Biżuteria Handmade

images3

Wszyscy ci, którzy mieli choć przez moment styczność z uniwersum „Żywych Trupów” wykreowanym przez Roberta Kirkmana, wiedzą jakim fenomenem okazał się tenże tytuł. Choć teoretycznie rzecz biorąc sam komiks nie zapewnił pozycji wielkiego rozgłosu, to z serialem jest już odrobinę inaczej. Najnowsze „dziecko” AMC sprawiło, iż o „TWD” usłyszała definitywnie większość ludzi w dosłownie każdym zakątku naszej planety. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że samo uniwersum dokonało swoistej rewolucji w zatęchłym już światku zombiestycznym. Duży nacisk położono na elementy społeczne, relacje bohaterów i czyste przeżycie w apokaliptycznym świecie, gdzie to same zombie grają jedynie rolę drugorzędną. Wydaje mi się, że każdy ma świadomość tego, że to właśnie te elementy stały się powodem dzięki którym „The Walking Dead” cieszy się taką mocną oraz ciągle niesłabnącą popularnością. Nic więc dziwnego, że twórcy z różnych sfer działalności rozrywkowej żywo zainteresowali tym tworem począwszy od świata filmu, poprzez grafikę, następnie literaturę oraz na rozrywce elektronicznej kończąc. Coraz więcej wielkich jak i mniejszych firm chce czerpać korzyści łapiąc się każdej wolnej płaszczyzny związanej z „Żywymi Trupami”. Nie inaczej było z firmą Activision współpracującą z Terminal Reality, które zdecydowały się na stworzenie gry pt. „The Walking Dead: Survival Instinct” opartej na licencji serialu AMC. 

 

twd-talk

Aby mieć dobry wgląd w najnowsze dzieło ze stajni Activision dobrze by było, gdyby je pokrótce scharakteryzować. „The Walking Dead: Survival Instinct” to nic innego jak spinn-off dobrze każdemu znanego serialu AMC. Gra opowiada o tym jak to bracia Dixon w składzie Daryl oraz Merle przemierzają pustoszony przez zarazę stan Georgia w poszukiwaniu bezpiecznej przystani. Jak widać nic odkrywczego, jednakże czy aby na pewno? Twórcy wielokrotnie zapowiadali, iż rozgrywka będzie obfitowała w wiele trudnych i niewątpliwie dramatycznych momentów jak i problemów, które będą piętrzyć się przed młodszym z braci, którym przyszło nam pokierować. Co za tym idzie wyobraźnia już pracuje. Na pierwszy rzut oka wydaje się iż fabuła będzie obfitować w wiele godnych zapamiętania zwrotów akcji, ciekawych rozwiązań etc. Do tego na swojej drodze mieliśmy spotykać gros ocalonych, gdzie to naszym zadaniem będzie zadecydować o losie tych nieszczęśników łapiących się ostatniej deski ratunku. Poniekąd położono również nacisk na elementy survivalowe. Rozgrywka miała być trudna, wymagająca, oraz co najważniejsze wciągająca. Dopełnieniem tego wszystkiego miał stać się otwarty świat po którym gracze bez problemu mogliby się poruszać zapewniając głównemu bohaterowi byt. Przed oczami mamy wręcz idealny, dojrzały i godny świata „The Walking Dead” tytuł, który winien zawojować rynek i zbierać kolejne rzesze fanów. Jednakże jak to się ma w praktyce? Niestety, ale czy tego chcemy czy nie, najnowsza gra wchodząca w skład uniwersum Kirkmana jest idealnym przykładem na szereg niespełnionych obietnic. Potwierdziła się tutaj teza, iż teoria swoją drogą, a praktyka swoją. 

The-Walking-Dead-Survival-Instinct_screen-7

Rozkładając teraz grę na czynniki pierwsze rozpocznę tradycyjnie od fabuły. Co tutaj dużo mówić, twórcy całkowicie nie wykorzystali potencjału jaki leży w historii braci Dixon. Jak wiadomo zarówno Daryl jak i Merle to bohaterowie bardzo dynamiczni zarówno w działaniu oraz w przypadku wewnętrznych przemian. Dodatkowo serial świetnie zarysował ich dramatyczny i niewątpliwie tragiczny background, który aż się prosi o eskalację. Historia z ojcem, efekty patologicznej rodziny, konflikt charakterów braci – to wszystko powinno być, lecz co z tego jest w „TWD: SI”? Mówiąc najprościej w świecie – nic, choć i tak to co wymieniłem jest jedynie drobnym przykładem tego co można było z historii wycisnąć. Fabuła została wyzbyta ze wszelkich emocji, do tego dominuje stagnacja, a jakość wątków, których tak de facto również jest znikoma ilość, pozostawia wiele do życzenia. Wydawać by się mogło, że taki materiał pozwala zdziałać cuda i zaserwować graczom świetny storytelling, lecz nie w tym przypadku. Firma Activision nie miała żadnego pomysłu na historię i ewidentnie widać iż chciała wręcz żerować na fenomenie serialu jak i komiksu. Serce aż się kraja widząc takie marnotrawienie treści. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że sama fabuła zawiera jedynie trzy zwroty akcji, które choć na chwile przypominają o jej obecności. Mowa o początkowej sekwencji gdzie to poznajemy stosunek Daryla do ojca, następnie znalezienie Merla oraz końcówka na stadionie w Atlancie. Jak widać jest tego mało, a nawet bardzo mało, jeżeli popatrzymy przez pryzmat długości rozgrywki. Sprawia to, iż gracz jest kompletnie pozbawiony jakiegokolwiek zainteresowania. Liczy się tylko przejście do następnego etapu z nadzieją, że coś tam się może wydarzyć. Niestety, nie dzieje się nic co jest największą bolączką „Survival Instinct”.

gaming-the-walking-dead-survival-instinct-screenshot-1

Zwróćmy teraz choć na chwilę uwagę w stronę głównego protagonisty tytułu Daryla Dixona. Jaki Daryl jest każdy wie. Odrobinę narwany, lekko nerwowy, trochę arogancki oraz czasami byt pewny siebie. Niemniej jednak obok tych cech można wyróżnić inteligencje, spryt, podstawy survivalu, skrywaną emocjonalność, oraz lojalność, co czyni z niego jednego z bardziej, jeśli nie najbardziej interesującego bohatera uniwersum. Teraz pytanie, czy to wyobrażanie stworzone przez AMC ma swoje odbicie w świecie wirtualnym? Mówiąc szczerze to chciałbym żeby tak było. W najnowszej odsłonie „The Walking Dead” Daryl jest nader płaski, pozbawiony wyrazu oraz co najważniejsze – nudny. Wydawać by się mogło, że kiedy gracz ma bezpośredni kontakt z bohaterem, dzięki kierowaniu jego poczynaniami, powinien być zaangażowany w 100% w psyche tegoż bohatera. Tutaj tego nie ma. Przez większość część czasu czuć obojętność. W zachowaniu Dixona, jak i w dialogach, które prowadzi z napotkanymi ludźmi brak tej przysłowiowej iskry, która napędzałaby rozrywkę. Nie ma tej bezpośredniości, zacięcia, chęci przetrwania i wiary we własne zdolności. Daryl idzie do przodu machinalnie bez wyraźnego powodu ponieważ nie ma bodźca napędzającego kolejne działania. Wszakże mamy w grze zaimplementowane pewne wyjaśnienia postępowania, jednakże te wyjaśnienia nie przekładając się na działanie bohatera.

Drugim obok Daryla najważniejszym bohaterem jest sam Merle. Co tutaj dużo mówić, jego kwestia wywołuje u mnie lekkie salwy śmiechu. Jak wiadomo gra traktuje o przygodach braci Dixon, jednakże co mamy w rzeczywistości? Fakt faktem Daryla jest od groma, ale Merle, który powinien pełnić integralną część całości jest obecny przez dwa, może trzy poziomy, przy czym widzimy go jedynie w przerywnikach. Na domiar wszystkiego w pewnym momencie rozgrywki znika ona w niewyjaśnionych okolicznościach, by pojawić się ponownie w samym finale. Gracz nie wie co się z nim w międzyczasie działo. Nie wiadomo co, gdzie i jak. Stanowi to jedną z największych nielogiczności całej gry, a jednocześnie obok tego, najbardziej irracjonalne zagranie. Sam Merle też wiele stracił ze swojego charakteru. Człowiek będący rasistą, zakapiorem i czystą szują uległ złagodzeniu, dzięki czemu tak samo jak w przypadku Daryla, staje się on nudny. Jego wstawki, które z założenia miały być humorystyczne są drętwe i nieciekawe, pozostawiające u gracza uczucie niesmaku i zawodu.

Jeżeli mowa o bohaterach pobocznych, to jest ich sporo, ale są bezpłciowi i mało interesujący. Dodatkowo zadania które nam dają są często tak absurdalne, że aż człowiekowi śmiać się chce. Jest to nic innego jak sztuczne przedłużanie rozgrywki.

twdfirstlook1226123jpg-843c72_800w-610x343

Pozostawiając już kwestię fabuły, jak i bohaterów, przejdę do technicznej strony, czyli rozgrywka, grafika oraz muzyka. Zacznę może od grafiki. Jak by to delikatnie ująć, grając w „The Walking Dead: Survival Instinct” ciężko jest uniknąć uczucia cofnięcia się w czasie o dobre 7 czy 8 lat. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to kwestia najważniejsza w przypadku rozrywki elektronicznej, aczkolwiek bardzo kole w oczy. Wygląd poszczególnych lokacji pozostawia wiele do życzenia. Powinno być ciemno, brudno, gdzieniegdzie chciałoby się zobaczyć ślady walk jak i opuszczenia. Kolejne metropolie choć w minimalnym stopniu winny wyglądać jak po pobojowisku. Niestety tego w „Survival Instinct” brak. Dominuje kolorystyka bardzo jasna, czasami aż za bardzo, przez co niemiłosiernie siada klimat. Gracz w ogóle nie uświadczy uczucia opuszczenia, osaczenia, braku nadziei jak i alienacji, a o bezcelowości i wszechobecnym dramacie lepiej nie wspominać. Gdzieniegdzie twórcy pokusili się o znaczną zmianę kolorystyki przez co choć na chwilę klimat wrócił (warta wspomnienia sekwencja w leśnym obozie jak i szpitalu) jednakże takich momentów jest naprawdę niewiele. Sam projekt obszarów też nie powala. Przez całą grę, za wyjątkiem raptem dwóch czy trzech momentów (wspomniany szpital, osiedle Palmetto Estetes oraz stadion w Atlancie) mamy to samo. Te same mieszkania, te same zabudowania, te same osiedla. Nawet zanieczyszczenia mamy w tej samej formie i w tym samym ułożeniu. Brakło twórcom fantazyjności w projektowaniu leveli. O pomysłowości naprawdę można zapomnieć. Również animacja bohaterów nie jest taka jak być powinna. Nie ma co się tutaj rozpisywać. Mogę jedynie powiedzieć, iż nawet w minimalnym stopniu nie przypominają swojego pierwowzoru. Jedyny plus jeżeli chodzi o wykorzystanie grafiki to wygląd zombie. Co jak co, ale tutaj akurat się postarali. Widać, iż mamy do czynienia z żywym trupem. Podarte ubranie, zakrwawione ciała, odpowiednie poruszanie się, pourywane kończyny. Jedna rzecz, która kole w oczy, to zbytnie wygładzenie i połysk ciała.

the-walking-dead--survival-instinct-wiiu-7

Muzyka w samej grze również pozostawia wiele do życzenia. Nie gra integralnej roli, jeżeli popatrzymy na grę jako całość, nie nadaje klimatu, a czasami włożona jest po prostu od czapy, tak by tylko była. Mówię tutaj o przerywnikach, gdzie to pokazana jest podróż do kolejnego miasta. W samej rozgrywce doświadczymy jedynie jednego motywu muzycznego i to w dodatku w momencie, kiedy atakuje nas trup lub ich horda. Po pewnym czasie staje się to wręcz irytujące. Nie wiem, może twórcy chcieli zbudować takim zagraniem uczucie zagrożenia, może alienacji, jednakże naprawdę im to nie wyszło, a jak wiadomo muzyka, to spory klucz do sukcesu.

gaming-the-walking-dead-survival-instinct-screenshot-3

Co zaś się tyczy rozgrywki. No cóż, tutaj będę trochę bardziej przychylniejszy. Uważam, że twórcy dołożyli wszelkich starań by stworzyć grę trudną, a czasami wręcz niemożliwą do przejścia. Nie wiem jak u innych, ale ja miałem spore trudności w przejściu przez niektóre poziomy. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na fakt iż każdy większy hałas, każdy wydobywany przez nas odgłos jak i zapach sprawia, iż w mgnieniu oka mamy kilka zombie na głowie, więc na niedomiar przeciwników narzekać nie możemy. W wielu momentach trzeba wykazać się nie lada sprytem by nie ściągnąć na siebie całej hordy, a takowych sytuacji trochę w grze jest. Do tego mała ilość amunicji, jak i duży problem w znalezieniu broni palnej robi swoje. Nie ma też w grze czegoś takiego, iż trupy są szczelnie zamknięte. Płoty, siatki, drzwi oraz okna nie są dla nich wielką przeszkodą, przez co nie możemy czuć się bezpiecznie w żadnym miejscu. Bardzo dobrym pomysłem było zaimplementowanie egzekucji trupów, które nas nie widzą. Jest to niewątpliwie widowiskowe. Dodatkowo różna siła rażenia niektórych znalezionych przedmiotów, co zwiększa trudność w przechodzeniu poszczególnych obszarów. Niestety jest to tyle jeśli chodzi o pozytywne reakcje. Negatywów natomiast jest dość sporo. Twórcy obiecywali otwarty świat jak i swobodne przemieszczanie się po stanie Georgia. Owszem w pewnym sensie mamy zachowaną otwartość, jednakże jest ona skrzętnie ograniczana. Nie wszystkie drzwi są do otworzenia, nie wszędzie możemy wejść, nie wszystko można zobaczyć, co sprawia, że gra w dużej mierze przyjmuje charakter liniowej. Brak tutaj uczucia pełnego survivalu. Do tego przemieszczanie się autem jest zredukowane do minimum. Gracz oprócz wybrania drogi, nie ma żadnego wpływu na to co się dzieje. Nie może skręcić, ani zawrócić. Jedynym urozmaiceniem jest to, że mamy możliwość wybrania sposobu podróży, co odbywa się kosztem paliwa. Trybów jest trzy. Pierwszym są boczne drogi, co pozwala nam na częstsze zatrzymywanie się, ale mniejsze ryzyko uszkodzenia auta. Drugi tryb to poruszanie się po głównych drogach, co owocuje rzadszym stawaniem po zapasy, jak i średnią możliwością awarii. Trzeci tryb, to autostrady i brak stawiana po zapasy. Wszelkie przerywniki w jeździe wynikają z potrzeby naprawienia auta, co natomiast dla mnie jest nieumiejętnym sposobem na przedłużenie rozgrywki. Skoro już mowa o zbieraniu zapasów. W grze zaimplementowano pomysł wysyłania członków swojej grupy. Niestety w wielu momentach jest to niewykonalne, albo mało efektywne. Prawdopodobieństwo zgonu postaci jest tak wysokie, że nie wychodzi ona cało z wyprawy, co owocuje tym, iż wszystko jest na naszych barkach, przy czym sama baza zapasowa obejmuje jedynie dwa rodzaje napoi i paczkę chipsów, co jest moim zdaniem bardzo ubogie jak na grę poniekąd opartą na przetrwaniu.

twdsi

Reasumując, nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że firma Activision poniosła kompletną porażkę. Nie udźwignęła ona wymagań jakie niósł ze sobą tytuł, efektem czego wydała grę niedopracowaną, nieprzemyślaną i złą na całej linii. Nie zdziwiłbym się gdyby z biegiem czasu „The Walking Dead: Survival Instinct” otrzymał miano najgorszej gry roku 2013. Mimo wielu chęci nie pozostaje mi nic innego jak ocenić tenże tytuł na naciąganą 4, w skali 10-stopniowej.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts