącznie o tym, że masz pewną robotę do wykonania.

Każda postać ma zadanie, które musi poprowadzić do końca. Nikt  nie stara się usilnie być złym lub chodzić w około i proklamować „chcę być dobry”. Oczywiście każdy chce myśleć o swojej pracy jako o pracy wykonanej w imię wyższego dobra, niemniej w rzeczywistości wszyscy zastanawiając się czym jest tak naprawdę to co staramy się ukończyć. Za to właśnie ubóstwiam Garetha najmocniej. Rysują się przed nim cele, które stara się osiągnąć, a także sprawy które stara się wykonać. W relacji która została nakreślona w finale pomiędzy nim a Rickiem najlepsze jest to, iż w bardzo szybkim tempie zobaczymy pomiędzy nimi silne napięcie wynikające z tego iż oboje są mocnymi osobowościami, oboje chcą za wszelką cenę przeżyć, oboje mają swoje własne historie oraz idee, które służą im w realizacji tego założenia. Sądzę, iż niezwykle interesującym będzie sposób w jaki zależność ta będzie rozwijana w nadchodzącym sezonie”

EW: W jaki sposób Gareth ocenia Ricka? W jaki sposób na niego patrzy? Wydaje mi się, iż ocenia go w kategoriach lidera grupy, którą ze sobą przyprowadził.

„Wydaje mi się, iż w wielu aspektach spogląda on na Ricka jak na bratnią duszę. Oczywiście prosto z mostu ocenił go jako prowodyra. To swego rodzaju ksywka jaką nadał Rickowi w finale. Niemniej zaraz obok tego widzi iż jest to zahartowany typ, który sporo przetrwał i który wie jak dalej przeżyć. Wie, iż jest on silnym typem człowieka. Osobiście wierzę w to, że Gareth w pełni respektuje tego typu osoby. W moim mniemaniu, w taki oto sposób patrzy Ricka. Nawet pomimo ich bardzo napiętego pierwszego spotkania”

EW: Wspomniałeś wcześniej, iż Scott nie zdradził ci wiele po tym jak dostałeś rolę; zastanawiam się czy po premierze finału podjąłeś jakieś małe poszukiwania w celu zapoznania się z niektórymi teoriami takimi jak „Oh, oni są jak Huntersi, to pewnie kanibale…” Czytałeś coś w tym stylu?

„Oczywiście. Przecież nie miałem zielonego pojęcia o co się tak naprawdę rozchodzi. Nawet po zakończonym sezonie nie miałem pewności. Scott oraz reszta scenarzystów trzymali to wszystko w ogromnej tajemnicy. Tak jak zresztą powinni. Więc tak, rozglądałem się za niektórymi sprawami. Mówią szczerze, wiele z tych teorii jest bardzo fascynująca. Ekscytująca także. Nie wiem jednak, które z nich są prawdziwe a które nie, ponieważ nie mam pełnego wglądu do wszystkiego co pisarze tworzą. Nie jestem także wprowadzony w szczegóły materiału, który nie koniecznie dotyczy mojego bohatera. Mimo wszystko, bardzo szybko dostaniemy odpowiedź na to, czy coś z tego okaże się prawdą”

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts