Autor Wątek: Zombie Game  (Przeczytany 1666 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Zombie Game
« dnia: 27 Kwiecień, 2018, 10:35:18 »
Zapraszam do zapoznania się z moim opowiadaniem pod tytułem Zombie Game :D

Opis: Gdy nadchodzi koniec świata, nic nie wydaje się dziwne. Tylko dlaczego owy koniec dotyka jedynie nielicznych? Jaki jest cel tej morderczej gry?
Zombie nie są ludźmi. Nie są też zwykłymi potworami. One WIEDZĄ.
Czy grupie przyjaciół uda się zakończyć grę? Jak będzie wyglądał finał?
Śledźcie losy bohaterów emitowanego na cały świat show!
A może chcecie im trochę namieszać w życiu? Poprowadzić ich historię?

CZYTELNICY MAJĄ WPŁYW NA LOSY BOHATERÓW - poprzez ankiety na moim blogu :)




0. Prolog

   Burzowe noce rzadko zwiastują coś dobrego, dlatego tak często są wykorzystywane jako tło w wielu horrorach. Błyskawica przecięła bezgwiezdne niebo i uderzyła w drzewo oddalone od laboratorium o kilka kilometrów. Szkoda, że tym razem nie był to film.
   Mężczyzna, ubrany w biały fartuch, poprawił kamerę i usiadł na stołku. Przez chwilę milczał, wpatrując się w coś, co znajdowało się poza obszarem nagrywania. Wyglądał na sfrustrowanego tym, że nie zdążył ze wszystkim na czas. Ale to nic, nikt się nie dowie.
   Zwrócił wzrok w stronę obiektywu i uśmiechnął się, otwierając szeroko ramiona.
- Witajcie, kochani! - zawołał. Jego akcent nie był polski, prędzej rosyjski lub ukraiński - Drogą losowania zostaliście wybrani do największego eksperymentu w historii ludzkości. Nikt wcześniej nie robił żadnego na taką skalę, ale nie martwcie się, wszystko będzie dobrze! Wystarczy, że uważnie mnie posłuchacie - połowę jego twarzy zakrywała srebrna maska, od której odbijało się światło reflektorów. Nie było widać nic, poza śnieżnobiałym uśmiechem i smukłymi ramionami zaplecionymi w tym momencie na wysokości piersi - Macie dwa dni na podjęcie decyzji czy chcecie zostać w Polsce, czy wolicie bezpiecznie ją opuścić. Nikogo nie zmuszam do brania udziału w eksperymencie, wybór należy do was. Nie musicie się martwić, jeżeli nie macie możliwości wyjechania za granice. Dziś o godzinie trzeciej zostaną opłacone busy, które zabiorą każdego, kto nie może wyjechać na własną rękę. Za dwa dni, o szóstej rano, rozpocznie się zbiórka ludności. Łapcie busa póki macie okazję. Wyczekujcie go, inaczej uznamy was za ochotników i zostaniecie poddani eksperymentowi - jego głos był donośny i groteskowy - Oczywiście nie możecie wyjechać wszyscy, bo wtedy nie miałoby to sensu - zaśmiał się. Coś się rozbiło za zasłoną, która służyła mu jako tło, a chwilę później rozległo się ciche powarkiwanie - Jeżeli nikt się nie zgłosi, to po dwóch miesiącach eksperyment ogarnie cały świat. Tak samo będzie, jeżeli nie ukończycie go w wyznaczonym przeze mnie terminie - powarkiwanie stało się głośniejsze. Ktoś poruszył zasłoną i przez chwilę widać było szklaną tubę ze zwiniętym w środku płodem. W tym samym momencie osoba za zasłoną zrobiła kilka kroków w przód i zerwała kotarę, która opadła jej na głowę.
   Mężczyzna westchnął cicho, wstał i złapał tę osobę za ramiona, po czym pchną ją do celi, z której wyszła. Najwidoczniej znowu ktoś zapomniał zatrzasnąć za sobą kłódkę.
   Jego wzrok powędrował na kamerę.
- No nic, będzie trzeba to wyciąć - mruknął do siebie, po czym złapał ją w obie ręce, odwrócił się tak, aby nie było widać tub i ponownie się uśmiechnął - Czas rozpocząć Zombie Game!
   Jego śmiech rozniósł się po sali, wywołując kolejne powarkiwania.
   Od tej chwili nie było już odwrotu. Niepowodzenie nie wchodziło w grę. Jedyna i zarazem ostatnia linia frontu miała za niedługo rozpocząć walkę od której zależeć będą losy całego świata.
   Mężczyzna, nucąc pod nosem, opuścił pomieszczenie.
- Idiota - rozległo się za nim, ale on już tego nie usłyszał.


***
Dziękuję za przeczytanie, już niedługo pojawi się kolejny rozdział :) Jeżeli chce ktoś jednak nadrobić je wcześniej to zapraszam na bloga, gdyż tam jest już rozdział 5 i trzy bonusy :3

Pozdrawiam ;*

Post połączony: [time]28 Kwiecień, 2018, 07:48:23[/time]
Dziękuję za tyle wyświetleń! <3


1. Plan idealny

   Słońce świeciło tego dnia naprawdę mocno. Paulina, ubrana w ciemne jeansy i czerwony T-shirt z nadrukiem, żałowała, że nie ubrała się tak jak jej koleżanki – krótkie spodenki i koszulka na ramiączkach wydawały się jej teraz bardziej niedostępne niż kiedykolwiek.

   Nie żeby miała zamiar założyć na siebie coś takiego i wyjść w tym do ludzi. Jej tusza sprawiała, że wstydziła się pokazać więcej ciała niż to konieczne, dlatego nawet latem nosiła długie spodnie.

   Teraz, uśmiechnięta, siedziała na ławce przed szkołą i cieszyła się ciepłymi promieniami słońca, które padały jej na twarz.

- Myślisz, że zrobi jutro ten sprawdzian z prawa? – zapytała jej koleżanka, Dominika.

- O ile dzisiaj nie zacznie się apokalipsa zombie, to na pewno – zaśmiała się Paulina i spojrzała na nią.

   Dominika potrząsnęła rozbawiona głową, a jej gęste, brązowe loki podskakiwały w rytm tego gestu.

- Ta kobieta nie ma serca – westchnęła i oparła się wygodniej o ramię swojego chłopaka – Chyba będziemy musieli zrezygnować z tego kina – spojrzała na niego ze smutną miną, chociaż Paulina wiedziała, że tak naprawdę nie bardzo się tym przejęła, w końcu od samego początku wiedziała, że nic z tego nie wyjdzie.

- W sobotę też jest seans – Dominik zerknął na nią znad telefonu – Więc się nie wykręcisz – uśmiechnął się.

   Dominika nie odezwała się. Wiedziała, że jej chłopak chciał obejrzeć ten film jak najszybciej i pojechałaby z nim nawet jakby był to największy gniot jaki kiedykolwiek widziała. Zresztą on też o tym wiedział, przynajmniej taką miała nadzieję.

- Oczywiście pod warunkiem, że jakiekolwiek kino będzie otwarte – przypomniała im Paulina.

   Spojrzeli na nią nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.

- Apokalipsa, zapomnieliście?



   Ostatni dzwonek zakończył lekcję matematyki. Paulina, pakując na szybko rzeczy do plecaka, wyszła z klasy za Dominiką.

- W końcu do domu! Myślałam, że mózg mi wybuchnie od tych wszystkich wzorów – brunetka od razu zaczęła narzekać.

   Matematyka była jednym z tych przedmiotów, które sprawiały jej największe problemy. Pozostałe zaliczała, ale nie trafiło się jeszcze nigdy by dostała piątkę z czegoś innego niż religia, wok lub w-f. Nie lubiła się uczyć i nawet nie udawała, że próbuje. Dwa jej wystarczało, trzy ją cieszyło, a cztery było jak jabłko z drzewa dobrodziejstwa, które raz na jakiś czas spadło jej prosto w ręce.

- Spakowałaś się już? – zapytała Paulina, całkowicie ignorując jej wypowiedź.

- Znowu zaczynasz? – westchnęła Dominika – Nie będzie żadnej apokalipsy – przewróciła oczami – Czemu tak bardzo ci na niej zależy? – zapytała, patrząc na nią bezradnie.

- Nie zależy – blondynka wzruszyła ramionami – Po prostu ten filmik był naprawdę fajnie zrobiony – odpowiedziała i ruszyła przed siebie – I lubię wmawiać sobie takie głupoty, przecież wiesz o tym. To takie – zamilkła na chwilę – urozmaicenie w moim życiu – puściła jej oczko.



   Wybiła godzina szesnasta. Paulina, oglądając nowy odcinek Supernatural, nawet nie zauważyła jak przed jej domem przemknęło kilka busów, mimo że siedziała naprzeciw okna. Całkowicie skupiona na tym co dzieje się na ekranie, nie zwracała uwagi na świat zewnętrzny, dlatego, gdy do domu wpadł jej brat, podskoczyła zaskoczona.

- Paulina, ruchy! Musimy się spakować! – krzyknął na wejściu i od razu wbiegł po schodach do swojego pokoju.

   Paulina, niewiele myśląc, zamknęła laptopa i ruszyła za nim.

- Coś się stało? – zapytała zaniepokojona. Jej brat rzadko bywał tak czymś poruszony.

- Nie widziałaś busów? – zapytał, wyrzucając z szafki wszystko, co wpadło mu w ręce.

- Busów? – powtórzyła po nim, jakby nie wierzyła w to, co słyszy – Wiem, że uważasz mnie za naiwną, ale nawet ja nie wierzę w autentyczność tego nagrania – oparła się o framugę drzwi, przyglądając poczynaniom Tomka - Chociaż byłoby to ciekawe - dodała, mówiąc bardziej do siebie niż do niego.

- Naprawdę ich nie widziałaś? – chłopak wyprostował się i spojrzał na nią.

   W jego niebieskich oczach widziała dezorientację, ale też i pewnego rodzaju pewność, jakby zdawał sobie sprawę z tego, co widział, ale nie chciał w to uwierzyć.

- Nie – pokręciła głową – Jesteś pewien, że to nie busy z tej nowej firmy? Albo jakieś masowe powroty lub wyjazdy za granicę? – już podczas mówienia tego wiedziała jaka będzie odpowiedź. Mina Tomka mówiła wszystko.

- Miały naklejoną na szybach grafikę z logo Zombie Game – wziął jedną z koszulek i powąchał ją – Jeden z kierowców się zatrzymał i pogonił mnie i chłopaków do domów, bo za dziesięć minut wyjeżdżają busy przeznaczone dla mieszkańców naszej wioski.

   Paulina przez moment patrzyła na niego z nieodgadnioną miną. Ani trochę nie podobała jej się ta historia.

- A co jeżeli to tylko żart? – zapytała, mrużąc oczy.

- Nie żartuję! – zaprzeczył od razu Tomek – Możesz zapytać któregoś z chłopaków! – podniósł głos, co nigdy mu się nie zdarzało.

- Jeny, spokojnie, miałam na myśli, że to kierowcy sobie żartowali. Wiesz, nakleili znaczki i pojechali postraszyć ludzi – wytłumaczyła mu.

   Tomek już chciał jej coś odpowiedzieć, gdy usłyszeli na dworze jakiś harmider. Spojrzeli po sobie i niemal od razu wyjrzeli przez okno. Sąsiedzi pakowali walizki do samochodu, a ich pies, warcząc i gryząc próbował uwolnić się z ramion pani Ali, która chciała wsadzić go do środka.

   Morti nigdy nie lubił podróży, więc przeważnie zostawał w domu, zwłaszcza, gdy miał humorek taki jak dziś.

- Najwidoczniej oni też widzieli busy – powiedział cicho Tomek.

   I mimo, że miał rację, wcale się z tego nie cieszył.



   W ciągu pół godziny ich niewielką wioskę opuścili niemal wszyscy mieszkańcy. Rodzeństwo z plecakami wypchanymi ubraniami i jedzeniem, stało na głównej ulicy i czekało na transport obiecany przez tajemniczego mężczyznę z filmiku. Dwadzieścia minut temu busy wyjechały w ich stronę, ale jak do tej pory żaden się nie pojawił. Rozglądali się wokoło z coraz to większym niepokojem, choć żadne z nich nie chciało przyznać, że mogli się spóźnić.

   Minuty ciągnęły się niemiłosiernie, a słońce, które o dwunastej przyjemnie ogrzewało całą Polskę, teraz wydawało się nieznośnie jasne, jakby na przekór temu, co miało się wydarzyć tej nocy. Blask, który odbijał się od nagrzanego betonu płyt ulicznych, raził po oczach, kojarząc się z tymi beztroskimi latami dzieciństwa, gdy biegali w górę i w dół tej ulicy wraz z przyjaciółmi, udając, że są policjantami i złodziejami.

   Cisza, jaka panowała wokoło była wręcz nienaturalna. Uciążliwe szczekanie psów, krzyki dzieci, nawoływania rodziców – te i wszystkie inne odgłosy życia codziennego umilkły, sprawiając, że wioska wydawała się martwa. I w sumie taka była prawda. Opuszczona przez mieszkańców była tylko pustą skorupą, jakby w żywym organizmie zabrakło krwi, przez co obumarły wszystkie niezbędne do funkcjonowania narządy. Zamaskowany wariat z YouTube’a dokonał na niej eutanazji.

   Zamyślona Paulina nawet nie zauważyła kiedy podeszła do niej jej przyjaciółka, Gosia.

- Hej – przywitała się brunetka i położyła Paulinie rękę na ramieniu – I jak? Było coś? – zapytała.

   Paulina spojrzała na nią zaskoczona.

- Hej – nie pytała dlaczego Gosia nadal tutaj jest, odpowiedź była oczywista – Nie, pewnie mają kawałek do przejechania – powiedziała pewnie, chociaż wcale tak się nie czuła.

   Miała nadzieję, że się nie pomyliła i że naprawdę ktoś po nich przyjedzie.



   Minęła godzina, po niej druga i trzecia, a nikt się nie pojawił. Paulina, Tomek, Gosia i jej rodzina powoli zaczynali tracić nadzieję, że opuszczą Polskę przed północą. Paweł, młodszy brat Gosi, był już gotowy wrócić do domu, gdy nagle na horyzoncie pokazał się bus.

- Jedzie! – zawołała Ola i zarzuciła sobie różowy plecak w kształcie królika na plecy.

   Wszyscy od razu się ożywili. W końcu będą mogli odetchnąć. Woleli wyjść na idiotów i wsiąść do busa, po czym dowiedzieć się, że filmik był żartem, niż zostać i skończyć w nowej produkcji o nieumarłych kanibalach. Chociaż czy akt jedzenia ludzi przez zombie mógł być kanibalizmem? Żywe trupy były raczej nowym gatunkiem, który jak meteoryt pojawił się by zniszczyć ten istniejący.

   Im bliżej był bus, tym bardziej rosło ich podekscytowanie. Niestety stan ten nie trwał długo. Bus przejechał obok, pełen obserwujących ich ze współczuciem osób.

- Będzie następny - zapewnił wszystkich pan Karol, ojciec Gosi.

   Jego żona, pani Ewa uśmiechnęła się czule do swoich dzieci. Nie mogli tracić nadziei.



- Jestem pewny, że to tylko jakiś mega dobrze zorganizowany i kosztowny prank. Gość pewnie nie miał co z kasą zrobić i postanowił wkręcić cały kraj. Wiesz jaki będzie sławny jutro? Usłyszy o nim cały świat! - Tomek podczas mówienia chodził w kółko. Już przestał się martwić, teraz był wkurzony. Głównie dlatego, że od pojawienia się tamtego busa minęły dwie godziny, a po nich nikt nie przyjechał.

- I co robimy? - zapytała Paulina, ignorując jego wypowiedź.

   Wśród nich zapadła cisza. Nikt nie wiedział co powinni zrobić. Z każdą chwilą zbliżał się moment ujawnienia prawdy. Wiedzieli już, że nikt po nich nie przyjedzie. Teraz mogli tylko zacząć planować co począć dalej.

- Idziemy do domu – ogłosił jej brat.

   Miał dość całej tej sytuacji. Zachowywali się nieracjonalnie.

- A potem co? Zjemy kolację i pójdziemy spać jak gdyby nigdy nic? – Gosia nie wydawała się zadowolona z tego pomysłu.

- Możemy zabarykadować się w waszym mieszkaniu – zaproponowała Paulina.

- Dlaczego naszym? – Paweł zmarszczył brwi.

- Jest mniejsze, ma dwie pary drzwi i schody, czyli jest dużo bezpieczniejsze od naszego – wyjaśniła mu Paulina i spojrzała na pana Karola – Moglibyśmy użyć sofy i stołu, aby zabezpieczyć wejście do klatki, a także ustawić kilka przeszkód na schodach – po sceptycznej minie pana Karola domyślała się, że nie bardzo wierzył w apokalipsę i takie działania uważał za niepotrzebne – Na wszelki wypadek możemy też zastawić drzwi od mieszkania, aby nikt nie wdarł się do środka by nas nastraszyć – dodała, z nadzieją, że niechęć do zostania ośmieszonym jakoś go przekona – Zawsze możemy to wytłumaczyć jako ochronę przed głupimi pranksterami – uśmiechnęła się szeroko.

   Pan Karol w końcu niechętnie kiwnął głową.

- Niech będzie – zgodził się – I tak na głupszych już nie wyjdziemy – westchnął.

- Nie jesteśmy głupi! – zaprzeczyła Ola – Robiliśmy to samo co reszta kraju – nadymała policzki.

Tomek uśmiechnął się, patrząc w stronę z której nadjechał jedyny widziany przez nich bus.

- To nic nie zmienia – powiedział, nawet na nią nie zerkając – Najwidoczniej wszyscy są głupi.



   Za oknem było już ciemno, ale nikt nie myślał o tym, by położyć się spać. Obstawili wszystkie okna w mieszkaniu i, choć żadne z nich nie chciało się do tego przyznać, czekali. Każde z nich, pogrążone we własnych myślach, próbowało dojrzeć cokolwiek w ciemności. Czy zobaczą dzisiaj zombie? A może będą siedzieć do rana i utwierdzą się w przekonaniu, że to wszystko było tylko żartem? Im dłużej nad tym rozmyślali, tym bardziej zaczynali wierzyć, że ta noc nie skończy się za dobrze.

- Myślisz, że Kamil jest bezpieczny? – zapytała nagle Gosia.

   Zaskoczona tym nagłym pytaniem Paulina oderwała wzrok od szyby i spojrzała na swoją przyjaciółkę.

- Na pewno – uśmiechnęła się do niej ciepło – Ale lepiej by było, gdybyś go zapytała.

   Gosia milczała przez chwilę. Rozważała wszelkie możliwości i zadzwonienie o tej porze do chłopaka mogło przynieść same negatywne skutki. Nie chciała go martwić, ani też bać się o to co może go spotkać. Teraz musiała skupić się na sobie i swojej rodzinie.

- Jutro – zdecydowała w końcu – Jak tylko wszystko się wyjaśni – powiedziała, choć w jej głosie nie było słychać przekonania.

   Paulina przez chwilę obserwowała dziewczynę. Znała ją na tyle dobrze, aby wiedzieć co dzieje się teraz w jej głowie, a przynajmniej orientować się na tyle, aby nie próbować jej przekonywać.

- Jutro – zgodziła się i z powrotem zaczęła obserwować ciemność.



   Tomek siedział na parapecie, grając z Pawłem w karty. Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, choć w głębi duszy czuł jedynie niepokój, ale w ciągu tych wszystkich lat w szkole nauczył się uśmiechać nawet wtedy, gdy sytuacja była naprawdę beznadziejna. Nie raz nauczyciele się wkurzali, widząc, że ich reprymendy w ogóle do niego nie docierają. Prawda była zupełnie inna, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. W końcu Tomek nigdy się niczym nie przejmował, więc czemu miało go ruszyć coś takiego? Apokalipsa zombie nie była wyjątkiem.

- Oszukujesz! – krzyknął Paweł i rzucił karty na stół – Tak się nie bawię! – dwunastolatek założył ręce na piersi i spojrzał na niego spod byka.

- Ja? – Tomek udał zdziwionego – Ja nigdy nie oszukuję! – zaśmiał się – Jak śmiesz wątpić w moją uczciwość? - uniósł brwi do góry, próbując ukryć cisnący się na usta uśmiech.

- Jakbym cię nie znał – Paweł zmarszczył brwi.

   Łatwo go było wyprowadzić z równowagi. Przeważnie wystarczało jedno słowo, aby zaczął się rzucać do wszystkich. Większość osób to denerwowało, ale Tomek lubił prowokować Pawła, bawiło go jego zachowanie. Na dodatek z czasem zaczął zauważać, że dzieciak uodparnia się na niektóre prowokacje, dzięki czemu w szkole zachowywał się mniej destruktywnie, a to bardzo cieszyło jego mamę. Nie żeby ten efekt był zamierzony, Tomek nie spodziewał się, że jego ulubiona „rozrywka” może w jakikolwiek sposób pomóc w utemperowaniu jego charakteru.

- No, może trochę oszukiwałem… - przyznał niby niechętnie Tomek – Ale liczy się tylko rezultat! – dodał zaraz ze znacznie większym entuzjazmem.

- Wal się – Paweł pokazał mu język.

- Paweł, słownictwo! – zawołała z drugiego pokoju jego mama.

- No właśnie, Paweł, słownictwo! – powtórzył po niej Tomek.

   Nawet nie zauważył kiedy Paweł się podniósł.

   Chwilę później słychać było głośny śmiech dwunastolatka.



   Ola siedziała z rodzicami w salonie, kuląc się na fotelu z pluszakiem w ręce. Bała się. W głowie widziała najgorsze scenariusze dzisiejszej nocy. Widziała wystarczająco dużo filmów o zombie, aby wiedzieć, że nie zawsze są one powolnymi i ślepymi istotami, którym bez problemu można uciec. W jej wyobrażeniach to, co miało się dzisiaj pojawić, było duże, szybkie i przerażająco silne. Umysł podsuwał jej obrazy chodzących po suficie szkarad, którym z ust leci żółć. Trzęsła się tak bardzo, że aż zwróciła na siebie uwagę ojca.

- Hej, skarbie, nie bój się – kucnął przed nią i położył jej dłoń na kolanie – Wszystko będzie w porządku, słyszałaś co mówił Tomek i Paulina. To tylko głupi żart – uśmiechnął się do niej czule.

   Pani Ewa stanęła za oparciem fotela i pogładziła córkę po głowie.

- Z nami nic ci nie grozi – zapewniła ją i pochyliła się, aby cmoknąć ją w czoło.

   Ola nie odpowiedziała.

   Może i była mała, ale nie była głupia. Widziała, że oni też się boją. Tak samo jej siostra, Paulina i Tomek. Wszyscy udawali, że jest okej, ale ona wiedziała swoje.

   Czuła, że nic tej nocy nie pójdzie dobrze.



   Wybiła północ. W mieszkaniu zapanowała cisza. O tej godzinie miała rozpocząć się gra, w której stawką było ich życie, jak i przyszłość całego świata.

   Całą wioskę spowiła cisza. Wydawało się, że nawet wiatr na chwilę stanął, aby nie przegapić pierwszej oznaki apokalipsy.

   Mijały minuty, ale nic się nie działo. Grupa powoli zaczynała się rozluźniać. Brak zagrożenia. Ta myśl zaczynała przedzierać się przez ich myśli, przynosząc ulgę i spokój.

   Na twarzy pani Ewy pojawił się uśmiech. Nie było żadnego startu, krzyków czy jęków. Ktoś sobie z nich zażartował.

- Powinniśmy odsunąć meble? – zapytał Paweł.

   Wzrok wszystkich skierował się na jego osobę. Posunięcie to wydawało się logiczne – skoro to był tylko żart to mieli szansę udawać, że wcale się nie nabrali. Tomek otworzył usta, aby poprzeć ten pomysł, ale w tej samej chwili coś uderzyło o drzwi.

   Wystarczyła dosłownie chwila, aby wszyscy znaleźli się przy oknie.

   W ciemności majaczyła się czyjaś sylwetka. Uderzała ona raz po raz w drzwi, warcząc na tyle głośno, że byli w stanie ją usłyszeć.

- Myślicie, że to wynajęty przez zamaskowanego doktorka prankster? – zapytała Gosia szeptem.

   Nikt jej nie odpowiedział. Cała ta sytuacja wydawała im się przerażająca, ale i śmieszna zarazem. Czy to aktor? A może jednak prawdziwy zombie? Nie potrafili na to odpowiedzieć.

- Może po prostu to sprawdzimy? – zasugerowała Paulina.

   Wszyscy natychmiast na nią spojrzeli.

- Oszalałaś?! – zapytał Tomek, łapiąc siostrę za ramię – Może być niebezpieczny! – przypomniał jej.

- Przestań – Paulina przewróciła oczami – Jest tylko jeden, na dodatek nie musimy do niego podchodzić i wiemy jak go zabić – położyła wolną rękę na dłoni, którą ściskał ją za ramię – Tylko sprawdzimy czy to aktor – obiecała mu.

- Jak? Strzelisz mu w głowę i zrobisz autopsję? – zapytał niezbyt przekonany jej argumentami.

- A mamy pistolet? – zapytała, patrząc na pana Karola.

- Wiatrówkę – odpowiedział pan Karol.

- W takim razie tak, strzelę mu w głowę – Paulina uśmiechnęła się szeroko do brata – Ale najpierw dowiem się czy jest człowiekiem, nie umiem dokonać autopsji – puściła mu oczko i odsunęła jego rękę.

   Tomek westchnął głośno.

- Jak? Jak chcesz sprawdzić czy jest człowiekiem? Może być naprawdę dobrym aktorem, a wtedy będziemy mieć go na sumieniu – próbował przemówić jej do rozumu.

- Nie zabijemy, a zabiję – sprostowała i wzruszyła ramionami – I nie, nie zabiję niewinnego człowieka. Nie ważne jak dobry byłby z niego aktor, nie będzie udawał, gdy przystawimy mu lufę do skroni – poklepała brata po ramieniu i odwróciła się w stronę pozostałych.

- To jaki mamy plan? – zapytała uśmiechnięta.



   Plan był beznadziejny. I głupi. Wiedzieli o tym doskonale i mimo,  że to oni go wymyślili, to nie potrafili się do niego przekonać.

- Jesteście pewni, że chcecie to zrobić? – zapytała sceptycznie nastawiona pani Ewa.

- Bardziej niż czegokolwiek wcześniej – zapewnił ją Tomek i załadował wiatrówkę.

   Czuli się głupio w tej sytuacji, ale starali się udawać, że wszystko jest w porządku.

- Pamiętajcie żeby nie spanikować – przypomniał pan Karol, ważąc w dłoni kupiony kiedyś dla ozdoby miecz.

- Będą z tego niezłe memy – zaśmiał się Paweł, ale nie rozbawiło to nikogo innego poza nim samym.

   Atmosfera ani na chwilę się nie rozluźniła. Paulina spojrzała na Tomka i pana Karola. Widziała, że nie byli gotowi, tak jak i ona, ale zdawała też sobie sprawę, że przedłużanie tej chwili niczego nie zmieni. Odwróciła się gwałtownie w stronę drzwi i nacisnęła klamkę.

- Pora na show – mruknęła i wyszła na korytarz.

   W momencie gdy znaleźli się poza, jak im się wydawało, bezpiecznym mieszkaniem, poczuli dreszcze. Dookoła panował mrok, jedynie oni stali w strudze wręcz żółtego światła, które dawała stara lampa zawieszona w przedpokoju rodziny Rudzińskich. Zza drzwi klatki słychać było miarowe powarkiwanie, które stało się teraz bardziej wyraźne.

- Na trzy – szepnęła Paulina i weszła na blokujący schody stół, po czym wraz z bratem i panem Karolem odsunęła kanapę spod drzwi.

   Warczenie przybrało na sile. Gosia, która stała w drzwiach korytarza, zagryzła wargę. Nie tylko ona poczuła niepokój, gdy zdała sobie sprawę, że osobnik czający się po drugiej stronie, usłyszał ich. Nie żeby się tego nie spodziewali. Raczej nie byli zbyt subtelni podczas tego małego przemeblowania.

   Wszyscy zajęli ustalone wcześniej miejsca. Paweł i Ola, skuleni z matką w kuchni, nasłuchiwali z nadzieją, że zamiast strzału usłyszą głośne śmiechy.

   Niestety nic takiego się nie stało.

   Szybkie. ciche odliczanie.

   Paulina otworzyła drzwi.

   W jednej chwili poczuła jak sofa uderza o stół, na którym kucała, a w kolejnej już czuła jak czyjaś ręka zaciska się jej na nadgarstku. Krzyknęła przestraszona i spróbowała się wyrwać, cofając przy okazji o kilka kroków, ale uścisk był tak silny, że jedynie zjechała jedną nogą na podłogę. Tomek wycelował w głowę napastnika, a ręce drżały mu niemiłosiernie.

- Puszczaj ją! – wrzasnął i zrobił krok do przodu, tracąc w ten sposób dobry widok, więc zaraz cofnął się o stopień w górę.

   Nie dostał żadnej odpowiedzi.

   Pan Karol rzucił się w stronę światła, mając nadzieję, że w jakiś sposób zdezorientuje to na chwilę ich przeciwnika, ale zamiast tego sprawił, że zapanował między nimi jeszcze większy chaos.

   Zombie.

   Tylko tyle wytworzyło się w ich myślach, zanim zaczęli panikować. Postać o szarozielonej cerze i żółtych, zamglonych oczach próbowała przyciągnąć do siebie jedną z nich, pochylając się w jej stronę i kłapiąc zębami. Powarkiwanie było nieznośnie głośne, jakby sygnalizowało poziom niebezpieczeństwa stwarzany przez tę kreaturę.

   Paulina zamachnęła się trzymanym w ręce nożem kuchennym, przecinając napastnikowi policzek, ale nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Z rany powoli zaczęła wypływać tak ciemna krew, że w tym oświetleniu wyglądała wręcz na czarną. Wśród pozostałych zapadła cisza. Nie wiedzieli co robić. Nieproszony gość nie wyglądał na aktora. A może miał grubą maskę wypełnioną sztuczną krwią? Powinni strzelać? Złapać go?

   Paulina, coraz bardziej przerażona, popędzała ich, aby coś zrobili. Ponownie zamachnęła się nożem i wbiła mu go w  ramię aż po rękojeść. W tym samym momencie została złapana za drugą rękę. Nie mogła uciec. Szczęki zombie raz po raz zbliżały się do jej twarzy. Spróbowała przesunąć stół nogą, która jeszcze się na nim znajdowała, ale poślizgnęła się i poleciała do tyłu, ciągnąc za sobą zombie. Dzięki temu udało jej się uwolnić jedną rękę. Podniosła się do siadu z zamiarem wyrwania noża z jego ciała i nagle poczuła jak palce zombie zaciskają się na jej włosach. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że tego zombie nie interesuje jej mięso, a mózg. Szarpnęła się do tyłu, ale nie osiągnęła dzięki temu nic, poza bolącą skórą głowy.

   Usłyszała wystrzał, a po nim czyjeś szybkie kroki.

   Uścisk poluzował się, a ona poleciała bezwładnie na schody.

   Zapanowała cisza przerywana ciężkim oddechem Pauliny, która wpatrywała się roztrzęsiona w leżącą między jej nogami głowę.

   Zombie. To był zombie. Prawdziwy, martwy, chodzący zombie.

- Nie żyje – odezwał się w końcu Tomek.

   Nagle wszyscy poczuli ulgę.



- Co robimy z ciałem? – zapytała w końcu Paulina.

   Nie podobał jej się fakt, że mają za drzwiami trupa. To prawie tak jakby mieli gdzieś, że go zabili.

- Zostawimy. Jak rano wstaniemy to będziemy mieli dowód, że nie oszaleliśmy – powiedział Tomek, pijąc herbatę z melisą.

- Ten smród nie przyciągnie tutaj kolejnych? – na twarzy Pauliny malował się niepokój.

- Myślę, że będziemy mieć spokój do końca tej nocy – zapewnił ją Tomek.

   Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni.

- Skąd wiesz? – zapytała Gosia.

- To gra – zaczął Paweł, nie dając dojść Tomkowi do słowa - Level pierwszy to coś w stylu rozgrzewki, samouczka, a wydaje mi się, że załapaliśmy podstawy – spojrzał za okno.

- Taa… - mruknęła pod nosem Paulina – Jeżeli coś wygląda na zombie, to jest to zombie – westchnęła cicho.



   Po długiej nocy nastał w końcu ranek. Zmęczeni czuwaniem nad własnym bezpieczeństwem, zbierali się do wyjścia. Wiedzieli, że nie mogą tu zostać. Powinni udać się w stronę granicy bądź wziąć udział w grze. Druga opcja nie bardzo im pasowała, ale zdawali sobie sprawę z tego, że mogą nie mieć wyboru. Co jeżeli nikt nie pozwoli im przekroczyć granicy? Szalony doktorek obiecywał, że zabierze każdego chętnego poza granice kraju, ale to było niemożliwe. Potrzebował graczy, bo jak bez nich ma się odbyć rozgrywka? Co jeżeli to on wytypował ich na ochotników? Będą musieli spędzić w tym miejscu pół roku? Mniej? Więcej? Sama myśl o tym sprawiała, że tracili chęci do życia.

- Gotowi? – zapytał Tomek, a gdy wszyscy przytaknęli, uśmiechnął się – W takim razie w drogę! – zawołał radośnie, wyszedł z mieszkania i jak gdyby nigdy nic przeszedł nad ciałem.

   Kilka godzin wcześniej kłócili się o to czy go nie wynieść, aby nie straszyć dzieciaków, ale ostatecznie zdecydowali, że lepiej będzie jak zaczną przyzwyczajać się już teraz.

   Do wschodu słońca słyszeli powarkiwania w okolicy, ale gdy wyszli, nikogo nie było. Wyglądało prawie tak, jakby nie odbyła się żadna apokalipsa. Gdyby nie zombie leżący w korytarzu z rozwaloną i odciętą od ciała głową, to można by pomyśleć, że wszystko sobie wyobrazili.

   Tomek skierował się w stronę głównej ulicy. Mieli dobre dziesięć kilometrów do najbliższego miasta, ale wiedzieli, że muszą się tam udać, choćby po to, aby móc zaspokoić głód.

   Już z daleka rzuciła się im w oczy wielka paczka stojąca dokładnie w tym samym miejscu, w którym wczoraj stali oni. Zainteresowani, zbliżyli się do niej szybko. Liczyli na jakieś wyjaśnienia, informacje dotyczące ucieczki z tego wariatkowa bądź chociaż datę zakończenia koszmaru w jakim się teraz znaleźli, zamiast tego zobaczyli kartkę z logo Zombie Game i wielki napis „OTWÓRZ MNIE”. Spojrzeli po sobie, jakby szukając powodu dla którego powinni to zrobić. Nie zapowiadało się na zakończenie gry, a na poważne jej rozpoczęcie.

   Paulina wyłamała się przed szereg i z pomocą noża kuchennego, który wzięła ze sobą, rozcięła taśmę. Gdy tylko odchylili wieko, ich oczom ukazało się kilka pudełek amunicji, suchy prowiant na kilka dni, parę noży, dwa pistolety i książka survivalowa.

- Cóż… Przynajmniej trzyma się zasad – powiedział Tomek i sięgnął po jeden z pistoletów – To na pewno nam się przyda – zważył go w dłoni i zerknął do środka w poszukiwaniu kabury i jakiegoś paska, ale nic takiego tam nie było.

- Podstawowe wyposażenie? – zapytał Paweł i też zajrzał do pudła – Trochę mało jak na taką grupę – powiedział niezadowolony.

- I tak nie dostałbyś pistoletu – Ola pokazała mu język – Tak jak i nie dostaniesz noża – dodała.

- Niby dlaczego?! – krzyknął zdenerwowany, ale zaraz się uciszył, widząc karcące spojrzenie matki.

- Bo nie – ucięła Gosia i spojrzała na ojca.

- Gosia ma rację. Jesteś za mały, a my potrzebujemy broni – pogłaskał syna po głowie.

- A jak coś mnie zaatakuje? – zasugerował.

- To ktoś z nas cię obroni – obiecał mu Tomek.

- A jak was nie będzie w pobliżu? – po jego minie widzieli, że naprawdę się tym martwi.

   Paulina uśmiechnęła się do niego ciepło.

- Będziemy w pobliżu, na pewno – powiedziała tak spokojnie i z taką pewnością siebie, że prawie sama sobie uwierzyła.



- Paulina, masz napój? – zapytał Tomek, idąc zaraz za nią.

- Przecież masz wodę w plecaku – spojrzała na niego przez ramię.

   Czasami naprawdę zachowywał się jak dziecko i działał jej ty na nerwy.

- Ale ja chcę coś słodkiego do picia – powiedział, przeciągając ostatnią literę aby podkreślić wagę swojego pragnienia.

   Dopiero wyszli, a ten już zaczynał. Miała nadzieję, że cała ich podróż nie będzie tak wyglądała.

- Jeny, upierdliwy jesteś – westchnęła Paulina – W dużej kieszonce – powiedziała, nie zwalniając ani na chwilę.

   Tomek doskoczył do niej i niemal powiesił się na jej plecaku. Chwilę grzebał w zawartości, aż w końcu wyjął białego, pluszowego kotka.

- Eee, Paulina? – zapytał.

   Dziewczyna ponownie zerknęła na niego przez ramię.

- Co jest? – w jej głosie słychać było znudzenie.

- Po co ci Lady Kicia? – podniósł maskotkę na wysokość jej twarzy – I lokówka? – dodał, widząc ją między przekąskami.

   Paulina niemal od razu wyrwała mu zabawkę z rąk. Pozostali spojrzeli na nich, nie do końca wiedząc o co chodzi.

- Mieliśmy wyjechać za granicę, więc to chyba logiczne, że spakowałam swoją ulubioną poduszkę – nastroszyła się i zdjęła plecak, po czym umieściła Lady Kicię z powrotem między jedzeniem.

   Tomek podniósł dłonie w obronnym geście.

- Spokojnie, tylko zapytałem – zaśmiał się – To dasz mi te picie? – zapytał, chcąc zmienić temat.

- Miałeś swoją szansę, teraz cierp – prychnęła i ruszyła dalej.



   Byli w połowie drogi, gdy nagle odezwał się telefon Gosi. Gdy dziewczyna zobaczyła kto dzwoni, od razu odebrała.

- Kamil? – zapytała, po czym wstrzymała oddech.

- Hej, skarbie – odezwał się głos w telefonie – Jesteś za granicą? –zapytał.

   Gosia nie potrafiła jednoznacznie określić czy był on zmartwiony czy przerażony, ale jednego była pewna – coś było nie tak.

- Nie, idę właśnie do Rośszyc – powiedziała powoli.

   W odpowiedzi dostała ciche westchnienie. Ulga? Nie, informacja nie była dobra, więc nie powinien czuć ulgi, przynajmniej tak się jej wydawało. Może liczył na inną odpowiedź? Chciał, żeby była za granicą? Czyżby nie wyjechał i widział co stało się w nocy?

- Z kim jesteś? – odezwał się w końcu.

   Zmarszczyła brwi. Nie podobał się jej ton jego głosu. Brzmiał na zirytowanego.

- Z rodzicami, Pawłem, Olą, Tomkiem i Pauliną – spojrzała na swoją przyjaciółkę, która mimo że nie słyszała co mówi Kamil, doskonale odzwierciedlała jej uczucia.

- Wpadniecie do mnie? Utknąłem w mieszkaniu – zaśmiał się zażenowany.

   Gosia na chwilę zamarła. Przez chwilę miała nadzieję, że się przesłyszała, że to jej wyobraźnia tworzy dźwięki słyszalne w tle. Przełączyła rozmowę na głośnomówiący.

- Możesz powtórzyć? – poprosiła.

- Utknąłem w mieszkaniu. Przyjdziecie po mnie?

   Przez chwilę nikt mu nie odpowiadał. W tle wyraźnie słychać było płaczącą dziewczynę.

- Czy to Karajowa? – głos Pauliny drżał.

- Co? – zapytał Kamil – A, tak. Pomagała mi z matematyki – wyjaśnił szybko.

   Paulina zacisnęła zęby. Z matematyki?, pomyślała, Niech no ja cię dorwę...

- Przyjdziemy, szykujcie się – obiecała, choć ciężko było to nazwać obietnicą.

   Kamil zdawał sobie sprawę z tego, co go czeka. Ton jej głosu wyraźnie wskazywał na to, że bliżej temu do groźby niż przysięgi. Znał się z Pauliną na tyle, aby wiedzieć, że nie skończy się to dobrze. Już chciał coś powiedzieć, ale po drugiej stronie rozległ się dźwięk kończący połączenie.



Post połączony: 29 Kwiecień, 2018, 10:17:34
Dziękuję za wyświetlenia! :) Mam nadzieję, że komuś podoba się to opowiadanie ;) Jeżeli chcecie przeczytać więcej to zapraszam na mojego bloga - możecie też wziąć tam udział w ankietach :)

O ile w ogóle ktoś to czyta, a nie zagląda i wychodzi :D


2. Game start!


   Od telefonu Kamila minęło jakieś dwadzieścia minut. W tym czasie grupa dotarła do miasta. Droga przez pustkowie była stresująca, ale dzięki temu, że naokoło były pola to mieli doskonały widok na otoczenie. Zombie byli w stanie wypatrzeć z daleka, jednak nie bardzo mieli gdzie uciec. Na szczęście przez całą drogę żaden się nie pojawił.

   Miasto zaś to całkiem inna bajka. Wszędzie stały budynki, za którymi i w których czaić się mogły te drapieżne bestie. Śladowe poczucie bezpieczeństwa całkowicie się ulotniło.

   Tomek, cały czas ściskając we wciśniętej do kieszeni ręce znalezioną na pudełku kartkę, zatrzymał się gwałtownie. Wydawało mu się, że takie parcie na przód to słaby pomysł. Gdzie uciekną jak zaatakuje ich zombie? Czy dadzą radę chociaż jednemu? A jak zajdzie ich od tyłu cała grupa?

   Pan Karol najwidoczniej myślał tak samo, gdyż od razu zaczął się rozglądać.

- Tomek i Paulina, pójdziecie przodem? – zapytał, patrząc na rodzeństwo, które niepewnie kiwnęło głowami – Ja będę osłaniał tyły. Gosia, prawa strona jest twoja, a ty, kochanie – uśmiechnął się do swojej żony – pilnuj lewej. Do Kamila mamy spory kawałek, musimy być czujni – powiedział, patrząc na każde z nich.

   Może i grupa nie była jakaś specjalna, ale wiedział, że sobie poradzą. W innym wypadku i tak nie będzie miało to znaczenia.

   Paulina uśmiechnęła się szeroko, widząc zaniepokojone miny dzieciaków. Miała nadzieję, że nie odbije im coś po drodze. Psychika młodych ludzi była bardzo delikatna i nie chciała, aby ta głupia gra ją zniszczyła.

- Chodźmy trochę postrzelać – puściła oczko Pawłowi i odwróciła się na pięcie, ruszając śmiało przed siebie.

   Cała pewność, jaką okazywała, ani na chwilę nie zagościła w jej sercu.



   W połowie drogi musieli zboczyć z kursu, gdyż trafili na wałęsającego się po ulicy umarlaka. Mimo wcześniejszego spotkania z jednym, nie kusiło ich do zapoznania się z kolejnym. Nadłożyli trochę drogi, przechodząc przez plac jednej z trzech podstawówek w tym mieście. Opuszczona szkoła prezentowała się upiornie – niczym nawiedzone zamczysko, górowała nad pobliskimi budynkami, wbijając szpony strachu w serca przechodniów.

   Ola uczepiła się nogi ojca z niebywałą siłą i mimo przyspieszonego tempa, ani na chwilę go nie puściła.

   Pod mieszkanie Kamila dotarli już bez większych problemów.

   Niestety pod samym blokiem nie było już tak kolorowo. Przy drzwiach stało trzy zombie, warcząc i drapiąc w szybę i plastik. Dźwięk był okropny, ale one najwidoczniej nie zwracały na to uwagi, pochłonięte próbą dotarcia na drugą stronę.

   Ola cofnęła się gwałtownie, chowając za panem Karolem.

- Kamil jest w środku? – zapytał cicho Paweł, mając nadzieję, że pozostali zaprzeczą.

   Nikt mu nie odpowiedział. Wszyscy wpatrywali się w okno na trzecim piętrze, z którego spoglądał na nich brązowowłosy chłopak.

- Kamil! – Gosia wydała z siebie zduszony okrzyk.

   Pamiętali przerażenie jakie wywołał w nich jeden zombie, więc co musiał przeżyć chłopak, gdy zobaczył trzy? Na dodatek miał do pomocy tylko Kamilę Karaj – jedną z najbardziej bezużytecznych dziewczyn na świecie, zdaniem Pauliny.

- Myślisz, że trafisz? – uszu Tomka dobiegł głos pana Karola, więc opuścił broń.

- Mogę spróbować – chłopak wzruszył ramionami i ponownie wycelował – Jak trafię to mamy jednego mniej, a jak nie to cała trójka ruszy w naszą stronę – na jego twarzy widać było skupienie.

   Nie chciał spudłować. Wiedział, że nikt by go za to nie winił, wcześniej nie strzelał za często, a już na pewno nigdy z myślą o tym, że od tej jednej kulki może zależeć życie jego i jego przyjaciół.

   Teraz zaś stał w najdziwniejszej sytuacji jaką mógłby sobie wyobrazić, a mimo to ręka mu się nie trzęsła. Wciągnął powietrze i nacisnął spust.

   Rozległ się odgłos wystrzału. W pierwszej kolejności zwrócili uwagę na odwracające się zombie, dopiero później zauważyli, że jeden z nich upadł.

   Trafił.

   Tomek uśmiechnął się szeroko i ponownie wycelował. Razem z panem Karolem zaczęli załatwiać kolejne. Tym razem nie mieli tyle szczęścia i pociski mijały się z poruszającymi się w ich stronę celami. Jeden z nich zachwiał się pod siłą uderzenia, by zaraz paść jak długi, gdy kolejny pocisk przeszył jego głowę.

   Ostatni z zombie. Dotarł już stanowczo za blisko. Pan Karol spojrzał na dzieci, zasłaniając je swoim ciałem, a Tomek próbował bezskutecznie wycelować. Nagle ni z tego, ni z owego jego ręka zaczęła drżeć.

   Paulina poprawiła uścisk na nożu i, z bijącym jak młot sercem, rzuciła się na kierującego się w stronę jej brata zombie. Mało wprawnym ruchem wbiła nóż w jego czaszkę. W momencie uszkodzenia mózgu, zombie runął na ziemię, ciągnąc za sobą niespodziewającą się tego Paulinę. Dziewczyna wylądowała na kolanach, patrząc na martwe ciało tuż przed sobą. Wcześniej nie mieli czasu ani ochoty przyjrzeć się monstrum, teraz jednak mogła sobie na to pozwolić.

   Skóra zombie miała niebiesko zielonkawy odcień, a, nieporuszające się teraz, oczy barwę intensywnej, ale nie jaskrawej żółci. Źrenice wydawały się normalne, tak jak i reszta oka, gdyby nie liczyć czarnej kreski przecinającej pionowo całą gałkę. Zęby, przynajmniej u tego osobnika, były proste i w miarę równe, jedynie trochę popsute, chociaż w porównaniu do tych z seriali i tak prezentowały się doskonale. Skóra, nie licząc dziwnego koloru, była nienaruszona. Osobnik był młody, na jego twarzy brakowało zmarszczek, prawdopodobnie miał około dwudziestu pięciu lat.

   Wzrok dziewczyny powędrował niżej. Pazury niczym się nie wyróżniały, tak samo całe kończyny i korpus. Nie widać było żadnego konkretnego powodu śmierci tej osoby, wykluczając dziurę w głowie – okaz zdrowia. A mimo to ten wysoki, czarnowłosy chłopak stał się zombie.

- Paulina, wszystko ok? – jej brat kucnął obok niej.

   Dziewczyna spojrzała na niego, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Z nią? Tak. Ze światem? Niekoniecznie.

- Czym one są? – wydusiła z siebie w końcu.

   Wszyscy spojrzeli na leżącego przed nimi trupa. Wiedzieli co dziewczyna ma na myśli, ale nie potrafili udzielić jej odpowiedzi.

   Nagle drzwi od budynku otworzyły się i wybiegł z nich Kamil, a zaraz za nim Kamila. Na twarzy chłopaka malował się niepokój, ale też i pewnego rodzaju ulga pomieszana z rozbawieniem.

- Akcja prawie jak z TWD – zaśmiał się, stając tuż obok nich.

   Kamili nie było jednak do śmiechu. Zerknęła zza jego ramienia na zombie i niemal od razu odwróciła wzrok. Co to niby miało być? Właśnie kogoś zamordowali!

   Gosia spojrzała na swojego chłopaka i na schowaną za nim dziewczynę. Poczuła, że wzbiera się w niej gniew. Tyle razy zapewniał ją, że nie widuje się z Kamilą, a teraz co? Przyłapany na gorącym uczynku! Ciekawe ile razy kłamał na ten temat, pomyślała zdenerwowana i złapała za zauważone kątem oka kapcie, które prawdopodobnie wypadły uciekającej rodzinie z walizki. Chwilę później jeden kapeć uderzył z głuchym pacnięciem w klatkę piersiową brązowowłosego, odbijając się od niej i lądując na betonie.

   Kamil spojrzał zaskoczony na dziewczynę.

- Za co to? – zapytał, nie bardzo rozumiejąc za co oberwał.

   Jego mina rozbawiła nadal klęczącą Paulinę, która z uśmiechem na ustach wykonała coś na wzór tańca zwycięstwa, ale jako że Gosia była jej przyjaciółką to zaraz przyjęła postawę bojową.

- Domyśl się! – prychnęła Gosia i odwróciła się na pięcie, robiąc kilka kroków przed siebie, aby nie musieć go słuchać.

- Idiota – prychnęła solidarnie Paulina i podniosła się z ziemi.

- No przestańcie – Kamil przewrócił oczami – Nic nie zrobiłem, to były tylko korki – dodał.

   Tomek, widząc, że dziewczyny nie mają zamiaru odpuścić, zrobił krok w tył.

- Pójdziemy po żarcie, co wy na to? – spojrzał na pana Karola i dzieciaki z wyraźną prośbą w oczach.

   Pani Ewa pokiwała głową i ponagliła dzieci, nie chciała aby słuchały ich kłótni, za często w takich sytuacjach padały między nimi niecenzuralne słowa.

- Ty też, Kamila – pan Karol wskazał jej ręką drzwi.

   Dziewczyna przewróciła oczami. Nie miała powodu się spierać. Podejrzewała, że z kuchennego okna i tak wszystko usłyszy.

   Gdy grupa zaczęła się oddalać, Kamil podszedł do Gosi.

- Hej, kotku – zaczął z łobuzerskim uśmiechem – Chyba nie myślisz, że ja i Kamila…? – zapytał, unosząc prowokacyjnie brew.

- Właśnie tak myślę! – odpowiedziała brązowowłosa, uderzając go drugim z kapci w tors – Miałeś się z nią nie spotykać! Ona na ciebie leci! – krzyczała, raz po raz powtarzając uderzenia.

- Nie leci, jesteśmy przyjaciółmi – Kamil starał się zachować spokój, pozwalając jej się wyżyć.

   Gosia prychnęła głośno, potrząsając głową z niedowierzaniem.

- Ile razy mi powtarzałeś, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska? Że zawsze jedna ze stron kocha się w drugiej? – zapytała, trzymając swoją prowizoryczną broń wycelowaną w jego twarz.

   Kamil otworzył usta, ale nie znalazł argumentu na swoją obronę. Owszem, mówił tak, ale głównie dlatego, że Gosia chciała, aby zaprzyjaźnił się z Pauliną, a tego zrobić nie chciał. Nie to, że nie lubił blondynki, chociaż bardzo często działała mu na nerwy, po prostu uważał, że nie ma z nią nic wspólnego i że taka relacja byłaby jedynie męką.

- Wiedziałam – Gosia zaśmiała się, ale w jej głosie nie było słychać rozbawienia. Był to jedynie pusty, suchy dźwięk pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych emocji – Nie odzywaj się do mnie  - powiedziała chłodno i upuściła kapcia, odchodząc w stronę bloku.

   Przez chwilę nie wiedział jak zareagować. Co się właściwie stało? Co powinien zrobić? Już chciał za nią ruszyć, gdy nagle poczuł jak coś uderza go w brzuch. Raz. Później drugi. Zgiął się w pół, patrząc na wściekłą blondynkę.

- Następnym razem lepiej dobieraj przyjaciół – wycedziła i, rzucając mu pełne pogardy spojrzenie, pobiegła za przyjaciółką.

   To nie tak, że uważała, aby zrobił coś złego przyjaźniąc się z dziewczyną, której nie lubi jego ukochana, jej zdaniem popełnił czyn niewybaczalny wybierając na to miejsce Kamilę Karaj – osobę, którą Gosia i ona darzyły nienawiścią. Uczucie to pojawiło się na długo przed poznaniem Kamila i nie potrafił on zrozumieć, że nie ma to z nim nic wspólnego.

   Paulina dogoniła Gosię na schodach. Nic nie mówiąc, przytuliła ją delikatnie. Gosia westchnęła cicho i odwzajemniła uścisk.

- Dlaczego on jest takim debilem? – zapytała, ale blondynka nie potrafiła jej odpowiedzieć.



   Zebrali się wszyscy w kuchni Kamila. W plecakach mieli zapakowane zapasy na dwa, góra trzy, dni. Musieli zdecydować co robić dalej.

- Wydaje mi się, że powinniśmy zaryzykować – powiedział Tomek, miętoląc w rękach kartkę, którą znaleźli przy pudełku z bronią.

- Nie wydaje mi się to zbyt bezpieczne – pan Karol miał sceptyczną minę – Podążanie za jego wskazówkami może się źle dla nas skończyć – powiedział, opierając się o szafki.

- I na pewno nie doprowadzi nas do granicy – poparła męża pani Ewa.

   Paulina pokiwała głową. Zdawała sobie sprawę, że pomysł brata skaże ich na pozostanie w grze, ale coś ciągnęło ją do tej chorej zabawy.

- Jeżeli ją olejemy to kto zakończy apokalipsę? – zapytał Kamil – Zasady są proste. Jeżeli nikt nie weźmie udziału w grze, zombie przekroczą granice.

- Rząd może je wszystkie zabić – Kamila spojrzała na brązowowłosego – Zrzucić bombę czy coś – machnęła ręką w bliżej nieokreślonym geście.

- Prosto na nasze głowy, raczej podziękuję – prychnął Tomek.

   Nie bardzo marzyło mu się zostanie „ofiarą konieczną”.

- Zresztą gdyby mieli to zrobić to pewnie już dawno było by po nas – dodała Gosia.

   Kamila spojrzała na nią jak na idiotkę.

- Niby dlaczego? – zapytała – Pewnie czekają, aż wszyscy opuszczą kraj – na jej twarzy malowała się pewność siebie.

   Tomek pokręcił głową.

- Skąd mieliby wiedzieć kto został? Albo że w ogóle ktoś został? – w głosie blondyna słychać było irytację, jednak nie była ona skierowana do konkretnej osoby, raczej dotyczyła całej sytuacji.

- Moim zdaniem powinniśmy spróbować – odezwała się Paulina – Jeżeli poza nami zostały jakieś inne grupy to nie wiadomo czy postanowią działać, a nie bardzo marzy mi się TWD do końca życia – mruknęła, bawiąc się kluczami.

- W naszym przypadku to bardziej Z-Nation – Kamil uśmiechnął się do niej szeroko.

   Mimowolnie Paulina też się uśmiechnęła, ale zaraz spoważniała, przypominając sobie, że miała być na niego zła. W końcu solidarność jajników i te sprawy.

- I dlatego mam ryzykować życie swoich dzieci? – pani Ewa spojrzała na Decową jakby wyrosła jej druga głowa.

   Paulina na chwilę straciła impet. Całkowicie zapomniała o Oli i Pawle.

- Mogą państwo z nimi udać się za granicę, a my zostaniemy – zaproponował Tomek.

   Wiedział, że wybiera trudniejszą drogę, ale należał do osób, które wolą brać sprawy w swoje ręce niż czekać, aż ktoś odwali za nich całą robotę. Był gotowy się poświęcić dla dobra społeczeństwa, głównie dlatego, że sam do niego się zaliczał, a siedzenie i zastanawianie się co przyniesie przyszłość byłoby dla niego prawdziwą męką. Wolał przeżyć apokalipsę przez kilka miesięcy niż przez resztę życia. Niby istniała możliwość zagonienia hordy w jedno miejsce i wysadzenia jej, jednakże coś w głosie doktorka mówiło mu, że to nie będzie takie proste. A jako osoba nie lubiąca komplikacji i woląca zapobiegać niż leczyć, chciał spróbować. I co ważniejsze – jak mógł sobie odmówić polowania na chodzące trupy? Od dziecka lubił przygody, a ta jedna zapowiadała się niesamowicie.

- Może uda nam się odpalić auto, wtedy moglibyście zabrać Gosię i dzieciaki, a my byśmy poszli za wskazówkami – poparł go Kamil.

   Gosia spojrzała na niego.

- Kpisz sobie? Nie zostawię cię tu samego! – na jej twarzy malowała się złość – Pojedziemy wszyscy – dodała głosem nieznoszącym sprzeciwu.

- Chcecie to jedźcie, ale ja zostaję – Tomek potrząsną głową.

- Ja też – Paulina podniosła dłoń jak w szkole.

- I ja – Kamil spojrzał na swoją dziewczynę – Nie masz nic do gadania – dodał, gdy otworzyła usta by zaprotestować.

- W takim razie ja też zostaję – powiedziała Gosia, krzyżując ręce na piersi.

   Mina Kamila mówiła wszystko.

- Jedziesz z rodzicami – powiedział stanowczo, robiąc krok w jej stronę.

- Nie masz nic do gadania – uśmiechnęła się do niego – Prawda, Paulina? – zapytała, patrząc na przyjaciółkę.

   Paulina przez chwilę patrzyła to na nią, to na Kamila lub państwa Rudzińskich. Co miała powiedzieć – tak? Nie? Nie chciała aby później winiono ją za decyzję Gosi.

- Sama najlepiej wiesz czego chcesz – zaczęła ostrożnie – Ale zastanów się nad tym, to nie będzie miła wycieczka – dodała najdelikatniej jak potrafiła.

   Gosia przewróciła oczami. Całkowicie zapomniała, że Paulina nie lubiła narażać innych na nieprzyjemności.

- Czyli nie masz nic do gadania – podsumowała to Gosia radośnie.

   W tym samym momencie Paweł oderwał się od okna i spojrzał na nich z mało zadowoloną miną.

- Raczej już za późno na ucieczkę – powiedział cicho, ale dobitnie.



   Wszyscy stali przy oknie, obserwując z niedowierzaniem niebo.

- To jakiś żart, prawda? – zapytała Kamila i zachichotała histerycznie.

   Mimo tego, że widziała zombie, nadal ciężko było jej uwierzyć w apokalipsę, jednakże to, co widziała teraz, wydawało jej się jeszcze bardziej nierealne od chodzących trupów.

- Wątpię – Kamil pokręcił głową, nie odrywając wzroku od napisu umieszczonego w powietrzu.

   Tomek prychnął cicho. Mogli się tego spodziewać, w końcu gość, który to zrobił był wariatem. Podejrzewał, że takie akcje będą na porządku dziennym. Niespodzianka każdego dnia – tylko tego im brakowało w tym i tak już szalonym świecie.

- Skąd wiedział, że tu jesteśmy? – zapytał pan Karol, ale nikt mu nie odpowiedział na to pytanie.

   Paulina spojrzała na Gosię. Teraz żadna z nich nie musiała już decydować o tym, co zrobić. Utknęli tu wszyscy. „Koniec rekrutacji. Granice zamknięte. Witamy w Zombie Game!” – wystarczyło kilka koślawych słów, aby nawet ona straciła chęć do walki. Wydawało jej się nie fair, że to on wybrał ich dalszą drogę, w końcu pozostać mieli tylko ochotnicy – tak mówił w filmiku. A teraz? Zamknął przerażone dzieci i ich zatroskanych rodziców w grze, w której stawką było ich życie. Nie mieli gwarancji, że przetrwają do zakończenia, jedyne czego byli pewni to tego, że nie łatwo będzie dobiec do mety.

   Zresztą nawet nie wiedzieli gdzie ona jest. To było jak błądzenie po omacku. Uda się? Nie uda? Zdążą dotrzeć na miejsce przed upływem czasu? Ile wskazówek będą musieli odkryć? Na czym polega gra? Mieli wiele pytań, a odpowiedzi na żadne nie nadchodziły.

- Musimy spróbować. Inaczej na pewno zginiemy – na twarzy Tomka widać było zacięcie.

   Paulina poczuła się trochę lepiej widząc, że jej brat nie stracił wiary w zwycięstwo. Z takim nastawieniem nadal mieli szansę wygrać. Jeżeli się postarają to bez problemu zapewnią bezpieczeństwo Pawłowi i Oli.

- On tylko tak mówi – Gosia pogłaskała siostrę po głowie – Nic nam nie grozi, a na pewno nie śmierć – pocieszała ją, rzucając blondynowi mordercze spojrzenia.

   Tomek dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Spojrzał na wystraszoną jedenastolatkę i zrobiło mu się głupio. Powinien dawać dzieciakom nadzieję, a nie je straszyć. Na jego twarzy pojawił się głupi, wyćwiczony przez lata spędzone w szkole, uśmiech.

- Ale tak brzmiało bardziej dramatycznie – zaśmiał się, za co oberwał w głowę od Pauliny.

   Ola i Paweł trochę się rozluźnili, dzięki czemu cała grupa odczuła ulgę. Tomek wiedział jak odwracać poważną sytuację w żart, był to jego dar, którego od zawsze zazdrościła mu siostra, chociaż w większości przypadków ludzie nie zdawali sobie sprawy, że robi coś specjalnie po to, aby poprawić im humor. W klasie uważano go za typowego śmieszka, którego nie dało się nie lubić. Z góry wiele osób też zakładało, że jest mało inteligentny, ale to nie była prawda. W szkole miał całkiem dobre oceny, potrafił też spoważnieć i wypowiedzieć się na trudne tematy, a jego argumenty zawsze były logiczne – jednakże bardziej od takich rozmów wolał żartować. Nauczyciele go uwielbiali, tak samo jak i uczniowie, z którymi się uczył lub spotykał na korytarzu. Można powiedzieć, że był jedną z popularniejszych osób w swoim technikum.

- Myślę, że powinniśmy pójść po kolejną kartkę jak najszybciej. Zostaną państwo z dzieciakami? Ja i Kamil byśmy skoczyli do Biedronki i później poszlibyśmy poszukać jakiegoś auta – Tomek wskazał na swojego przyjaciela.

- Ej! – Paulina odwróciła się gwałtownie w stronę swojego brata – Ja też idę! – po jej minie widać było, że nie żartuje.

   Tomek spojrzał na swoją siostrę. Nie bardzo chciał brać ją ze sobą. Była dość gruba, bał się, że nie da rady uciec przed zombie.

- To nie jest dobry pomysł… - zaczął, ale dziewczyna mu przerwała.

- Chyba nie myślisz, że puszczę swojego młodszego brata na akcję bez nadzoru? – nadymała policzki i założyła ręce na piersi.

   Tomek uśmiechnął się mimowolnie i otworzył usta, aby powiedzieć, że nie musi go pilnować w każdej sytuacji, ale ubiegł go Kamil.

- Jak dla mnie to dobry pomysł. Im nas więcej, tym lepiej. No i zabiła już zombie z bliska – spojrzał na blondyna, unosząc sugestywnie brew.

   Wiedział, że Tomek nie chce narażać siostry, ale znał ją na tyle, aby wiedzieć, że nie da się tak łatwo zabić. Była jak karaluch. Szybko też dostosowywała się do sytuacji, a to byłoby bardzo pomocne. No i też potrafiła szybko biegać, chociaż nie było po niej tego widać.

   Paulina uśmiechnęła się szeroko.

- Widzisz? Zostałeś przegłosowany – zadowolona z faktu, że Kamil postanowił ją poprzeć, klasnęła w ręce – Ale żeby nie było, i tak masz przewalone – spojrzała na brązowowłosego, mrużąc, w jej mniemaniu groźnie, oczy.



   Po raz ostatni zerknęli na kartkę.



   ”Mam nadzieję, że dobrze się bawicie! Pierwsza noc za nami, pamiętajcie jednak, że dni też mogą być ciekawe! :) Pierwsza wskazówka będzie prosta, nie spodziewajcie się jednak, że dalej też będzie tak kolorowo. Łapcie:
Rośszyce, ul. Krapniewskiego 14, Biedronka
Szukacie kolejnej kartki!
PS. Mała podpowiedź – może być wszędzie, nawet w pudełku po ciastkach.
PS2. Raczej logiczne, że nie w tym zafoliowanym, prawda? :)



- To nie będzie trudne, prawda? – zapytał mało entuzjastycznie Kamil, oddając papierek Tomkowi – To ta mniejsza Biedronka, może zejdzie nam z dwie godzinki – próbował pocieszyć samego siebie.

   Paulina przewróciła oczami, ale nie skomentowała tego, aby nie załamać go do końca.

- Jakby pan mógł to niech się pan rozejrzy za pudłem. Może tutaj też rzucił kilka pistoletów – powiedział Tomek, chowając kartkę do kieszeni i poprawiając plecak na ramieniu – Broń się nam przyda, a jeszcze bardziej naboje – brzmiał prawie profesjonalnie, co sprawiało, że Paulinie chciało się śmiać. Niemal słyszała jak wydaje komendy typu: „Kamil, na czwartej! Tylko po cichu!”. Może zrobi się z niego dobry lider? Taki trochę młodszy i zabawniejszy Rick. A może mniej służbowa, męska wersja Warren? Obie opcje były równie komiczne.

- Dobra, chłopaki, nie przedłużajcie. Idziemy – blondynka złapała brata za rękaw koszulki i pociągnęła w stronę wyjścia – Widzimy się za dwie do pięciu godzin. Jak nie wrócimy do tego czasu, nie szukajcie nas – uśmiechnęła się szeroko – O jeny, zawsze chciałam to powiedzieć – zachichotała.

   Kamil westchnął teatralnie, a Tomek strzelił face palma. Czasami naprawdę mieli jej dość.

- Jakbyśmy wrócili tylko w dwóch, nie pytajcie co się stało – na twarzy Kamila pojawił się łobuzerski uśmiech.

- Ej, to nie było miłe! – zaprotestowała Paulina, na co pozostali prychnęli śmiechem.

- Idźcie już, bo jak tak dalej pójdzie to zejdzie wam do północy – pogoniła ich Gosia.

   Kamil spojrzał na swoją dziewczynę i zrobił krok w jej stronę, aby dać jej całusa na pożegnanie, ale Gosia odwróciła się w tym samym momencie w stronę swojej mamy. Zrezygnowany chłopak zagryzł wargę, po czym, bez słowa, ruszył za wychodzącą z pomieszczenia Pauliną.



   Dojście do Biedronki nie zajęło im dużo czasu. Po drodze nie natknęli się na żadnego przypadkowego wędrowca, więc bez problemów pokonali ten niewielki kawałek drogi. Trudności zaczęły się dopiero na miejscu.

- Niby jak mamy tam wejść? – zapytała Paulina, zaglądając przez szklane drzwi do środka.

   Przez brak prądu, który zaobserwowali już rano, cały system otwierający wejścia był nieaktywny. Trochę utrudniało im to zadanie.

- Tak się zastanawiam… - zaczął Tomek – Jeżeli nie znajdziemy pierwszej kartki, to nie będziemy w stanie ruszyć po kolejną, prawda? – zapytał, a gdy dostał zgodną, twierdzącą odpowiedź od pozostałej dwójki, kontynuował – A bez kartek nie dojdziemy do mety? – para znajomych pokiwała głowami – A jak nie dojdziemy do mety to apokalipsa rozprzestrzeni się i wtedy żaden sklep nie będzie otwarty i nie osiągnie żadnych zysków? Stracą jedynie pieniądze? – Kamil i Paulina patrzyli na niego, nie bardzo wiedząc do czego zmierza, ale wciąż potakiwali – W takim razie koszt nawet pięciuset złotych w porównaniu z tym, jaki mogliby ponieść, gdybyśmy nie zdobyli tej kartki, jest niewielki? – gdy tylko otrzymał kolejne potwierdzenie, uśmiechnął się szeroko – W takim razie rozwalmy szybę! – zawołał i zaczął rozglądać się za jakimś sporym kamieniem.

   Kamil spojrzał na Paulinę, a ona na niego. Patrzyli na siebie, niepewni czy zacząć się śmiać czy klaskać.

- Jesteś pieprzonym geniuszem – przyznał w końcu, zduszonym głosem, Kamil.



   Chwilę zajęło im znalezienie odpowiedniej amunicji, ale ani trochę ich to nie zniechęciło.

- Czyń honory – Kamil skłonił się nieznacznie, wskazując Tomkowi ręką na szybę w sklepie.

+Rozbawieni do granic możliwości, przystąpili do wykonania swojego jakże przemyślanego planu. Tomek zamachnął się i rzucił kamieniem, który odbił się od niej i spadł pod nogi Kamila, pozostawiając po sobie jednak całkiem sporą pajęczynkę.

- Dawaj jeszcze raz – zagrzewał go Kamil, patrząc na dzieło swojego przyjaciela.

   Nie wyglądało to źle. Musiał przyznać, że nie liczył na to, że rozwalą szybę za pierwszym razem, więc nie przejął się faktem, że się nie udało.

   Tomek spróbował ponownie. Tym razem w szybie powstała dziura, jednakże kamień wpadł do środka.

- Chyba musimy poszukać kolejnego – mruknęła Paulina, zaglądając jak daleko potoczyła się ich prowizoryczna „kula armatnia”, jak po odnalezieniu ochrzcił ją Kamil.



   Stworzenie przejścia trwało dłużej niż przypuszczali. Dźwięk tłuczonego szkła był dość donośny, ale na szczęście w środku nie było żadnego zombie, który mógłby się do nich pofatygować z prośbą o niehałasowanie.

   Weszli do środka i niemal od razu rozdzielili. Przed wyruszeniem podzielili między siebie działy, które mieli przeszukać. Ich trójka na całą Biedronkę? Łatwizna.

   A przynajmniej tak im się wydawało, dopóki nie zobaczyli ile otwartych pudełek stoi na podłodze między alejkami.

- Ta, to będzie pikuś – mruknęła do siebie Paulina i zabrała się za sprawdzanie półek w dziale ze słodyczami.

   Na samym początku znajdowały się czekolady. Szybko przeglądała czy czegoś niema między tabliczkami, po czym podnosiła całość, aby upewnić się, że nie leży przypadkiem pod nimi. Później przypomniała sobie, że jakaś mogła być otwarta, więc zerknęła czy wszystkie były zaklejone. Pod pudełkiem też sprawdziła, tak jak radził psychopatyczny doktorek. Nie żeby słuchanie go było najlepszym pomysłem, jednakże uważała, że lepiej jest zrobić coś od razu niż później się wracać.

   Robota była mozolna, ale nie wymagająca, przez co bardzo szybko wprawiała w otępienie. W pewnym momencie Paulina przyłapała się na tym, że ogląda paczkę żelek, jakby w ich składzie była ukryta kolejna lokalizacja. Potrząsnęła głową, aby się dobudzić i wróciła do pracy z podwojonym zaangażowaniem. Musieli znaleźć kartkę. Nie było innej opcji.

+Przesuwając się powoli do przodu całkowicie straciła czujność. Akurat pakowała trzecie pudełeczko Ferrero Rocher do plecaka, gdy usłyszała za sobą powarkiwanie. Odwróciła się niemal natychmiast, celując w zombie nożem, który cały czas miała w ręce. Przez chwilę patrzyła się na kreaturę poznaczoną świeżymi nacięciami, prawdopodobnie zrobionymi za pomocą sterczących kawałków szyby, które otaczały ich prowizoryczne wejście do sklepu. Najwidoczniej zrobili za dużą dziurę, to była jej pierwsza myśl, dopiero później zdała sobie sprawę, że to pewnie wina hałasu, który zrobili wcześniej.

- Tak jakbyśmy się sami o to prosili – mruknęła do siebie.

   Czuła się jak jedna z tych idiotycznych postaci, która działała widzom na nerwy, bo zawsze robiła jakąś głupotę, ściągając tym niebezpieczeństwo na swoich towarzyszy. Pewnie niewiele się pomyliła, w końcu właśnie wykonali dość głośny telefon do wszystkich nieżywych sąsiadów w okolicy.

   Gdy zombie zrobił kolejne kilka kroków do przodu, wstrzymała powietrze. Nie bój się, dasz radę, to tylko głupi umarlak, już ciężej byłoby pokonać bossa w jednej z gier Dominika niż go, próbowała dodać sobie odwagi, po prostu wyceluj i nie daj się zabić, uśmiechnęła się do siebie blado, po czym uniosła nóż wyżej i ruszyła w stronę żółtookiej, martwej blondynki. Zombie nie bardzo przejęło się faktem, że postanowiła z nim walczyć, co dodało jej otuchy. Kilka ostatnich kroków wykonała znacznie szybciej, po czym pchnęła dziewczynę w stronę półki i zamachnęła się nożem. W momencie, gdy poczuła zaciskającą się jej na ramieniu rękę, spanikowała. Uścisk był silny, jakby ktoś złapał jej kończynę w imadło lub coś równie nieprzyjemnego. Dotyk zmarłej powodował nieprzyjemne dreszcze, gdyż jej skóra była wręcz lodowato zimna, co w połączeniu z rozgrzewającym mięśnie bólem przyprawiało o gęsią skórkę. Tuż przy jej twarzy kłapnęły zęby, co natychmiast ją otrzeźwiło. Krzyknęła krótko, wystraszona tym atakiem, po czym poprawiła chwyt na swojej broni i wbiła ją aż po rękojeść w głowę zombie. Dosłownie w tej samej chwili, gdy ostrze przebiło mózg, ciało zwiotczało i opadło na ziemię. Paulina, nadal w lekkim szoku, złapała się za ramię, na którym nadal czuła dotyk zimnej dłoni i cofnęła kilka kroków, patrząc na zwłoki przed sobą. To już trzeci, ta myśl pojawiła się w jej głowie niespodziewanie, niosąc za sobą uczucie dumy przykrytej sporą dawką przerażenia na myśl, że nie czuje się winna z powodu morderstwa.

   Bo ją zabiła, prawda?

   Sama nie była już niczego pewna. To prawie jak zastanawiać się nad tym czy eutanazja powinna być legalna.

   Nagle poczuła rękę na ramieniu. Podskoczyła mimowolnie, odwracając się w stronę napastnika i celując w niego zaciśniętą w pięść ręką. Spojrzała na brata, a później na swoją dłoń. Gdzie nóż? Zamrugała, próbując sobie przypomnieć.

- Paulina? Wszystko dobrze? – jej brat położył swoją dłoń na jej ręce, w dalszym ciągu trzymając ją drugą za ramię.

   Blondynka ponownie na niego spojrzała i otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale zabrakło jej słów. Dobrze? Nie. Źle? Tym bardziej. Nie wiedziała jak określić to, co się z nią teraz działo.

- Trzęsiesz się – Kamil podszedł do niej bliżej i przyjrzał się jej bladej twarzy.

   Nie wyglądała za dobrze. Może popełnili błąd zabierając ją ze sobą? Nie chciał mieć na sumieniu jej ani jej psychiki.

- Chcesz o tym porozmawiać? – zapytał niepewnie brązowowłosy.

   Paulina przeniosła na niego wzrok i już wiedział, że niepotrzebnie pytał. W końcu to Paulina.

- Z tobą? Zawsze – uśmiechnęła się do niego szeroko.



   Rozbicie szyby ściągnęło do nich jeszcze kilka innych zombie, które na szczęście przez szybę mogły przechodzić tylko pojedynczo. Dzięki temu grupie udało się bez problemu wyeliminować wszystkie osobniki, przy okazji ćwicząc przy tym ataki z bliska. Kamil i Tomek z początku trochę się bali, ale głupio im było przyznać się do tego przed Pauliną, więc bez słowa bawili się w egzekutorów. Na szczęście obyło się bez niepotrzebnej śmierci, zadrapań i pogryzień. Gdy jedno z nich atakowało, pozostała dwójka pilnowała, aby nie wydarzyło się nic, czego by nie chcieli. Pozwoliło to im przyzwyczaić się do uczucia wbijania noża w ciało, choć nadal mieli problemy z wystartowaniem do ataku. Mieli wątpliwości. Co  jeżeli zombie dało się uratować? W serialach przeważnie powtarzano, że zombie są martwe, ale co jeżeli akurat te były tylko chore? Każde z nich zastanawiało się nad tym, czy to co robią jest słuszne, ale żadne nie poruszyło tematu. Nie chcieli aby pozostali też się tym zadręczali i czuli, że gdyby zaczęli o tym dyskutować, to tylko pogorszyli by swoją sytuację. Lepiej myśleć, że może jest się mordercą, niż usłyszeć, że się nim jest. Wypowiedzianych słów nie dało się cofnąć, były jak wyrok, którego oni nie chcieli poznać.

   Gdy w końcu pozbyli się zagrożenia, wrócili do poszukiwań. Tomek otworzył jedną z chłodziarek i wyjął rozmrożoną rybę ze środka. Nie bardzo widziało mu się przeglądanie tych wszystkich mokrych pudełek, ale nie chciał, aby umknęła mu kartka.

   Był już w połowie, gdy nagle usłyszał głośne „tak!” Kamila.

- Masz kartkę? – zapytał i gdy tylko otrzymał potwierdzenie, pognał do niego.



   Całą trójką stali pośrodku działu z warzywami i patrzyli na wskazówkę.

- Na północ do miasta wojewódzkim zwanego rusz, aby nie stracić żywota marnego? – przeczytała Paulina, unosząc brwi z niezbyt przekonaną miną.

- Przeszukaj galerię pustą o tej porze, kolejną wskazówkę odnajdziesz tam może? – Kamil nie wiedział czy się śmiać czy płakać – Co to kuźwa ma być? – zapytał rozbawiony – Teraz będzie bawił się w poetę?

   Tomek potrząsną głową z niedowierzaniem.

- On sobie z nas jaja robi – przeczesał włosy palcami – Nie wszystkie będą na wierzchu schowane, szukajcie też w niebie, dzieciaczki kochane? Co to może znaczyć? – zapytał.

   Kamil z Pauliną potrząsnęli głowami. Skąd mieli wiedzieć? Gość pisał jak pokaleczony.

- Może na miejscu będzie to miało sens? – mruknęła Paulina.

   A miało być tak pięknie..., przemknęło im przez myśl.



   W czasie gdy Tomek, Kamil i Paulina szukali wskazówki, Karol poszedł rozejrzeć się za pudłem z bronią. Miał nadzieję, że doktorek był konsekwentny i każdemu zostawił jakąś broń na start, zwłaszcza, że doskonale wiedział gdzie się znajdują. Nadal nie doszedł do tego, jak ten ich namierzył, jednak był pewny, że wiadomość skierowana była do nich, a to znaczyło, że jakimś dziwnym trafem zamaskowany facet z głupiego filmiku wrzuconego na YouTube wiedział, że są w Rośszycach. A może podejrzewał, że tam pójdą, bo musieli znaleźć kolejną kartkę? Ale to znaczyło, że pudło też nie było przypadkowe. Czyżby to on decydował gdzie nie pojadą busy? Domyślił się, że nikt nie będzie chciał zostać ochotnikiem i wytypował ich już na samym początku? To była mało pocieszająca myśl, jednak bardzo prawdopodobna. Może od samego początku nie mieli wyboru?

   Pani Ewa, dzieciaki, Gosia i Kamila zostali w mieszkaniu i zajęli się przeglądaniem zapasów oraz szukaniem innych, niezbędnych w drodze rzeczy. Nie widzieli już sensu, aby się spierać z chłopakami o to, czy brać udział w grze czy nie, granice były zamknięte. Mogliby to sprawdzić, ale nie wydawało im się, by ogłoszenie było żartem. Zostali uwięzieni w klatce z potworami. Od nich teraz zależało czy z niej wyjdą.

   Pudło stało na ławce w parku obok bloku. Karol niemal od razu do niego podbiegł i zaczął wyciągać potrzebne rzeczy. Na samym dnie znalazł kartkę, identyczną jak ta, którą znaleźli z samego rana. Ciekawe czy ktoś jeszcze znalazł podobną?, pomyślał.



- Te wskazówki na drugiej stronie… - zaczął Kamil, gdy byli już w połowie drogi do jego mieszkania – Myślicie, że są prawdziwe? Czy może to pułapka? – spojrzał na rodzeństwo, które maszerowało przed nim.

- Wydaje mi się, że są prawdziwe – Paulina zerknęła na niego przez ramię – Celuj w głowę, szukaj w miejscach niedostępnych, staraj się nie hałasować, znajdź pojazd, to wszystko ma sens – spojrzała ponownie przed siebie.

   Między nimi zapadła cisza. Słońce przyjemnie grzało ich twarze, oświetlając budynki dookoła. Mieli jeszcze sporo czasu do zapadnięcia zmroku, więc nie spieszyli się z powrotem. Spokój jaki panował w mieście był dziwny, ale też przyjemny. Prawie jakby przyjechali w jakieś egzotyczne miejsce na wakacje. Można byłoby się do tego przyzwyczaić, chociaż brak nowych twarzy mógłby stać się uciążliwy.

- Zabijaj bez skrupułów – Tomek dokończył listę za siostrę.

   Ten fragment wskazówki był mało optymistyczny i nie bardzo chcieli się do niego zastosować. Nie byli maszynami ani potworami, mieli sumienie i uczucia. Bez skrupułów? Nawet nie chcieli rozważać takiej postawy.



   Zeszło im dłużej niż myśleli, więc gdy tylko znaleźli się  pod blokiem, pozostali wypadli z budynku jak wystrzeleni z procy. Gosia, całkowicie zapominając o tym, że była wściekła na Kamila, rzuciła się mu w ramiona i pocałowała go mocno w usta. Pozostali oddalili się od nich na wszelki wypadek, aby dać im trochę prywatności.

- Nigdy więcej nie dawaj jej korepetycji, rozumiesz? – brązowowłosa spojrzała na swojego chłopaka, ale w jej spojrzeniu nie było już złości, jedynie zmęczenie i troska.

   Kamil uśmiechnął się delikatnie po czym pocałował ją w czoło. Naprawdę bardzo ją kochał, ze wszystkimi wadami i całą tą chorobliwą zazdrością, którą emanowała za każdym razem, gdy widziała lub słyszała o Kamili. Cieszył się jednak, że tym razem tak szybko jej przeszło.

- Obiecuję – pogłaskał ją czule po policzku.

   Jakoś przeżyje bez tych dodatkowych kilku dych. Ważne, żeby Gosia niepotrzebnie się nie denerwowała.



   Już zamierzali się udać do mieszkania, gdy nagle usłyszeli za sobą głośne „hej!”. Odwrócili się w stronę źródła dźwięku i ich oczom ukazała się drobna, jasnowłosa dziewczyna z okularami na nosie. Tuż za nią szła czarnowłosa, o ciemniejszej karnacji i chłopak o włosach w kolorze jasnego brązu.

- Paulina! – Decowa uśmiechnęła się szeroko na widok swojej przyjaciółki.



- Przypominam o możliwości głosowania na zadania dla naszych grup! Wybierajcie również swoich ulubieńców, inaczej wszyscy zaczną mieć problemy! – rozległ się głos w telewizorze, w ogóle nie pasujący do sytuacji pokazywanej na ekranie.

   Różowo włosa dziewczyna przewróciła oczami. Gościu bywał upierdliwy, ale przynajmniej załatwił im całkiem ciekawe show. Może coś z tego wyjdzie? Miała taką nadzieję. Ciekawiło ją też kiedy grupy zorientują się, że są nagrywane. Póki co nie miała żadnych ulubieńców, ale liczyła na to, że to się zmieni.

- Paulina! – grubsza blondynka uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do brązowookiej.

- No, teraz to będzie ciekawie – zaśmiała się dziewczyna, przypominając sobie jak czarnowłosa najeżdżała na jakąś „grubą pizdę”, z którą przyjaźni się Paulina.

   Szykował się całkiem ciekawy letni sezon.
« Ostatnia zmiana: 29 Kwiecień, 2018, 10:17:35 wysłana przez MuffinkaZG »

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #1 dnia: 01 Maj, 2018, 19:31:29 »
Dziękuję za kolejne wyświetlenia ❤

3. Pierwsze zadanie

   Paulina uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do swojej przyjaciółki, przytulając ją mocno.

- Jak ja się za tobą stęskniłam! – zawołała, wisząc na wyższej, ale też drobniejszej dziewczynie.

   Druga Paulina, również blondynka, jednak o brązowych oczach i z okularami na nosie, zaśmiała się cicho.

- Nie widziałyśmy się tylko jeden dzień – przypomniała jej, odwzajemniając uścisk.

   Decowa przewróciła oczami i puściła dziewczynę.

- Co ty tu w ogóle robisz? Widziałam jak twoi rodzice wyjeżdżają, myślałam, że pojechałaś z nimi – spojrzała na nią zmartwiona, ale i zaciekawiona, z czego to drugie było widać dużo bardziej, głównie przez nos, który marszczyła za każdym razem, gdy szukała jakichś informacji lub wypytywała innych o te ważne i mniej ważne sprawy.

   Brązowooka podrapała się po policzku, zażenowana.

- Zapiłam i nie słyszałam telefonu – w jej głosie słychać było, że źle jej z tym – Odebrała jakaś laska i powiedziała, że jadę z nimi – dodała wkurzona.

   Paulina potarła nos u nasady.

- I pojechali bez was? – zapytała, chociaż znała odpowiedź. Gdy dziewczyna potwierdziła, westchnęła – Paula… Ile razy ci mówiłam, że masz nie pić beze mnie? – nadymała policzki.

   Tomek z Kamilem przewrócili oczami, a Gosia uśmiechnęła się szeroko.

- Świetnie, cała banda w komplecie… - jęknęła, niby tak, aby nikt nie słyszał, Iza.

   Członkowie grupy od razu na nią spojrzeli. Czarnowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do nich z wyższością, po czym odgarnęła włosy i spojrzała na swojego chłopaka.

- To jak? Idziemy dalej? – zapytała, niby od niechcenia.

   Z premedytacją olewała obecność Pauliny, chociaż normalnie nie darowałaby sobie, gdyby jej czegoś nie powiedziała. Paulina robiła dokładnie to samo, całą uwagę skupiając na przyjaciółce.

   Robert zerknął na nią, a później na grupę. Wolał zostać z nimi, ale nie potrafił sprzeciwić się Izie. Zresztą gdyby to zrobił to narobiłby sobie jedynie kłopotów, jego dziewczyna nie należała do spokojnych i łatwo wybaczających osób.

   Brązowowłosy otworzył usta, aby coś powiedzieć, jednak w tym samym momencie za nimi rozległo się warczenie.

- Cholera – zaklął Kamil – Przywlekły się za nami? – wzrokiem przeskakiwał z jednej ulicy do drugiej, aby zobaczyć skąd nadchodzą.

- Niemożliwe, zabiliśmy wszystkie, a jak wychodziliśmy to okolica była pusta – Tomek potrząsnął głową.

   Byli za głośno? A może podczas nocy dostały się do bloków obok i teraz wyszły? W tym momencie było to mało ważne, a jednak właśnie takie myśli zaprzątały głowę Karola. Nie chciał narażać swoich dzieci na niebezpieczeństwo, a na otwartym terenie nie mieli szans, zwłaszcza, że powarkiwania zdawały się dochodzić z każdej strony. Jak miałby obronić sam całą rodzinę?

- Kamil, pilnuj Gosi, ja wezmę Olę, a Tomek Pawła. Pod żadnym pozorem nie można się wam rozdzielić – głos Pauliny z rozbawionego tonu przeszedł w całkowicie poważny.

   Nie mieli czasu na zastanawianie się. Musieli działać. Horda nieumarłych zbliżała się do nich z każdą chwilą.

- Kierujcie się w stronę PKS-u. Tam na pewno będzie jakieś auto, więc od razu ruszymy w stronę Opola – na twarzy Tomka malowało się zdenerwowanie. Może i pozabijał kilka zombie, ale wcale nie czuł się przez to bardziej komfortowo.

- Chcecie żebyśmy się rozdzielili? – pisnęła Iza.

   Ani trochę nie podobał jej się ten pomysł. Dopiero niedawno umknęli jednej grupie, a teraz mieli ponownie uciekać? Sami? Myśl o tym, że cała horda pognałaby za nią i nikt nie mógłby jej pomóc, przerażała ją.

- I tak miałaś gdzieś iść – uśmiechnęła się do niej krzywo Kamila. Może i się przyjaźniły, ale to nie oznaczało, że była dla niej zawsze miła. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale w tym samym momencie odezwała się Gosia.

- Nawet o tym nie myślcie, wszyscy biegniemy razem – złapała Kamila za rękę i spojrzała na niego wyczekująco.

   Brązowowłosy chłopak zerknął na nią, a później na Tomka, Paulinę, Paulę, Kamilę i w końcu na Izę. Czuł, że połączenie sił przyniesie więcej szkody niż pożytku, ale co miał powiedzieć? Że woli, aby zjadły ją zombie? W grupie było bezpieczniej.

- Jasne, razem – przytaknął, ale widać było, że jest rozkojarzony. Ciągle szukał miejsca, z którego wyjdą potwory – Ale jak będzie trzeba, rozdzielamy się – mruknął.

   Chwilę później jego oczom ukazała się pierwsza kreatura.

- Tędy! – zawołał Tomek i pociągnął Pawła za sobą.

   Zaraz za nimi ruszyli pozostali. Kamil, ściskając mocno dłoń Gosi, oglądał się cały czas za siebie. Chciał wiedzieć jak bardzo mają przewalone. Czym zasłużyli sobie na to, aby musieć brać udział w tej chorej grze?

  Widział jak zza budynków wychodzą kolejne zombie. Jego mózg nieświadomie zarejestrował w tamtym momencie tylko jeden fakt – ich oczy świeciły niczym latarnie. Może tylko mu się wydawało, może to słońce odbijało się tak w martwych tęczówkach, ale mógłby przysiąc w tamtym momencie, że jaskrawa żółć tęczówek biła dziwnym światłem, jak świecące w ciemnościach bransoletki. Z tym, że ten blask widać było w świetle dnia.

   Nie dane było mu się jednak dokładniej przyjrzeć temu zjawisku, chwilę później stracił je z oczu, skręcając w wąską uliczkę, która prowadziła do drogi głównej.

   Gdy tylko znaleźli się na ulicy, zrozumieli, że to nie był przypadek, że zombie akurat tutaj się znalazły. Nad nimi przeleciał samolot, z którego wypadały kolejne osobniki.

- On sobie chyba żartuje?! – na twarzy Gosi malowało się przerażenie.

   Już teraz  uważali, że ich życia są zagrożone, a teraz? Czyżby ten wariat planował zrobić z nich ostatnich ludzi na świecie podczas apokalipsy? Pewnie miał niezły ubaw obserwując jak z sekundy na sekundę ich wola walki słabła.

- Chyba levelowaliśmy – zauważył mało entuzjastycznie Tomek.

   Cóż, przynajmniej wyjaśniało to dlaczego niektóre z nich kulały, a inne miały porozwalane twarze.

- Fantastycznie – przytaknęła równie zadowolona z obrotu sprawy Paulina.



   Uciekli w stronę PKS-u. Musieli nadłożyć trochę drogi, ale udało im się dotrzeć na miejsce bez ogona.

- Dobra, bierzcie się do roboty. Któryś musi odpalić – Kamil zakasał rękawy i ruszył w stronę pozostawionego samemu sobie Mercedesa z dwutysięcznego roku.

- Wydaje mi się, że potrzebujemy raczej busa – zawołał za nim Tomek, patrząc z rozbawieniem jak chłopak odwraca się w jego stronę z urażoną miną.

- Przecież wiem – prychnął, jakby sam fakt, że ktoś mógł pomyśleć, że chciał wziąć osobówkę na jedenaście osób był dla niego nie do pomyślenia.

   Chłopacy bez słowa udali się do pobliskich busów, niestety wszystkie miały pozamykane drzwi.

- Myślisz, że uda nam się je wyłamać? – zapytał Kamil, spoglądając na swojego przyjaciela.

   Tomek potrząsnął głową. To raczej nie dało by za wiele – podczas apokalipsy lepiej nie jeździć z wyłamanymi drzwiami.

- Spróbować musimy – tuż za nimi stanął Karol – ale powinniśmy wziąć coś nowszego niż ten złom, na który patrzycie. To długo nie pojeździ – wskazał na starego busa, którym chłopcy jeździli kiedyś do szkoły.

- Ej, nie obrażaj rodzinnego ogóra! – Kamil nadymał poliki, udając, że bardzo zraniło go nazwanie ich pojazdu złomem.

- Właśnie, przeżył tyle akcji, że te nowsze mogą tylko pozazdrościć – poparł go Tomek, również próbując zachować obrażoną minę.

- Zresztą go będzie najłatwiej otworzyć – Kamil rozluźnił ramiona i uśmiechnął się, klepiąc czule gruchota – Wyobraźcie sobie jakby to było uratować świat w busie, który zbliżył nas wszystkich do siebie – ostatnie klepnięcie było trochę za mocne. Bus poruszył się i zatrzeszczał nieprzyjemnie.

- Masz na myśli ten moment, gdy moja herbata znalazła się na twoich spodniach czy jak z Tomkiem wcisnęliście mnie w okno i obmacywaliście się na siedzeniu? – zapytała Paulina, unosząc prowokująco brew.

- Oj, nie narzekaj, podobało ci się – prychnął Kamil i trzasnął z całej siły Tomka w plecy – Zresztą wygodnie było mi na jego kolanach – puścił mu oczko, na co Tomek przewrócił oczami.

- Ale mi nie było wygodnie z wami na kolanach – Paulina założyła ręce na piersi. Nie była zła, ale lubiła kłócić się z Kamilem. Akurat on i Dominik, chłopak jej przyjaciółki z klasy, byli idealni do prowadzenia z nią zażartych dyskusji pełnych uszczypliwości .

- Ja bym wolał siedzieć na kolanach Gosi – mruknął Tomek, uśmiechając się zawadiacko, za co oberwał ponownie od Kamila – No co? Taka prawda – dodał, a widząc, że chłopak znowu się na niego zamierza, uniósł ręce w obronnym geście – A co mam powiedzieć? Paulina to moja siostra! – spojrzał zza dłoni na bruneta, który odpuścił z głębokim westchnieniem.

- Powiesz mi dlaczego ja się z tobą przyjaźnię? – powiedział i nie oczekując odpowiedzi, ruszył w stronę innego busa.



   Mieli szczęście. Okazało się, że jeden z busów stojących na parkingu nie został zamknięty na klucz, przynajmniej od strony wejścia dla pasażerów. Podejrzewali, że kierowca zobaczył pojazdy wysłane przez szalonego doktorka i albo wsiadł do jednego z nich albo pobiegł do rodziny. Tak czy inaczej zostawił otwarte drzwi.

- Nie ma kluczyków – Tomek wychylił się przez okno, zaglądając na próbującego ogarnąć bagaże Kamila.

- Odpal bez – brązowowłosy nawet nie podniósł na niego wzroku – Umiesz? – zapytał z przekąsem.

   Tomek oblizał wargi, powstrzymując się w ostatniej chwili od głupiego komentarza. Zastanawiał się jak długo Kamil będzie się dąsał za to, że przegrał w kamień-papier-nożyce.

- Umiem – w jego niebieskich oczach widać było łobuzerski błysk, który pojawił się, gdy tylko pomyślał o odpaleniu auta. Prawie jak na filmie, pomyślał – Ale nie będziemy mogli zamknąć auta na noc – nie bardzo widziało mu się zabieranie wszystkiego ze sobą do mieszkania, ale czy powinni ot tak zostawić je samym sobie? Zapach jedzenia nie przyciągnie zombie? Albo ludzi chcących zrobić zapasy?

   Tomek potrząsnął głową. Mieli sklepy pełne jedzenia, na chwilę obecną nie miał co się martwić innymi ludźmi. Zresztą gdyby poza nimi ktoś jeszcze był w Rośszycach to by o tym wiedzieli. Kto z własnej woli chciałby zostać sam pośród zombie? No chyba że odciągnęli dla innej grupy tę całą hordę.

- Najwyżej będziemy mieli poranną rozgrzewkę – zielonooki wzruszył ramionami.

   Może i z boku wyglądało to tak, jakby myśl o walce z zombie nie robiła na nim wrażenia, jednak Tomek doskonale wiedział co dzieje się w głowie jego przyjaciela.

   Kamil należał do osób, które rzadko pchały się do roboty, ale gdy postanowiły wziąć coś w swoje ręce to dawały z siebie sto dwadzieścia procent. Tym razem nie było inaczej. Kamil wziął za cel zakończenie tej śmiertelnej gry i był gotów zrobić wszystko, aby tego dokonać. A to wiązało się z przełamaniem bariery strachu i zmuszeniem do ponownego zabijania, aby trenować swoje umiejętności do walki z bossem.

   Oboje podejrzewali, że ostatecznie będą musieli pokonać coś silniejszego niż chodzące trupy, aby móc ujrzeć The End, ale nie mieli pojęcia co to może być. Jakiś mutant? Pół człowiek pół zombie? Wściekła wersja Murphy’ego? A może jakiś potwór złożony z ciał kilku zombie? Coś w stylu mutanta z The Forest?

- Daj tę torbę, jeny – Kamil usłyszał nad sobą zirytowany głos Pauliny – Grzebiesz w niej jakbyś chciał tam znaleźć smocze jajo – pulchna blondynka zarzuciła sobie torbę na ramię i odwracając się, ruszyła w stronę Gosi – Ruszaj dupę do środka, królewno – zawołała jeszcze do niego przez ramię.

   Kamil spojrzał za niebieskooką, marszcząc czoło z wyraźną irytacją. To o czym on myślał? Zresztą nie ważne. Teraz bardziej zajmowało go wymyślanie jak dogryźć przyjaciółce swojej dziewczyny.



   Do Opola droga była w miarę prosta i spokojna, choć i tak wszyscy siedzieli jak na szpilkach. We wszelkich produkcjach dotyczących zombie większe miasto oznaczało większą ilość krążących po okolicy umarlaków. Każdy z nich miał nadzieję, że doktorek nie miał aż takich środków, aby zrobić im prawdziwą zombie apokalipsę, jednakże, gdy tylko dotarli pod Opole, wiedzieli, że nie będzie za kolorowo.

   Droga tuż pod miastem była zastawiona samochodami, jednak przejazd był możliwy. Problem polegał na tym, że między autami krążyły zombie, które na dźwięk silnika od razu zwróciły się w ich stronę.

- Co teraz? – pisnęła Kamila, zaglądając zza siedzenia na kierujący się w ich stronę tłum.

- Powinniśmy zawrócić! – zawołała Iza, ściskając nerwowo podłokietnik.

   Nie myliła się. Mogliby zawrócić, jednak dotarcie do Opola od innej strony mogłoby wyglądać identycznie, a nawet jeżeli nie to zajęłoby to za dużo czasu, a musieli jeszcze znaleźć lokum. Trochę gonił ich czas, bo może i latem dni były długie, ale po nieprzespanej nocy wszystkich powoli dopadało zmęczenie. Ola i Paweł jeszcze chwilę temu przysypiali, teraz zaś siedzieli wyprostowani, nie wiedząc co się dzieje, bo starsze osoby skutecznie zasłaniały im cały widok.

- Nie możemy – na twarzy Tomka widać było skupienie – Od jakiegoś czasu jadę na rezerwie, przydałoby się zatankować – w jego głosie słychać było twarde nuty.

- Nie mogłeś zatankować wcześniej?! – Iza podniosła głos i spojrzała na niego karcąco.

- Po drodze nie było gdzie, a ja nie spodziewałem się, że to tyle pali – warknął na nią Tomek.

   Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. Nigdy nie słyszeli, aby Tomek na kogoś krzyczał lub warczał, nawet jak był bardzo zły. Czyżby aż tak to sobie wyrzucał?

- Lepiej siadajcie, będę próbował się przebić – powiedział stanowczo i dodał gazu.

   Pozostali bez słowa sprzeciwu usiedli na miejscach.



   Mina Tomka nie zmieniła się ani na chwilę, nawet gdy zombie, które wpadło pod koła rozprysło się dookoła, obryzgując przednią szybę gęstą, ciemnoczerwoną krwią i kawałkami ciała.

   Iza wtuliła się w Roberta, który wręcz pozieleniał na twarzy. Paweł i Ola siedzieli wtuleni w rodziców, którzy pilnowali, aby ci nie zobaczyli jak Tomek przyozdobił ich środek transportu. Gosia zakryła sobie dłonią usta, drugą ściskając z całej siły rękę Kamila. Nie odrywała wzroku od szyby, drżąc na całym ciele. Kamil przytulał ją mocno do siebie, gładząc czule po ramieniu. Wiedział, że Gosia poradzi sobie z tym co teraz widziała, ale chciał aby wiedziała, że jest przy niej i nie pozwoli jej skrzywdzić.

   W tym samym czasie Pauliny, wpatrzone w rozmazujące po szybie krew wycieraczki, całkowicie się wyłączyły. Szkiel, z nieobecnym wzrokiem, starała się zapamiętać jak najmniej, Decowa zaś chłonęła wszystko jak gąbka. Miała gęsią skórkę, ale ani na chwilę nie odwróciła spojrzenia. Patrzyła jak zombie, nieświadome zagrożenia, same pchają się pod koła, jak nie zwracając uwagi na to, że właśnie straciły kończynę, przesuwają wzrokiem po osobach w busie i próbują dosięgnąć ich przez szybę. Były bezmyślne i choć zdawały się posiadać zmysły, nie wykorzystywały ich w pełni. Widziały, a przynajmniej sprawiały wrażenie, że widzą, jednak nie zdawały sobie sprawy z dystansu. Słyszały, ale nie ruszał ich dźwięk łamanych kości pobratymców, którzy ruszyli przed nimi  w stronę busa. Były ograniczone umysłowo. Mimo tego, że widziały śmierć którą ściągali na siebie pozostali nieżywi, szli dalej, jak zaprogramowani.

   Tomek skręcił gwałtownie, gdy tylko wyjechali z tłumu i skierował się w pierwszą lepszą ulicę.

- To gdzie mieliśmy pójść tym razem? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.

   Nikt mu nie odpowiedział.



   Zatrzymali się pod galerią Karolinka. Na zewnątrz wydawało się być całkiem spokojnie.

- Myślicie, że przyjdą tu za nami? – zapytała cicho Ola.

   Nie wysiadała z busa, za bardzo się bała.

- Raczej je zgubiliśmy – Gosia potargała siostrze włosy, uśmiechając się blado.

   Nie była pewna czy zombie nie pojawią się pod ich drzwiami, ale nie mieli za dużego wyboru. Nawet ona widziała, że wszyscy mają dość. To był ciężki dzień. Zastanawiała się czy którekolwiek z nich tej nocy spało. Może Iza i Paula przespały transport, ale ich noc też nie oszczędziła. Widziała to po ich twarzach.

- Rozdzielimy się – zaczął Kamil, za co pozostali zmierzyli go karcącymi spojrzeniami. Wszyscy wręcz zdawali się krzyczeć „nie oglądałeś nigdy horrorów?!” – Ludzie… - jęknął głośno –Pan Karol, pani Ewa, dzieciaki i… - zawahał się na chwilę. Kto powinien pomóc rodzicom bronić ich dzieci? Gosię chciał mieć przy sobie, Paulina raczej nie puściłaby Tomka samego, a Iza i Kamila nie nadawały się do obrony kogokolwiek…

- I ja – Paula Szkiel uśmiechnęła się do niego szeroko – Mamy zostać w busie i pilnować zapasów? – spojrzała na niego i przeciągnęła się, puszczając mu oczko tak, aby dzieciaki tego nie zauważyły.

   Kamil uśmiechnął się z wdzięcznością. Cieszył się, że dziewczyna szybko ogarnęła o co mu chodzi.

- Tak. Pozostali będą szukać z nami mieszkania – powiedział.

   Nawet nie zauważył, że w dość brutalny sposób oddzielił Izę i Roberta od swojej grupy, ale Iza od razu to wyczuła. Na jej opalonej twarzy pojawił się grymas.

- Wolałabym zostać w busie – powiedziała przymilnie, chociaż pozostali znali ją na tyle dobrze, że wiedzieli, iż właśnie w tym momencie chciała im pokazać kto tu rządzi. Bo czy jest coś lepszego niż manipulacja za pomocą słodkiej miny i wyraźnej prośby? Dzięki temu w ogóle nie wyglądało to na manipulację.

- Potrzebujemy Roberta, więc zepnij tyłek i nie kombinuj – wymsknęło się Paulinie.

   Od razu poczuła na sobie dwa mordercze spojrzenia. Taa, czasami zapominała jak bardzo jej nienawidzili.

   Kamil przewrócił oczami. Już widział jak minie im apokalipsa w towarzystwie Pauliny. Nie żeby jej nie lubił, była przyjaciółką Gosi, więc jakieś tam pozytywne uczucia wobec niej miał, ale przeważnie wywoływała w nim irytację i chęć mordu, rzadziej rozbawienie, a już prawie w ogóle nie kojarzył jej ze spokojem. Jedynie zaufanie dorównywało irytacji, bo nie raz już pomogła mu zorganizować coś dla Gosi lub poradzić w kilku sprawach. Jednakże przeważnie dawały o sobie znać jej złe cechy i z tego co widział to w grupie ilość jej wrogów zaczynała dorównywać ilości przyjaciół, a to oznaczało sporo kłótni. Miał tylko nadzieję, że przez ich wrzaski, które pewnie prędzej czy później zaczną się pojawiać, nie ściągnął im na głowę niepotrzebnych kłopotów.

- No tak, Robert. Nie umiesz go sobie odpuścić? – w niebieskich oczach Izy pojawiły się ognie.

   Paulina westchnęła głośno. Minęło tyle czasu, a Iza nadal uważała, że podkochuje się w jej chłopaku.

- Jakby było co odpuszczać – prychnęła blondynka i odwróciła się do nich plecami – Róbcie jak chcecie, ja idę szukać mieszkania – rzuciła przez ramię i poszła przed siebie.

   Paula spojrzała za swoją przyjaciółką, po czym uśmiechnęła się przepraszająco do Roberta, który nie odrywał zamyślonego wzroku od pleców Decowej i pobiegła za nią.

- Robert, bierz Izę i chodź – Tomek machnął ręką, aby go pospieszyć, po czym ruszył w stronę drugiej klatki schodowej – Kamil, pilnuj z Gosią aby nie narozrabiały – spojrzał na przyjaciela uważnie.

- Nie ma problemu, i tak nie mam nic lepszego do roboty – zażartował i ruszył wraz ze swoją dziewczyną za oddalającymi się blondynkami.

- A ja? – usłyszeli za sobą niepewny głos Kamili.

- Idziesz ze mną – Tomek nawet nie spojrzał w jej stronę, wiedział, że za nim pójdzie.

   Może i nie znali się za dobrze, ale jako jedna z najbardziej żywiołowych osób w szkole i z nią miał do czynienia. Przez fakt, że ona i Kamil się przyjaźnili Tomek nie raz musiał spędzać z nią czas i może gdyby nie to, że Kamila nienawidziła się z jego siostrą, może by ją polubił, a tak? Nie umiał wyrobić sobie o niej zdania. Gdyby to było tylko delikatne napięcie to może inaczej by się to wszystko potoczyło. Między dziewczynami jednak widać było, że uczucie zakorzeniło się w nich do głębi. To była czysta nienawiść, która raniła wszystkich próbujących je uspokoić.



   W tym samym czasie Paula dogoniła Paulinę.

- Wiesz, że ona ma prawo być zazdrosna, nie? – brązowooka spojrzała zza okularów na swoją przyjaciółkę.

- Niby o co? – Paulina spojrzała na nią kątem oka. Widać było, że jest zdenerwowana.

- Próbował do ciebie zarywać – przypomniała jej blondynka, starając się, aby jej głos był jak najbardziej delikatny.

   Paulina przewróciła oczami.

- Kiedy to było? – prychnęła – Zresztą zbyłam go wtedy – dodała ciszej.

   Szkielówna westchnęła cicho. Czasami naprawdę miała dość Decowej. Jej duma nie pozwalała przepraszać kogoś kto ją zdradził, ani przyjmować od takiej osoby przeprosin i to odbiło się na jej przyjaźni z Izą. Niby przestały się odzywać z powodu zazdrości Pauliny, a przynajmniej tak rozpowiadała dookoła Iza, ale ona wiedziała jaka była prawda. Iza szukała powodu do obrażenia się, a Robert jej go dał. Później, wraz z upływem czasu, coraz trudniej było wydostać się z tej sytuacji, aż w końcu już żadna nie chciała wyciągnąć ręki na zgodę i teraz gryzły się jak wściekłe psy za każdym razem, gdy się widziały. Chociaż dzisiaj były nadzwyczaj spokojne. Może apokalipsa zombie ma swoje dobre strony?



   Gdy tylko podzielili się na grupy, zaczęli szukać otwartego mieszkania. Nie chcieli się włamywać, woleli skorzystać z okazji. Istniało prawdopodobieństwo, że ktoś w pośpiechu zapomniał przekręcić klucz i liczyli, że szybko trafią na takie mieszkanie.

   Mijał kwadrans za kwadransem, ale nadal nic nie znaleźli.

- Może powinniśmy się rozdzielić? – Gosia zerknęła na Kamila, mając nadzieję, że ten poprze jej pomysł.

   Chłopak jednak nie miał zamiaru nawet o tym słuchać.

- Ehe, jasne. I dajmy się od razu zjeść. Świetny plan – potrząsnął głową i oparł się o ścianę.

- Jak tak dalej pójdzie to zapadnie zmrok a my nadal będziemy siedzieć tu jak idioci – prychnęła brązowooka i założyła ręce na piersi.

   Paulina przyglądała im się z zaciekawieniem. Uważała, że i tak już za bardzo się rozdzielili, zostawiając dzieciaki i Ewę pod opieką Karola oraz Pauli, którzy prawdopodobnie nie zabili jeszcze ani jednego zombie, jednak wiedziała, że nie mieli wyjścia. Tomek z Robertem mieli prostą sprawę, bo każdy bronił jednej dziewczyny, ale Karol i Paula mieli pod swoimi skrzydłami aż trzy osoby, a to mogło trochę stresować.

- Skarbie – zaczął Kamil, za co zarobił zirytowane spojrzenie – Mamy puścić Paulinę samą? A jak coś ją zaatakuje? – spróbował z innej strony.

   To nie tak, że grał jej na emocjach. Na samą myśl, że miałby pozwolić Paulinie na samowolkę podczas której mogłaby zginąć, robiło mu się nieprzyjemnie. Może i ich znajomość nie była na jakimś wysokim poziomie – w sumie to polegała na próbie wzajemnego tolerowania się – ale nie chciał posyłać jej na śmierć tylko dlatego, że ciężko mu zaakceptować, że przyjaźni się z Gosią.

   Paulina starała się nie wtrącać w rozmowę, zamiast tego całą uwagę skupiała na tej części schodów, której nie widziała. Weszły? Nie weszły? Ten szmer to zombie czy wiatr?

- Nie o to mi chodziło… - Gosia trochę się speszyła. Nie chciała żeby zabrzmiało to tak, jakby chciała pozbyć się Pauliny – Po prostu szukamy już tak długo… Ile bloków i domów odwiedziliśmy? – spojrzała na niego, zwilżając językiem drżącą wargę – A co jeżeli wszystkie są zamknięte? Dlaczego w ogóle pomyśleliście, że jakieś będzie otwarte? Możliwe, że tylko marnujemy czas i niepotrzebnie się narażamy… - mówiła bardzo powoli, ale w jej głosie brakowało spokoju. Była przerażona. Może i nie natknęli się jeszcze na żadnego umarlaka, poza tym jednym, który wałęsał się po podwórku, na które weszli gdzieś na samym początku wędrówki, ale czuła, że ich limit szczęścia się kończy. Im dłużej będą na zewnątrz tym większe prawdopodobieństwo, że wpadną na grupę równie wielką jak ta w Rośszycach lub pod Opolem.

- Hej, kocie… - Kamil ujął jej twarz w dłonie – Nie martw się na zapas – uśmiechnął się do niej czule – Poradzimy sobie jeżeli będzie trzeba, przecież wiesz – cmoknął ją w nosek –Znasz mnie, nie pozwolę zrobić ci krzywdy – dodał wprost do jej ucha, przytulając ją mocno.

   Gosia uśmiechnęła się blado. Nadal miała wątpliwości, ale nie chciała go nimi dręczyć. Wiedziała, że chciał dobrze, liczył na to, że ją uspokoi, jednak to wcale nie pomagało. Owszem, bała się o siebie, ale większy strach ogarniał ją, gdy myślała, że coś może stać się jej rodzinie. Albo mu.  Mówił, że będzie ją chronić, ale kto ochroni jego?

- Dobra, zbierajcie się – Paulina klepnęła na oślep Gosię po ręce – Tomek chyba coś znalazł – uśmiechnęła się, odwracając głowę od okna, za którym Tomek machał rękami jak oszalały.



   Grupa rozsiadła się w salonie. Może i drzwi nie były otwarte, ale Tomek zauważył, że ktoś nie zamknął okna. Wszedł bez większego problemu na pierwszy balkon, a później, już tylko dzięki temu, że często ćwiczył podciąganie i lubił bawić się w parkur, wdrapał się na trzecie piętro.

- Następnym razem jak będziesz chciał odwalić coś takiego to mnie zawołaj, żebym ci przywaliła w ten durny łeb – burknęła pod nosem Paulina.

- O co ci chodzi? Znalazłem nam mieszkanie – Tomek spojrzał na siostrę nierozumiejącym wzrokiem.

   Od szykującego się już wykładu na temat bezpieczeństwa, wybawiła go Gosia.

- W sumie to mamy jeszcze sporo czasu zanim się ściemni – zaczęła, zwracając tym na siebie uwagę pozostałych – Może byśmy coś ugotowali? – zapytała z uśmiechem tak ciepłym, że mógłby rozmrozić nawet najbardziej zlodowaciałe serce.

   Jej uśmiech zawsze działał na innych uspokajająco i pocieszająco. Przy niej ciężko było czuć się niepotrzebnym bądź beznadziejnym, roztaczała wokół siebie aurę dobroci i miłości do wszystkiego i wszystkich co przysparzało jej wielu przyjaciół. I właśnie za to, że aura ta nie była tylko pozorem, Kamil ją kochał. Była najlepszym co spotkało go w życiu.

- Wolałabym rozdzielić pokoje – odezwała się Iza, przeciągając nienaturalnie wyrazy.

   Między członkami grupy zapadła cisza, którą przerwał zadowolony z siebie Tomek.

- To może my pójdziemy szukać kartki, a wy zajmiecie się resztą?



   Gdy wychodzili była godzina piąta. W normalnych warunkach w galerii roiło by się od ludzi, jednak tym razem było spokojnie.

- Masz się trzymać blisko mnie, okej? – Kamil spojrzał na Gosię, która w ostatniej chwili stwierdziła, że idzie z nimi szukać wskazówki.

- Nie jestem głupia – na twarzy brązowowłosej pojawił się grymas niezadowolenia – Lepiej skup się na zadaniu – dodała z przekąsem.

   Kamil otworzył usta, żeby coś jej odpowiedzieć, ale w tym samym momencie Paulina rozbiła szybę w drzwiach galerii.

- Jestem w szoku, że jeszcze nikt się tutaj nie dostał – Tomek aż zagwizdał – Nieźle – pochwalił siostrę, na co ta uśmiechnęła się promiennie.

- Pewnie obrabowali osiedlowe sklepiki i ruszyli dalej – Kamil spojrzał jeszcze raz na Gosię i ruszył w stronę rodzeństwa Dec.

- Albo wszystkim z okolicy udało się nawiać – powiedziała entuzjastycznie Paulina – Nie ma co gdybać, wchodzimy – gdy tylko to powiedziała, wślizgnęła się zrobioną przez siebie dziurą do środka.

- Albo ktoś zrobił wejście z innej strony? – mruknął za nimi Robert.

- Fajnie by było – uśmiechnęła się do niego Paula i wślizgnęła się zaraz za przyjaciółką.

- No nie wiem… Dziura przez którą każdy może wejść? To może oznaczać kłopoty – Robert nie wyglądał na przekonanego, ale jako że wszyscy poza nim byli już w galerii, postanowił zrobić to samo.

- Ale oznacza to też, że nie jesteśmy tu sami – puściła mu oczko okularnica i rozejrzała się po wnętrzu – Od czego zaczynamy? – zapytała, czując jak skręcają się jej wnętrzności. Dopiero teraz dotarło do niej, że wcisnęła własny „play” podczas tej chorej gry.

- Od początku – Paulina uśmiechnęła się do niej pocieszająco i ruszyła w stronę pierwszego sklepu.

   Weszli całą grupą i od razu podzielili się na pary. Kamil poszedł z Gosią, Tomek, mimo że chciał iść z Pauliną, wolał nie ryzykować życia tych, którzy jeszcze nie walczyli z zombie, wziął ze sobą Paulę, a jego siostra, chcąc czy nie chcąc, musiała iść z Robertem.

- Ej – blondynka usłyszała dość głośny szept Roberta – Może tutaj? – chłopak wskazywał na stertę ubrań leżących na jakimś stoliku.

   Próbując nie wyglądać na zirytowaną, Paulina podeszła.

- Mógłbyś mówić trochę ciszej? – syknęła, przebierając jedną ręką w ciuchach, w drugiej zaś ściskając nóż, który dostali w pierwszym pudle.

   Robert niemal natychmiast się skulił, rozglądając dookoła. Paulina miała ochotę przewrócić oczami na tę reakcję, ale zdawała sobie sprawę, że sama pewnie wyglądała podobnie. Może i udało jej się przyzwyczaić trochę, gdy zapolowali w Biedronce na zombie, jednak w prawdziwej walce nie będą one podchodziły pojedynczo i czekały, aż ktoś je zabije, o wsparciu już nie mówiąc. Łatwiej być odważnym, gdy ktoś w każdej chwili może dołączyć się do walki i ci pomóc. Bez Tomka i Kamila obok nie czuła się już tak pewnie. Niby nadal byli gdzieś obok, ale czy taka odległość była wystarczająca? Daliby radę dobiec w razie czego? Nie chciała się nad tym zastanawiać, ale te myśli same pojawiały się w jej głowie.

- Przepraszam, nie chciałem… - zaczął tym razem naprawdę cicho, ale Paulina uciszyła go ruchem ręki.

- Nie przepraszaj, nie masz za co – uśmiechnęła się do niego krzywo – Po prostu bierz się do roboty – poprosiła tak miękko jak tylko była w stanie.

   Nie lubiła go. Przez niego straciła przyjaciółkę. A może i nie? Może uratował ją od tej fałszywej mordy? Ale nawet gdyby tak było, nie potrafiła się do niego przekonać. Jedynym powodem, dla którego nie chciała robić sobie z niego wroga było to, że teraz musieli znosić się przez czas nieokreślony, a ona nie chciała zniszczyć sobie psychiki całkowicie.

   Robert odwzajemnił jej uśmiech, równie krzywo co ona. Podobała mu się. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy ta jeszcze rozmawiała z Izą. W sumie to gdyby nie Iza to pewnie nigdy by jej nie poznał, ale nie żałował. Nie żeby planował zrezygnować dla niej z Izy, nie był głupi, ale nie potrafiłby zaprzeczyć, gdyby go ktoś zapytał czy myślał o tym, jakby to było, gdyby chodził z Pauliną. Może i nie była ładniejsza od Izy, a już na pewno nie szczuplejsza, ale z jakiegoś powodu przyciągała go do siebie. Teraz sam nie wiedział co do niej czuje, jednak pewien był, że to nie nienawiść, dlatego bolało go, że dziewczyna tak go traktowała.

   Nie chcąc się jej bardziej narażać zabrał się bez słowa za szukanie.



   Tomek spojrzał na Szkielównę, sprawdzając czy aby za daleko nie odeszła. W Biedronce, gdy był tylko z Pauliną i Kamilem, bał się dużo mniej, głównie dlatego, że nadal miał problemy ze zrozumieniem w jakiej znaleźli się sytuacji. Teraz zaś, mimo że nadal nie do końca wierzył, że ta gra może ich zabić, ale coś mu mówiło, że nie powinien tracić czujności. Na dodatek wziął pod swoje skrzydła Paulę, siostrę swojego kolegi z klasy i nie chciał go zawieść. Musiał dopilnować, aby blondynka bez większego uszczerbku na zdrowiu dotarła do mety i wróciła do rodziny. Jakim byłby przyjacielem, gdyby pozwolił jej zginąć?

- Mógłbyś powtórzyć tę ostatnią wskazówkę? – brązowooka również na niego spojrzała – To musi coś znaczyć, niemożliwe, żeby kazał nam przeszukiwać całą galerię – w jej głosie słychać było zmęczenie. Sprawdzali już szósty sklep i nadal na nic nie trafili.

- Możliwe – mruknął cicho, ale nie miał zamiaru się kłócić – Pomijając fragment o mieście to – odchrząknął - Przeszukaj galerię pustą o tej porze, kolejną wskazówkę odnajdziesz tam może. Nie wszystkie będą na wierzchu schowane, szukajcie też w niebie, dzieciaczki kochane – po jego minie widać było, że nie przepada za poezją tego mężczyzny.

   Na twarzy Pauli malowało się skupienie. Naprawdę chciała wiedzieć co autor miał na myśli, jednak na suficie nic nie było przyklejone. Możliwe że marnowali czas na szukanie wśród ubrań, jednak nie chcieli ryzykować pominięcia kartki. Gdyby przyszło co do czego to żałowaliby, że muszą się wracać.

- No nic – westchnęła – Przed nami jeszcze nie jedna galeria – na jej twarzy widać było zacięcie.

   Nie miała zamiaru poddać się ot tak. Obiecała sobie, że będzie walczyć z przyjaciółmi ramię w ramię. Nie chciała być bezużyteczna jak Iza. Jeżeli mogła coś zrobić, to da z siebie sto procent, aby to wykonać. Była gotowa poświęcić wszystko dla wygranej. Co by się stało z Adą, jej maleńką, dwuletnią siostrzyczką, gdyby plaga rozprzestrzeniła się na cały świat? Nie mieliby dokąd uciec.

   Chociaż z drugiej strony – skąd mieli pewność, że za granicami Polski jest bezpiecznie? Może gra to tylko przykrywka, a oni żyją w złudnym przekonaniu, że istnieje szansa na powrót do tego, co było? Może nie było już ratunku?



- A co powiesz na to? – Kamil wyciągnął przed siebie rękę, z której zwisał łańcuszek w kolorze złota z zawieszką w kształcie serca. Na jego ustach błąkał się uśmiech.

- Zgłupiałeś? Odłóż to – syknęła na niego Gosia – Nie będziemy kraść – dodała, a po jej minie widać było, że jest na niego zła.

- No przestań, nie kradniemy… - podszedł do niej i objął ją w pasie – Po prostu pomagamy państwu spłacić dług za uratowanie świata – w jego oczach widać było iskierki rozbawienia.

- Pod warunkiem, że go uratujemy – wytknęła mu brązowowłosa, ale już odrobinę uspokojona.

   Nie umiała się na niego gniewać, bo niby jak? Zachowywał się jak idiota, ale przy tym był uroczy i czasem nawet romantyczny, no i ciągle myślał o niej, więc jak mogła mu nie wybaczać? Czasami zastanawiała się czy w ten sposób za bardzo go nie rozpuszcza, ale wiedziała, że nawet gdyby tak było to pewnie i tak nadal by to robiła.

- Jak się nam nie uda to i tak im się ten łańcuszek nie przyda – jego usta wygięły się w zadziornym uśmiechu, na co Gosia przewróciła oczami.

   Mówiła już jak bardzo go kocha? Pewnie tak, ale nie szkodziło powtórzyć.

- Jesteś debilem – zaśmiała się.

   No, brzmiało nawet podobnie, pogratulowała sobie w myślach.

- Ale twoim – dodał Kamil i pocałował ją czule w usta.

   Miał nadzieję, że uda mu się przeciągnąć tę chwilę, ale przerwał mu głos Pauliny.

- Te, gołąbki – uśmiechnęła się do nich szeroko – Lepiej chodźcie to obczaić – powiedziała entuzjastycznie i odwróciła się na pięcie, kierując w stronę sklepu naprzeciwko.

   Spojrzeli po sobie rozbawieni. Nawet nie zauważyli kiedy reszta grupy zmieniła lokację. To chyba zły pomysł, aby łazili razem, jednak na tę chwilę nie bardzo ich to ruszało. Przecież nie zostawili by ich samych, nie?



- Więc… - Kamil zawiesił na chwilę głos, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią na własne, niezadane jeszcze pytanie, jednak najprawdopodobniej na nic nie wpadł, bo w końcu zapytał – Jak mamy zamiar to ściągnąć?

   Paulina zadarła głowę, obracając nią, jakby dzięki temu miała znaleźć lukę w obronie wiszącego na sznurku pudełka i pozwolić im na skuteczny atak. Niestety jej umiejętności planowania w najmniejszym stopniu nie nadawały się do tego zadania.

- Pewnie mają tu jakąś drabinę – gdy tylko Robert to powiedział, grupa doznała olśnienia.

   No tak, drabina! Jak mogli o tym nie pomyśleć? Czyżby udzieliło im się myślenie bohaterów seriali? Najprostsze rozwiązania były najskuteczniejsze. I najbezpieczniejsze.

   Chłopaki znaleźli drabinę i chwilę później wszyscy stali nad pudełkiem, zastanawiając się czy powinni je otworzyć.

- A jeżeli to bomba? - mruknęła Paula.

   Nie żeby w to wierzyła, ale mieli szukać kartki, a znaleźli karton. To na pewno nie oznaczało niczego dobrego.

- To byśmy się trochę rozerwali – Tomek jak zwykle zażartował po czym rozciął nożem taśmę, która zabezpieczała pudełko i otworzył je.

   W środku znajdowało się drugie, mniejsze pudełko, kartka z logiem Zombie Game oraz kupka szmatek.

- Nowy ekwipunek? – Kamil zmarszczył brwi.

- Raczej nie – mruknął Tomek, podnosząc wskazówkę i czytając – Mamy zagrać w odwrotną ciuciubabkę – teraz i on zmarszczył brwi.

- W co? – zapytała jego siostra z niedowierzaniem i zabrała mu kartkę, po czym zaczęła czytać na głos – Aby dostać kolejną wskazówkę musicie wykazać się umiejętnością współpracy i działania w trudnych warunkach – wolną ręką potarła nasadę nosa – Wstawił uśmieszek. Czy to legalne? – brzmiała jakby chciało jej się śmiać, ale to nie do końca było prawdą. Była spięta, jakby jej ciało szykowało się do ucieczki. Nie czekając, aż ktoś jej odpowie, kontynuowała – Zagramy w ciuciubabkę, ale na odwrót. Gotowi? Oto zasady gry – zamilkła na chwilę, aby każdy mógł się wystarczająco mocno skupić – Wkładacie rękę do pudełka i losujecie kamyk. Gdy dwie osoby wylosują ten sam kolor, zostają parą. W przypadku braku dopasowania kamyki lądują z powrotem w pudełku i losowanie jest powtarzane aż do skutku. Gdy pary zostaną wybrane, zasłaniacie sobie oczy chustami. Aby ukończyć zadanie, musicie znaleźć zombie z kartką, którą ukryłem w kieszeni spodni, nie ściągając przy tym z oczu opaski ani na chwilę. Nie zgubcie swojej pary! Miłej zabawy! Niech zacznie się show! – w jej ustach zachęta do gry nie brzmiała ani trochę zachęcająco, prędzej wszyscy dostaliby depresji niż zastrzyku energii.

   Między członkami grupy zapadła cisza. Każdy próbował na swój sposób przetrawić to, co usłyszał. Mieli szukać zombie po omacku i próbować je zabić? Co to w ogóle miało znaczyć? Czy dla niego byli tylko szczurami laboratoryjnymi, które wpuszczał do labiryntu i obserwował jak desperacko próbują z niego wyjść?

- I co teraz? – zapytała cicho Gosia.

- Losujemy – odpowiedziała jej równie cicho, ale też dobitnie, Paulina.



- Zielony – Kamil spojrzał na rękę Gosi, ale ona trzymała niebieski.

- Ja też – Robert pokazał mu swój kamyk, na co ten się skrzywił.

   Miał nadzieję, że uda mu się trafić na Rudzińską, nie chciał powierzać jej życia komuś innemu, ale z dwojga złego lepiej, że to on trafił na Roberta, a nie ona, bo nie ufał mu ani trochę, a tym bardziej nie wierzył, że takie chuchro mogłoby obronić kogokolwiek przed czymkolwiek.

- Fiolet – Paulina zerknęła na kamyki pozostałych osób – Widzę, że nie trafiła się więcej żadna para – mruknęła i wrzuciła kamyk z powrotem do pudełka.

   Przy drugim losowaniu Tomek i Paula wylosowali żółte kamyki, a Gosia i Paulina znowu nie trafiły pary.

- Rozumiem, że jesteśmy razem? – gruba blondynka spojrzała na swoją przyjaciółkę i uśmiechnęła się do niej ciepło.

   Gosia jednak nie czuła się na siłach, aby odwzajemnić ten gest. Zaczynała się zastanawiać czy pójście z nimi było dobrym pomysłem. A co jeżeli złapie ją zombie? Była pewna, że nie da mu rady. Podejrzewała, że Paulina raczej też sobie nie poradzi. Kochała ją, była dla niej jak siostra, ale w tym momencie wolałaby być w parze z Kamilem lub Tomkiem. Nie chciała zginąć lub patrzeć jak ginie bliska jej osoba.

- Świetnie – skinęła sztywno głową, na co Paulina zmarszczyła nos, ale nie odezwała się.

   Wiedziała, że jej przyjaciółka się boi. Ona też się bała, ale co mogli zrobić? Ktoś musiał zakończyć apokalipsę, więc czemu nie mogliby to być oni? Może i w swoim planie nie uwzględniła zabawy w ciuciubabkę, ale to niczego nie zmieniało. Cel nadal był ten sam – wygrać.

   Kamil podszedł do swojej dziewczyny i pogładził ją po policzku z czułym uśmiechem.

- Będzie dobrze, Paulina nie jest tak słaba jakby mogło się wydawać – zapewnił ją szeptem, po czym zawiązał jej opaskę na oczach.

   Chwilę później wszyscy stali  w zupełnych ciemnościach.

- Nie rozdzielajmy się, dobrze? – poprosiła cicho Gosia.



   Łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Do momentu, gdy nie było w pobliżu zombie to mogli iść obok siebie lub wołać swoje imiona, ale gdy tylko usłyszeli pierwsze warknięcie, wszystko się posypało. Tomek pociągnął w swoją stronę Paulę i nawet nie zauważył, że wszedł z nią do House’a, Kamil chciał zawołać Gosię, ale ta wpadła na Paulinę i razem wycofały się w stronę schodów. Został sam z Robertem i zombie.

   Usłyszał kroki za sobą i odwrócił się niemal natychmiast, wyciągając przed siebie pistolet. Nie widział, gdzie celuje, ale był gotowy zaryzykować. Nożem też wiele by nie zdziałał.

   Kroki były coraz głośniejsze, to coś zbliżało się do niego. Ścisnął mocniej broń i zacisnął usta, gotowy oddać strzał, ale nie zrobił tego. Coś mu nie pasowało w krokach istoty przed nim. Były niepewne, jakby nie wiedział dokąd idzie.

- Robert? – zapytał cicho i niemal od razu dostał odpowiedź.

   Chłopak odetchnął z ulgą.

- Kamil – na jego twarzy pojawił się uśmiech pełen ulgi, ale zielonooki nie mógł tego zobaczyć.

   W tym samym momencie zombie zaatakowało. Kamil usłyszał warknięcie, kilka głośnych klapnięć bosej nogi o posadzkę i głośny krzyk.

   Robert upadł na podłogę, czując na sobie ciężar drugiego ciała. Z jego gardła wydostał się przerażony wrzask, który urwał się w momencie, gdy zombie kłapnął mu zębami przy twarzy.

   Kamil zareagował niemal natychmiast. Rzucił się w stronę, z której dobiegały go hałasy i odepchnął trupa od Wijko. Namacał nóż, który miał przyczepiony do paska i wyjął go z pochwy, po czym, nadal kierując się słuchem, złapał zombie za ramię. Szarpiąc się z trupem, który próbował dostać się do jego mózgu, uniósł nóż i zamachnął się ręką, ostrze jednak prześlizgnęło się po czaszce, zostawiając ranę, z której wypłynęła gęsta, niemal czarna krew. Musiał ustabilizować potwora. Puścił go dosłownie na chwilę, ale to wystarczyło, aby zombie zdobył przewagę i przewrócił go na plecy. Wolną ręką Kamil złapał go za włosy. Dopiero, gdy jego dłoń zacisnęła się na krótkich kudłach, zrozumiał jak blisko było, aby zakończył w tym momencie swoje życie. Trzymając głowę najmocniej jak umiał, wbił mu w mózg nóż. Zombie niemal od razu stał się bezwładny i runął na niego całym ciężarem. Łapiąc oddech, przewalił potwora na bok i zaczął szukać kartki.

   Pusto. To nie ten.

   Kierując się słuchem, zwrócił głowę w stronę Roberta.

- A ty co, kurwa? Nie łaska pomóc? – warknął w jego stronę.



   W tym samym czasie Tomek i Paula na spokojnie podeszli do zadania. Próbując odnaleźć pozostałych natknęli się na grupę czterech zombie, które załatwili po kolei, ściągając je pojedynczo w stronę kasy i tam je zabijając. Paulina z Gosią jednak nie miały już tak kolorowo.

  Podczas poszukiwań weszli na piętro, a przestraszone dziewczyny zbiegły na parter, gdzie roiło się od trupów. Gdy zdały sobie sprawę z tego, że znalazły się w pułapce, zaczęły się cofać, prowadząc za sobą tłum umarlaków.

   Jeden z nich, na tyle szybki, żeby je dogonić, dopadł je jeszcze na schodach. Paulina kopnęła go, sprawiając, że cofnął się o kilka stopni i wpadł na innego zombie, który powstrzymał go przed dalszym spadaniem. To jednak wystarczyło, aby dziewczyny wróciły na górę i zajęły pozycję za filarem.

- Dopadną nas – zaczęła panikować Gosia.

- Nie dopadną – zapewniła ją blondynka i poprawiła uścisk na rękojeści noża – Nie pozwolę na to – obiecała jej.

   Później zaczęła się impreza.

   Z początku Paulina dawała sobie radę, zdejmowała jednego po drugim, kręcąc się pomiędzy filarami. Te zombie były wolne i zdawały się mieć świadomość tłumu – podążały wszystkie razem, jak jeden organizm, żaden się nie wyrywał, a gdy któryś to zrobił, Paulina go dopadała.

   Nie wyglądało to za bardzo bohatersko, gdyż aby sobie poradzić korzystała z załatwionej przez Gosię przynęty. Nawet nie wiedziała co na niej wisi, liczyło się tylko, że dzwoni.

   W sumie w tym jednym aspekcie zombie przypominały koty. Wystarczyło zarzucić wędkę, a zaczynały się interesować nią, a nie twoim mózgiem.



   Gdy dziewczyny mierzyły się z tłumem, Kamil i Robert znaleźli Tomka i Paulę. Nawet nie zauważyli, że znaleźli się w sklepie spożywczo-przemysłowym, dopóki Kamil nie trzasnął zombie w twarz prostownicą, a Tomek nie obrzucił go jajkami. Na chwilę się odprężyli, słuchając jak skorupki rozbijają się na podłodze, ale zaraz wrócili w stan gotowości. Opuścili sklep i zeszli schodami z drugiej strony w poszukiwaniu dziewczyn, ale zamiast nich znaleźli drugą połowę tłumu. I wtedy rozgorzała walka.



- Myślisz, że wszystko z nią w porządku? – zapytała swojego męża Ewa.

   Karol oderwał wzrok od okna i uśmiechnął się do niej.

- To Gosia, ona zawsze daje sobie radę – powiedział, podchodząc do niej – Zresztą jest z nią Kamil, nie pozwoli jej skrzywdzić – dodał i pocałował ją czule, z całą miłością i pewnością, jaką czuł.

   Nie chciał nawet myśleć o tym, że mógłby się mylić.



   Chociaż wydawało im się, że tłum składa się z setki zombie, tak naprawdę każda z grup trafiła na około dziesięć sztuk. Tomek z Kamilem szybko pozbyli się własnych, przeszukując spodnie w poszukiwaniu kartki, ale nie znaleźli jej. Bez słowa wrócili do pierwotnego planu, który polegał na odnalezieniu Pauliny i Gosi i całkiem szybko je znaleźli, gdyż dźwięk podobny do dzwoneczków i warczenie zombie niosły się dość głośno w pustej galerii.

   Dziesięć minut. Tyle zajęło im załatwienie ostatnich czterech zombie. Dziewczyny, mimo że słyszały ich kroki, nie podbiegły do nich. Gdy tylko ucichły ostatnie powarkiwania, rzuciły się na podłogę i zaczęły szukać kartki. Pozostali, myśląc podobnie jak one, zrobili to samo.

   Przesuwanie się między ciałami, po posadce obficie zabrudzonej krwią, było nieprzyjemne, ale nie trudne. Momenty, gdy ich dłonie trafiały na zęby potwora były stresujące, ale bardziej niepokoił ich fakt, że w niektórych miejscach odchodziła skóra.

   Paula, sunąć rękami po klatce trupa, w stronę spodni, poczuła, że robi jej się niedobrze. Gdzieś w okolicy brzucha zombie miał wielką dziurę. Czyżby ktoś nie trafił nożem w głowę za pierwszym razem? Nawet nie chciała wiedzieć, czego konkretnie dotyka. Szybko przeniosła się na jego nogi, wycierając dziwnie wilgotne ręce o jego nogawki.

- Mam! – wrzasnęła  i zerwała z oczu opaskę – Mam – dodała ciszej, patrząc na kawałek papieru jak na jakiś wielki skarb.

   Wszyscy równocześnie odczuli ulgę i bez przeciągania, zdjęli opaski.

   Dopiero teraz zobaczyli co chwilę temu dokładnie się tu wydarzyło.



  Mężczyzna o włosach tak jasnych, że niemal białych, uśmiechnął się do siebie. Poszło im znacznie lepiej niż poprzedniej grupie. Może coś z tego będzie? Może mają szansę uratować świat? Chociaż patrząc na nich ciężko było w to uwierzyć. Jednak to nie on decydował o tym, kto zostanie wybrańcem. On miał wytypować uczestników i przygotować ich do ostatecznej walki.

   Mieli fart, że trafili na tę grupę zombie, a nie na jego pieszczochy. Gdyby tak się stało to pewnie kolejne sześć osób odpadłoby z listy.

- Co teraz zrobicie? – zapytał, nie odrywając wzroku od monitora – Poddacie się czy będziecie walczyć dalej? – przechylił głowę, przyglądając się każdej z obecnych w galerii osób.

   Gdzieś za nim rozległ się dźwięk pęknięcia. Czas do końca świata płynął nieubłaganie.

***
Zapraszam do udziału w ankietach na moim blogu - dzięki temu macie wpływ na historię :D
zombiegame-pl.blogspot.com

Jeżeli link łamie regulamin - usunę go :)

Post połączony: 02 Maj, 2018, 12:10:43
4. Zombie zombie nie równe


   Paulina zdjęła z oczu opaskę i wciągnęła gwałtownie powietrze. To, co zobaczyła przed sobą nijak się miało do tego, co myślała, że zrobili.
   Dookoła nich walały się trupy. Część z nich wyglądem nie odróżniała się od tych, które widzieli wcześniej, ale niektóre…
- O kurwa… - tylko tyle udało się powiedzieć Gosi, zanim zwymiotowała.
   Zaraz dołączyła do niej Paula i Robert, a Kamil, wbijając wzrok w martwe, zielone oczy dziewczyny, która leżała tuż przed nim, czuł, że zaczyna drżeć.
- Oni… - zaczął słabo Tomek.
- Naprawdę się zaczęło – przerwała mu Paulina, dotykając rozerwanego policzka zombie.
   Jednego z pierwszych w pełni ludzkich zombie.

- Nie, nie, nie, nie, nie! Zostaw mnie! Nie wrócę tam! – wrzeszczała Gosia, próbując wyrwać rękę z uścisku Kamila.
- Skarbie, musimy, jak inaczej chcesz stąd wyjść? – chłopak starał się być spokojny, ale i jemu nie podobała się wizja powrotu na to pobojowisko.
- Ilu ich było? No? Ilu?! – podnosiła głos coraz bardziej - Nie rozumiesz?! Zabiliśmy ludzi! – szarpnęła się mocniej, uwalniając w końcu – To nie były jakieś głupie potwory o żółtych oczach! Oni walczyli o życie tak jak my! – odsunęła się chwiejnie od niego – Nas też to czeka! Chcesz tego? – w jej oczach pojawiły się łzy.
   Kamil podszedł do niej i przytulił ją z całej siły.
- Nic nam się nie stanie, okej? To tylko gra. Testuje nas. Pewnie specjalnie nadał im taki wygląd, żeby złamać naszego ducha – pocieszał brązowowłosą, choć sam nie wiedział czy w to wierzyć.
   Bo jak uwierzyć w to, że przypadkowy zombie wyglądał dokładnie jak jego koleżanka z dzieciństwa?

   Stali przed galerią, wbijając wzrok w otwór, z którego przed chwilą wyszli. Starali sobie wmówić, że nikt nie zginął, że to tylko prowokacja, ale od pierwszej nocy wpadali na całe, jedynie lekko podgniłe zombie. Do tej pory żadne nie wyglądało, jakby przemieniło się od ugryzienia.
   Paulina niespodziewanie wybuchła śmiechem, kręcąc głową z politowaniem. Próbowała coś powiedzieć, ale nie była w stanie. Mogła tylko stać i się śmiać.
   Pozostali patrzyli się na nią dziwnie. Wyglądała, jakby oszalała. Na twarzy miała ślady krwi, a w ręce ściskała z całej siły nóż, machając nim, jakby miało to pomóc złapać jej powietrze.
- Gość naoglądał się za dużo seriali – wydusiła w końcu między kolejnymi napadami śmiechu i usiadła na betonie.
   Tego dnia miała swój pierwszy napad paniki.

   Głośny śmiech Pauliny dotarł do krążącej po galerii grupy. Dziewczyna o płowych włosach i zielonych oczach poznała go niemal od razu, więc nawet się nie tłumacząc, złapała uroczą blondynkę za rękę i pociągnęła w stronę, z której słyszała znajomy głos.
   Wybiegła na parking, na którym Tomek próbował z pomocą Kamila uciszyć swoją wijącą się po ziemi siostrę. Decowa zapowietrzyła się, wydając z siebie odgłosy zbliżone do hamującego pociągu, a pozostałe dziewczyny patrzyły na nią ze łzami w oczach.
   Nie bardzo wiedząc co się stało, podbiegła do nich, uśmiechając się szeroko.
- No hej, panienki – uwiesiła się na ramieniu Gosi, która, zaskoczona tym, odskoczyła od niej gwałtownie.
   Zielonooka przekrzywiła głowę, przyglądając się brązowowłosej, po czym przeniosła wzrok na pozostałych.
- Co robicie? – zapytała, jakby właśnie wróciła z zakupów w typową wakacyjną niedzielę, a nie z galerii pełnej łażących pożeraczy mózgów.
   Paulina podniosła głowę, patrząc na nią załzawionymi od śmiechu oczami.
- Zabijamy zombie, chcesz dołączyć? – na te słowa dziewczyna kucnęła.
   Znała Decową od dawna i nie raz była świadkiem jej głupawek, ale tym razem było inaczej. Słyszała po jej głosie, że była wstrząśnięta i potrzebowała odreagować.
- To byliście wy? – zapytała, a widząc, że Paulina zaczyna się jeszcze bardziej śmiać, przytuliła ją mocno – Ej, skarbie, i tak już nie żyli.

   Chwilę trwało zanim blondynka się uspokoiła. Gdy jednak w końcu się to udało, Tomek zmierzył wzrokiem przybyszów.
- Słuchaj, Laura, wiem, że źle to zabrzmi, ale cieszę się, że cię widzę – uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Zważywszy na okoliczności, nie obraź się, ale ja też się cieszę, że was widzę – odpowiedziała Laura, patrząc po znajomych twarzach – Jestem w szoku, że poradziliście sobie z tym zadaniem – w jej głosie słychać było pewnego rodzaju smutek.
- My też – mruknął Kamil, patrząc na dziwnie cichą Decową – Co tu robiliście? – wskazał na blondynkę, którą przyciągnęła za sobą i czarnowłosego chłopaka, który przybiegł zaraz za nimi.
- Szukaliśmy przyjaciół – powiedziała cicho blondynka, ściskając Laurę za ramię.
- Zgubili się? – Paula spojrzała na nią – Możemy wam pomóc ich szukać – zaproponowała, nie pytając innych o zdanie. To była Laura, musieli jej pomóc.
   Nowo przybyła trójka spojrzała po sobie niepewnie i z bólem w oczach.
- Są. Zaścielają całą podłogę w galerii – słowa chłopaka uderzyły w nich niczym piorun.
   Nie ważne jak bardzo by teraz zaprzeczali, nie mogli zmienić prawdy. To byli ludzie.
- Przepraszam… - słaby głos Pauliny przerwał niezręczną ciszę, która między nimi zapadła.
- I tak już nie żyli – skwitowała równie cicho Laura, tym razem starając się pocieszyć siebie, a nie ją.

   Humory nie dopisywały im ani trochę. Laura razem z Kasią i Łukaszem postanowili do nich dołączyć i teraz wszyscy kierowali się z powrotem do mieszkania.
- Macie zapasy? – zapytał Łukasz, patrząc na Tomka, który wydawał mu się najbardziej dojrzały ze wszystkich.
- Tylko to, co w busie. Jeszcze nie szukaliśmy niczego na zapas – chłopak wzruszył ramionami – Ale będziemy musieli poszukać szmat i płynów, żeby go umyć – spojrzał na Łukasza i uśmiechnął się szeroko – Nawet nie chcesz wiedzieć jak to wyglądało – zaśmiał się i przeczesał włosy dłonią – Istna masakra.
Kasia wzdrygnęła się na samą myśl.
- Nie wydaje mi się, że powinniśmy tak łatwo odbierać im żyć – powiedziała, a jej głos zabrzmiał niczym dźwięk dzwoneczków, delikatny i w jakiś niezrozumiały sposób, poprawiający humor.
- Lepiej my im niż oni nam – głos Pauliny zabrzmiał dziwnie szorstko, ale tylko Kamil zwrócił na to uwagę.
  Zaczynał się o nią martwić.

   Do mieszkania dotarli w miarę bezpiecznie. Laura i jej znajomi mieli ze sobą tylko jeden pistolet i nóż, ale i tak zapewniało im to odrobinę lepszą obronę niż nic.
   Gdy weszli do środka, ich uszu dobiegł głośny głos Izy.
- Pobaw się sama, ja nie mam na to czasu! – coś trzasnęło, a później z salonu wybiegła Ola, ściskając w jednej ręce dwie lalki Barbie , a w drugiej Kena.
- Gosia! – krzyknęła uradowana i rzuciła się na siostrę, przytulając ją mocno i przy okazji wbijając zabawki w jej plecy.
- Hej, szkrabie  - zaśmiała się trochę nerwowo dziewczyna – Stęskniłaś się? – zapytała, odwzajemniając uścisk.
   Ola pokiwała energicznie głową i puściła ją.
- Pobawisz się ze mną? – wyciągnęła w jej stronę lalki z proszącą miną.
   Gosia zerknęła na Kamila, a później uśmiechnęła się ponownie do siostry.
- Jasne, tylko się umyję, okej? – poklepała ją po główce.
   Ola przyjrzała się jej, po  czym przeniosła wzrok na pozostałych.
- Mama będzie zła, że się tak wybrudziliście – wskazała na Kamila – Lepiej uciekajcie, zanim was nie zobaczyła – przybrała bardzo poważny wyraz twarzy.
- Póki, szczylu, póki – zaśmiał się Kamil – Ja pierwszy! – zawołał i rzucił się w stronę łazienki.
   Ta mała zawsze poprawiała mu humor.

- I co teraz? – Tomek, Kamil i Karol stali nad wanną, patrząc na kran, z którego powinna lecieć woda.
- Chyba musimy pobawić się w grzanie na gazie. Albo myć w zimnej – mruknął Tomek.
   Nie bardzo chciało mu się tak z tym pieprzyć, ale co innego mieli zrobić? Wyglądali jak z jakiegoś taniego horroru.
- Kurwa, nawet nie pomyślałem, że odetną nam wodę – na twarzy Kamila malowało się niezadowolenie.
   Miał nadzieję, że szybko się ogarnie i położy na chwilę, aby zresetować umysł, ale jak na złość wszystko musiało iść nie tak.
- Mamy apokalipsę, debilu, czego się spodziewałeś? – usłyszał w odpowiedzi beznamiętny głos Pauliny.
   Przeniósł na nią wzrok, ale ona patrzyła się w sufit, opierając razem z pozostałymi dziewczynami o ścianę.
   Te zmieniające się humory nie były u niej czymś normalnym. Nie podobało mu się to. Nie żeby, bał się, iż nagle jej odwali i ich wszystkich pozabija, po prostu nie chciał znaleźć jej zwłok na środku kuchni, gdy tylko na chwilę spuszczą ją z oka.

   Paulina siedziała w wannie, niespiesznie pozbywając się z ciała krwi zombie. Butelkowana woda w tym momencie była niepotrzebnie zużywana, ale nie chcieli chodzić śmierdzący przez resztę dnia.
   Zastanawiała się czy to, co wydarzyło się w galerii było złe. Do tej pory zombie traktowała jak typowe mooby, teraz jednak zrozumiała, że część z nich to gracze, którzy nie dali rady większej grupie potworów i po przegranej zasilili ich szeregi.
   Czy to czeka też nas?, przemknęło jej przez myśl. To nie tak, że od początku nie wierzyła, że mogą umrzeć. Po prostu nie brała tej gry na poważnie. Mierząc się z zombie musiała dawać z siebie wszystko, ale gdy udawało jej się je pokonać, czuła się niezwyciężona. Jakby ta gra nie działa się naprawdę. Coś jak w Sword Art Online – zakładasz gogle i znajdujesz się w nowym świecie, gdzie w każdej chwili coś może cię zabić, by później obudzić się w miejscu respawnu i ponownie ruszyć do walki.
   Z tym, że to była ta wersja SAO, z której nie dało się wylogować.
- Paulina, my idziemy po wodę i jakieś ubrania dla Kasi, Laury i Łukasza! Będziemy za godzinę, może dwie! – Paula uderzyła dłonią w drzwi – Pilnuj ich! – dodała ze śmiechem, jednak jej przyjaciółka wiedziała, że boi się opuścić mieszkania.
- A ty pilnuj Tomka! – odparła grubsza dziewczyna radośnie, by nie martwić Pauli.
   Może i nie była najlepsza w udawaniu, że wszystko jest okej, ale miała dobrego nauczyciela. Nie raz widziała jak Tomek zmuszał się do uśmiechu, by w telefonie zabrzmieć na szczęśliwego. Podziwiała go za to, ale też z tego powodu nie sypiała po nocach. Kłamanie o uczuciach było złe. Mogło go zniszczyć.
   Na chwilę za drzwiami zapadła cisza. Paula była jej przyjaciółką, oszukanie jej zawsze było trudne.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? – padło pytanie z ust drobnej dziewczyny.
   Paulina odchyliła się do tyłu, zamykając oczy.
- Wiem. Idź już – tym razem już nie udawała. Nie miała na to sił.
   Musiała na spokojnie wszystko przetrawić.

   Kamil, Tomek, Gosia, Paula i Robert ruszyli do osiedlowego sklepiku. Ich lista „zakupów” nie była za długa, ale postanowili skoczyć najpierw po wodę i zostawić ją na klatce niż lecieć po nią z siatkami ubrań i targać później na samą górę.
- Bierzemy co trzeba i wychodzimy. Żadnego rozglądania się – przypomniał Kamil i otworzył drzwi, wchodząc do środka  z pistoletem w ręku.
   Gosia z Paulą i Robertem zostali na zewnątrz, pilnując, aby nic nie zaskoczyło ich towarzyszy, Tomek zaś dołączył do Maleca. Nie rozdzielali się, nauczeni przygodą sprzed kilku godzin. Szli powoli, sprawdzając każdą alejkę, choć nie słyszeli żeby w środku znajdował się ktoś poza nimi.
- Z Pauliną wszystko w porządku? – zapytał cicho Kamil, wykorzystując fakt, że byli sami.
   Tomek zerknął na niego kątem oka. Nie wyglądał jakby się martwił.
- Poradzi sobie. To tylko lekki szok. Mógłbym się założyć, że bardziej zaskoczył ją fakt, że ludzie mogą przemienić się w zombie niż to, że ich zabiła – na jego twarzy widać było, że on akurat nie potrafił się z tym pogodzić, dlatego starał się o tym nie myśleć.
- Myślisz, że naprawdę jest taka twarda? – w głosie Maleca słychać było, że ma wątpliwości.
   Znał Paulinę dość dobrze, w końcu nie raz zdarzyło im się razem napić, wyskoczyć do kina czy przesiedzieć ze sobą cały dzień. Głównie dlatego, że towarzyszył Gosi, ale zawsze to coś.
   Paulina kojarzyła mu się z pewną siebie, wygadaną, dziecinną, ale i godną zaufania osobą, jednakże wiedział też, że łatwo się denerwuje i zasmuca. Kiedyś, w przypływie alkoholowej odwagi, dziewczyna podała mu adres swojego bloga, na którym pisała krótkie opowiadania. Wtedy poznał jej inną stronę, tę delikatną i kobiecą. Jak mógł uwierzyć, że ta wrażliwa dziewczyna poradzi sobie z myślą, że zabiła ludzi?
- Wie, że już nie żyli – przypomniał mu blondyn.
   Kamil westchnął cicho. On też wiedział, ale wcale mu to nie pomagało. Poszedł na ten wypad, by oderwać myśli od tego co zrobili. Wiedział, że w nocy to do niego wróci i bał się tego jak cholera.

- No to po co tutaj przyszłaś? – Paula spojrzała na Gosię zdenerwowana – Albo się ogarniesz, albo wracaj do mieszkania!
- Chciałabyś! Miałabym puścić go samego?! Po tym wszystkim?! – brązowowłosa wycelowała w blondynkę nożem – Prędzej zginę razem z nim niż pozwolę mu iść samemu! – na jej twarzy widać było furię.
- Jasne, pozabijaj nas wszystkich! Przecież nie ma nic lepszego niż śmierć całej grupy, bo jedna idiotka za bardzo boi się, że jej chłopak nawali, by puścić go samego, narażając tym samym pozostałych na niebezpieczeństwo! – okularnica uderzyła wyciągniętą w jej stronę rękę, która dzierżyła broń.
- Na niebezpieczeństwo?! To ty jesteś piątym kołem u wozu! Wystarczy chwila i zombie przewróci cię na ziemię, a my będziemy musieli cię ratować! – Gosia spojrzała na drobną przyjaciółkę ze złością.
- Nie jestem tak głupia, by lecieć sama gdziekolwiek! To, że ty tak zrobiłaś nie znaczy, że każdy ma IQ niższe od chomika! – Paula zrobiła krok w jej stronę.
- Dziewczyny… - zaczął Robert, ale one mu przerwały.
- Nie wtrącaj się! – krzyknęły głośno i wróciły do przerwanej kłótni.
-  Jeżeli nie chcesz zabijać zombie to nie powinno cię tu być – powiedziała już trochę spokojniej Szkielówna.
   Nie chciała się złościć na przyjaciółkę, ale takie zachowanie mogło ściągnąć na nich zgubę.
- A ty niby co? Sama chcesz trzymać się od tego z dala i liczysz, że nikt nie zauważy! – słowa Gosi ją zabolały.
- Wiesz co? Nie mam zamiaru z tobą dyskutować. Aż tak zazdrosna jesteś o Kamila, żeby narażać nas wszystkich? – pokręciła głową.
- Nie jestem zazdrosna! – Gosia warknęła głośno i już chciała coś powiedzieć, gdy nagle poczuła dłoń Roberta na ramieniu.
- Dziewczyny, mamy problem! – zawołał blady na twarzy chłopak.

   Grupa zombie była zbyt duża. Chłopacy, słysząc jak tamci dobijają się do drzwi, rzucili wodę na podłogę i ruszyli pędem w ich stronę.
   Wiedzieli, że Robert, Paulina i Gosia nie poradzą sobie z dziesięcioma zombie, więc kazali im dać znać, gdyby pojawiło się ich zbyt wiele. Gdy wypadli na zewnątrz z najczarniejszym scenariuszem w głowie, zamarli.
- Trzy…? – Tomek spojrzał na sunące się powoli w ich stronę zwłoki.
   Paula potrząsnęła głową, wskazując na uliczkę obok.
- Więcej – brzmiała, jakby zaraz miała się rozpłakać – Pobiegły za nią – w jej oczach szkliły się łzy.
   Kamil spojrzał na nią, a później na Roberta.
- Gosia… - powiedział słabo i ruszył biegiem we wskazanym kierunku.

   Paulina wyszła z wanny i ogarnęła się najszybciej jak umiała. Nie wiedziała ile czasu spędziła, mocząc nogi w zimnej, zakrwawionej wodzie, ale nie przejmowała się tym. Ubrana w czarne legginsy i szarą bokserkę, wyszła z łazienki, pozwalając mokrym włosom spokojnie schnąć.  Cieszyła się, że jest lato, bo nie musiała martwić się, że przeziębi się chodząc z mokrą głową.
   Widziała jak w kuchni uwija się Laura z Kasią, Olą i panią Ewą, szykując kolację dla trochę rozrośniętej grupy. Uśmiechnęła się do siebie delikatnie, widząc jak dwunastolatka radośnie nuci pod nosem, starając się pokroić ziemniaki równie szybko co jej mama.
   To było urocze. Prawie, jakby urządzali imprezę i razem przygotowywali przekąski.
   Nagle poczuła, że ktoś stanął za nią i to naprawdę blisko. Zadarła głowę, lekko zaskoczona i spojrzała na Łukasza. Jego czarne włosy i niebieskie oczy kontrastowały z jasną cerą. Nie znała go, ale mogła przysiąc, że pewnie sporo dziewczyn się za nim uganiało.
   O ile nie jest gejem, przeszło jej przez myśl.
- Tomek coś mówił o myciu busa, nie? – jego głos był głęboki, ale nadal bardzo młodzieńczy.
   Paulina poczuła, że znalazła kolejny cel swoich homo-fantazji.
- Tak, ale w tym domu jak na złość nie ma żadnych płynów. Myślisz, że zabrali je ze sobą za granicę? – zapytała lekko rozbawiona.
   Łukasz uśmiechnął się.
- Może – przyznał cicho – Masz ochotę trochę się porozglądać? – zapytał.
   Może pierwsze wrażenie dała beznadziejne, ale widział, że sporo osób na niej polegało. Wiedział, że Laura i Karol dadzą sobie radę z obroną Kasi i pozostałych, więc chciał zgarnąć siostrę Tomka, jakby podczas szukania płynu miało się zdarzyć coś złego.
- Czy to randka? – zażartowała Decowa, a Łukasz spojrzał na nią, marszcząc brwi – Rozumiem, że chyba za wcześnie na takie żarty – zaśmiała się nerwowo - Nie ważne, chodź – przewróciła oczami i odwróciła się w jego stronę.
   Łukasz grzecznie się odsunął, puszczając ją przodem.

   Brązowowłosa wdrapała się na jakiś samochód, starając nie dać się złapać otaczającym ją trupom. Gdy wcześniej kilka z nich podeszło za blisko, chciała zaatakować, ale spanikowała. Uciekła sama nie do końca wiedząc gdzie, na ślepo kierując się z dala od zagrożenia. Teraz, patrząc na wyciągnięte w jej stronę ręce, wiedziała, że to był zły pomysł.
   Ściskając w dłoni nóż, obracała się dookoła, szukając wyjścia z tej sytuacji. Była w pułapce. Może pójście z Kamilem to był zły pomysł? Nadal miała w głowie obraz zamordowanych przez nich ludzi.
   Zombie, upomniała się.
   Nie mogła traktować ich tak, jak ludzi, inaczej naraziłaby wszystkich na niebezpieczeństwo, ale co mogła zrobić? Dla niej to, co zrobili było rzezią. Może i nie wiedzieli z czym walczą, ale nie wahali się. Paulina raz po raz wbijała nóż w czaszki potworów, jakby to było coś naturalnego. A nie było.
   Kamil nie był lepszy. Jak mogła puścić go samego i pozwolić mu znowu splamić sobie ręce krwią? Miała nadzieję, że gdy będzie obok to w jakiś sposób go przed tym powstrzyma. Ale nie mogła. Jeżeli chciała wyjść z tego żywa, on będzie musiał znowu zabić.
   Wcześniej wydawało jej się, że zombie to zombie. Nic poza tym. Teraz jej światopogląd runął. Co jeżeli to były ofiary nieudanego eksperymentu? Jak mogłaby spojrzeć sobie w twarz, gdyby któregoś z nich zabiła?
   Czuła, że po policzkach płyną jej łzy. Była bezsilna. Strach i wyrzuty sumienia blokowały jej ruchy. Ręka drżała, jakby wypiła o kilka kieliszków za dużo, a obraz przed oczami zamazywał się.
   Warczenie przeplatało się z głośnym dudnieniem jej serca. Zginie. Czuła, że zginie. Ile czasu minęło odkąd tu weszła?
   Poczuła jak jeden z zombie złapał ją za nogę. Krzyknęła głośno, wyrywając ją i robiąc krok w przód. Auto zachwiało się. Kolejne zombie próbowało jej dosięgnąć. Miała ochotę skulić się i pozwolić, żeby los sam zadecydował co się z nią stanie. To nie było na jej siły. Nie nadawała się do tego. Chciała po prostu wrócić do domu, usiąść w fotelu, napić się herbaty i obejrzeć jakiś serial. Nic więcej. Czy to tak wiele?
   Nagle usłyszała wystrzał. Otworzyła oczy i zobaczyła Kamila, biegnącego w jej stronę. Był zły. I przestraszony.
   Zaraz za nim przybiegł Tomek. Część zombie odwróciła się i skierowała w ich stronę, ale nie zatrzymało ich to. Strzelali, nie zawsze trafiając, ale nie poddawali się. Ucieszona ich widokiem Gosia zapomniała o tej części, która ją otaczała. Nagle jeden z zombie pociągnął ją za przydługą koszulkę. Upadła na dach auta z piskiem. Czuła smród jaki rozsiewał wokół siebie trup. Próbowała wstać, ale uścisk bestia miała silny. Drugi z zombie zacisnął rękę na jej ramieniu, pochylając się nad jej głową i już prawie ją ugryzł, gdy nagle coś przebiło na wylot jego głowę.
   Gosia spojrzała na Paulę zaskoczona. Blondynka uśmiechnęła się do niej z ulgą i w tym samym momencie zombie ruszył na nią. Nawet nie zdążyła zareagować, gdy Kamil uderzył go śmietnikiem, po czym, gdy ten padł na podłogę, użył swojej prowizorycznej broni, aby roztrzaskać mu głowę.
   Gosia spojrzała na swojego chłopaka, który siedział na klatce potwora, raz po raz uderzając śmietnikiem w jego twarz. Chłopak wpadł w furię. Krzyczał coś, nawet nie zauważając, że trup znieruchomiał. Cały w jego krwi wyżywał się za wszystko, co do tej pory musiał przejść.
    Brązowowłosa patrzyła na niego z szokiem. Nie. Nie, nie, nie… Zsunęła się z auta i dopadła do Kamila, przytulając go z całej siły.
- Już, skarbie, już… Spokojnie… Wszystko będzie dobrze – szeptała mu do ucha.
+Z jego gardła wydobył się ochrypły śmiech.
- Nie będzie i doskonale o tym wiesz… - dopiero teraz Gosia dostrzegła łzy na jego policzkach.

- W ten sposób zajmie nam to całą wieczność – Łukasz spojrzał na Paulinę lekko poirytowany.
   Zwiedzili już trzy bloki i wszędzie były zamknięte drzwi. Rozumiał, że wyważanie nie wchodziło w grę, bo za dużo hałasu i pewnie nie dali by sami rady, ale takie łażenie bez celu, z nadzieją, że gdzieś im się poszczęści, było dużo bardziej niebezpieczne.
- Mogę spróbować otworzyć zamek, ale nie obiecuję, że się uda. Nigdy tego nie robiłam – blondynka sięgnęła po wsuwkę, którą miała we włosach.
- Tylko szybko, będę pilnował schodów – mruknął, patrząc na nią powątpiewająco.
   Spędzili na poszukiwaniach już trochę czasu, ale póki co dziewczyna nie zrobiła na nim dobrego wrażenia. Była zwyczajna. Nie bardzo rozumiał to całe zamieszanie wokół jej osoby. Spanikowała? Zdarza się. Ale po co brali ją ze sobą? Mogła zostać z dzieciakami. Nie wyglądała na wojowniczkę. Raczej taka ciepła klucha. Dosłownie.
   Coś szczęknęło w drzwiach. Zaskoczona dziewczyna podniosła się z kucek i złapała za klamkę, otwierając mieszkanie.
- Udało się – powiedziała, uśmiechając się do niego szeroko.
   Cóż, może nie jest taka beznadziejna, pomyślał chłopak, wchodząc do mieszkania jako pierwszy.

- Coś jeszcze potrzebujemy? – na pulchnej twarzy widać było zniesmaczenie, gdy przechodziła nad starym kawałkiem pizzy.
- Raczej nie, chyba, że jesteś głodna – czarnowłosy chłopak wskazał na leżący na łóżku talerz z czymś co chyba kiedyś było spaghetti.
   Paulina przewróciła oczami.

- Jesteś obrzydliwy – mruknęła, poprawiając plecak na ramieniu.
   Łukasz zaśmiał się cicho. Cóż, zabawnie było oglądać, jak dziewczyna krąży po mieszkaniu, szukając odpowiednich rzeczy i próbując nie dotknąć tych wszystkich porozwalanych dookoła resztek.
- Sama wybrałaś to miejsce – wzruszył ramionami.
   Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tym samym momencie coś uderzyło szafkę na korytarzu. Spojrzeli po sobie, wyciągając noże i ruszyli w stronę źródła hałasu. Nie łudzili się, że to któryś z ich towarzyszy, nie było opcji, żeby już wrócili, dlatego, w pełnej gotowości, wyszli z pokoju.
   Kawałek od nich stał zombie, uderzając raz po raz w szafkę i wyciągając w ich stronę ręce. Oboje nieświadomie odetchnęli z ulgą. Na myśl, że mieliby walczyć z większą grupą, robiło im się słabo. Bo niby jak mieliby wtedy wygrać? Było ich tylko dwoje.
   Łukasz podszedł do umarlaka i wbił mu ostrze w głowę, po czym odwrócił się w stronę Pauliny i uśmiechnął szeroko.
- Spokojnie, ze mną jesteś bezpieczna – powiedział, chcąc dodać jej otuchy.
   W tym samym momencie coś rzuciło się na niego od tyłu. Krzyknął, próbując się odwrócić, ale ciężar drugiego ciała pchnął go na szafkę i znajdujące się na niej zwłoki. Momentalnie zabrakło mu oddechu. Słyszał warczenie przy uchu i czuł ręce, próbujące rozwalić mu czaszkę. Nie spodziewał się, że trup może być tak ciężki do zrzucenia. Już myślał, że zaraz jego głowa eksploduje, gdy nagle przeciwnik przestał naciskać i opadł z głośnym plaśnięciem na podłogę.
- Sorki, miałam problem żeby dosięgnąć głowy – usłyszał nad sobą głos Pauliny.
   Podniósł się powoli, patrząc na niziutką dziewczynę, stojącą na krześle. Miała rękę umorusaną krwią, a na jej ustach malował się przepraszający uśmiech. Wyglądała jak dziecko, które coś przeskrobało i miało nadzieję, że zostanie mu to wybaczone.
   Jego wzrok powędrował na zwłoki obok jego stóp. Potwór miał pewnie z dwa metry, jak nie więcej. Cóż, przynajmniej wiem czemu był taki ciężki, pomyślał, wracając spojrzeniem na blondynkę.
- Ważne, że zdążyłaś – odwzajemnił uśmiech blado.
   Wolał nie myśleć co by się stało, gdyby zaklinowała się z krzesłem w przejściu.

   Do bloku, w którym się zatrzymali, zostało im niewiele drogi, ale nawet na tak krótkim odcinku pech nie opuszczał ich ani na moment.
- Biegnij do środka, ja je odciągnę – Łukasz machnął ręką w stronę Pauliny, poganiając ją.
- Chyba sobie żartujesz – prychnęła dziewczyna, rzucając plecak na ziemię – Od dzisiaj jesteśmy jedną drużyną, a drużyna trzyma się razem – wysunęła nóż z pochwy przymocowanej do uda.
   Wyglądała na gotową do walki, ale wcale się tak nie czuła. Po prostu wolała żartować, niż narzekać na to, że tego dnia zombie uczepiły się ich jak rzep psiego ogona.
- Jak zaraz walniesz tekstem z Power Rangersów to cię zabiję – na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech.
- Myślałam raczej o Czarodziejce z Księżyca, ale niech ci będzie, tym razem odpuszczę. Lubię swoje życie – powiedziała radośnie i ruszyła biegiem w stronę zombie.
   Czy się bała? Tak. Czy to ją powstrzymywało? W życiu. Teraz wiedziała, że podczas walki nie ma żartów. Musiała dać z siebie sto dwadzieścia procent inaczej żałowałaby do końca życia. Które prawdopodobnie zbyt długo by nie trwało, ale o tym wolała nie myśleć.
   Grupa zombie nie była jakoś specjalnie liczna. Kilka powolnych sztuk. Bułka z masłem, mogłoby się wydawać, ale dla nich to było coś więcej. Nie byli biernymi obserwatorami serialu, w którym ugryzienia były udawane, a zombie były tylko ucharakteryzowanymi statystami. Byli częścią prawdziwego show.

- Dlaczego ona nie ucieka? – załkała czarnowłosa kobieta, tuląc się do swojego męża.
   Mężczyzna pogłaskał ją czule po plecach, nie odrywając wzroku od toczącej się na ekranie walki. Był przerażony, ale i dumny. Jego mała córeczka dzielnie walczyła, próbując powstrzymać inwazję, którą planował ten wariat. Mogła zostać bohaterką. To podnosiło go na duchu. Wierzył w nią z całych sił. A mimo to, wolałby, aby była tu obok. Jego księżniczka. I syn. Wiecznie wesoły, pewny siebie. Starał się trzymać nadziei, że wyjdą z tego bez szwanku, ale…  Strach nadal w nim tkwił, jak cierń, którego nie da się wyjąć.
- Jest silna, poradzi sobie – powiedział cicho, całując kobietę w czubek głowy – Oboje są silni – zerknął na drugą część ekranu, gdzie właśnie w tej chwili Tomek zbliżał się do mieszkania.
   Uda im się. Nie było innego wyjścia.



***
To łączenie postów jest uciążliwe ;-; Sama przed rozdziałem 3 nie wiedziałam kiedy wrzuciłam ostatni :(
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał! :) Już za niedługo kolejny <3 A zarazem ostatni z opublikowanych, co oznacza, że będzie trzeba poczekać na 6 około dwóch tygodni - ankiety kończą się 13-05-2018 r. o 23:59 :)
Dziękuję za ok. 100 wyświetleń! <3
« Ostatnia zmiana: 02 Maj, 2018, 12:10:43 wysłana przez MuffinkaZG »

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #2 dnia: 07 Maj, 2018, 10:30:59 »
5. A śmierć zapukała do ich drzwi


   Paulina wyszarpnęła ostrze z ciała ostatniego zombie i odepchnęła go na ziemię.
– Jak tak dalej pójdzie to wyrobię sobie mięśnie. I może schudnę! – zawołała radośnie, po czym wytarła broń o koszulkę trupa.
– Nie schudniesz – odezwał się Kamil, przewracając nogą jedno z ciał na plecy – Jesteś zbyt leniwa. – Uśmiechnął się do niej szeroko, schylając się i przyglądając zombie.
– Mam codziennie wymagające cardio, z którego nie mogę zrezygnować w połowie. Uwierz, schudnę. – Nie wyglądała jakby przejęła się jego słowami – Zresztą skąd możesz wiedzieć, że jestem leniwa? Przypomnij kiedy widziałeś mnie nic nierobiącą? – Uniosła brwi do góry. Chciała to zrobić jedną, aby wyglądać na wyluzowaną i zadziorną, ale nie potrafiła. Jej zdaniem było to wręcz niewykonalne.
– Każdego ranka, gdy u nas nocowałaś? – odparował, podnosząc na nią wzrok. W przeciwieństwie do niej mu udało się unieść tylko jedną brew.
– Chyba nie myślałeś, że będę sprzątała ci w pokoju albo obiad robiła? Byłam w gościach! – prychnęła rozbawiona.
   Kamil odsunął się od trupa. Miał on złamanie otwarte i rozwaloną szczękę, ale był jednym z tych, które zostały przysłane przez doktorka. Żółte oczy skierowane były w stronę Pauliny. Cieszyło go, że tym razem nie trafili na ludzką grupę chodzących zwłok. Nadal miał w głowie obraz bladej, zjedzonej w niewielkiej części, zielonookiej dziewczyny, z którą spędził tyle czasu na zabawach w parku. To było dla niego za wiele jak na jeden dzień. Ta gra z każdą chwilą robiła się coraz bardziej potworna.
–  Nie. – Pokręcił głową, uśmiechając się półgębkiem – Ale nie wmówisz mi, że nie widziałem, jak widziałem! – dodał z satysfakcją.
–  Cóż… Teoretycznie to coś robiła – odezwała się za nim Gosia, która chwilę temu wyszła z klatki schodowej – Oglądała z nami serial. – Uśmiechnęła się blado do swojego chłopaka.
   Miała dość dzisiejszego dnia. To wszystko co się wydarzyło… Nie wiedziała czy sobie z tym poradzi. To było jak najgorszy koszmar.
–  I ty, Brutusie, przeciwko mnie? – Kamil złapał się teatralnie za serce i spojrzał na nią z fałszywie zbolałą miną.
   Gosia przewróciła oczami ujęła go za rękę.
– Chodźcie. Jestem głodna. – Nie patrząc na walające się dookoła trupy pociągnęła go w stronę bloku. Wiedziała, że jeżeli spojrzy to nie będzie w stanie niczego przełknąć.
   Tego dnia jedyną osobą, która miała apetyt była Iza.
– No i ja mówię, że przydałoby się jej trochę pudru, bo wygląda jak śmierć, a ona w ryk. – Roześmiała się, wkładając do ust ostatni kęs jajecznicy.
   Wokół panowała cisza. Nikt nie przerywał jej jakże ciekawego monologu, bo nie mieli na to ani siły ani ochoty. Zresztą jej jazgot bezproblemowo odciągał ich myśli od ostatnich wydarzeń.
   Tomek podniósł wzrok na swoją siostrę i kopnął ją pod stołem w nogę, wskazując wzrokiem na czarnowłosą dziewczynę, która dalej ciągnęła historię o bladej koleżance z klasy. Paulina przekrzywiła głowę, marszcząc brwi. Nie bardzo wiedziała co chciał jej przekazać. W odpowiedzi blondyn kopnął ją jeszcze raz.
– No kurwa! Czego? – Decowa podskoczyła na krześle, gdy trafił ją w piszczel.
   Wzrok pozostałych skierował się na jej osobę.
– Sorki. – Jej brat uniósł ręce w obronnym geście. – Trochę mnie poniosło – dodał, ledwo kryjąc uśmiech.
   Po tej krótkiej wymianie zdań zapadła cisza. Niestety nie był to jeden z tych komfortowych momentów, w których była ona czymś przyjemnym i chcianym. Ciążyła między nimi niczym wyrok. Jakby zaraz miał odbyć się nad nimi sąd ostateczny, skazujący ich na wieczne życie potępionych.
   Kamila poruszyła się niespokojnie na miejscu. Spędziła cały dzień w mieszkaniu i busie, jedynie przez chwilę narażając się na atak podczas poszukiwania schronienia, ale i tak czuła się wykończona. Po usłyszeniu fragmentu historii Tomka i pozostałych miała wielką ochotę zakopać się pod kołdrą i już nigdy nie wyjść, ale co mogła zrobić? Musiała iść za nimi. Sama by sobie nie poradziła… Na dodatek nie chciała opuszczać przyjaciół.
   Kamil był dla niej naprawdę ważny i gdyby mogła to zrobiłaby wszystko, aby był szczęśliwy. Wiedziała też, że i on ją lubi, jedynie przy Gosi stara się ograniczać ich kontakt, aby nie denerwować jej niepotrzebnie.
   Gosia też miała specjalne miejsce w jej sercu. Była niczym ulubiona koleżanka młodszej siostry. Może i często się na nią wkurzała i miała jej dość, ale w pewnym sensie troszczyła się o nią. Nie raz musiała trzepnąć Kamila w głowę, aby poszedł przeprosić swoją dziewczynę, bo widziała jej snapy z Pauliną, lodami i komediami romantycznymi. Chciała, aby im się układało, ale nie miała zamiaru pójść jej na rękę i przestać spotykać się z Kamilem. Znali się na tyle długo, że bez niego nudziła by się.
   No i jeszcze Tomek… Pamiętała jak zobaczyła go po raz pierwszy w szkole. Wulkan pozytywnej energii. Był dosłownie wszędzie i z każdym gadał. Nawet nie zauważyła kiedy i ona zaczęła wymieniać z nim „cześć” na korytarzu oraz chodzić na pizzę. Oczywiście w towarzystwie Kamila, ale to zawsze było coś. W końcu zaufała mu na tyle, aby wyznać, że podoba jej się Daniel z jego klasy, a ten niemal od razu dał jej numer i następnego dnia poznał ich ze sobą.
   Uśmiechnęła się mimowolnie na to wspomnienie. To były fajne czasy. Godziny mile spędzanego czasu. Rozmowy, śmiechy, wygłupy. Czy mieli szansę do tego wrócić? Nie myślała już tylko o samym zakończeniu tej gry, zastanawiała się, czy będą w stanie dalej tak radośnie i beztrosko rozmawiać o najróżniejszych głupotach.
   Jej wzrok spoczął na Izie. Jeszcze chwilę temu była całkowicie wyluzowana, ale teraz wbijała wzrok w Paulinę z nieodgadnioną miną. Była zła? Zmęczona? Chciała coś powiedzieć?
   Iza też zaliczała się do grona jej przyjaciół, tak jak i Robert. Najpierw poznała go, później ją, ale jakoś nie robiło jej to różnicy. Oboje darzyła takim samym uczuciem. Fajnie obgadywało się z nimi inne osoby, a po pijaku byli całkiem wyrozumiali, do tego raczej nie wyjawiali sekretów innych pierwszej lepszej osobie, ale wiedziała, że gdyby się z nimi pokłóciła to wszystko by wypłynęło na wierzch, tak jak to było w przypadku Pauliny.
   Do dzisiaj pamiętała tą wielką dramę jak Decowa spoliczkowała Izę na środku korytarza, a zaskoczony obrotem spraw Robert w żaden sposób nie zareagował. Oczywiście po tym po szkole rozniosła się informacja, że to, co mówiła Iza to były zwykłe plotki, ale jak wiadomo ludzie lubią wierzyć w złe rzeczy o innych, więc Paulina nadal zbierała rozbawione bądź zniesmaczone spojrzenia oraz głupie pytania na Asku. Współczuła jej trochę, ale nie na tyle, aby stanąć w jej obronie. Może i się nie przyjaźniły, jednak Paulina nie raz jej pomagała, zawsze znajdowała czas, ale… No właśnie „ale”. Jakoś nie umiała się do niej przekonać. Te głupie żarty, wieczne nawiązywanie do gejów, seriali, bajek, robienie z siebie pośmiewiska i, co najważniejsze, całkowity brak gustu. Dziewczyna ubierała się jakby wychodziła z samego rana na balkon zajarać, a nie do szkoły. No i zawsze stawała po stronie Rudzińskiej. a to bardzo denerwowało Kamilę.
   I jeszcze fakt, że Laura zdawała się lubić blondynkę... To też działało jej na nerwy. Zwłaszcza, że z Laurą czuła dość mocną więź. Jakby były siostrami, mimo, że miały różnych rodziców. Nie potrafiła nawet przyrównać jej do przyjaciółki, bo nie spędzały ze sobą wiele czasu. Po prostu, gdy już się im zdarzyło spotkać to tematom nie było końca. Rozumiały się doskonale, ale przez różnicę w wieku i odległość, jaka dzieliła ich miejscowości to było nieopłacalne. Miały własnych znajomych i nie chciało im się wychodzić poza strefę komfortu. Tak było wygodniej.
– Skoro już zjedliśmy… Może w coś pogramy? – zaproponowała cicho Kasia.
   Pozostali od razu się zainteresowali. To nie był zły pomysł. Potrzebowali odetchnąć i skupić się na czymś innym niż armia mózgożernych trupów za ich oknem. Może i nie zmieni to ich sytuacji, ale pozwoli uspokoić zszargane nerwy.
– Dobry pomysł. Ma ktoś ochotę na Oczko? – Na twarzy Gosi pojawił się wymuszony uśmiech.
   Kamila westchnęła głośno. Czasami miała ochotę przywalić Gosi za udawanie, że wszystko jest w porządku, ale jako koleżanka jej chłopaka nie mogła. Już i tak Rudzińska uważała ją za najgorsze możliwe „zło konieczne”. Nie raz Kamil na jakiś czas udawał, że z nią nie rozmawia, aby Gosia uspokoiła się i przestała czepiać o ich znajomość. To bywało trudne. I męczące, zwłaszcza dla niej, ale co mogła poradzić? Poza tymi wkurzającymi momentami Gosia była w porządku. Uwielbiała spędzać z nią czas. Była jak młodsza siostra, choć akurat do tego się nie przyznawała. Możliwe, że gdyby nie to, że przyjaźniła się z Kamilem to w ogóle by się nie spotkały i nie byłoby między nimi napięcia, ale nie zmieniłaby tego. Lubiła wkurzać tę małą, kochaną cholerę.
– Ja mogę zagrać. – Podniosła rękę, patrząc na brązowowłosą z identycznym jak jej uśmiechem.

   Paula rzuciła karty na stół.
– Mam dość. – Przetrzepała włosy dłońmi i spojrzała na bałagan na stoliku. – Jakoś nie czuję się zrelaksowana. Kto wymyślił taką głupią grę? – mówiła pod nosem, nawet nie patrząc na przyjaciół.
   Większość grupy siedziała w salonie. Poza kartami udało im się znaleźć szachy, warcaby, chińczyka i parę innych planszówek. Dzieciak, którego pokój odwiedzili miał sporą kolekcję „wszystkiego”. I to dosłownie. Żałowali, że nie mogą włączyć sobie Play Station, bo było w czym wybierać. Alan Nowicki, jak głosił podpis na zeszytach szkolnych, mógłby w jednym momencie zagwarantować zabawę nawet stu osobom. Na oko.
– Narzekasz, bo przegrywasz. – Laura przewróciła oczami, przyglądając się uważnie drobnej dziewczynie.
   Nie podobało jej się to jak nerwowo na wszystko reaguje. Biło od niej tak mocne zdenerwowanie, jakby miała zaraz wybuchnąć z nagromadzonej energii i wysadzić ich wszystkich bez powodu.
– Przegrywam, bo to głupia gra! – Odsunęła krzesło z głośnym piskiem, ściągając tym samym na siebie wzrok Kamila i Tomka grających niedaleko nich w warcaby.
– Jak chcesz to możemy się zamienić. Warcaby są lepsze. – Kamil uśmiechnął się do niej szeroko, choć widać było, że tak naprawdę nie bardzo chce mu się ruszać z miejsca. Było mu wygodnie tu, gdzie siedział.
– Albo zagraj z nami w statki! – Ola podniosła głowę znad kartki i wbiła roziskrzony wzrok w blondynkę.
    Siedząc z rodziną jedenastolatka całkowicie zapomniała o całym złu, jakiego doświadczyła przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Nie chciała myśleć o tym, co jeszcze mogło pójść źle. Jej rodzice zapewniali ją, że będzie już tylko lepiej i uwierzyła im. Bo dlaczego mieliby kłamać? Może i nie uda im się wyjść bez szwanku, ale znała ich na tyle, aby wiedzieć, że jeżeli obiecują, iż wszystko będzie dobrze to tak będzie. Zawsze było.
– Zaproponowałbym wojnę, ale po twojej minie jestem niemal pewny, że nie skończyłoby się to najlepiej. – Z ust Łukasza wydobył się głośny śmiech.
   On zdążył już to wszystko przetrawić. Jego przyjaciele nie żyli, a on z siostrą dołączyli do znajomych Laury. Byli w przysłowiowej dupie, gdyż sporą część stanowiły dzieci i osoby niezdolne do walki, więc wiedział, że przynajmniej on musi się trzymać. Dla dobra ogółu.
   Z początku myślał, że Paula i Gosia poradzą sobie na linii frontu, ale im dłużej je obserwował tym bardziej zdawał sobie sprawę, że mogą nie udźwignąć takiego brzemienia. Kasi i tak nie miał zamiaru dopuścić do walki, a Laura… Cóż. Pewnie by dała radę, ale nie wyglądała, aby paliła się do rozwalania czaszek zombie. No i pozostawała Iza oraz Robert. Ten drugi może i jeszcze do czegoś się nadawał, ale ona to była inna bajka. Niczym księżniczka liczyła na to, że inni odwalą cała robotę. I pewnie tak będzie, bo raczej nikt nie kwapił się, aby ją zmotywować i zmusić do działania. Zresztą jak te delikatne dłonie ze zdobionymi paznokciami miałyby wbić nóż w czyjąś głowę?
– Nie mam ochoty na żadne gry. – Paula podniosła się z miejsca. – Muszę się przewietrzyć – dodała, kierując się w stronę balkonu.
   Gosia przez chwilę rozważała czy nie iść za nią, ale nie czuła się na siłach, aby kogokolwiek pocieszać, zwłaszcza, że sama tego potrzebowała.
– Powinniśmy powiedzieć Paulinie? – mruknął Tomek, zerkając w stronę drzwi.
– A z nią już lepiej? – Zainteresował się Karol.
   Tomek wzruszył ramionami. Sam nie wiedział. jego siostra zachowywała się normalnie, ale kto wie? Odsunęła się od nich, stwierdzając, że zostanie w kuchni, obserwując plac przed blokiem, i mimo, że wydawało się to dość racjonalnym posunięciem, to ona nigdy nie lubiła być sama.
– Jak porobi za ciocię dobrą radę to na pewno poczuje się lepiej – odparł, przesuwając pionka i zbijając dwa należące do Kamila – Mówiłem, że jestem w tym lepszy od ciebie? – Uniósł brew, patrząc na przyjaciela.
– Ja z nią pogadam – rzucił Robert, zanim Kamil zdążył odpowiedzieć blondynowi i rozpocząć w ten sposób kolejną kłótnię.
   Podniósł się z miejsca i od razu udał za okularnicą. Nie znał jej za dobrze, ale ostatnio to ona podniosła go na duchu, gdy chciał zrezygnować z akcji, więc uważał, że jest jej coś winny. Owszem, przez to mógł umrzeć, ale zostając na zewnątrz też nie miałby za wielu szans, więc chciał spłacić swój dług jak najszybciej.
– Hej. – Uśmiechnął się do niej delikatnie, gdy tylko zamknął za sobą drzwi.
   Szkielówna niestety nie widziała tego gestu, uparcie wpatrując się w horyzont. Nie chciała z nikim rozmawiać. Nie mogli dać jej spokoju? Czy to tak trudne do zrozumienia, że musi odpocząć od nich i wszystkich tych myśli, które aktualnie zaprzątają jej głowę?
– Słuchaj, wiem, że nie jestem najlepszą osobą, aby to mówić, ale nie wydaje ci się, że przesadzasz? – Na te słowa Paula spięła się, mrużąc oczy. To nie była jego sprawa. Zresztą jak śmiał? Już chciała mu coś powiedzieć, gdy ten kontynuował. – Nie powinnaś się zamykać na wszystkich. Gdybyś wyrzuciła co cię gryzie to na pewno byłoby ci lżej. Nie twierdzę, że byśmy mogli ci pomóc, bo i dla nas to całkiem nowa sytuacja, ale na pewno łatwiej byłoby sobie wszystko poukładać – mówił spokojnie, podchodząc coraz bliżej, aż w końcu oparł się o barierkę, patrząc na jej twarz – Nie jesteś głupia, wiesz, że powinnaś nam zaufać. Nie możemy teraz wprowadzać jeszcze bardziej napiętej atmosfery, bo jak tak dalej pójdzie to nikt z nas nie wytrzyma psychicznie. Już wybuch Decowej nieźle wszystkimi wstrząsnął. Chcesz żeby i tobą trzeba było się martwić? – Nie zamierzał kończyć, w zanadrzu miał sporo argumentów, ale Paula miała to gdzieś. Wróciła do salonu, trzaskając drzwiami, a on został sam, czując na skórze chłód nadchodzącego wieczoru. – Świetnie – powiedział po chwili milczenia, nie wiedząc czy złości się na nią czy na siebie.

–  D4! – Paweł przystawił długopis do kartki z szerokim uśmiechem.
– Co? Nie! – Ola wydała z siebie pełen niezadowolenia jęk. – To nie fair! Zbiłeś mi prawie wszystkie statki! – Tupnęła nóżką pod stołem.
– Ma się te skille! – Jej brat wystawił język, skreślając zamaszyście kolejne trafienie.
– Mamo! – Malutka blondynka spojrzała na swoją rodzicielkę, ale ta jedynie rozłożyła szeroko ramiona.
– Co ja ci poradzę, skarbie? Nie zawsze można wygrywać – powiedziała spokojnie, a na jej poznaczonej zmarszczkami twarzy malowało się stłumione rozbawienie.
   Pani Ewa, jak na czterdzieści trzy lata, wyglądała staro. Na oko można by powiedzieć, że ma coś koło pięćdziesiątki, a wszystko za sprawą nałogu, który towarzyszył jej przez większość życia – palenia. Do tego dochodziła praca na polu, którą uwielbiała i która, jako jedyna, była dla niej dostępna podczas opieki nad każdym ze swoich pięciu dzieci – Pawłem, Olą, Gosią, Zuzanną i Maćkiem. Później zaczęła pracę w sklepie, jednak nawet na moment nie porzuciła swojego kawałka ziemi. Od dziecka była uczona, że co własne, to własne. I lubiła dbać o rośliny.
– Pokonasz go w następnej grze – poparł żonę pan Karol.
   W jego niebieskich oczach widać było niesamowitą czułość. Dzieci, które teraz przy nim siedziały, były dla niego największym skarbem i czuł, że musi zrobić wszystko, aby je obronić i zapewnić bezpieczną, spokojną  przyszłość. Choćby za cenę własnego życia.
– Ale! – Już miała się zacząć kolejna salwa narzekań Oli, gdy Gosia rzuciła jej jedno ze swoich zirytowanych spojrzeń. Dziewczynka od razu się zamknęła.
   Jej siostra nie miała ochoty słuchać tego dnia nieznośnego biadolenia, jak to świat jest niesprawiedliwy i dlaczego wszyscy stają po stronie Pawła. Już w domu miała dość wiecznego obwiniania losu o wszystko co jej nie wychodziło, jakby to kosmos się uwziął na dziewczynkę i próbował zniszczyć jej życie. Totalna głupota i zero logicznego myślenia. Widać było, że jest najmłodsza z rodzeństwa.
– Co powiecie na kalambury? – zaproponowała po dłuższej ciszy, jak gdyby nigdy nic, Laura.

   Gosia przewróciła oczami, patrząc jak Kamil skacze na jednej nodze i macha rękami jak oszalały. Czasami naprawdę się zastanawiała co w nim widzi. Bywał strasznie dziecinny, choć miał już dziewiętnaście lat. Nie żeby to w jego roczniku było coś dziwnego, pomyślała, zerkając w stronę kuchni i zaraz podniosła się z miejsca.
   Nie miała ochoty na zabawę, a widząc, że przez cały ten czas Paulina nie opuściła swojego posterunku, postanowiła z nią pogadać.
   Gdy weszła, zastała dość niecodzienny widok. Paulina, nucąc coś pod nosem, siedziała na parapecie i wyglądała przez okno, a w jej ręku tlił się szlug. Nie przypominała sobie, aby jej przyjaciółka paliła. Czyżby jednak naprawdę złapała aż takiego doła?
– Pauliś – powiedziała cicho, żeby jej nie przestraszyć, akurat w tym samym momencie, gdy dziewczyna rzuciła papieros przez okno, zaglądając w dół.
– Co jest? – zapytała, nie patrząc na nią. Była pochłonięta obserwacją niknącego w mroku żaru.
– Jak się czujesz? – Brązowowłosa podeszła do blondynki i wskoczyła na parapet obok niej.
   Paulina przez chwilę milczała, wpatrując się w niewidoczne pod nimi trupy zombie. Sama nie wiedziała jak się czuje. Nie było dobrze, tego była pewna, ale źle też nie. Powinno być jej przykro? Nadal należało rozpaczać? Czuła, jakby wraz z atakiem w centrum handlowym zabiła własne emocje.
– Jak bohaterka słabego opowiadania o zombie. – Przyznała, unosząc kąciki ust do góry.
   Gosia zaśmiała się, ale brakowało w tym radości. Mimo całego tego bajzlu, w który się wpakowali, Paulina nadal musiała porównywać wszystko do ogólnie pojętej fantastyki.
– A ty? – padło pytanie z ust grubszej dziewczyny.
   Ich oczy się spotkały i Decowa zrozumiała jak zbędne było to pytanie. Na opalonej twarzy dziewczyny widać było zmęczenie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Mimo pozornego spokoju drgał jej policzek, a ramiona były spięte, jakby bała się, że w każdej chwili coś może ją zaatakować. Albo kogoś z jej rodziny.
– Fantastycznie. – Skłamała, a Paulina w odpowiedzi jedynie skinęła głową.
   Czasem okłamywanie innych jak i siebie jest dobre. Nie mogły się załamać. Musiały walczyć.
– Cóż, masz rycerza w lśniącej zbroi, który w razie czego zabierze cię na swym białym rumaku do krainy szczęścia i miłości, więc rozchmurz mordkę. – Decowa złapała przyjaciółkę za twarz i kciukami rozciągnęła jej usta w dość przerażający rogalik.
– Mamy identyczny obraz krainy szczęścia i miłości czy właśnie zbezcześciłam ją moimi wyobrażeniami? – Tym razem śmiech Rudzińskiej był szczery, co niesamowicie uradowało Paulinę.
– Fuj! – Uderzyła delikatnie przyjaciółkę w ramię. – Wolałam nie wiedzieć o twojej definicji szczęścia i miłości! – Prychnęła i objęła ją za szyję, delikatnie przy tym podduszając.
   Gosia zaczęła się wyrywać, śmiejąc i wyzywając przyjaciółkę na zmianę, raz po raz szczypiąc ją w bok. Z całego tego ruchu koszulka podciągnęła się jej aż pod sam biust, ukazując czerwony, ozdobiony koronką stanik.
   Ten właśnie moment wybrał Łukasz, żeby wejść po coś do picia.

   Tomek wyciągnął się na kanapie, kładąc nogi na kolanach zajętego przeglądaniem pierwszego lepszego komiksu o Avengersach Kamila.
– Jutro ty prowadzisz. – Blondyn przeczesał włosy palcami i sięgnął po trzymaną przez przyjaciela rzecz.
– I dobrze. Prowadzisz jak stara baba. – Prychnął zielonooki i zabrał komiks z zasięgu rąk chłopaka.
– Chciałbyś. Ty byś pewnie nawet nie przebił się przez tamte zombie. – Pokazał mu język, opuszczając rękę na brzuch.
– Zrobiłbym to na tyle umiejętnie, aby nie ujebać całego busa, którego później trzeba będzie umyć. – brązowowłosy przewrócił oczami.
– Dalej nie jest umyty? – Tomek zmarszczył brwi.
   Wydawało mu się, że ktoś proponował, że się tym zajmie. A może znowu coś mu się pomieszało? Przekrzywił głowę, przyglądając się Malecowi z nieodgadnioną miną.
– Podejrzewam, że raczej nikt nie miał ochoty babrać się w krwi po tamtej akcji. – Wzruszył ramionami, przewracając kartkę.
   Na ich twarzach dało się przez chwilę dojrzeć konsternację, ale zaraz znowu się rozluźnili.
– Jak dla mnie to całkiem ładnie mi wyszło. Sztuka nowoczesna jak się paczy – Tomek wyszczerzył się trochę zbyt mocno.
– Paczy? Serio? Paczy? – Kamil trzepnął go komiksem w głowę, mrużąc przy tym zabawnie nos.
   Chwilę później wywiązała się między nimi walka, podczas której zrzucili ze stojącej obok kanapy szafki niewielką figurkę słonia, która potoczyła się po dywanie, tracąc nos.
– Nasi gospodarze będą źli – mruknął Dec, wbijając kolano w bok Maleca z zadowolonym uśmiechem.
– O ile dożyją powrotu do domu. – Brązowowłosy poruszył zabawnie brwiami, uwalniając dłonie z uścisku blondyna.
   W odpowiedzi Tomek docisnął jego głowę do poduszki, a ten na oślep próbował naciągnąć mu koszulkę na głowę, łapiąc jej koniec i niemal w całości rozbierając chłopaka,  aby w ten sposób lekko go poddusić.
– Jak dożyją to będą mieli w dupie tę figurkę – wtrąciła się Paula z krzywym uśmiechem.

– No nie wierzę… Kto zjadł moją czekoladę?! – Laura weszła do salonu niczym burza. – Nie wiecie, że kobiety z okresem się nie okrada?! – Rzuciła plecak na stolik stojący pośrodku pokoju i założyła ręce na piersi, mierząc morderczym wzrokiem każdą z przebywających tam osób.
   Kamil z Tomkiem i Kamilą spojrzeli po sobie zaskoczeni, przerywając drażnienie Pawła, Gosia, siedząca tuż obok swojego chłopaka, podniosła głowę znad książki, a Paula zamarła w połowie robienia warkocza, którego zaplatała Kasi. Ola i pani Ewa zaprzestały gry w łapki, a Karol urwał w pół zdania historię, którą opowiadał Robertowi i Izie, z czego ta druga zajęta była przeglądaniem znalezionej w szafce gazety.
– Jaką czekoladę? – Zdziwiła się Czapla, przekrzywiając głowę w typowym dla niej głupkowatym geście.
– Moją. Mleczną – warknęła w jej stronę, a na jasnej twarzy pojawiły się rumieńce gniewu.
   Ewa bez słowa wstała i podeszła do nierozpakowanych plecaków, po czym zaczęła w nich coś szukać, śledzona uważnym wzrokiem Laury.
   Cisza jaka zapadła w pomieszczeniu była wręcz przytłaczająca. Większość z nich znała Laurę na tyle, aby móc bez problemu stwierdzić, że nie znają bardziej wyluzowanej dziewczyny od niej, a tutaj taka niespodzianka. Najwidoczniej miesiączka zamienia każdą piękną w bestię.
+Ewa wyjęła z czeluści plecaka małą buteleczkę i podała ją brązowowłosej Furii, uśmiechając się do niej ze zrozumieniem.
– Połknij, połóż się, a ja zaraz znajdę twoją czekoladę – poprosiła cicho, nie mając ochoty na wysłuchiwanie wrzasków.
   Była zmęczona jak nigdy. Ten dzień ciągnął się stanowczo za długo. Zdążyła trzy razy niemal oszaleć z niepokoju o młodzież, która z nimi była. Najpierw te wszystkie lecące z nieba zombie, później przebijanie się przez nie w busie, galeria, osiedlowy sklepik. No i nie zapominajmy o Biedronce. Tego było za wiele. Wiedziała, że dzieciaki chcą jak najszybciej zakończyć tę grę, ale to tempo... Musiała im powiedzieć, aby zwolnili. Inaczej źle się to dla nich skończy. Do kolacji usiedli przed dwudziestą pierwszą, ale z jakiegoś powodu, mimo, że była prawie jedenasta w nocy, żadne z nich jeszcze się nie położyło. Jakby czekali na powtórkę z ostatniej nocy.
   Z początku myślała, że Laura będzie kontynuowała, ale dziewczyna przyjęła oferowane tabletki z cichym dziękuję i zaraz ruszyła w stronę pokoju Alana, ich jakże gościnnego gospodarza. To trochę ją podniosło na duchu. Najwidoczniej nie tylko ona potrzebowała odpoczynku.
– Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. – Tomek przeciągnął się, przesuwając nogą Kamila, aby móc się wygodniej ułożyć.
– Ja chyba też – mruknął brązowowłosy, wstając z miejsca i kierując się w stronę materaca, który zaklepała wcześniej im Gosia.
   Dziewczyna szybko za nim podążyła, wtulając się w jego plecy, ale on nie zareagował tak, jak oczekiwała. Wyswobodził się z jej objęć i położył, wtulając twarz w poduszkę. Przez moment Gosia nie wiedziała czy on sobie żartuje, czy naprawdę ją olał. Nie rozumiał, że właśnie tego potrzebowała? Jego stabilności? Bezpieczeństwa jakie gwarantowała jego obecność? Poczuła, że ponownie ogarnia ją złość. Może on jednak czuł coś do Kamili? Czyżby przez myśl, że mogą zginąć chciał spędzić z tą idiotką resztę swoich dni? Miała ochotę walnąć go w twarz, powyzywać i rzucić, ale wiedziała, że jutro już jej przejdzie. Gdyby robiła to za każdym razem, gdy ją zdenerwował to prawdopodobnie przestaliby być parą już dawno temu, a nie chciała tego zepsuć przez zazdrość.
   Położyła się obok niego, ale nie objęła go. On też powinien odczuć odrzucenie tak, jak ona to odczuła.

– To na jakim kierunku byłaś? – Łukasz spojrzał na Paulinę z zaciekawieniem.
   Siedzieli w kuchni już dłuższy czas, obserwując plac pod nimi, mimo że w mroku ciężko było im cokolwiek dojrzeć. Mimo to woleli zająć się tym niż graniem. Nie czuli się bezpiecznie w tym mieszkaniu. W sumie – wydawało im się, że nigdzie w Polsce nie jest teraz bezpiecznie. A skoro siedzenie przy oknie na zmianę mogło choć w minimalnym stopniu pomóc im zareagować na czas i w ten sposób uniknąć niebezpieczeństwa, to woleli pomęczyć się jeszcze chwilę.
– Technik ekonomista. A ty? – blondynka nie odrywała wzroku od szyby, ale jej spojrzenie na chwilę skierowało się na odbijającą się w niej sylwetkę chłopaka.
– Biol-chem – odpowiedział z dumą – Chciałem zostać chirurgiem – dodał, upijając łyk soku pomarańczowego.
   Paulina kiwnęła głową, dając mu tym znać, że rozumie, jednakże nie bardzo skupiała się na jego osobie. Coś za oknem ją niepokoiło.
– Ale nadal nie umiesz zaszyć rany, co? – zapytała zaczepnie, przybliżając twarz do szkła.
– Nie. Ale jak będzie trzeba to się nauczę. – Uśmiechnął się trochę mrocznie, odstawiając szklankę tak cicho, jak tylko się dało.
– Byle nie na mnie. Nie chcę wyglądać jak Frankenstein. – W niebieskich oczach widać było rozbawienie, przebijające się z trudem przez warstwy stresu i zmęczenia.
   Łukasz zaśmiał się głośno.
– Ale zdajesz sobie sprawę, że to nie potwór miał tak na imię? – Przekrzywił głowę, patrząc na nią spod grzywki, która, nie trzymana żelem ani lakierem, opadała mu swobodnie na czoło.
   W tym samym momencie dziewczyna dostrzegła żółty błysk. Chmury na chwilę się rozsunęły, ukazując księżyc w pełni, większy niż zazwyczaj i dużo jaśniejszy. Światło, które dawał odbiło się w dziesiątkach oczu, przyprawiając ją o gęsią skórkę.
– Kurwa – zaklęła, opierając dłonie na szybie i próbując dostrzec zarysy sylwetek zbliżających się w ich stronę.
   Teraz je widziała. Ledwo, ale dzięki temu miała pewność - byli w czarnej dupie.

– Wstawaj, do cholery! – Kamila poczuła ostre szarpnięcie za rękę. Poderwała się do siadu i rozejrzała nierozumnie po salonie.
– Co się dzieje? – zapytała, widząc jak pani Ewa zakłada Oli plecak i głaszcze ją uspokajająco po główce.
   Gdzieś obok niej rozległ się krzyk. Paula, wybudzona nagle ze snu, wyglądała, jakby strzelił w nią piorun. Jasne włosy miała roztrzepane, a brązowe oczy przeskakiwały z miejsca na miejsce, jakby szukała zagrożenia. Opalona twarz była dziwnie blada, a usta drżały jej niebezpiecznie. Wyglądała jak zaszczute zwierzę – przerażone i samotne, gotowe w każdej chwili ugryźć w obronie własnej, ale wyglądające przy tym tak żałośnie, że wręcz krajało się serce.
– Musimy się zbierać! – Kamil puścił jej ramię i podniósł z ziemi torbę. Był całkowicie rozbudzony, choć patrząc na jego fryzurę widać było, że ledwo wstał.
– Co? Czemu? – Zaniepokoiła się.
   Wszyscy dookoła uwijali się w popłochu. Gdzieś w tle mignęła jej głowa Pauliny i nagle otworzyły się drzwi. W oddali usłyszała warczenie. Tyle wystarczyło, aby zerwała się na równe nogi i nie bacząc na nic, ruszyła w stronę wyjścia.
– A ty gdzie? – Tomek zatrzymał ją zanim dotarła do drzwi. – Tam jest niebezpiecznie. Nie przebijemy się. – Starał się brzmieć spokojnie, ale najwidoczniej krótka drzemka wcale nie pomogła mu w ukojeniu nerwów.
– A Paulina? – Zadarła brodę do góry, wbijając w niego wystraszony, ale i pewny siebie wzrok.
– Sprawdza zabezpieczenia – odpowiedział jej i popchnął w stronę pozostałych – Musimy znaleźć inną drogę.
– Może dach? – zaproponowała Kasia, ściskając w ręce swoją bluzę, ale Laura od razu pokręciła głową.
– One nie odejdą. Będą czekały na nas dopóki nie zejdziemy, a później nas zabiją. – Zadrżała.
– Możemy brać je tutaj pojedynczo. – Odezwał się Robert, przyciskając do siebie z całej siły Izę. – Wpuszczać je pojedynczo i powoli pozbywać.
   Kamil od razu podchwycił pomysł.
– Jak w Z-Nation! – Kiwnął głową trochę zbyt entuzjastycznie. – To się może udać! Wystarczy, że się przygotujemy! – Przesunął wzrokiem po pozostałych, a nie widząc żadnego sprzeciwu, kontynuował. – Ja, Tomek i Paulina staniemy naprzeciw drzwi, a Łukasz będzie je otwierał. Asekurować nas będzie Robert i Laura, a pan Karol – mężczyzna skrzywił się na ten tytuł – będzie miał wraz z Paulą oko na dzieciaki, Gosię, Izę i Kasię. Potrzebne będą nam noże. – Poklepał pochwę, którą miał przypiętą do paska. – Wszelka broń palca odpada. Jeżeli usłyszą wystrzał, zaczną nacierać jeszcze bardziej, a wtedy wszyscy będziemy martwi. – Dopiero po chwili zorientował się, że używanie takich słów w tym momencie nie było za dobrym pomysłem, gdyż Oli od razu zaszkliły się oczy, a Paweł spiął się tak, że wyglądał jak spetryfikowany. Już chciał powiedzieć, że żartuje, gdy do mieszkania wbiegła Paulina, zatrzaskując z hukiem drzwi i przekręcając w nich zamek.
   Wszystkie spojrzenia skierowały się na nią.
– Musimy wiać. I to już – powiedziała głośno, ale spokojnie, choć po jej postawie nie było widać go ani grama.
– Mamy plan. Obronimy się tutaj. – Tomek uśmiechnął się pocieszająco do siostry, ale ta potrząsnęła głową.
– Drzwi poszły. Idą tu całą grupą. Zdążyli staranować sofę i szafkę – Wyglądała jakby nigdy wcześniej nie widziała czegoś równie strasznego, a przecież jakiś czas temu zaścieliła podłogę galerii licznymi trupami.
   Więcej im nie było potrzebne. Karol szarpnął za drzwi balkonowe, otwierając je na oścież.
– Ruchy! Nie mamy wyjścia! – Nikt nawet nie pytał o co mu chodzi. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego co muszą zrobić.
Iza jako pierwsza podbiegła do barierki, ale zaraz się zatrzymała, odrywając od niej ręce, jak oparzona.
– Potrzebujemy innego planu! – powiedziała stanowczo, wbijając wzrok w pana Rudzińskiego.
   Chwilę później dołączył do niej Tomek, na moment tracąc impet. Kolejna grupa zombie powoli zbliżała się w ich stronę.
– Zejdę pierwszy i nie pozwolę im się zbliżyć. Później ruszymy biegiem do busa – zarządził, przekładając jedną nogę przez barierkę.
   Jego siostra niepewnie skinęła głową, gdy na nią spojrzał. Musieli działać i to szybko. Już otwierała usta by powiedzieć, że pójdzie z nim, ale wyprzedził ją Kamil.
– Pomogę ci. Paulina i Łukasz – wymienieni spojrzeli na niego – wy pilnujcie tych, którzy nadal będą w budynku.
   Jeszcze nie skończył mówić, jak usłyszał Tomka lądującego na balkonie poniżej. Nie zwlekając sam przeszedł przez barierkę i już miał skoczyć, gdy poczuł na policzku ciepłą, drżącą dłoń Gosi.
– Uważaj na siebie – powiedziała cicho.
   Chłopak uśmiechnął się blado i pocałował ją czule w czoło, po czym skoczył.
   Na niewielkiej przestrzeni zrobił się tłok. Wszyscy pchali się do wyjścia, aby jak najbardziej oddalić się od nadciągającego zagrożenia. Powarkiwania i odgłosy przesuwanych mebli były coraz głośniejsze. Musieli się spieszyć.
– Teraz pan. – Paulina pokazała Karolowi, że ma iść pierwszy, ale Iza zaraz się sprzeciwiła.
– Byłam pierwsza! – oburzyła się, ponownie opierając na metalowej balustradzie.
– Iza, nie mamy czasu się kłócić! – Decowa zirytowała się dość mocno. – Idzie pan Karol, pomaga zejść dzieciakom i żonie, później możesz iść ty ze swoją dziewczyną – podkreśliła to słowo - a my pomożemy Gosi, Kasi i Laurze zejść z godnością, której ci brakuje. – Prychnęła mało przyjaźnie, zakładając plecak i zrzucając na sam dół torbę z lekami.
– Ej! Ostrożnie! – Usłyszała krzyk brata, któremu owa torba spadła za plecami.
– Wybacz!- Odkrzyknęła, rzucając czarnowłosej ostrzegawcze spojrzenie.
   Dziewczyny chwilę mierzyły się wzrokiem, ale Czapla w końcu spasowała. Chwilę później pan Karol wylądował piętro niżej, wyciągając ręce w stronę trzymającej się kurczowo prętów Oli.
– Nie dam rady! – dziewczynka spanikowała, kręcąc głową jak oszalała i próbując wrócić z powrotem za barierkę, za którą przełożył ją Łukasz.
– Trzymam cię, mała, a twój tato bez problemu cię złapie. Nic ci nie będzie – czarnowłosy próbował ją uspokoić, ale jedenastolatka zdawała się go nie słuchać.
– Nie, nie, nie, nie, nie! – poruszyła się gwałtownie, przez co jej noga zsunęła się z kawałka podłogi. Wokół rozniósł się jej wrzask.
   Łukasz spojrzał na Paulinę bezradnie, starając się jej przekazać niewerbalnie, że nie mają czasu na bawienie się z tym dzieciakiem. Na jego szczęście dziewczyna, mimo całkowitego niezrozumienia jego wyrazu twarzy, położyła się na podłodze i wystawiła ręce przez szpary między prętami.
– Łukasz nie pozwoli ci upaść, a ja będę pilnować, aby twój tata cię dostał bezpiecznie w ręce, okej? – zapytała tonem, którego używa się przy rozmawianiu o pogodzie – Nie bój się. Ja ci nie pozwolę spaść. Wierzysz mi, prawda? – Przez moment Ola przyglądała jej się uważnie, ale zaraz usiadła na niewielkim kawałku betonu wystającym za balustradą, cały czas trzymana pod pachami przez chłopaka i pozwoliła im spuścić się w ramiona stojącego na drewnianej komodzie ojca.
   Z Pawłem i Ewą poszło dużo prościej.
– Dawajcie kolejnych! Będzie łatwiej jak będę łapał każdego –zaproponował, głaszcząc córkę po głowie.
   Iza od razu skorzystała z oferty, odpychając stojącą obok niej Gosię. Nie miała zamiaru spędzić tu ani chwili dłużej. Odgłosy na korytarzu były już nieznośnie donośne, a to nie wróżyło za dobrze.
– Szybciej! – Pospieszył ich Kamil, gdy w ich stronę ruszyły kolejne zombie.
   Z każdą chwilą ich sytuacja robiła się mniej ciekawa.
   Po Izie wepchnął się Robert, a zaraz za nim zeszła Kasia, Gosia Paula i Laura, w akompaniamencie uderzeń o drzwi. Akurat w momencie, gdy Kamila przełożyła nogę przez barierkę, zamek niebezpiecznie zaskrzypiał.
– Ruchy! – Łukasz obejrzał się za siebie, a po jego plecach przebiegły dreszcze.
   Jak wielu musi ich być, że mają aż taką siłę? - pomyślał, klepiąc brązowowłosą po ramieniu. Nie musiał jej bardziej zachęcać. Dziewczyna stuknęła niewielkimi obcasami o szafkę, gdy się z nią zderzyła i od razu pobiegła w kierunku Izy.
   Wtedy wydarzyły się dwie rzeczy. Tomek strzelił, a zamek pękł z głośnym trzaskiem. Paulina i Łukasz spojrzeli po sobie. Nie czekając na nic, oboje przeszli przez barierkę, nakazując pozostałym się rozstąpić.
– Kto pierwszy na dole – zażartowała słabo dziewczyna i skoczyła.
   W jednej chwili jej kostkę przeszył ból. Nie trafiła jedną nogą idealnie w mebel, lecąc w stronę podłogi z powodu zachwianej równowagi, ale Robert nie pozwolił jej upaść. Zeszła z podwyższenia z jego pomocą, poprawiając na ramieniu plecak, a nad nimi rozległ się dźwięk tłuczonego szkła.
– Jeszcze raz. – Łukasz wskazał głową na walczących niżej chłopaków. – Oni was przypilnują – dodał, patrząc na Olę uważnie.
– Przydałaby się pomoc tu na dole! – Dotarł do nich głos Tomka.
   Chwilę później tuż obok niego zeskoczył Karol, pomagając zejść Paulinie, która od razu dołączyła do walki. Zaraz za nią pojawiła się Paula, aby osłaniać Karola, choć patrząc na nią to raczej ona potrzebowała ochrony.
   Napór ze strony zombie był tak wielki, że cała trójka była zmuszona się cofać. Starali się nie wbijać pomiędzy nie, gdyż w kompletnej ciemności prawie nic nie widzieli. Przez brak prądu latarnie nie działały, a chmury, które zebrały się nad miastem, zasłaniały księżyc. To nawet nie była walka. Walili na oślep, ciesząc się za każdym razem, gdy światło księżyca choć na moment przedostało się przez zaporę z puchatych kłębów.
– Wszyscy. – Powiedziała Laura, lądując mało zgrabnie na trawie.
   Akurat wtedy Kamil stracił nóż. Tomek, nie zauważywszy zbliżającego się z boku umarlaka, odepchnął  go w ostatniej chwili, czując nagłe zawroty głowy.
– Biegiem! – Łukasz złapał Kasię za rękę i pociągnął w stronę busa.
   Kamila ruszyła zaraz za nimi, ale nie udało jej się pokonać zbyt dużego kawałka drogi. Czyjaś dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku niczym imadło. Z jej ust wydobył się głośny wrzask. W tle słyszała jak ktoś woła jej imię, ale zdawało się to być tak daleko, jakby z drugiego końca niesamowicie wielkiej szkoły. Dotyk na jej skórze palił. Chciała się wyrwać, ale strach sparaliżował ją kompletnie. Zielone oczy rozszerzyły się w zdumieniu, a malinowe usta poruszały w niezrozumiałych nawet dla niej wrzaskach. W jednej chwili jej ramię przeszył ból. Usłyszała kłapnięcie i dźwięk rozdzieranego materiału. Po policzkach spłynęły jej łzy, rozmazując cały obraz. Jednak mimo to widziała kilkanaście sylwetek przed sobą, stojących jak w transie. Wtedy ból ogarnął jej bok, ktoś zaczął naciskać na skronie, a brzuch zalała fala gorąca.

– Kamila! – Kamil szarpnął się w uścisku Tomka. – Musimy jej pomóc! – krzyczał, a z jego oczu leciały łzy.
   Obserwował jak grupa zombie rzuca się na szczupłą dziewczynę, rozdzierając ją na strzępy. Tylko jeden z nich dobierał się do jej mózgu.
– Nie możemy! Nie widzisz? Wiszą jej flaki! Tego nie naprawimy! – Tomek również płakał, ale nie dał się ponieść emocjom tak, jak jego przyjaciel. Wiedział, że muszą uciekać, póki zombie się żywią. Pociągnął go jeszcze raz. Opór ciała chłopaka malał, ale coś nadal trzymało go w tym miejscu. – Musimy uciekać! – błagał, odrywając wzrok od pożeranej dziewczyny.
   Nie był w stanie na to patrzeć. Jego przyjaciółka… Nawet nie wiedział co dokładnie się stało. Dlaczego? Jaki w tym sens? Zewsząd nachodził go gniew i przerażenie pomieszane z bezradnością, przytłaczając go całkowicie.
– To nasza wina… - szepnęła Gosia i poczuła jak do gardła napływa jej żółć.
   To nie mogło się dziać. Po prostu nie mogło… Nie była w stanie w to uwierzyć. Kamila… Widziała, jak jeden z nich odgryza jej kawałek policzka, a ta nic nie robi. Jakby przestała cokolwiek czuć. Jakby…

   Nagle poczuła delikatne uderzenie w głowę.
– Nie patrz na to. – Paulina zasłoniła jej oczy i pchnęła w stronę busa, czując ucisk na sercu.   Zerknęła po raz ostatni na Kamilę, akurat w momencie, gdy pękła jej czaszka. Poczuła, jakby ktoś wrzucił jej na ramiona głaz. Nieruchome, zielone oczy zdawały się w nią wwiercać, jakby zapowiadały nadchodzące katusze, a ona powstrzymała szloch, zmuszając pozostałych do biegu.   Miała wrażenie, że jest brudna. Że spieprzyła na całej linii. Że nie dała z siebie wszystkiego.   Że zawiodła kogoś ważnego dla siebie.   A przecież nie były przyjaciółkami.   
– A śmierć zapukała do ich drzwi - zaśpiewał zamaskowany mężczyzna, pojawiając się w górnym rogu ekranu.
   Czarnowłosa dziewczyna siedząca przed telewizorem przytuliła mocniej do siebie swoje trzymiesięczne dziecko. – Nic im nie będzie, zobaczysz, nic im nie będzie… - powtarzała cicho, patrząc na swoich przerażonych rodziców oraz młodsze rodzeństwo, gnających w stronę busa.

***
To jest aktualny rozdział! :) Do 13-05-2018 r. możecie wziąć udział w ankietach, które mają wpływ na losy bohaterów :)

Odpowiadając na ankietę:
- Po co sięgnie Paulina na stacji benzynowej? - wybieracie czy bohaterowie znowu będą musieli walczyć, czy się zabawią, czy może... wydarzy się coś romantycznego :D
- Kino - Paulina pójdzie sprawdzić: - wybieracie z kim pójdzie :)
- Ulubiony napój Kamila: - wybieracie dziewczynę do pewnej sytuacji, która będzie miała miejsce w R6 :P

Dziękuję za kolejne 50 wyświetleń <3

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #3 dnia: 19 Maj, 2018, 19:18:02 »
***
Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia! <3

6. Dziecięca spostrzegawczość

   Karol zatrzasnął drzwi, przepychając się między Laurą a Paulą, by opaść na siedzenie obok swojej najmłodszej córki i przytulić ją do siebie.

   W busie panowała cisza, którą przerwał dopiero odgłos włączanego silnika. Chwilę później byli już w drodze. To, co się wydarzyło było… Sami nie wiedzieli jakie. Czuli jakby wybudzili się z jednego koszmaru, aby wylądować w drugim. Jak mogli wierzyć, że wszystko będzie dobrze? Zginęła jedna z nich. Kamila. Może nie wszyscy dogadywali się z nią najlepiej, jednakże mimo wszystko była kimś bliskim. Znajomą twarzą.

   Twarzą, która teraz będzie im się kojarzyła z krzykiem i pełnym cierpienia grymasem, gdy zombie wyrywały jej żywcem trzewia.

   Patrzyła na nich, gdy nieprzystosowane do rozdzierania ofiary zęby wbijały się w jej ciało, odrywając kawałki skóry i mięśni od kości. Gdy jeden z nich miażdżył jej głowę stalowym uściskiem. Gdy jej wnętrzności wypadały na zewnątrz, brudząc trawę krwią i żółcią.

   A oni uciekli. Przyglądali się jak wydziera się w agonii, a później zwiali, jakby nic nie znaczyła. Jakby była postacią na ekranie, której śmierć nie robi na nikim wrażenia.

   Ale zrobiła.

   Kamil siedział na przedzie, obok kierującego Tomka, i wpatrywał się w migające za oknem drzewa. Był blady, a jego usta drżały niezauważalnie. Kamila była jego przyjaciółką, znali się od tak dawna, a on nie zrobił nic, by ją uratować. Pozwolił jej zginąć.

   Jego oczy były zaszklone, ale łzy nie spływały po policzkach. Wiedział, że nie może płakać. Dla dobra swojego i Gosi, któreś z nich musiało być silne. Ale jak mógł wspierać swoją ukochaną, skoro nie był w stanie się nawet odwrócić by sprawdzić w jakim jest stanie? Nie miał na to sił. Chciał się obudzić i pójść na ten cholerny sprawdzian z matematyki, byle nie przeżywać tego wszystkiego. Byle nie musieć patrzeć na drugą ważną dla niego osobę, zgładzoną przez tę pseudo apokalipsę.



– Muszę zatankować – odezwał się Tomek, skręcając w stronę stacji paliw i przerywając tym samym nieprzyjemną, ciężką ciszę, jaka panowała wśród nich odkąd znaleźli się w pojeździe.

   Nikt mu nie odpowiedział, jednak kątem oka chłopak zaobserwował ruch wśród swoich znajomych.

   Wyrwana z letargu Laura spojrzała na opierającą się o jej ramię Kasię. Drobna blondynka wpatrywała się tępo w siedzenie przed sobą, nie reagując w żaden sposób na zmianę pozycji starszej koleżanki. Z jej zielonych oczu bił smutek, zmęczenie i niepokojąca apatia. Wyglądała, jakby w każdej chwili mogła się rozpaść i zniknąć niczym pył rozwiany na wszystkie strony świata.

   Bus zatrzymał się i zaraz wysiadł z niego Tomek oraz Paulina. Chwilę później dołączył do nich Kamil, opierając się o uwalone krwią drzwi.

– Pobrudzisz auto w środku. – Paulina rzuciła mu długie, lekko rozbawione spojrzenie.

   Widać było, że chciała jakoś poprawić humor w grupie, ale nie była pewna czy powinna. To była jedna z tych chwil, gdy powinni płakać, jednakże… To nie był już ten sam świat. Jeżeli będą zwlekali z otrzęsieniem się, będą mniej skuteczni, a to oznacza większe zagrożenie ze strony zombie.

   A zombie to śmierć.

   Nie mogła pozwolić na to, aby zginął ktoś jeszcze. Nie przez to, że nie byli przygotowani na atak.

– No i? – Malec burknął pod nosem, ale odsunął się od pojazdu. Niestety jego koszulka zdążyła się już zabarwić bordową mazią.

   Gosia podniosła się powoli z miejsca i zaczęła grzebać w plecaku, po czym podała swojemu chłopakowi czystą koszulkę.

– Bądź ostrożniejszy, mamy ograniczone zasoby – odezwała się cicho, a jej głos brzmiał, jakby płakała przez całą drogę, mimo, że jej twarz była sucha.

   Oczy chłopaka od razu skierowały się w jej stronę. Chciał ją przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, jednakże nie potrafił wmówić tego nawet sobie, a co dopiero jej. Nie chciał kłamać, ale prawda była zbyt okrutna. Widząc, jak jego ukochana cierpi po śmierci dziewczyny, na którą zawsze narzekała i z którą zabraniała mu się spotykać, czuł się nieswojo. Jakby patrzył na całkiem inną osobę niż tę, którą znał tyle lat. Wiedział, że Gosia ma dobre serce i mimo wszystko w jakimś stopniu akceptowała ich znajomość, ale nie spodziewał się aż takiej reakcji. Choć w sumie czemu on się dziwił? Widziała brutalną scenę mordu, której bohaterem przy następnej okazji mogło być któreś z nich.

   To było jak uderzenie w twarz. Przypomnienie, że nie są niezniszczalni. Że są tylko przypadkowymi ludźmi zaciągniętymi do morderczej gry, w której stawką było…

   Właśnie. Co było? Losy świata? O to walczyli? O zapobiegnięcie rozprzestrzenienia się tego dramatu na każdy kraj? Tylko jak wysoką cenę mieli zapłacić za to by porobić za bohaterów? Ba! Skąd mają pewność, że tę plagę da się powstrzymać? Co jeżeli niepotrzebnie się narażali, podczas gdy mogli zacząć budować bazę, aby przetrwać gwałtowny początek i zadbać o przystosowanie się do nowej rzeczywistości? Co jeżeli wszyscy i tak mieli skończyć martwi?

   Nagle poczuł uderzenie w bark. Paulina przesunęła go nieznacznie, próbując się dostać do wlewu paliwa, a na jej twarzy widać było zniechęcenie. Jakby się poddała i jedyne czego chciała to spokoju.

   Ale to tylko pozory. Dziewczyna, wkładając do otworu końcówkę węża paliwowego, westchnęła głośno. Było ciemno i ciepło, ale ona czuła dreszcze. Nie podobało jej się to, że się zatrzymali. Mieli za sobą ciężki dzień, a każdy postój wiązał się z narażeniem na kolejną walkę. Nie miała na to sił. Nie po tym, co widziała. Na myśl, że mogliby tego dnia stracić kolejną osobę, odechciewało jej się żyć, ale nie mogła tak łatwo odpuścić. To nie leżało w jej naturze. W końcu z jakiegoś powodu ludzie uważali Paulinę Dec za niezwykle irytującą, acz pomocną i godną zaufania osobę. Gdyby machała na wszystko ręką i zabierała zabawki za każdym razem, gdy coś nie idzie po jej myśli to pewnie teraz nadal siedziałaby sama w domu, płacząc nad swym marnym losem.

– Wiem – odpowiedział w końcu swojej dziewczynie, zdejmując bluzkę i rzucając ją do kosza, by po chwili wciągnąć na grzbiet nową, szarą koszulkę z bliżej nieokreśloną mozaiką jako nadrukiem.

   Rozmawianie było trudne. Pomiędzy członkami grupy panowała pewnego rodzaju niezręczność. Dyskomfort nasilał się, gdy ktokolwiek otwierał usta, by nawiązać jakikolwiek kontakt. To męczyło.

   Decowa zalała bak do pełna. Musieli ruszać jak najszybciej. Nie powinni w takim stanie się narażać. Jej plany pokrzyżował jednak Tomek, który podniósł z ziemi wiaderko z wodą i myjkę, po czym zaczął niespiesznie przecierać szyby, pozbywając się z nich zaschniętej, czerwonej substancji.

– Możemy to zrobić jak będziemy na miejscu? – zapytała cicho, mierząc brata zrezygnowanym spojrzeniem, ale ten jej nie odpowiedział.

   Poruszał ręką powoli to w górę, to w dół. Raz w prawo, raz w lewo. Jakby wcale nie pozbywał się ze swojego pojazdu dowodu popełnionej zbrodni.

   Jakby to wcale nie była krew.

   Krew zombie, które w każdej chwili mogły ruszyć w ich stronę.

   Nie ujechali zbyt daleko. Ledwo opuścili miasto, a to znaczyło, że są w zasięgu hordy żywych trupów. Mogli wręcz poczuć ten zgniły oddech na swoich karkach, gdy czekali, aż Tomek zakończy swoją jakże istotną pracę. Ale on się nie spieszył. Wyglądał, jakby był we własnym świecie, za pomocą mycia odcinając się od rzeczywistości. To było po części pocieszające. Myśl, że istnieje miejsce, w którym mogą poczuć się bezpieczni. I walić to, że znajdowało się ono w ich głowach. Aby zachować zdrowy rozsądek, można było lekko oszaleć, w końcu kto na tym świecie jest w stu procentach zdrowy psychicznie?

   Nagle coś uderzyło o szybę sklepową. Wszyscy od razu zerknęli w tamtą stronę, a ich oczom ukazał się pojedynczy zombie, ze złamaną nogą i wybitymi kilkoma przednimi zębami. Sprawiał wrażenie tak żałosnego, że mimo strachu, jaki wywoływał, część z nich odczuwała litość. Jego żółte oczy przesuwały się po nich, jakby próbował wybrać swoją następną ofiarę, ale szyba nie pozwalała mu przejść dalej.

– Biedny… - wyrwało się Paulinie, która odłożyła węża i ruszyła w stronę umarlaka.

– Paulina! Co ty robisz?! – Kamil od razu się rozbudził, a jego krzyk ściągnął na ziemię Tomka.

– Ej! Wracaj! – Blondyn wrzucił myjkę do zabarwionej na czerwono wody i zrobił kilka kroków w jej stronę, ale ona uniosła dłoń, niemo prosząc, aby dał spokój.

– To tylko jeden zombie, nic mi nie będzie – zapewniła ich, odpinając nóż od pasa na biodrach.

   Potrzebowała tego. Odegrać się za to, do czego doprowadziły te potwory. Choć w małej części odebrać zapłatę za śmierć niewinnego człowieka. Nie mogła im wybaczyć.

   Była coraz bliżej drzwi, a zombie, jak na zawołanie, zaczął uderzać o szybę jeszcze mocniej, jakby licząc, że ta magicznie zniknie, dając mu dostęp do jej ciepłego i sporego ciała. Złapała za klamkę, ciągnąc je w swoją stronę. Otworzyły się z nieprzyjemnym i głośnym piskiem. Tyle wystarczyło, aby bestia rzuciła się w jej stronę.

   Paulina czekała, aż trup znajdzie się na tyle blisko, aby mogła sięgnąć go ręką i, gdy tylko tak się stało, kopnęła w stojące obok niej kartony. Niestety nie podziałało tak samo fajnie i spektakularnie jak w filmach, bo część z nich spadła na blondynkę, wytrącając jej nóż z dłoni. Metal z głośnym brzdękiem upadł na podłogę, a zielonkawe ręce zacisnęły się na głowie dziewczyny. Jeden kopniak. I drugi. Próbowała odepchnąć od siebie potwora za pomocą nóg, ale jej działania nie robiły na nim żadnego wrażenia. Jego ręce z każdą chwilą zaciskały się coraz mocniej, a zdesperowana dziewczyna nagle całkowicie zaprzestała walki. Nie umrze. Nie tutaj.

   Rzuciła się na zombie, przewracając go z pomocą swojego ciężaru, po czym dorwała stojący na palecie kanister z płynem do spryskiwaczy. Zamachnęła się, uderzając nim w głowę trupa. Uścisk nie zelżał, jednak po którymś razie usłyszała wymarzony trzask. I kolejny. Uśmiechnęła się do siebie i za chwilę jej twarz ochlapała gęsta maź, a kleszcze, które próbowały zgnieść jej głowę, opadły bezwładnie na podłodze.

   Dopiero wtedy usłyszała głos brata.

– Prosiłem, żebyś się odsunęła.  – Padło zdławione zdanie z ust Tomka, który drżącymi dłońmi celował w głowę zombie.



   Siedzieli rozwaleni w busie, jedząc zrobione dzień wcześniej kanapki. Mimo, że nadal było ciemno, żadne z nich nie umiało usnąć, więc rozsiedli się, zastanawiając nad kolejną wskazówką.

– Jak o Deadpoola chodzi to pewnie miał na myśli kino, nie? Innej opcji nie ma. – Łukasz postukał palcem w kartkę.

– Tylko powiedz mi teraz jakie kino i gdzie? – Westchnął głośno Karol, patrząc na rozłożoną mapę, którą zabrali ze stacji.

   Najnowsze wskazówki, które trafiły w ich ręce były mało precyzyjne. Nie było podanego miasta, ani jakiegoś specyficznego punktu zaczepienia. Zagadka była ogólnikowa, jakby ich oprawcy zależało na tym, aby utknęli w tym punkcie.

   Rudziński przesunął palcem od Opola na północny wschód, jak radził im Doktorek – tak nazwał go kilka minut wcześniej Paweł i jakoś się przyjęło.

– Szkoda, że nie mamy Internetu, wystarczyłoby wpisać w Google Maps kino , znaleźć Opole i polecieć w górę na odpowiednim przybliżeniu – westchnęła Laura, zaczesując ręką włosy do tyłu.

  Po tych słowach znowu zamilkli. Jak mogli znaleźć konkretne miejsce bez nazwy i miejscowości, gdy nie dało się tego wklepać w wyszukiwarkę? To było niemal niemożliwe. Ktoś jeszcze stosował książki teleadresowe? Istniały one w ogóle w formie papierowej?

– Po prostu będziemy jechać przed siebie – zdecydował w końcu Karol.

   Nie mieli innego wyboru. Jeżeli zostaną to prawdopodobnie już nie ruszą. Nie będzie im się chciało, zwłaszcza po tym, co niedawno widzieli. Musieli po prostu wziąć się w garść i przeć na oślep, byle tylko się nie zatrzymywać.

   Jednak nie każdy tak łatwo się poddawał. Mieli szczęście, bo w zespole posiadali dzieci, które widziały znacznie więcej niż oni.

   Niewielka blondynka uparcie patrzyła to na kartkę, to na mapę. Coś musiało im umknąć. Zagadki nigdy nie były trudne, wymagały jedynie specyficznego myślenia. Przynajmniej tak zawsze powtarzała jej babcia, raz po raz zadając dziewczynce kolejne zagmatwane pytania, aby ta mogła się rozwijać w bardziej kreatywny sposób.

– Ława, ława… - Ola stuknęła mocno w punkt na mapie na kolanach ojca. – Brzmi jak Oława. – Uśmiechnęła się szeroko, patrząc to na niego, to na pozostałych.

   Nikt nie zanegował jej naciąganej teorii. Przynajmniej mogli gdzieś zacząć.



   Wyruszyli, gdy tylko zaczęło świtać. Tomek nie chciał ryzykować wpadnięcia na jakiegoś umarlaka lub zaliczenia rowu tylko dlatego, że się mu przysnęło. Choć podczas tej nocy nie spał za dobrze. Rozłożony na fotelu kierowcy, ze zwiniętą bluzą zamiast poduszki, wiercił się przez sen. Śniła mu się Kamila. Otoczenie i scena były inne, ale wszystko kończyło się tak, jak kilka godzin wcześniej.

   I nie był on jedyną osobą, którą dręczyły koszmary. Gosia, Kasia, Ewa, dzieciaki… Najgorzej jednak wyglądała Paula. Przekrzywione na nosie okulary i roztrzepane włosy tylko potęgowały efekt, sprawiając, że prezentowała się jakby właśnie coś ją potrąciło. Podkrążone oczy i drżące dłonie, gdy próbowała się napić wody, uświadomiły jej przyjaciółce jak bardzo źle z nią jest.

– Wszystko w porządku? – zapytała naiwnie Paulina, odwracając się do niej powoli.

   Szkielówna pokiwała głową, ale wzrok nadal miała utkwiony w plastikowej butelce. Nie miała ochoty o tym rozmawiać. Zresztą Paulina by nie zrozumiała, wmawiała sobie, jej prawie w ogóle nie ruszyło to wszystko.

– Przyniosę ci lody jak już znajdziemy mieszkanie, okej? I czekoladę – obiecała, kładąc drobniejszej dziewczynie rękę na ramieniu.

   Brązowooka potrząsnęła głową. To nie była sprawa, którą dało się załatwić słodyczami i głupią komedią romantyczną. Potrzebowała zapewnienia, że wszystko skończy się dobrze. Że istnieje jakiś koniec.

– Żelki? Chipsy? Mandarynki? – Wymieniała Paulina, niezrażona reakcją okularnicy.

   Wiedziała, że nie poprawi jej humoru rozmową. Takie rzeczy trzeba było samemu przyswoić, na spokojnie, ale nie potrafiła przejść obojętnie obok takiej miny. W końcu się przyjaźniły, prawda? Jaką byłaby przyjaciółką, gdyby tak po prostu  machnęła na to ręką?

– Spokój? Cisza? – zaproponowała Paula i odwróciła się do niej plecami, leżąc na rozłożonym fotelu.

– Ta, też może być. – Paulina westchnęła, opadając na swoje oparcie.

   Wiedziała, że tę bitwę przegrała, ale nie martwiła się. Wojna nadal trwała.



   Gdy tylko dotarli do Oławy, znaleźli sobie mieszkanie. Starali się trzymać z dala od centrum, gdzie spodziewali się większych grup umarlaków, zamiast tego wybierając coś na obrzeżach.

   I udało im się. Weszli do małego, jednorodzinnego domku. Nie wyglądał źle, był zadbany i czysty, jakby jego właściciele mieli wrócić do niego zaraz po pracy. Jasne ściany i meble oraz minimalistyczny styl nadawały mu nowoczesnego wyglądu, do którego teraz dążył każdy. Ot, zwykły dom przeciętnej rodziny.

   Zablokowali wejścia szafkami i podzielili się na grupy, z których jedna miała położyć się spać, a druga pilnować okolicy. Próbując nadrobić straconą noc, zmarnowali większą połowę dnia.

   Dopiero wieczorem, około godziny osiemnastej, jak wskazywał zegar zawieszony na kuchennej ścianie, obudziła się ostatnia osoba.

– Jesteś głodna? – Gosia wyciągnęła w stronę leżącej jeszcze Izy kanapkę i batonika.

   Czapla wzięła wszystko bez słowa i, siadając po turecku, zabrała się do jedzenia.

– Wracając do tematu – Łukasz spojrzał na Kamila – Jestem w stu procentach pewny, że Ironman pokonałby bez problemu Kapitana Amerykę. – Prychnął głośno, krzyżując ramiona na piersi.

– Chyba sobie kpisz. Kapitan Ameryka rozwaliłby jego zbroję w drobny mak i tak go strzaskał, że zostałaby po nim jedynie mokra plama. – Oburzył się Kamil.

   Jak on śmiał w jakikolwiek sposób podważać autorytet Steve’a? Że niby ten miałki playboy miałby szanse w starciu z żołnierzem? I to nie byle jakim, a pierwszym super-żołnierzem?!

– Jak dla mnie to plama by była, ale niekoniecznie taka, jak sobie wyobrażasz. – Zaśmiała się Paulina, wrzucając do ust kilka M&M’sów.

   Wzrok obu chłopaków skierował się na nią. W jednej chwili z wrogów stali się sojusznikami, by pokonać większego przeciwnika.

- Tony nie ruchałby Steve’a!

- Steve nie ruchałby Tony’ego!

   Zawołali równocześnie, co niesamowicie rozbawiło blondynkę. Już otwierała usta, by zacząć swój monolog o tym, jak bardzo złożona jest ich relacja, gdy nagle oberwała dłonią w plecy.

– Masz dwójkę, debilu? – Laura spojrzała na nią krzywo, a dziewczyna zerknęła na trzymany w ręce patyczek.

– Ta, a co? Co mam zrobić? – Pokazała numerek, przesuwając wzrokiem po twarzach Gosi, Laury, Pauli i Kasi.

– Zaszczekać, psie. – Raba uśmiechnęła się wrednie.



– Numer cztery ma powiedzieć w kim się kochał. – Tomek obrócił w dłoni patyczek z narysowaną koroną. – Nie wliczając w to swojego chłopaka czy dziewczyny – sprecyzował, uśmiechając się zadziornie.

   Iza skrzywiła się mocno. To nie była ich sprawa. Nie miała zamiaru mówić im o swojej orientacji i złożonym uczuciu, którym darzyła Kamilę. To nie był temat do gry. Nie ufała im na tyle bardzo by podzielić się czymś równie intymnym i bliskim jej sercu. Na szczęście to była tylko zabawa. Mogła kłamać do woli i nikt by jej tego nie udowodnił. Dlatego też zrobiła to bez wahania.

– Radek z drugiej D. – Przewróciła teatralnie oczami, jakby ta informacja była tak oczywista, że każdy powinien o tym wiedzieć.

– Ten wysoki, z długimi, ciemnymi włosami? – Zainteresowała się Laura, ale Czapla zbyła ją zirytowanym spojrzeniem.

   Miała obowiązek odpowiedzieć na jedno pytanie, nie więcej. Raba była stanowczo zbyt ciekawska. Będzie musiała przypomnieć jej kto tu rządzi.

– Losujemy. – Wrzuciła patyczek do kubeczka, jakby temat wcale nie został poruszony.

   Tym razem koronę wylosowała Gosia.

– Ulubiony film? Numeru trzy? – zapytała, na co Łukasz podniósł głowę.

– Noc żywych kretynów i nie pytajcie dlaczego – zaśmiał się głośno.

– Serio? Ktoś poza Pauliną to lubi? – Gosia roześmiała się, patrząc na przyjaciółkę. – Ale przyznam, że był fajny. Durny, ale fajny. – Pokiwała głową.

   Do tej pory pamiętała jak pokłóciła się z Kamilem i Paulina przyszła do niej z tym filmem, wielkim kubełkiem lodów i grą alkoholową, ale bez alkoholu. Szybko poprawiła jej humor, wyciągając wszystkie potrzebne informacje i konstruując tak śmieszne wnioski i plany zemsty na chłopaku, ostatecznie i tak ściągając go do nich na wioskę, wymuszając spotkanie i godząc ich w ten sposób.

   Choć Kamil chyba nadal jej nie wybaczył tego oszustwa. Naprawdę liczył na to, że dostanie od niej te wszystkie komiksy.

Następne było wyzwanie, które wybrał Robert.

– Osiem i dwa. Macie podskakiwać na jednej nodze, próbując się nawzajem przewrócić. Ten kto upadnie robi dziesięć pompek.

   Padło na Tomka i Kasię. Chłopak, nie chcąc męczyć dziewczyny, podłożył się, gdy ta przypadkiem stanęła mu na stopie. Wylądował na podłodze, zwijając się z bólu.

– Doktora! Wołajcie doktora! – zaczął lamentować, ale zaraz uciszyła go rzucona przez jego siostrę poduszka, idealnie lądując na jego twarzy.

   Czas mijał im nadzwyczaj spokojnie. W pewnym momencie zapomnieli o całym koszmarze dnia poprzedniego, bawiąc się i śmiejąc jak za dawnych czasów. Biegali, przytulali się, robili fikołki, spowiadali z własnego życia, przedrzeźniali. Ogólnie całkowicie wyrwali się z oków apokalipsy, by na chwilę zaznać spokoju i radości. To było odprężające. Stres i strach powoli opuszczały ich ciała. Role i zadania co chwilę się zmieniały, raz będąc zabawne, innym razem poważne lub krępujące, ale nic nie było pomijane. Każdy uczciwie brał udział w grze, wiedząc, że kłamstwa nie będzie tak łatwo wykryć, a zadania zawsze można było obrócić w żart.

   Kolejnym Królem została Paulina. Na jej twarzy pojawił się przebiegły uśmiech. Wszyscy od razu domyślili się co przeszło jej przez głowę.

– Numer sześć i numer siedem mają się pocałować! – zawołała radośnie, zaglądając siedzącemu obok niej Łukaszowi przez ramię, żeby zobaczyć jaki ma numerek.

   Niestety zawiodła się, bo to nie go wylosowała do jakże radosnego buzi-buzi w wersji jednopłciowej.

– Nie wiem czy to dobry pomysł… - zaczęła niepewnie Paula, pokazując patyczek z numerem siedem.

– Ta, też uważam to za zbędne – Kamil machnął Decowej szóstką przed twarzą.

   Paulina pociągnęła nosem z udawanym smutkiem.

– Miałaś mieć penisa… - zarzuciła Pauli, po czym uśmiechnęła się szeroko  – Wymyślę inne – zaproponowała, ale Laura od razu się sprzeciwiła.

– Zadanie to zadanie! Gosia nie patrzy! – zawołała rozbawiona, zakrywając Rudzińskiej oczy dłońmi.

   Kamil spojrzał na Paulę, chcąc ją przeprosić, ale ta w tym samym momencie podniosła się z miejsca, chcąc wyjść z salonu zanim dojdzie do kłótni i potknęła się o podstawioną specjalnie przez Izę nogę. Poleciała na chłopaka, przygniatając go do podłogi. Już chciała z niego wstać, gdy Laura docisnęła jej głowę do głowy Kamila.

– Zaliczone! – Zaklaskała w dłonie Raba, siadając na swoim miejscu.

   Szkielówna szybko zerwała się na równe nogi, patrząc niepewnie to na Kamila, to na Gosię. Była cała czerwona.

   Kamil nie wyglądał lepiej. Przestraszony spojrzał na swoją dziewczynę, jakby chcąc się wytłumaczyć, ale Gosia tylko się roześmiała.

– Zaliczone – przyznała, jakby wcale jej to nie ruszyło.

   Ale w głowie miała już plan jak zemścić się na Laurze.



   Ta noc minęła im spokojnie. Zero nieproszonych gości  – to był przepis na sukces. Nie obyło się jednak bez pobudek co kilka godzin i powracających koszmarów.

   Paulina, wzdychając głośno, przyglądała się leniwie unoszącemu się po nieboskłonie słońcu. Kolejny dzień zapowiadał się równie ciepło co poprzedni. Gdyby był to rok szkolny, ucieszyłaby się z tego, bo oznaczałoby to lody i basen, ale przy aktualnym stanie rzeczy gorące promienie słońca kojarzyły się jej jedynie z męką.

   Musieli dzisiaj pójść po kolejną kartkę. Nie chcieli marnować czasu. Im szybciej dotrą do mety, tym prędzej zakończą grę. Doczekają się swojego „The end”, okraszonego podziękowaniami bądź wesołą muzyką. A przynajmniej taką miała nadzieję.

   To nie tak, że Paulina po nagłym ataku paniki całkowicie straciła uczucia. Patrząc na nowy dzień zdawała sobie sprawę z tego, że w przeciwieństwie do przyjaciół, ją śmierć Kamili zabolała najmniej, ale wiedziała, że to nie przez nienawiść, życzenie jej szybkiego zgonu czy obojętność. W momencie, gdy zobaczyła w galerii zombie, których oczy ani trochę nie przypominały żółtych ślepi z pierwszej nocy, zrozumiała, że nie ma ratunku. Że każdy z nich może stać się jednym z nich. W momencie, gdy przyszło jej to do głowy, uznała to za kiepski żart. Bo jak? Dlaczego? Ale szybko przestawiła myślenie. Jeżeli muszą ginąć to będą. Nie ważne jak bardzo będzie się starała, ktoś na pewno odejdzie. Siedząc wtedy w łazience obiecała sobie, że nie będzie ich opłakiwać dopóki wszyscy nie będą bezpieczni. Teraz miała ważniejsze sprawy na głowie niż użalanie się nad sobą i swoimi bliskimi. Musiała działać. Walczyć.

   Być silna dla pozostałych.

   Uśmiechnęła się mimowolnie do siebie i nagle dostrzegła w szybie odbicie Laury.

– Co jest? – zapytała przyjaźnie, odwracając się do niej powoli.

– Jesteś na mnie zła? – zapytała cicho brązowowłosa.

   W pierwszej chwili blondynka nie zrozumiała. Zła? Za co? Jednakże chwilę później Raba odpowiedziała jej na te nieme pytania.

   Widząc, że Paulina zdążyła zapomnieć o ich zabawie, odrobinę się rozluźniła.

– Gosia jest wściekła, a Kamil i Paula mnie unikają. – Usiadła obok niej, poprawiając od razu włosy. To był jeden z jej wielu nawyków.

– Dziwisz się? Zmusiłaś ich do pocałunku, gdy Kamil chodzi z Gosią. – Paulina pokręciła głową, jakby nadal nie wierząc w to, że Laura wpadła na tak głupi pomysł.

   Zielonooka uśmiechnęła się smutno. Decowa miała rację. Przesadziła. Powinna była zakończyć to w momencie, jak owy plan pojawił się jej w głowie. To było złe.

– Zanim Kamil zaczął chodzić z Gosią to chciałam się z nim umówić. I to mi nadal nie minęło – zdradziła szeptem, jakby bała się, że ktoś może ją usłyszeć.

   Paulina zamarła. Laurze podobał się Kamil? Tej Laurze? Dziewczynie, która mogła przebierać wśród facetów jak w sklepie z bielizną? Zaczynała się poważnie zastanawiać czy to ze światem jest coś nie tak czy to może z nią nie jest okej, skoro prawie każda dziewczyna, którą znała przyznawała się, że kiedyś coś czuła bądź aktualnie czuje do tego nierozgarniętego idioty. Zresztą od kiedy on robi za takiego playboya?!

– Masz zamiar wpieprzyć im się w związek? – zapytała nadal przyjaźnie, ale w jej oczach widać było chłód.

   Już raz przymknęła na coś takiego oko i Monika, jej koleżanka z klasy, zaczęła wypisywać do Maleca tak żałosne i pełne wołania o atencję wiadomości, że Gosia przez tydzień się do niego nie odzywała, każąc zablokować natrętną dziewczynę na wszystkich mediach społecznościowych i unikać jak ognia na korytarzu.

   Ostatecznie i tak skończyło się niezłą dramą w szkole Kamila i wyzywaniem Gosi od zaborczych suk, które czepiają się o to, że ich facet ma jakąś dziewczynę za koleżankę, dlatego nie chciała, żeby jej przyjaciółka musiała przechodzić przez coś tak niemiłego drugi raz.

   Raba pokręciła głową. Oczywiście, że nie zrobiłaby czegoś tak okrutnego! Kochała Gosię! Była dla niej jak młodsza siostra i nigdy nie zaprzepaściłaby ich relacji z takiego powodu! Jak Paulina w ogóle mogła tak pomyśleć?!

– Nie jestem suką.

– Wiem. Jesteś Laurą. – Po tych słowach zapadła cisza.

   Brązowowłosa przez chwilę trawiła to, co usłyszała. Ona ją obraziła? Nie była tego pewna, ale właśnie tak to zabrzmiało. Przez moment miała ochotę wgnieść ją w posadzkę, ale wtedy Paulina odezwała się po raz kolejny.

– Po prostu nie rób więcej głupot, okej? Będzie ciężko to odkręcić. – Blondynka podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę wyjścia.

   Laura nie wiedziała co ją pchnęło do wyznania, ale zanim ta zniknęła, wypaliła w jej stronę z trzema prostymi, krótkimi słowami, które sprawiły, że Paulina z hukiem uderzyła o framugę drzwi.

– jestem w ciąży.



   Paula westchnęła cicho, obracając się na drugi bok. Mimo, że Paulina wzięła na siebie połowę jej warty, to nadal nie czuła się wypoczęta. Jej organizm czuł się dobrze, ale umysł był w rozsypce. Kamila była jej obca, widywała ją czasami na korytarzu lub mieście, ale poza tym nie miała z nią większego kontaktu. A jednak czuła żal i przerażającą pustkę, która zagnieździła się w jej sercu, połykając wszystkie emocje niczym czarna dziura. Wiedziała, że jej znajomi chcą jej pomóc, ale wszelkie próby nawiązania kontaktu tylko ją irytowały. Podczas gry w Króla starała się bawić równie dobrze jak oni, próbowała udawać jak Gosia, że wszystko jest w porządku i że śmiech po tym, jak kilka godzin wcześniej widziało się czyjąś śmierć wcale nie oznacza, że nie szanowało się tej osoby, ale jednak…

    Nie potrafiła przejść od tak do porządku dziennego z czymś tak tragicznym na sumieniu. Bo po części to była ich wina. Nie uratowali jej. Nie potrafili. Bali się i pozwolili jej zginąć, nie chcąc skończyć jak ona.

   Czy w takim przypadku będą w stanie ratować siebie nawzajem? Czy którekolwiek z nich wyciągnie pomocną dłoń w decydującym momencie? A może wszyscy zginą przez niechęć do narażania życia?

   Byli tak beznadziejni…

   Zawiedli na całej linii.



   Bez zbędnego zwlekania Tomek, Łukasz, Paulina i Kamil ruszyli do Punktu Informacji Turystycznej, który wskazał im na mapie Karol.

– Nigdy nie myślałam, że zdarzy mi się chodzić po mieście z mapą – mruknęła Paulina.

– Ciesz się, że w ogóle tę mapę dostaliśmy. Nie każdy trzyma w mieszkaniu tego typu rzeczy – odezwał się Kamil, zaglądając jej nad ramieniem na dość spory kawałek papieru.

   Mieli mały problem z jej rozłożeniem, gdyż była mocno poniszczona i bali się, że jak za mocno pociągną to rozerwą ją na pół. A tego nie chcieli. Już i tak męką było samo odnalezienie się w mieście z czymś tak nieporęcznym w dłoniach.

– Szkoda, że nie pozaznaczali sobie kin, byłoby tysiąc razy łatwiej – wtrącił Łukasz, cały czas trzymając broń w pogotowiu.

– Proste questy to nie questy – rzuciła na wpół żartobliwie blondynka. Chodzenie po mieście pełnym wrogich istot było złym pomysłem, ale na pewno lepszym niż jeżdżenie, mimo, że obie opcje równie mocno ssały. – Tu w lewo. – Wskazała na odpowiedni odcinek drogi. – To miasto jest stanowczo za duże. – Skrzywiła się wymownie, zerkając przelotnie pod nogi, by zaraz znowu skupić się na trasie.

– Przyzwyczajaj się. Prędzej czy później wwali nas do Warszawy, zobaczysz – uprzedził ją Wilk.

– Niby czemu? – zapytała, zerkając na niego, ale Łukasz tylko uśmiechnął się półgębkiem, patrząc na nią z politowaniem.

– To psychopata. Większe miasto to więcej zombie. Na pewno poleciał w ten schemat, więc nie ma co się łudzić, że odpuści sobie widowiska, jakie mogłoby się rozegrać, gdyby otoczyła nas horda dwustu zombie na Placu Konstytucji – wyjaśnił jej Kamil, wodząc wzrokiem po budynkach.

   Szli już dobre dwadzieścia minut, a sama droga zapowiadała się na prawie godzinę. W razie problemów powrót do grupy wydawał się być niemożliwy, a już na pewno głupi. Jeżeli będą musieli uciekać, to nie pozostanie im nic innego jak zaszyć się w jakimś innym mieszkaniu i mieć nadzieję, że pozostali nie postanowią ruszyć im na ratunek, narażając się przy tym niepotrzebnie. Ani że nie odjadą.

   Jeżeli chodziło o samo miasto to było piękne, zwłaszcza gdy nikt po nim nie chodził. Słońce odbijało się w oknach i rozjaśniało wyblakłą już farbę, pokrywającą ściany kolejnych, opuszczonych budynków. W taką pogodę aż chciało się żyć. Ptaki ćwierkały radośnie, nie zagłuszane przez jeżdżące tam i z powrotem samochody. Gdzieś przebiegł kot, wskakując mało subtelnie do śmietnika i zwracając tym samym na siebie uwagę nielicznej grupy śmiałków, którzy postanowili wtargnąć na jego teren.

   Kamil opuścił powoli pistolet, wypuszczając z ust wstrzymane chwilę wcześniej powietrze. To nie było na jego nerwy. Czuł, że jak tak dalej pójdzie to skończy życie wcześniej niż przypuszczał. I to nie za sprawą zombie, a głupiego zawału.

– Tu chyba znowu w lewo. – Paulina zatrzymała się, patrząc na wąską uliczkę, rozdzielającą się na dwie części. – Ale nie wiem które dokładnie – mruknęła, zerkając to na mapę, to na rozgałęzienie przed sobą.

– Na prawo. – Tomek złapał siostrę za łokieć i pociągnął w odpowiednią stronę.

– Lewo! Przecież, kuźwa, dobrze widzę! – Zirytowała się dziewczyna, wyrywając z uścisku brata.

   No co za mała cholera! Nawet nie spojrzał na mapę, a już negował jej decyzję! Nie była głupia! Może i z geografii miała same trójki i czwórki, ale mapę odczytywać umiała!

– Prawo. Przyjrzyj się. – Blondyn zaśmiał się cicho, widząc reakcję swojej siostry.

   Była bardzo dumna i nienawidziła jak ktoś próbował jej wmawiać, że się myli, ale to było jego ulubione zajęcie. Nie potrafił odmówić sobie tej drobnej przyjemności jaką było zdenerwowanie Pauliny i doprowadzenie ją do stanu „małego Terminatora”, jak zwykł nazywać moment, w którym niebieskooka zaczynała rzucać w niego czym popadnie i okładać pięściami, waląc epitetami jak z karabinu maszynowego.

   Paulina odwróciła się w końcu niechętnie, kierując wzrok w miejsce, które wskazywał jej brat.

– Kino Odra – przeczytała i uśmiechnęła się szeroko – Panowie, koniec wycieczki! – zawołała, kierując się od razu w stronę budynku.



– Nie widzę. – Paulina próbowała sięgnąć coś pod jednym z siedzeń w sali kinowej. – Jeżeli to będzie bilet lub pierwsza lepsza ściąga z przyry to się zabiję – wyjęczała, czując jak jej ręka dotyka przyklejonej pod spodem gumy – Ludzie to świnie. Ciekawe co oglądali podczas ewakuacji?  – zamyśliła się, marszcząc brwi.

– Wolisz nie wiedzieć – odezwał się Łukasz, odpychając butem chusteczkę, w której na pewno nie było smarków.

   Paulina zerknęła na niego i widząc jego zdegustowaną minę, wzdrygnęła się ze wstrętem.

– Chore pojeby – wyjęła w końcu kawałek kartonika spod siedzenia i przyjrzała mu się dokładnie, wyrzucając po chwili za siebie i przesuwając się kawałek do przodu.

– Sama byś tak chciała – wyrwało się rozbawionemu chłopakowi zanim zdążył pomyśleć.

   Udało mu się już ją trochę poznać, zwłaszcza podczas gry w Króla, i dowiedzieć się, że strasznie zboczona z niej osóbka. Z niezdrowym bzikiem na punkcie gejów, ale co za różnica? Ostatnim razem usłyszał tyle ciekawych rzeczy, że nie potrafił wyrzucić z umysłu obrazu, jaki wykreował sobie na jej temat. Pewnie w trakcie ich wspólnej podróży parę razy się on zmieni, ale aktualnie kojarzył tę puszystą dziewczynę z dziwnymi skojarzeniami, dwuznacznymi słowami i wiecznym nawiązywaniem do popkultury. Po prostu była typową nastolatką, która całe dnie spędzała na oglądaniu seriali.

   Paulina rzuciła mu długie, zamyślone i na swój sposób groźne spojrzenie. Znali się niecały dzień, a ten już zdążył przyjąć punkt widzenia i sposób odpowiadania chłopaków z jej otoczenia. Tomek i Kamil mieli stanowczo zły wpływ na nowych.

– Może. – Wzruszyła ramionami i ponownie zaczęła szukać kartki.

   Oboje zamilkli, zajmując się swoim zadaniem, jednak Łukasz, zażenowany tym, co powiedział, nie potrafił długo wytrzymać tej krępującej ciszy. Nie chciał jej obrazić ani tym bardziej wprowadzić między nich zbędnej niezręczności. Byli w jednej grupie i musieli sobie nawzajem ufać, a gdy przychodziło do stanięcia ramię w ramię to nawet najmniejsza sprzeczka mogła doprowadzić do katastrofy.

– Przepraszam – powiedział cicho, nie podnosząc na nią wzroku.

   Żałował, że nie zamknął się kiedy miał na to okazję. Temat seksu raczej nie był najlepszą opcją na tworzenie więzi, zwłaszcza, że byli sam na sam. Chciał zacząć po prostu rozmowę i rzucił pierwsze, co wpadło mu do głowy. Dopiero po fakcie zrozumiał, że to niekoniecznie był odpowiedni wątek do konwersacji.

   Decowa uśmiechnęła się do siebie. Nie była zła, a jedynie trochę zmieszana.

– Ale że za co? – zapytała, jakby wcześniejsza sytuacja nie miała miejsca  – Nie twoja wina, że ta guma była na wysokości mojego łokcia  – dodała, wygrzebując się nieporadnie z rzędu i zerkając w górę ze zrezygnowaną miną.

   Te poszukiwania nie skończą się za szybko.



– Mam! – zawołał Tomek, wyciągając kartkę z na wpół zjedzonego popcornu.

   Otrzepał niewielki kartonik z przyklejonych do niego resztek jedzenia i spojrzał na treść. Jego mina od razu zrzedła.

– Co tym razem? – jęknął na ten widok Malec.

   Czyżby znowu nie mieli szczęścia?



   Brązowowłosa dziewczyna o zamglonych, zielonych oczach poruszyła się niespokojnie. Wyglądała jak lalka na wystawie gore. Rozłupana czaszka, dziura na jednym z policzków i rozszarpany brzuch. Nawet nogi były poznaczone śladami ugryzień. A mimo to nadal była śliczna niczym porcelanowa księżniczka.

   Klęczący obok niej mężczyzna przekrzywił głowę, po czym odsunął się od niej. Pachniała jak on, więc nie była już apetyczna.  Przestała być jedzeniem.





***

Dziękuję wszystkim za udział w ankietach! Naprawdę ucieszyłam się widząc w niektórych aż pięć głosów! To naprawdę miłe widzieć, że ktoś czyta Zombie Game <3

Dla ciekawskich mam link do zapowiedzi opowiadania, którą pragnę przyciągnąć jeszcze większą ilość czytelników.

O! Tutaj ----->     Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się


Link do ankiet: Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
(blogger zastrajkował i nie widzę dodatku zwanego "ankiety", więc tym razem wrzucam jako Formularz Google  ;) )

UWAGI ODNOŚNIE ANKIET:

1. Zadanie z kartki – wpływa na to kto zostanie ranny.
2. Czy drzwi wytrzymają? – możliwość zgubienia ważnego przedmiotu.
3. Czy Izie uda się przekonać Gosię? – wpływa na relacje Gosi bądź Izy z inną postacią.

Chcecie bonus z rozpisaną całą rozgrywką w Króla? Dajcie znać poniżej!


Noorbis

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 6
  • -Otrzymane: 4
  • Age: 29
  • Wiadomości: 44
  • Płeć: Mężczyzna
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Rick
  • Skąd: Skoczów/Bielsko-Biała
  • Spoilery: Czasem
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #4 dnia: 20 Maj, 2018, 00:56:19 »
Ja się naprawdę wkręciłem w opowiadanie  :yahoo: :yahoo:. Wielkie brawa dla autorki  :lubie: :lubie:

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #5 dnia: 12 Czerwiec, 2018, 12:16:57 »
7. W końcu od tego są starsze siostry, prawda?

W rozdziale pojawiają się sceny +18! Czytasz na własną odpowiedzialność!

– No go chyba popierdoliło! – Paulina podała z rozmachem kartkę do Łukasza. – Nie zrobię tego! Na odległość są groźne, a co dopiero, gdy będziemy mieć jednego tak blisko? – piekliła się, zaczynając nerwowo chodzić po holu kinowym.
– Jest nas czwórka, bez problemu poskromimy jednego zgniłego wariata. – Kamil wzruszył ramionami, choć sam po pierwszym przeczytaniu zadania był w niezłym szoku. Jednak po dłuższym zastanowieniu mógł stwierdzić, że nie trafili najgorzej. Zawsze mogło paść na randkę z rozkładającą się panną młodą.
   Co jeszcze jakoś by przeszło, gdyby nie liczyć faktu, że znalezienie rozkładającego się ciała było aktualnie niemożliwe. Zombie były w naprawdę dobrym stanie, niczym ludzie, ale z innym kolorem skóry i paroma mniejszymi bądź większymi urazami, których nabawiły się podczas zabawy w spadochroniarzy. Bez spadochronów.
   Dziewczyna spojrzała na niego spod grzywki. Wiedziała, że nie powinna się spierać, w końcu i tak nie mają wyboru, ale przystawanie na wszystko co ten wariat sobie wymyśli godziło w jej dumę.
– Ciekawe czy będziesz taki cwany jak będziesz musiał wcisnąć jego głowę przez ciasny otwór sukienki lub walczyć z rękami, które z chęcią by zakleszczyły się wokół twojej szyi – mruknęła ponuro, ale zaraz się rozpogodziła, widząc jak jej brat wyciąga cukierki zza lady, pakując je do plecaka – Weź też trochę żelków! – zawołała, ruszając żwawo w jego stronę.
– Ci już wystarczy. Lepiej się skup na tym skąd wytrzaśniemy sukienkę dla naszego nowego kolegi. – Tomek zapiął plecak i zarzucił go sobie na ramię.
   Na jego twarzy gościł uśmiech, choć w oczach brakowało tej radości, do której przywykli. To było niczym  przypomnienie o tym, co tak niedawno stracili.
   A mimo to żartowali. Kłócili się. Przeżywali rozterki. Jakby tamta noc nie miała miejsca.
– Po drodze mijaliśmy sporo domów. Raczej nie powinno być problemu ze znalezieniem sukienki w którymś z nich. – Dziewczyna wzruszyła ramionami, jakby włamywanie się do czyichś domów było całkowicie normalne i na miejscu.
   Choć w sumie w ich przypadku takie wynajmowanie mieszkań nie było czymś, czego chcieli się wstydzić. Domy i tak były puste, a oni potrzebowali gdzieś spać.

   Laura westchnęła głośno, wchodząc do kuchni, w której aktualnie znajdowała się jedynie Gosia. W dłoni  brązowowłosej dziewczyny tlił się papieros, a ona sama wpatrywała się z zamyśleniem w okno. To była jej szansa na wyjaśnienie całej tej głupiej sytuacji.
–Hej – przywitała się niepewnie, podchodząc do Rudzińskiej i opierając się o parapet tak, aby móc patrzeć jej w oczy.
   Spojrzenie młodszej z dziewczyn skierowało się w jej stronę. Na opalonej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, który szybko ukryła pod uśmiechem, jednak Laura nie była głupia. Dostrzegła go i już wiedziała, że nie będzie tak łatwo ponownie przekonać do siebie Gosi.
– Hej – odpowiedziała jej brązowowłosa, zaciągając się dymem.
   Na moment rozmowa im się urwała. Laura zastanawiała się co mogłaby powiedzieć, aby choć trochę załagodzić sytuację, a Gosia liczyła w myślach powoli do dziesięciu, aby nie wybuchnąć.
   To był jej chłopak, Laura nie miała prawa zmuszać go do pocałunku z Paulą. Zachowała się jak ostatnia świnia i Rudzińska nie miała zamiaru jej tego wybaczyć. Już i tak ciężko im było po śmierci Kamili. Ledwo ze sobą rozmawiali, jakby nagle zaczęli być dla siebie obcy, a przecież łączyła ich tak silna więź, że Gosia była pewna, iż nic nie jest w stanie jej przerwać. A mimo to, coś zaczynało się psuć.
– Przepraszam, okej? – Raba westchnęła głośno, zaczesując palcami włosy do tyłu, jak zawsze, gdy miała zacząć trudny dla niej temat. – Nie wiem co mi odwaliło. Chyba za bardzo podnieciłam się faktem, że w końcu dzieje się coś ciekawego i nie pomyślałam o tym, że może was to zaboleć. – Przybrała zbolałą minę i odsunęła się, gdy Gosia dmuchnęła jej dymem w twarz.
– Spoko. – Brązowooka uśmiechnęła się ponownie, wracając wzrokiem do obserwowanego wcześniej podwórka, na którym Ola huśtała się na huśtawce.
   Widać po niej było, że nie jest w nastroju do rozmowy, choć jej mimika mówiła coś całkiem innego.
   Gosia nie należała do osób, które łatwo zdenerwować. Lubiła prawie wszystkich i zawsze była dla każdego miła, choć ciężko było nazwać ją aniołem. Była zwyczajną dziewczyną, która nie lubiła sprawić innym przykrości.
   Jednak wszystko ma swoje granice. Nie mogła być pobłażliwa dla kogoś, kto najwidoczniej czerpał radość z komplikowania jej relacji. Kamil, po pocałunku, całkowicie zamilkł, rzucając jej tylko od czasu do czasu krótkie spojrzenia. I nic więcej. Jakby te nic nieznaczące złączenie warg było dla niego czymś więcej. I choć jemu oraz Pauli potrafiła wybaczyć, tak dla Laury nie miała żadnej taryfy ulgowej.
– Na pewno? – zapytała Laura, choć ciężko było nie zauważyć, że niższa dziewczyna wcale tak nie myśli.
   Gosia powoli odwróciła twarz w jej stronę i, zgasiwszy papierosa w popielniczce, obdarowała ją najszczerszym uśmiechem, na jaki było ją stać.
– Oczywiście. Dlaczego miałabym kłamać?

   Paulina przez dłuższą chwilę bawiła się z zamkiem, gdy ten nagle szczęknął głośno, ogłaszając wszem i wobec, że drzwi zostały otwarte.
– Możesz mi jeszcze raz przypomnieć po co się tego uczyłaś? – Brwi Łukasza powędrowały w górę, gdy przyglądał się pulchnej dziewczynie, podnoszącej się z kolan, by nacisnąć klamkę.
   Decowa zaśmiała się cicho w odpowiedzi, wpuszczając chłopaków do środka.
   W mieszkaniu było względnie bezpiecznie. Główne wejście było nienaruszone, więc jeżeli domownicy nie posiadali drugich drzwi, których zapomnieli zamknąć, to grupa nie musiała się niczym przejmować.
   Przeszli przez pusty korytarz, kierując się do pierwszego napotkanego pomieszczenia. Toaleta. Bilsko, ale to jednak nie to.
– Idę na piętro, wy obczajcie salon – rzucił Tomek, ale nie dane mu było nacieszyć się chwilą samotności, gdyż zaraz dołączył do niego Łukasz, twierdząc, że tak będzie szybciej.
   Paulina i Kamil zostali sami.
– Nawet o tym nie myśl. – Kamil rzucił blondynce zdenerwowane spojrzenie, gdy ta tylko otworzyła usta. – Żadnego rozdzielania się na jednoosobowe grupy. Nie ze mną – powiedział, otwierając pierwszy pokój z brzegu.
   Paulina zamknęła usta, przyglądając mu się uważnie. Gdzie podział się ten Kamil, który uważał, że Decowa poradzi sobie bez problemu z zombie? Ten, który traktował ją jak równą pozostałym? Jeżeli Malec myślał, że tak łatwo ją ograniczy, to się mylił. Nie była Gosią, ani Kamilą. Poza wspólnymi znajomymi nic ich nie łączyło, więc nie miała zamiaru robić za kolejną damę w opałach, aby połechtać jego ego. Umiała o siebie zadbać i najwidoczniej musiała mu to ponownie udowodnić.
   Oby tylko pozostali nie zaczęli robić ze mnie ostatniej ofermy, którą trzeba pilnować jak oka w głowie, pomyślała i weszła za chłopakiem do pomieszczenia.
   Pokój był nijaki. Patrząc po kolorystyce, ozdobach i pościeli ciężko było stwierdzić czy należy do chłopaka czy dziewczyny.  Dominowały w nim szarości i brązy oraz niewielka ilość bieli. Poza jedną pustą ramką i niewielką poduszką rzuconą w kąt, wyglądał jak przykład wystroju w sklepie meblowym.
   Kamil otworzył szafę i przesunął ubrania w bok, odsłaniając przy tym pierwszą z sukienek – białą, sięgającą nad kolano i bardzo obcisłą.
– Odpada. – Paulina złapała za materiał, chcąc zerknąć na kolejną, ale Kamil złapał ją za nadgarstek.
– Bo? – uniósł jedną brew.
   Blondynka przewróciła oczami.
– Bo jest za ciasna? – próbowała powtórzyć gest chłopaka, ale nie panowała nad swoją twarzą tak dobrze, przez co wyglądała bardziej na zdziwioną niż zaczepną.
– I boisz się, że jakiś zboczony zombie dorwie się naszej modelce do majteczek? – zapytał rozbawiony.
   Decowa złapała go wolną ręką za dłoń, którą zaciskał wokół jej kończyny, stając na palcach tak, aby sięgnąć wargami do jego ucha.
– Możemy ją wziąć, ale to ty będziesz przeciskał zielone mięsko przez coś tak wąskiego – powiedziała z figlarnym uśmiechem, jakby właśnie wyjawiała mu swoje fantazje.
   Kamil niemal od razu puścił jej rękę, na co dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyjęła z szafy drugą sukienkę, jasną z kwiatowym wzorem na całej długości.
– Powinna ujść. – Zarzuciła sobie ją na ramię i, nie oglądając się za chłopakiem, ruszyła w stronę korytarza.

   Ewa wyciągnęła z ziemi kilka marchewek, narwała pomidorów i parę innych warzyw i owoców rosnących w ogródku za domem, wrzucając wszystkie do wiklinowego koszyka, który znalazła w przedpokoju. W zasięgu wzroku ciągle miała bawiącą się Olę oraz próbującego wyssać paliwo z pozostawionego samochodu Karola i asystującego mu Pawła.
   Uśmiechnęła się mimowolnie, przyglądając ich spokojnym twarzom.  Nie licząc delikatnego spięcia ramion u męża, ciągłego zerkania w stronę bramy u córki i stukania palcami o bagażnik u syna, to mogłaby nawet uwierzyć, że wszystko jest w porządku. Niestety tak nie było.
   Już w nocy widziała jak Ola wierci się, uwięziona w koszmarze. Próbowała wybudzić ją najdelikatniej jak się da, ale dziewczynka sama zerwała się z łóżka, przesuwając nieprzystosowanym wzrokiem po pomieszczeniu, jakby upewniała się, że nigdzie w pobliżu nie ma zagrożenia.
   Pani Rudzińska bardzo by chciała, aby jej dzieci nie widziały tej tragedii z ostatniego dnia. To nie było coś, czemu mogły sprostać umysły niewinnych nastolatków. W głębi serca miała nadzieję, że nie odbije się to jakoś specjalnie na ich psychice. Jeżeli po akcji z tą mini apokalipsą będzie musiała wozić dzieci po psychologach, to nie wytrzyma. Kto o zdrowych zmysłach pakował takie maluchy w tak niebezpieczne miejsce?
   Powinni byli uciec. Tak bardzo chciała, aby to było możliwe tego dnia, gdy wysłano busy, jednak z jakiegoś powodu żaden się dla nich nie zatrzymał. Było pusto. Cisza, która tego dnia między nimi panowała, zwiastowała późniejszą burzę.
   Minęło dwa dni, a ona czuła się, jakby tkwiła w tym koszmarze od tygodni. Bała się, że długo nie wytrzyma. Utrata tamtej dziewczyny nadszarpnęła nerwy chyba u każdego, jednak widząc jak Karol, Decowie, Kamil i ten nowy chłopak uparcie prą na przód, nie pozwalając sobie nawet na chwilę słabości, czuła się pewniej. Jakby mieli szansę na przetrwanie tego w takim składzie, jaki im pozostał oraz z pełnymi możliwościami umysłowymi.
   Jednak, gdy patrzyła na to teraz, wiedziała, że to nie będzie proste. Następna osoba mogła być kimś bliższym ich sercom. Jeżeli istniała choć szansa, że trzymając wszystkie ukochane osoby przy sobie, zminimalizuje możliwość ich śmierci, była gotowa uwiązać Gosię do swojej nogi. Wiedziała, że jej chłopakowi rozkazywać nie może, ale jeżeli była w stanie obronić chociaż swoją córkę to on nie miał znaczenia.
   W tym samym momencie, gdy o niej pomyślała, zobaczyła jak Gosia otwiera okno i siada na parapecie, wyciągając z paczki papierosa.
   Poprawiła kosz w rękach i ruszyła w jej stronę z zamiarem dania jej wykładu na temat szkodliwości nikotyny, gdy nagle zza płotu dobiegło ją głośne warczenie.
   Odwróciła się powoli w stronę odgłosu.
– Wszyscy do domu! – zawołała, upuszczając kosz i biegnąc w stronę Oli.

– Którego bierzemy? – Tomek wychylił się zza budynku, zerkając na grupę zombie pałętającą się po jednej z ulic obok mieszkania, w którym postanowili się zaopatrzyć.
– Tego w rogu, możemy ściągnąć go dzwoneczkami  i dociągnąć do kina. – Kamil wskazał na stojącego najbliżej ciemnowłosego zombie, który mierzył około metr siedemdziesiąt.
– Nie możemy wziąć dziewczyny? To jak profanowanie męskich zwłok! – jęknęła Paulina, cofając się o krok i opierając plecami o ścianę.
– A kobiece profanować już można? – Kamil rzucił jej szybkie spojrzenie, ale zaraz wrócił do przyglądania się temu, co dzieje się kawałek od nich.
– Kobieta nosi sukienki, a facet nie. Jest różnica! – Dziewczyna uniosła głos, za co zarobiła ostrzegawcze spojrzenie od pozostałej trójki.
– Czyli skoro ty nie nosisz sukienek to jesteś facetem? – Malec nie potrafił sobie odpuścić.
   Tomek trzepnął go w ramię, ale było już za późno. Paulina zadarła głowę i wcisnęła chłopakowi  materiał w dłonie, po czym wyminęła ich i ruszyła w stronę zombie.
– Przestań porównywać ją do faceta. Chcesz skończyć jako księżniczka dla tego walniętego rycerza? – Tomek wyraźnie się zirytował.
   Wyjrzał za siostrą, która powoli wycofywała się w ich stronę, a za nią szedł wskazany wcześniej przez nich zombie. Czasami naprawdę miał jej dość. Zamiast udowadniać innym, że potrafi zachowywać się jak dziewczyna to wolała nadepnąć im mało kulturalnie na ego, aby pokazać, że jest ponad czymś tak błahym jak podział na płcie.
   Blondynka klaskała cicho, przyspieszając z każdą chwilą kroku, gdyż jej towarzysz zabaw nie miał zamiaru dawać się długo zwodzić. Z początku zachowywał się jak typowy, znany im z telewizji przedstawiciel swojej rasy, ale im bliżej niej był, tym żywszy się stawał. W pewnym momencie wyrwał do przodu, a jego brudne od krwi ręce minęły Paulinę dosłownie o kilka centymetrów.
   Dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością do Tomka, który widząc, że coś się dzieje, od razu zareagował, odciągając siostrę do tyłu i w ten sposób ratując ją od śmiercionośnego uścisku.
   Cofali się mało zgrabnie, w rytm dzwoniących w tle dzwoneczków, którymi Kamil próbował zwrócić na siebie uwagę trupa.
   Podziałało nawet trochę za dobrze, gdyż zebrane w uliczne zombie od razu odwróciły się w ich stronę. Część z nich zrobiła to lakonicznie, jakby miały wszystko gdzieś, choć i tak ruszyła w ich stronę, zaś druga część zerwała się do czegoś, co można było uznać za bieg.
– Do kina! Biegiem! – Tomek złapał swoją siostrę za rękę i pociągnął w wymienionym kierunku.
   Chłopakom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zerwali się do biegu, nie czekając aż Decowie do nich dołączą. Nie było czasu na bawienie się w troskliwą rodzinkę, musieli zadbać o własne życie. I o to, by dorwać tę cholerną kartkę.
   Dźwięk dzwoneczka przyciągał kolejnych umarlaków. Z grupy około dziesięciu sztuk zrobiło się przynajmniej dwa razy tyle. Łukasz szarpnął za sznureczek w dłoni Maleca i, gdy tylko poczuł, że przedmiot wysuwa się z jego ręki, wyrzucił go jak najdalej potrafił. Kamil spojrzał na niego z niedowierzaniem.
– Będzie nam potrzebny! – syknął, skręcając w odpowiednim kierunku.
– Nie jak przez niego zginiemy – odpowiedział równie mało przyjemnie Wilk i zerknął przez ramię na rodzeństwo za nimi.
   Tomek ciągnął za sobą Paulinę, która zrobiła się cała czerwona z wysiłku. Nie mieli dużego dystansu do pokonania, ale najwidoczniej dla niej to i tak było za wiele, choć wcześniej, z tego co słyszał, przebiegła znacznie więcej. I to był właśnie problem z dziewczynami. Nie miały okresu to dały radę, dostały miesiączki i nagle ze wszystkim są problemy. Miał tylko nadzieję, że przez to nie skończą z kolejną ofiarą na karku.
– Jeszcze kawałek – mruknął pomiędzy głębszymi oddechami Tomek, zerkając na siostrę, która zaczynała zwalniać.
   Myśl, że Paulina mogłaby w takim momencie się zatrzymać, przerażała go. Może i jako rodzeństwo nie byli jakoś specjalnie zgrani i widywali się jedynie w domu, gdyż nie mieli wielu wspólnych znajomych, ale nie umiałby poradzić sobie, gdyby ona zginęła. Nie tutaj. Nie w taki sposób. Była dla niego wszystkim w tym momencie. Nie miał nikogo ani nic, co byłoby od niej ważniejsze. Prędzej pozwoliłby zginąć Kamilowi niż Paulinie, choć wolałby nigdy nie stanąć przed takim wyborem.
   Widział, że jego siostra opada z sił. Było gorąco, oni już trochę chodzili, a do tego ostatnie dni i noce nie były najlepsze, więc nie dziwił się, że jest z nią gorzej niż zwykle, ale to nie znaczyło, że nie mogła dać z siebie więcej.
– Pamiętaj, że twój organizm może więcej niż podpowiada ci twój umysł – powtórzył słowa Ewy Chodakowskiej, które tak często słyszał w salonie, gdy Paulina zamykała się tam, aby poćwiczyć.
   Blondynka prychnęła głośno i zacisnęła mocniej palce na jego dłoni. Nie była w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa. Serce waliło  jej jak oszalałe i nie była to jedynie wina wysiłku fizycznego. W momencie, gdy ciało zombie znalazło się niespodziewanie tak blisko jej, zauważyła jak duże, brązowe oczy wpatrują się w nią pusto, jakby wcale nie widziały przed sobą jej osoby. Mimo, że gałki oczne poruszały się zgodnie z jej ruchami, była gotowa stwierdzić, że stwór jest ślepy, choć i to byłoby złym stwierdzeniem. Widział ją, ale jego oczy służyły tylko do tego. Patrząc w nie nie dało się stwierdzić, czy bestia cokolwiek czuje. Jakby był robotem, który nawet czując głód, wyraża go jedynie rykami, bo udawanie człowieka w stu procentach z czymś tak niedoskonałym jak proteza gałki ocznej było niemożliwe. Choć oko było ludzkie.
   A później doznała szoku. Zombie, jak gdyby wyczuwając jej zapach, spojrzał jej w oczy i było to najgorsze spojrzenie, jakie kiedykolwiek widziała. Jakby patrzyła w same czeluści piekieł, gdzie trafiasz nie na kogoś, kto czerpie radość z torturowania cię, a komu jest to po prostu obojętne.
   Poczuła jak Tomek szarpie ją mocniej za ramię, więc zmusiła swoje nogi do kolejnego zrywu. W zasięgu wzroku miała już kino, nie powinna mieć problemu z dotarciem tam. Nie zginie jeżeli się nie zatrzyma. A przynajmniej tak myślała, dopóki nie usłyszała za sobą warknięcia, a czyjaś ręka nie musnęła jej włosów. Tyle wystarczyło, aby jej umysł opuścił bariery i pozwolił jej ciału zrobić to, co powinno. Wyprzedziła swojego brata, by zaraz zobaczyć jak ten się z nią zrównuje, a chwilę później ponownie ją ciągnie. Nie mówił nic, po prostu robił wszystko, aby nie puścić jej ciepłej, spoconej dłoni.

   Kamil otworzył z rozmachem drzwi, trzymając je, dopóki wszyscy nie znaleźli się w środku. Gdy tylko ostatnia osoba przekroczyła próg, zamknął je, blokując klamkę pobliską kanapą.
– I co teraz? – Łukasz oparł się o ścianę, próbując uspokoić oddech. Nie lubił sprintów, ale najwidoczniej będzie musiał zmienić swoje upodobania.
– Musimy przebrać zombie – westchnął głośno Tomek, nadal nie puszczając swojej siostry, która zgięła się obok niego w pół, zastanawiając czy wypluje płuca teraz czy może później.
– Tutaj? – Kamil wyjął z plecaka wodę i odkręcił ją, przyglądając się blondynowi.
– A gdzie indziej? Tu była kartka. Pewnie będzie i kolejna. – Dec przełknął ślinę, czując jak przesuwa się ona wzdłuż jego gardła.
   Granie w piłkę, a uciekanie przed śmiercią to jednak dwie różne bajki. Już od dawna nie złapał takiej zadyszki jak teraz.
– Jak to zrobimy? – Paulina podniosła się w końcu, wysuwając dłoń z uścisku brata i wzięła podsuniętą przez Kamila wodę, by zaraz się napić.
   Łukasz nie dał im prawa wyboru. Z werwą godną kolejnego dyktatora, zaraz po tym jak wyprostował się, by przestać wyglądać jak oferma,  zgłosił się na ochotnika do własnego planu.
– Wpuścimy wszystkie tutaj, a jednego zgarniemy na zewnątrz i zwiejemy z nim do jakiegoś domu. Ja mogę je wołać, a wy wymkniecie się oknem. Gdy będą wystarczająco blisko, wyskoczę, a wy zamkniecie drzwi, by nie mogły wyjść. – W jego ustach plan zabrzmiał dziecinnie łatwo. Jakby wcale nie planowali odwalić sceny rodem z jakiegoś mało realistycznego filmu.
– Nie zgadzam się. – Paulina spojrzała na Łukasza karcąco. – Niektóre z nich są cholernie szybkie. Co jak nie uda ci się uciec? Nie mam zamiaru wracać do Kasi ze złymi wiadomościami. – Założyła ręce na piersi, próbując wyglądać groźne, ale przeszkodził jej w tym Kamil, który wyciągnął rękę po swój napój.
   Dziewczyna oddała butelkę, przyjmując poprzednią pozę.
– Będzie dobrze. Mogę się założyć, że jestem z was najszybszy. – Wzruszył ramionami.
   Tomek z Kamilem zmierzyli go wzrokiem.
– Nie powiedziałbym, ale niech ci będzie. – Prychnął rozbawiony Malec. – Jednak nie wydaje ci się, że skoro kartka była w kinie to powinniśmy się do niego ograniczyć? Może być tak jak w przypadku galerii. – Machnął ręką pokazując wszystko dookoła. – Co jeżeli wpuszczając je tutaj, stracimy szansę na odnalezienie jej?
   Spomiędzy ust Tomka wydobył się głośny jęk pełen niezadowolenia.
– Nienawidzę gier z zasadami bez zasad.
   Paulina położyła mu dłoń na ramieniu, chcąc powiedzieć coś, co poprawiłoby mu humor, gdy nagle drzwi do kina zaczęły niebezpiecznie trzeszczeć.
– Szybka decyzja – zażądał Łukasz, przesuwając wzrokiem po ich twarzach.
– Wynosimy się stąd, odciągamy je i wracamy – Paulina klepnęła brata dość mocno w plecy i poprawiła plecak na ramieniu.
   Żaden z chłopaków nie zaprotestował. Nie mieli planu, więc musieli iść na żywioł.
– To jak, Łukasz, nada chcesz zostać przynętą? – zapytała z uśmiechem blondynka, po czym otworzyła okno.

   Robert spojrzał na swoją dziewczynę. Stała w oknie i przyglądała się szturmującym wejście zombie. Wyglądała pięknie, gdy bawiła się włosami, przygryzając wargę i rzucając raz po raz nerwowe spojrzenie na celującego w potwory Karola. Jej delikatnie opalona twarz była teraz dużo bledsza niż zazwyczaj, lecz poza tym nie potrafiłby stwierdzić czy jest bardziej przestraszona czy zdegustowana.
– Bierz pistolet w dłoń i strzelaj. – Usłyszał.
   Karol nawet na niego nie spojrzał. Chwilę później słychać było wystrzał i odgłos upadającego ciała. Ewa z dziećmi siedziała w innym pokoju pilnowana przez uzbrojoną Paulę i Laurę oraz Kasię, która drżała jak w febrze, dzięki czemu nie musieli patrzeć na to, co odgrywa się w salonie.
   Robert potrząsnął głową. Strzelać? [email protected]@@ Nie ma [email protected]@@, pomyślał, jednak widząc, że wzrok siedzącej z nimi Gosi skierował się na niego, a jej brwi powędrowały w górę, ruszył się z miejsca. Wziął leżący na stoliku pistolet i otworzył drugie okno.
   Głęboki wdech. Wycelował. Powoli wypuszczając powietrze z ust strzelił, kula jednak minęła się z celem. Zerknął przez ramię, oczekując niemiłych komentarzy, ale wszyscy milczeli. Spróbował jeszcze raz. I tak nie mieli nic do stracenia.

– To nie wypali. – Tomek podzielił się swoimi jakże optymistycznymi spostrzeżeniami, przyglądając się jak jego siostra zarzuca sobie na ramię plecak Łukasza.
– Z takim nastawieniem to na pewno. – Blondynka rzuciła mu sukienkę  i skinęła na Kamila, który otworzył okno tak szeroko jak tylko było to możliwe.
– Jestem niemal w stu procentach pewien, że wina będzie leżeć po stronie braku planu, a nie nastawienia. – Malec kucnął na parapecie, zerkając w dół. – W razie czego będziemy cię łapać. – Spojrzał na Paulinę, która w odpowiedzi przewróciła oczami.
– Nie jest wysoko, dam radę. – Uśmiechnęła się do niego, lecz zaraz zrzedła jej mina.
   Drzwi trzeszczały nieprzyjemnie. Nie wyglądało to za dobrze. Jeżeli nie wyjdą na czas to może być krucho.
   Kamil najwidoczniej pomyślał o tym samym, gdyż zaraz wyskoczył i odsunął się na bezpieczną odległość.
   Paulina zerknęła na brata, ale ten machnął pospieszająco ręką.
– Ruszaj się. – Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Powtórzyła mało spektakularny wyczyn Kamila i zaraz rozejrzała się w około, szukając zagrożenia.
   Sprawdzili teren chyba cztery razy, jednak po zobaczeniu jak zombie spadają z nieba, zrzucane przez helikoptery z jakże wymownym logo Zombie Game, wolała nie opuszczać gardy. Najmniejsze zaniedbanie mogło kosztować ich kolejne życie.
   Chwilę później dołączył do nich Łukasz, pozbawiony wszelkiego balastu w postaci plecaka czy torby. I wtedy drzwi trzasnęły mocniej. Tomek nie miał zamiaru sprawdzać czy zombie się przedostały. Skoczył z rozpędu, uderzając stopą o parapet, po czym wylądował na trawie, krzywiąc się mocno.
– Kurwa!  – zaklął głośno, podnosząc się do pionu i przenosząc cały ciężar ciała na lewą nogę.
– Co jest? – zapytał Malec, nawet na niego nie patrząc. Zajęty był zawiązywaniem własnych sznurówek.
   Tomek potrząsnął głową, robiąc krok w przód, jednak przy ruchu ponownie poczuł przeszywający, punktowy ból.
– Nic. Chyba naciągnąłem mięsień – mruknął, schylając się do łydki i powoli przesuwając po niej dłonią, lecz zaraz ją oderwał, gdy noga ponownie zabolała.
– Dasz radę iść? – Paulina niemal od razu się przy nim znalazła.
   Na jej twarzy malowało się zmartwienie. Z radosnego lekkoducha stała się w mgnieniu oka troskliwą mamuśką. Nie podobał jej się ból widoczny w oczach brata.
   Mogła się domyśleć, że coś się spieprzy. Za długo wszystko szło po ich myśli.
   Mimo wszystko nie chciała, aby to Tomka spotkało coś złego. Była gotowa poświęcić każdego, ale nie go. W tym momencie nie miała nikogo innego. Ich rodzice pojechali odwiedzić ciocię Basię w Niemczech i siedzieli bezpiecznie za granicą, jednak ta odległość sprawiała, że czuła, jakby wcale ich nie było. Cieszyła się, że są bezpieczni, ale jej całym światem stał się Tomek. Dla niego była gotowa zginąć, nie ważne jak brutalną śmiercią. W końcu od tego są starsze siostry, prawda?
– A mam inny wybór? – Tomek wyraźnie się zirytował.
   To nie była wycieczka w góry lub rundka po mieście ze znajomymi. Jeżeli nie pójdzie to skończy jako pasza dla tych potworów, a liczył, że w CV będzie mógł wpisać sobie coś więcej niż to.
   Paulina położyła mu dłoń na ramieniu i rzuciła Kamilowi pewne, twarde spojrzenie.
– Idziecie w stronę mieszkania. – To nie brzmiało jak prośba, nie miała zamiaru dawać Malecowi miejsca na sprzeciw. – My zajmiemy się zombie, a wy otworzycie garaż. Tomek ma trzymać się z dala, ja z tobą zamknę bramę. Jak zobaczę go w pobliżu to obaj dostaniecie ode mnie po głowach – zagroziła, co wywołało u chłopaka delikatny uśmiech.
   Cieszyło go, że pomimo tego wszystkiego co się dzieje Paulina nadal była sobą. Sprawiało to, że czuł się spokojniejszy i pewniejszy siebie. Jakby poza niemiłym dodatkiem w postaci chodzących między nimi, rozkładających się ludożerców nie zmieniło się dosłownie nic.
– Pauliś. – Głos Tomka zabrzmiał ostro, ale nie dane było mu dopowiedzieć czego konkretnie od niej chce, gdyż Kamil wplótł mu palce we włosy i pociągnął jego głowę do góry, zmuszając do całkowitego wyprostowania.
– Nie Paulisiuj mi tu teraz. Twoja pani kazała ci siedzieć grzecznie z boku, a ty grzecznie to zrobisz. – Maleca bawiła ta sytuacja. Za każdym razem, gdy Paulina rządziła Tomkiem to ten próbował się bronić, lecz ostatecznie i tak kończyło się na tym, że wykonywał polecenie.
   Tomek podniósł rękę, chcąc wbić palce w bok przyjaciela, ale w połowie stracił na to chęć. Kamil był idiotą, ale miał rację. Nie umiał sprzeciwić się siostrze, gdy ta mówiła z sensem, choć czasem bardzo by chciał. Jednak widząc jej zbolałą minę, gdy nie zrobił czegoś ważnego dla niej, czuł się podle, więc zawsze ostatecznie uginał się.
– Pierdol się – mruknął tylko, opierając się o niego całym ciężarem ciała.
– Wolę ciebie – odszczeknął się Malec, uśmiechając złośliwie.

– Iza? – Robert wszedł do sporego, dziewczęcego pokoju mieszczącego się na piętrze zajmowanego przez nich domu.
   Dziewczyna leżała na łóżku, przeglądając znalezione w pudle pod łóżkiem gazety. Jej czarne włosy rozsypały się po całej poduszce, a przeciągnięte czerwoną szminką usta zaciskały się w coś na wzór dzióbka. Wystarczyło te kilka elementów, by zrozumiał, że Czapla ledwo się trzyma.
   Podszedł do niej, siadając tak blisko, jak tylko się dało, przy jednoczesnym nie zakłócaniu jej przestrzeni osobistej. Pogładził jej policzek, a widząc, że wygina usta w niezadowolonym grymasie, westchnął głośno.
– Skarbie? Wszystko w porządku? – zapytał, zmieniając pozycję tak, że teraz siedział na poduszkach.
   Iza uniosła głowę, wbijając w niego spojrzenie niebieskich oczu.
– Raczej, że nie – prychnęła, podnosząc się na łokciach – Kiedy będziemy mieli w końcu spokój? I ile tych kartek musimy znaleźć żeby móc wrócić do swoich zajęć? – Zmarszczyła brwi, rzucając gazetę w kąt łóżka. – Nie podoba mi się to, że zajmuje im to tyle czasu. Zwlekają, jakby bawiło ich zostawianie nas na pastwę losu. – Usiadła wyprostowana, po czym złapała Roberta za łokieć. – Przez nich nie mogę się wyspać.
   Mówiła z wyrzutem i złością. Chciała wypluć im to wszystko w twarz, ale wiedziała, że w grupie jest mniejszością, a przez atak na Paulinę, Tomka czy Kamila narobiłaby sobie tylko wrogów. Musiała rozegrać to w inny sposób, by na nowo stworzyć sobie idealne środowisko do życia. Nie miała zamiaru rzucać się w wir walki jak Paulina czy biegać z kąta w kąt jak pozostałe dziewczyny. To dookoła niej powinni się uwijać, a nie na odwrót.
   Robert widząc, że dziewczyna szykuje się na dłuższą tyradę, pocałował ją. Nie musiał długo czekać na jej reakcję, bo już po chwili czuł, jak jej smakujące szminką usta rozchylają się, zapraszając do wspólnego tańca. Taka zachęta mu wystarczyła.
   Pchnął ją na łóżko, samemu zawisając nad jej ciałem, by, nie przestając jej całować, zacząć podsuwać zbędną w tym momencie bluzkę w górę. Iza zadrżała, gdy jego palce zahaczyły o stanik. Nie tego się spodziewała po jego przyjściu, jednak nie narzekała. Możliwe, że właśnie tego potrzebowała. Chwili zapomnienia.
   Robert podniósł ją powoli, odpinając nerwowym ruchem stanik. Na ten ruch dziewczyna otworzyła oczy, przyglądając się, jak ten powoli wyjmuje go spod bluzki i zaczyna odsłaniać jej nagie piersi. Na jej opalonej twarzy pojawiły się soczyste rumieńce. Nie robiła tego jeszcze i nie spodziewała się, że Robert tym razem postanowi pójść o krok dalej niż zwykłe pieszczenie ją przez bieliznę.
   Z jej ust wyrwał się cichy jęk, gdy chłopak oderwał się od niej, skupiając wzrok na jej biuście. Dłońmi zaczął masować go delikatnie, by po chwili pochylić się i złożyć na jednej z piersi pocałunek.Uroczy, przemknęło jej przez myśl.
   Wilgotnym językiem znaczył ścieżki na jej skórze, raz po raz zahaczając o sutki. To było niesamowite doznanie. Całkiem inne od tego, do czego przywykła. Czuła, jak jej biodra same się poruszają, a bielizna robi się mokra.
   Nagle jedna z jego dłoni zanurkowała pod jej spódnicę. Zestresowana zacisnęła na niej uda, tym samym dociskając ją do swojej kobiecości. Chłopak uśmiechnął się z zadowoleniem, zaczynając pocierać palcami jej łechtaczkę. Sam robił się już twardy. Od dawna myślał o tym, by rozdziewiczyć Izę, jednak zawsze odkładał to na później przez wzgląd na jej podejście do intymności. Choć w szkole uchodziła za niezłą zdzirę to wiedział, że we wszystkich erotycznych sprawach był jej pierwszym. I to go przy niej trzymało.
   Zsunął się z pocałunkami niżej, pieszcząc jej brzuch i w międzyczasie zdejmując majtki. Z początku nie spieszył się zbytnio, ale im niżej był, tym mniej miał w sobie cierpliwości. W końcu znalazł się między jej drżącymi udami. Musiał ją odpowiednio przygotować, nie chciał, aby uciekła mu w połowie.
   Wsunął w nią powoli język, na co dziewczyna poruszyła się niespokojnie, jednak nie odezwała się. Uznając to za pozwolenie, zaczął poruszać nim powoli, ssąc i liżąc ją na zmianę.
   Odgłosy jakie wydawała z siebie Iza nakręcały go z każdą chwilą coraz bardziej. Chciał ją posiąść. Zostać tym, który odebrał jej dziewictwo. Tym, pod którym wiła się i błagała o więcej ta, która nigdy o nic nie prosi. Aby stała się w całości tylko jego.
   Nagle trzasnęły drzwi. Oderwał się od dziewczyny, by spojrzeć na osobę, która śmiała im przeszkodzić. Gdy tylko jego oczy wyłapały twarz, jego uszu dobiegł zirytowany krzyk.
– Popierdoliło was?!

– Gosia… - zaczęła po raz kolejny Iza, ale ta nie miała zamiaru jej słuchać.
– Nie! Jest kurwa apokalipsa, a ty masz piętnaście lat! Pomyśl co by się stało jakby zamiast Pauli przyłapała was moja mama! Od razu zabroniłaby mi spać z Kamilem! To, że chwilę wcześniej odpieraliśmy atak zombie wcale was nie usprawiedliwia! Podczas gdy wy się zabawialiście, my musieliśmy uprzątnąć bałagan! Nie jesteś żadną księżniczką i jak następnym razem wykręcisz się z zadania by robić coś takiego, to przysięgam, że skończysz z dziurą w brzuchu! – Brązowowłosa nie wytrzymała. Miała gdzieś jej wymówki. Iza zawaliła na całej linii i nie można było puścić jej tego płazem.
– Na twoim miejscu bardziej martwiłabym się tym co Kamil tak długo robi z Pauliną poza domem – odpowiedziała jej lakonicznie Iza – Już dawno wszyscy powinni wrócić. Nie wydaje ci się to podejrzane? – Widząc, że nie ugłaska koleżanki, postanowiła spróbować z drugiej strony. Jeżeli zrobi z Pauliny tę złą, to Rudzińska zapomni o jej małym przewinieniu.
– Nie są sami. – Gosia prychnęła głośno. – I wiem co chcesz osiągnąć, ale nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo. Nie skłócisz nas. Ufam Paulinie i wiem, że nigdy nie zarywałaby do Kamila – powiedziała pewnie, uśmiechając się krzywo do czarnowłosej.
   Iza poruszyła głową, jakby zastanawiając się nad tym, co usłyszała.
– Czy ja wiem? Ostatnio się dość dobrze dogadują, nie sądzisz? – Mówiła ze złudną słodyczą w głosie. – A z tobą zaś ledwo rozmawia – dodała, jakby mimochodem.
   Gosia zmarszczyła groźnie brwi.
– Zginęła jego przyjaciółka, której nie lubiłam. To normalne, że ma problemy by ze mną pogadać. A Paulina to istna mistrzyni w wyciąganiu z ludzi tego, co ich boli, sama powinnaś o tym doskonale wiedzieć. Ile to razy płakałaś na jej ramieniu z powodu koleżanek z klasy? Albo gdy zerwał z tobą Daniel? – Rudzińska zrobiła kilka zamaszystych kroków i stanęła twarzą w twarz z Czaplą. – Nie próbuj na mnie tych gierek. Paulina mnie na nie przygotowała. – Powiedziawszy to odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju.
– Ty chyba naprawdę chcesz, żeby wszyscy cię znienawidzili. – Stojąca za uchylonym oknem Paula potrząsnęła głową.
   Iza spojrzała na nią spod byka. Nawet nie zauważyła kiedy ta się tam pojawiła, ale to nie miało znaczenia.
– Nie mnie, a ją.
   Uśmiech jakim obdarzyła Paulę, zmroził Szkielównie krew w żyłach. To był najokrutniejszy uroczy uśmiech jaki do tej pory widziała.

   Łukasz odetchnął głośno po czym bez zbędnego zwlekania ruszył biegiem przed siebie. Wypadł dosłownie kawałek przed zgromadzoną pod Centrum Sztuki grupę zombie, które, gdy tylko go usłyszały, odwróciły się w jego stronę. Widząc wpatrujące się w niego żółte tęczówki, poczuł się nieswojo, jakby te bestie widziały więcej niż on.
   Cofnął się gwałtownie, zaczynając biec w stronę wybranego przez pozostałych domu, gdzie planowali zamknąć te szkarady i spokojnie wykonać zadanie. Miał nadzieję, że to wypali, bo inaczej mogli mieć problem. Do tego musiał zgarnąć wszystkie, inaczej do akcji wkroczy Paulina, a nie chciał jej narażać. Już i tak wystarczająco szalała, pchając się samej w ramiona żywego trupa ze stacji paliwowej. Sama myśl o tym, że ta dziewczyna znowu mogłaby odwalić coś tak nieprzemyślanego sprawiała, że miał ochotę szarpnąć nią porządnie, aby się opanowała.
   Słyszał jak kilkanaście par stóp uderza mało rytmicznie w asfalt, jakby właśnie w tym miejscu odbywał się Bieg po zdrowie. Serce zaczęło bić mu szybciej, a umysł krzyczał, by przyspieszył, jednak wiedział, że jeżeli to zrobi to część z trupów może oddzielić się od reszty i pobiec w inną stronę, gdy tylko wyczuje w pobliżu Paulinę. Musiał zmusić nogi by nie poruszały się szybciej niż to potrzebne. Tylko tyle.
   Do wybranego przez nich domu nie było daleko. Był dosłownie kawałek od tego, w którym znaleźli sukienkę. Widział go z miejsca, w którym aktualnie się znajdował. Go i stojącego kawałek dalej Kamila, celującego w ich stronę z pistoletu. Wyglądał komicznie stojąc przed nimi na nieznacznie rozstawionych nogach i z miną, jakby właśnie rozwiązywał jakieś niesamowicie trudne równanie matematyczne.
– Uda się – mruknął do siebie Łukasz, przyspieszając, gdy tylko znalazł około sto metrów od garażu.
   Wbiegł do środka jak wariat i dopadł do drzwi prowadzących do domu. Otworzył je i odwrócił się, upewniając, że podgnici koledzy udają się za nim, po czym szybko się ewakuował, zamykając za sobą drzwi.
   Gdy tylko zombie wsypały się do garażu, Kamil i Paulina, która cały czas biegła w bezpiecznej odległości za zombie, aby złapać te, które się wykruszą, złapali jednego za ramiona, wyrzucając na zewnątrz i zamykając pozostałe w ciasnym pomieszczeniu.
   Łukasz wyszedł frontowymi drzwiami i spojrzał na nich z uśmiechem.
– Mówiłem, że się uda?

– No idź prosto! – Paulina szarpnęła zombie za ramię, gdy ten po raz kolejny odwrócił się w jej stronę z zamiarem wbicia zębów w jej czaszkę.
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że on cię nie rozumie? – zapytał Kamil, poprawiając ramię Tomka, które ten miał przewieszone przez jego szyję.
– No co ty nie powiesz, Sherlocku. – Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie. – Na moje nieszczęście nikt jeszcze nie wymyślił słownika zombie-polskiego – dodała, ponownie zmuszając trupa, aby spojrzał w drugą stronę – Dlaczego go nie próbujesz zjeść?! – Obróciła siłą głowę ich przyszłej ofiary, aby spojrzała na trzymającego ją z drugiej strony Łukasza. – Patrz jaki smaczny!
   Chłopak od razu wbił w nią wzrok.
– Może on woli bardziej dziewczęce zapachy? – zapytał, unosząc nieznacznie kąciki ust do góry.
– A może nie chce żebym dotykała go razem z tobą? – Poruszyła zabawnie brwiami.
   Chłopak zmarszczył czoło, przez co Paulina od razu pożałowała swoich słów. Zapomniała, że nie z każdym może tak żartować, a Łukasz, mimo że niemal od razu wpasował się w ich grupę, nie był Tomkiem czy Kamilem i niekoniecznie musiał lubić żarty o „własnej” homoseksualności.
– A może czuje, że zaraz zostanie pozbawiony godności przez bandę idiotów z Rośszyc i okolic i próbuje pozbyć się choć części zagrożenia? – odezwał się po dłuższej chwili milczenia Tomek.
   Ból w nodze sprawiał, że nie miał ochoty na żarty. Chciał wrócić do pozostałej części grupy i walnąć się na łóżko. A jakby dostał do tego jakiś obiad to byłby w ósmym niebie!
– Stój tu. – Kamil stanął obok wejścia do kina i puścił Tomka, pozwalając mu się oprzeć o ścianę, podczas gdy on sam otworzył drzwi. – Mamy fart, że się nie dostały do środka. Wyciąganie ich z każdego pomieszczenia byłoby upierdliwe – mruczał pod nosem, gdy pozostali po kolei wchodzili do środka. Nikt jednak nie skomentował jego słów.
   Stanęli na środku holu i spojrzeli po sobie. Nie było sensu czekać, uwiną się raz dwa i będą mogli spędzić resztę dnia na opierdalaniu się. O ile ponownie ktoś ich nie wyprosi z mieszkania.
– Trzymajcie jego ręce – poprosiła Paulina, zabierając od brata sukienkę i puszczając trupa.
   Gdy tylko chłopaki wykonali polecenie, podwinęła sukienkę i wcisnęła mu ją na głowę. Chwilę się szarpali, zanim udało się przełożyć obie kończyny górne przez odpowiednie otwory, ale w końcu przed nimi staną w pełnej okazałości, odziany w wymowny kwiecisty materiał, umarlak.
– Wszystkie laski będą twoje – mruknął Kamil, puszczając go.
   Po tych słowach zapadła między nimi cisza, którą po dłuższej chwili przerwała Paulina.

– To… Gdzie jest nasza kartka?



***
Dziękuję za przeczytanie oraz za głosy w poprzedniej ankiecie <3 A także Noorbisowi za jakże miłe słowa <3 Aż milej się mi pisało :D

Link do ankiet: Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

MuffinkaZG

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Glenn
  • Skąd: Rośszyce
  • Spoilery: Tak
Odp: Zombie Game
« Odpowiedź #6 dnia: 25 Lipiec, 2018, 19:40:28 »
8. Jesteśmy przyjaciółmi, nie pamiętasz?



– Musi gdzieś tu być! – Paulina powoli traciła cierpliwość.

   Skończyli zadanie tak, jak tego chciał ten cholerny doktorek, więc dlaczego nigdzie nie mogli znaleźć tego durnego kawałka papieru?! To nie było zabawne nawet przez chwilę. Łukasz wyglądał, jakby zaraz miał rzucić wszystko w pizdu, a Kamil podczas poszukiwań zrobił bałagan większy, niż cała grupa imprezowiczów podczas najostrzejszej imprezy w roku.

– Przeszukaliście całość z dziesięć razy. Może coś pomyliliśmy? – Tomek podniósł się z krzesła, które zaraz po przebierankach przyniosła mu siostra i zrobił krok w ich stronę, ale zaraz skrzywił się boleśnie i klapnął z powrotem na miejsce.

– Ta zagadka nie była aż tak skomplikowana. – Westchnął Łukasz, odkładając otwarte pudełko, z którego wysypał już wszystkie cukierki.

 – A może była? To, że wcześniej pisał wiersze dla dzieci nie znaczy, że teraz nie zastosował jakiejś skomplikowanej metafory – Blondyn wbił wzrok w swoją siostrę. Ona od zawsze lubiła książki i była niezła z polskiego, powinna rozszyfrować informację zawartą w niepozornej rymowance.

– A niby jakie ukryte znaczenie ma „trupa co chodzi odziej w suknię szybko”? – Paulina spojrzała na niego z irytacją. Wiedziała, że jej brat chce dobrze, ale z każdą kolejną, mijającą chwilą czuła, że narażali bez sensu życie. A teraz, gdy w ich głowach nadal było żywe wspomnienie rozdzieranej zębami i rękami Kamili, nie mogli pozwolić sobie na bieganie bez celu pośród hordy rozkładających się ciał.

– „A informację wyświetlę ci, rybko” – dokończył za nią Tomek – Może mamy szukać w wodzie? – Nie dawał za wygraną.

– I to jest ta, twoim zdaniem, skomplikowana metafora? – Decowa przewróciła oczami, ale zaraz się rozluźniła. Ten sposób pojmowania sztuki był typowy dla Tomka. I cholernie ją rozczulał. Bo jak inaczej można odebrać tak naiwną i uroczą interpretację jakiegokolwiek dzieła?

   Choć podejrzewała, że akurat tych wierszy po apokalipsie nikt nie będzie pamiętał. Zero talentu.

– Jezu! Ty tu jesteś od metafor! Ja tylko podałem przykład. Kto wie, co siedzi temu wariatowi w głowie? – Mruknął obrażony. Przecież to miało sens i nie było aż tak jasne do stwierdzenia. Może i do metafory było temu daleko, ale czymś musiało to być.

– Ostatnio zadajemy sobie tylko to pytanie. Może zamiast się zastanawiać co on ma na myśli, zacznijmy działać i sprawdzać każdą poszlakę? Znowu zmarnujemy cały dzień na szukanie kawałka bezużytecznego kartonu. – W głosie Łukasza słychać było złość. Nic tylko gdybali. Czy ktoś kiedykolwiek uratował świat zastanawiając się przez pół dnia „co by było, gdyby…”?

– Ten bezużyteczny kawałek kartonu pomoże ocalić ludzkie życia. Warto zmarnować i cały tydzień, by go znaleźć. – Paulina odwróciła się gwałtownie do chłopaka, zrobiła kilka szybkich kroków i stuknęła go palcem w klatkę. – Będziemy go szukać aż do skutku. Nawet jakbyś miał się porzygać na samą myśl, że kolejnego dnia znowu ruszysz z nami na zabawę w chowanego ze wskazówką. Choć masz rację. Nie powinniśmy go aż tak interpretować. Pójdziemy za radą Tomka i przejrzymy wszystkie miejsca z dostępem do wody, bądź zbiornikiem na nią. Jak nic tu nie znajdziemy to zajmiemy się rzekami, jeziorami i stawami, o ile jakieś są w okolicy – zarządziła, po czym uśmiechnęła się przepraszająco do Łukasza i zabrała swoją rękę.

   Wilk odwzajemnił jej uśmiech, choć nieco mniej chętnie. Pozwalała sobie na trochę za wiele względem niego, ale widząc, że chłopaki w żaden sposób nie zareagowali, domyślił się, że dość często wali takie kazania.

– Niech to się skończy. – Jęknął Kamil, ruszając w stronę łazienki z miną męczennika. – Chcę jeść i spać. Czy to tak wiele? – Usłyszeli jeszcze, zanim zniknął ociężale za drzwiami.



– Nie ma. – Malec zamknął z trzaskiem spłuczkę. Nie wyglądał na zadowolonego.

– Czyli zostają nam wszelkie zbiorniki wodne na terenie Oławy. – Tomek wyciągnął rękę w stronę siostry, która od razu pomogła mu wstać.

– A o oznacza, że wracamy do mieszkania i próbujemy ogarnąć jakiś w miarę dobry plan, żeby nie biegać po mieście jak wariaci? – zapytał Łukasz, patrząc na pozostała trójkę, która spojrzała na niego z dziwnymi minami.

   Malec i Decowie byli gotowi sprawdzić wszystko co znajduje się w promieniu pięciuset metrów od kina, jednak pytanie Łukasza przypomniało im, że mieli bardziej na siebie uważać.

– Tak – zaczął powoli Kamil, kiwając głową – Dokładnie tak. Wszyscy za? Świetnie. Ja idę przodem. Paulina, daj mapę. – Wyciągnął rękę w stronę blondynki, która od razu zaczęła grzebać w plecaku.

– Nie oddawałam wam jej? – zapytała, nie podnosząc głowy.

   Chłopaki zaprzeczyli natychmiast.

– Nie odłożyłaś jej gdzieś na bok? Nie pamiętam, żebyś ją chowała. – Kamil rozejrzał się po łazience.

– Nie. Może. Nie wiem. – Paulina potrząsnęła głową. Nie mogła jej zgubić. To było nie do pomyślenia. Nie znali miasta. Jak inaczej trafią do pozostałych?

– Nie wiesz? – Kamil uniósł brew. – Zgubiłaś ją, prawda? – Zaśmiał się odrobinę histerycznie. – Zgubiłaś. – Nawet nie sprawdził jej reakcji. Wiedział, że Paulina ma dziurawe ręce, ale żeby upuścić mapę i tego nie zauważyć? Przecież ściskała ją w garści!

– Przepraszam! – krzyknęła, zapinając gwałtownie plecak – Nie miałam tego w planach! – Zarzuciła go na ramię i wyprostowała się. – Możecie poczekać. Znajdę ją. Albo jakąś inną – obiecała, biorąc głęboki wdech i uśmiechając się pewnie.

   Tomek zareagował od razu.

– Nigdzie sama nie idziesz. – Złapał ją mocno za ramię i pociągnął w swoją stronę. – Żadnego rozdzielania się. Nie jesteś niezniszczalna. Siedź na dupie i czekaj, aż coś wymyślimy.

– Tomek ma rację. Rozdzielanie się w taki sposób nie ma sensu. Przeszukamy kino po raz ostatni i udamy się drogą, którą szliśmy po sukienkę. I zerkniemy tam, gdzie była horda. Jeżeli nie będzie jej na drodze to pewnie jest w domu. Znajdziemy ją razem – poparł przyjaciela Kamil.

   Na twarzy Pauliny pojawiła się ulga pomieszana z zażenowaniem. Dała się ponieść. Nie lubiła sprawiać innym problemów, więc ponownie chciała zrobić coś na własną rękę. A wiedziała, że takie działania nie przynoszą nic dobrego. Tylko nakręciłaby karuzelę niepowodzeń.

– Niech będzie. Razem brzmi dobrze. – Uśmiechnęła się, próbując obrócić nerwową sytuację w żart, choć po minach chłopaków widać było, że utrata mapy wytrąciła ich z równowagi. Tylko dzięki niej mogli trafić z powrotem do domu.

   Chociaż nie. Nie do domu. Ich dom był kilkadziesiąt kilometrów stąd. To była zwykła baza. Musieli wrócić do bazy.



   Po przeszukaniu całego budynku od nowa, grupa zebrała się przy drzwiach. Nawet nie robili sobie nadziei, że to tutaj znajdą swoją zgubę, ale woleli nie minąć się z nią, „bo przecież sprawdzaliśmy to miejsce milion razy”.

– Spóźnimy się na obiad. – Westchnął głośno Kamil, otwierając powoli drzwi, aby sprawdzić, czy nic się na nich nie czai na zewnątrz.

   Na szczęście wokół panował spokój. Można by rzec, że wszystko było takie, jak widzieli je chwilę wcześniej, ale to akurat było by kłamstwem.

– Wyświetlę, co? – Prychnął rozbawiony Łukasz.

   Paulina potrząsnęła głową. Nie było kartki. Był obraz. Na ścianie.

– Ma ktoś długopis? – zapytała, wyciągając z plecaka pomiętą wskazówkę, którą znaleźli wcześniej.



– Którędy teraz? – Kamil poprawił sobie Tomka na ramieniu.

   Obaj wyglądali, jakby mieli już dość. Droga, która zajęła im wcześniej kilkadziesiąt minut, teraz wydłużyła się już do ponad godziny. Słońce z każdą chwilą świeciło coraz mocniej, choć widać było w oddali nadciągające chmury. Szykowała się ulewa, nawet oni o tym wiedzieli, choć nie znali się na odczytywaniu pogody jakoś specjalnie. Musieli zdążyć, zanim lunie.

– Lewo. – Paulina spojrzała na nich, a później na Łukasza, który rozglądał się za potencjalnym niebezpieczeństwem.

   Sytuacja nie była za ciekawa, a mieli tylko jednego rannego. Co jeżeli kiedyś wpadną w tarapaty i będą musieli uciekać z krwawiącymi ranami? W serialach takie ucieczki wydawały się łatwe, ale teraz, gdy sami musieli dbać o siebie i o niezbyt mobilnego Tomka, zrozumieli, że nie mogą posiłkować się wiedzą z seriali i filmów. Bohaterowie w nich walczący byli nieludzko zahartowani. Jakby każdemu od tak przychodziło wymyślanie genialnych planów i obsługiwanie dwóch broni jednocześnie, przy okazji podtrzymując mdlejącego towarzysza i pilnując, aby obiad się nie przypalił.

   Choć pewnie i im zdarza się przypalić.

– Znowu? Jesteś pewna, że nie robimy kółka? – Łukasz zerknął na nią przelotnie, ale zaraz wrócił do obserwowania otoczenia.

– Nie robimy – powiedziała stanowczo, choć sama nie była tego taka pewna. Nie mijali już tego śmietnika? Chociaż pewnie wszystkie i tak są takie same, więc nie powinna brać ich za punkt zaczepienia.  – Chyba. – Przesunęła wzrokiem po budynkach i znakach. – Teraz w lewo. Na sto procent. – Pokiwała głową, próbując w ten sposób dodać swoim słowom mocniejszego wydźwięku.

   Wilk pokręcił głową. Miał nadzieję, że tym razem się nie myli, bo bardziej od chodzenia męczyła go ta niepewność. Oddalali się czy przybliżali do celu? Ile jeszcze będą się tak kręcić? Może powinni poszukać innej mapy? Te myśli nie dawały mu spokoju. Jego siostra czekała na niego w tym mieście, a on miał problem by do niej wrócić i upewnić się, że nic jej nie jest.

– Weź mnie na barana. – Tomek oparł się całym ciężarem ciała na Kamilu.

   Jego noga raz po raz wysyłała ostre impulsy bólu wprost do jego mózgu. Starał się je ignorować, ale było to trudne.  Jakby próbował okłamać sam siebie, że wszystko jest w porządku. Tak się nie dało.

   Kamil widząc cierpienie na twarzy przyjaciela, westchnął głośno. W normalnych warunkach odmówiłby, wyzywając go od pedałów, ale teraz nie było czasu na wygłupy. Kucnął, łapiąc Tomka pod kolanami, i podniósł do góry. Ręce blondyna od razu owinęły się wokół jego szyi, a klatka piersiowa i brzuch przylgnęły do pleców.

– Tylko żartowałem. – Zaśmiał się cicho Tomek, opierając brodę na jego głowie, ale Malec doskonale słyszał ulgę w jego głosie.

– Myślisz, że przepuściłbym okazję, by potrzymać cię za tyłek? – zapytał rozbawiony, poprawiając uchwyt i dołączając do czekających kawałek dalej Pauliny i Łukasza.

   Pierwszy raz od dawna Tomek mu nie odpowiedział.



– Długo im to schodzi. – Pani Ewa wyjrzała przez okno.

   Rodzeństwa Dec oraz Kamila i Łukasza nie było już ponad dwie godziny. Mówili, że dzisiaj nie będą szaleć i wrócą jak tylko znajdą lokację i pobieżnie ją przejrzą. Czyżby znowu trafili na przeszkodę? Miała nadzieję, że nic złego im się nie stało. Już wystarczająco dużo stracili. Kamila nie zasługiwała na to co ją spotkało. Ani ona, ani ludzie, o których mówiła Gosia. Tych, co zginęli w galerii.

– Daj im czas. Znasz ich, jak się uprą to nie zrezygnują dopóki nie osiągną tego, czego chcieli. Może trafili na trop i postanowili spróbować? – Karol przytulił mocno swoją żonę, która wzdrygnęła się, gdy poczuła jak lufa pistoletu musnęła jej udo.

   Chciała wrócić do normalnego życia. Do przejmowania się ogródkiem, ocenami dzieci i plotkami koleżanek z wioski. Zombie apokalipsa nie była dla niej.

– Przepraszam. – Karol pocałował Ewę w skroń i odsunął się, odkładając broń na szafkę. – Zapomniałem o niej – dodał na swoje usprawiedliwienie.

   Wiedział, że jego żona nie jest zła za to, co robili. Po prostu nie przywykła do nowej rzeczywistości. Broń źle się jej kojarzyła, a obecna dookoła śmierć, która dotknęła ich w tak brutalny i okrutny sposób, nie ułatwiała tego zadania. Nie byli wojownikami. Byli rodzicami, których dzieci zostały narażone na życie w niebezpiecznym świecie. Wiedzieli, że obronienie ich nie będzie łatwe, ale musieli próbować. Najlepszym wyjściem byłoby zaszyć się gdzieś, lecz sami nie utrzymają się przy życiu, a jako że Decowie, Kamil, Łukasz oraz pozostali chcieli zakończyć grę, by uwolnić się z tego koszmaru, musieli na to przystać.

– Nie szkodzi. Powoli się przyzwyczajam – skłamała pani Rudzińska, nie chcąc by jej mąż niepotrzebnie się niepokoił.

   I tak mieli za dużo zmartwień. Nie mogli pozwolić sobie na kolejne. Niepotrzebne obciążanie się mogło doprowadzić do załamania, a przy obecnym stanie rzeczy lepiej było zachować trzeźwy umysł i osąd.

– Wiesz, że jestem w stanie zrobić wszystko by zapewnić wam bezpieczeństwo? – zapytał po chwili ciszy mężczyzna.

   Musiał to usłyszeć. Mieć dowód na to, że postępuje słusznie. Że nie oddala się przez to od rodziny.

– Wiem. I to mnie przeraża. – Ewa spojrzała mu w oczy ze smutnym uśmiechem, po czym pocałowała czule i odeszła w stronę siedzącej w kuchni Gosi.



– Raz, dwa, trzy, dziś obiadu nie jesz ty! – Zakończyła wyliczankę Ola, podskakując, gdy jej palec wskazał Gosię. – Będziesz szukać! – Zawołała radośnie i nie czekając na niczyją reakcję, wybiegła z kuchni, skręcając w stronę salonu.

– Jakim cudem ona ma tyle energii? – Spomiędzy ust Laury wydobył się jęk potępionego. – Która to już zabawa tego dnia?

– Dziesiąta. I pewnie na tym nie koniec. – Paula poprawiła włosy i odwróciła Gosię twarzą w stronę ściany. – Licz do dwudziestu, a my się chowamy. – Uśmiechnęła się do brązowowłosej i poklepała ją mocno po ramieniu.

   I tak nie miały nic lepszego do roboty, a przynajmniej Ola przestawała myśleć o hordzie, która jakiś czas temu zapukała do ich drzwi.

   Chwilę później kuchnia opustoszała, zostawiając Gosię samą z mamą i Izą.

– Myślicie, że przyniosą coś do jedzenia? – Zapytała Iza, odrywając wzrok od malowanych właśnie paznokci i przyglądając im się z nikłym zaciekawieniem.

   Ostatkiem sił udało się Gosi powstrzymać od komentarza. Dzisiejszego dnia Iza wybitnie działała jej na nerwy.



– Paulina. Zombie z lewej. – Łukasz wycelował w umarlaka, ale nie nacisnął spustu. Nie chciał narobić hałasu, a Paulina była na tyle blisko, że powinna bez problemu zająć się ich problemem, zanim stanie się coś, czego by nie chcieli.

   Dziewczynie nie trzeba było tłumaczyć, czego od niej oczekiwał. Ruszyła od razu, poprawiając uchwyt na nożu, po czym dopadła do trupa, wykonując zamach ręką. Czuła jak dłoń zombie zaciska się na jej twarzy, ale nie szarpała się. Wolną ręką trzymała go na dystans, żeby przypadkiem nie wbił zębów w jej skórę. Jeden sprawny cios.

   Zombie osunął się na ziemię, tuż pod jej stopy. To było łatwe.

   Za łatwe.

– Załatwione. – Dziewczyna uniosła głowę i już miała odwrócić się do nich z szerokim uśmiechem, gdy jej oczy napotkały znajome podwórko. – Chłopaki! – Zawołała, machając na nich ręką, aby szybko do niej podeszli. – Dotarliśmy! – Zwróciła się twarzą w ich stronę, szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej.

   Nie zgubili się na amen. Nie będą musieli spać w przypadkowym mieszkaniu. Czego więcej mogła chcieć od dzisiejszego dnia? Jej błąd przeszedł bez większego echa. To było najlepsze co mogło ją spotkać.



– Nie dotykaj tego… – Usłyszała nad swoim uchem Paulina.

– Bo? – zapytała, podnosząc głowę i rzucając Kamilowi długie, zirytowane spojrzenie.

   Nie lubiła jak się jej mówiło co ma robić, a czego nie. Była dorosła i sama mogła o sobie decydować. I właśnie z tego powodu, a nie zwykłej złośliwości, bo do złośliwych osób nie należała, otworzyła skrzynię.

   Znajdowali się właśnie na strychu, zajmując wszystkim co tylko przyszło im do głowy, byle nie musieć siedzieć na miejscu i czekać na sen.

– Dla zasady. – Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej delikatnie. – Musi być zawsze jakiś powód? – Zerknął nad jej ramieniem do środka, sięgając po coś co przypominało starą szkatułkę, ale dziewczyna go wyprzedziła.

– Ludzie nigdy nie działają bez powodu – odpowiedziała nawet na niego nie patrząc, po czym otworzyła znalezione drewniane pudełeczko i od razu popłynęła z niego muzyka.

   Znajdująca się w środku mała baletnica obracała się dookoła własnej osi odrobinę chwiejnie, ale nieustannie. Jakby od tego zależało jej życie. Wysoko uniesione ręce, zgięta w kolanie noga – drżała, lecz nie przestawała. Mechanizm pewnie był już niesamowicie stary, ale nadal działał. Jedyną oznaką upływu czasu była poniszczona twarz i odpryski na skórze i sukience.

– No to uznajmy, że chciałem cię chronić przed jakąś złą klątwą zapieczętowaną w tym miejscu? – Chłopak zabrał jej pozytywkę, przyglądając się uważnie tancerce. – Choć chyba się mi nie udało. Patrz na nią. Pewnie nas zje w nocy. – Przysunął blondynce lalkę do twarzy, a ta odsunęła jego rękę gwałtownie.

– Nawet tak nie żartuj! Chcesz żebym nie spała całą noc, bojąc się ataku lalek?! – zapytała, a w jej głosie można było wyczuć nutę paniki.

   Paulina nienawidziła horrorów. Miała tak wybujałą wyobraźnię, że zawsze po obejrzeniu jakiegoś, miała takie schizy, że nie spała przez kilka nocy z rzędu, rozglądając po własnym pokoju jak po obcym, pełnym potworów miejscu.

   Kamil roześmiał się głośno.

– Serio boisz się ataku lalek, gdy za oknem mamy chodzące trupy? – Próbował nie wyglądać na powalonego jej podejściem do życia, ale to było trudne.

   Z tą dziewczyną nie dało się poważnie porozmawiać. Przyszedł tu, chcąc zacząć temat Gosi, ale przerażenie malujące się na bladej twarzy Decowej przynosiło mu stanowczo za dużo radochy, by teraz zmienić temat.

   Pamiętał, jak kiedyś oglądali wspólnie horrory. On, Gosia i Paulina – idealny wieczór, bo jego rodzice pojechali w odwiedziny do cioci mieszkającej spory kawałek od nich, a on był chory, więc mógł zostać i robić co chciał. Używając głupiej szczotki do włosów nastraszył obie i musiał, mimo kataru i kaszlu, stać z nimi za karę przez dziesięć minut na dworze, gdy czekały na auto. Zawsze bawiło go jak Paulina reagowała nawet na najmniej straszną historię, a w jej towarzystwie nawet Gosia dostawała pietra, choć normalnie nie musiała zakrywać twarzy w trakcie oglądania.

– Te za oknem mogę zdjąć ciosem w głowę, a widziałeś kiedyś żeby tak łatwo było zabić lalkę? Czy tam demona? – Dziewczyna podniosła się z kucek i mimowolnie rozejrzała po strychu.

   Na twarzy Kamila pojawił się ciepły, przyjazny uśmiech. Najwidoczniej nawet podczas apokalipsy niektóre rzeczy się nie zmieniały. Ta myśl była pokrzepiająca.

– Dobra, przepraszam. Każdy wie, że demony nie istnieją – zapewnił ją, odkładając pozytywkę i podnosząc się z podłogi – A jak istnieją to ciebie pierwszą pchnę do walki. – Klepnął ją energicznie w ramię, a widząc jej minę, wybuchł śmiechem. – Czego się spodziewałaś? Ktoś musi iść na pierwszy ogień!

   Dziewczyna w odpowiedzi kopnęła go w kostkę. Idiota! Przy następnej okazji wepchnie go w tłumek zombie dla samej satysfakcji z faktu, że dostanie za swoje!

– Żebym ja cię nie wykorzystała jako mięso armatnie – zagroziła mu, ale w jej oczach widać było rozbawienie, które próbowała ukryć pod udawanym zdenerwowaniem.

– Byłoby ze mnie seksowne mięso armatnie. – Kamil uśmiechnął się szeroko, za co zarobił z łokcia w bok.

– Czy takie seksowne to nie wiem, ale irytujące na pewno – odparła dziewczyna, odwzajemniając jego uśmiech.

– Uważasz, że jestem irytujący? – Kamil złapał się teatralnie za serce, patrząc na nią jakby była kosmitą.

   Niebieskooka prychnęła cicho, łapiąc go jedną ręką za policzki i ściskając jego twarz jak typowa ciocia na spotkaniach rodzinnych.

– Nawet, kurwa, nie wiesz jak – odpowiedziała słodko, puszczając jego twarz i łapiąc za stojącego na jednej z półek pluszaka.

   Misiek miał wyrwane jedno uszko i doszyty guzik zamiast oka, ale nie prezentował się źle. Na strychu trochę się zakurzył, ale widać było, że nie został tu wrzucony za swój wygląd, a za fakt, że ktoś z niego wrósł, co rzucało się w oczy, gdy chodzili po pokojach.

   Trochę głupio jej było, że w tym wieku wzięła ze sobą na drogę Lady Kicię. Teoretycznie była już dorosła, więc ciąganie za sobą zabawek było niezbyt mądre i stawiało ją w mało korzystnym świetle, jednak nie potrafiła zostawić swojej najbardziej zaufanej przyjaciółki samej w domu. To Kicia znała jej wszystkie sekrety, nawet te, których nie zdradzała Rudzińskiej. Nie żeby było ich wiele, ale wychodziła z założenia, że niektóre informacje są zbyt delikatne by przekazać je komukolwiek kto ma usta. Nie ważne jak bardzo ufałaby swojej przyjaciółce, część rzeczy musiała zostać tylko dla niej.

– Naprawdę tak uważasz? – usłyszała za sobą cichy głos Kamila.

   Zaskoczona odwróciła się w jego stronę. Wyglądał na przybitego, choć nie wydawało jej się, by powiedziała coś złego. Przeważnie takie docinki traktował jak kolejny powód do podokuczania sobie, nigdy nie reagował na nie jakoś specjalnie emocjonalnie.

– Oczywiście, że tak. W końcu od tego jest chłopak najlepszej przyjaciółki, nie? – zapytała, przekrzywiając głowę.

   Kamil wydał z siebie ciche „hyy”, kiwając głową, choć nie było w tym geście zwyczajowej energii. Owszem, Paulina nie raz go denerwowała i lubił się z nią kłócić, ale nie spodziewał się, że uzna go z tego powodu za irytującego. To trochę zabolało, bo wydawało mu się, że w ciągu ostatnich dni ich relacja odrobinę się poprawiła.

– Czyli jestem jedynie chłopakiem Gosi? – wyrwało mu się, zanim zdążył pomyśleć.

   Twarz Pauliny na moment z zaciekawionej zmieniła się na zaskoczoną, by zaraz zagościło na niej zamyślenie i niepewność.

   Sama nie wiedziała kim był dla niej Kamil. Nigdy o tym nie myślała. Traktowała go jako kolegę, ale zawsze nad nim wisiał ogromny znak, wskazujący, że ma dziewczynę i to nie byle jaką, bo jedną z najważniejszych w jej życiu. Mimo to spędzała z nim wiele czasu i nie raz był to naprawdę dobry czas. Jak wtedy, gdy na jakiejś imprezie zostali sami przy stoliku, dopijając flaszkę do końca i dyskutując o swoich zainteresowaniach i przyszłości. Mu pierwszemu, nie licząc Gosi i Tomka, których nigdy nie wpychała do grupy „inni, mało wiedzący o mnie”, powiedziała, że kiedyś marzyła o zostaniu gwiazdą YouTuba, a on w odpowiedzi, jakby wcale ten pomysł nie był idiotycznie śmieszny, zachęcał ją do założenia kanału. Oczywiście wyszło jak wyszło i ostatecznie tego nie zrobiła, ale chłopak nie wracał do tematu, więc mogła być pewna, że nie rozpowie nikomu o jej małym pragnieniu.

   No i jeszcze pozostawała kwestia tej jednej nocy, gdy, jakiś tydzień po pokłóceniu się z Izą, poszła z nim i Gosią na dożynki. Zbyt duża ilość alkoholu we krwi, ich ulubiona piosenka i Gosia bawiąca się z Paulą sprawiły, że najzwyczajniej w świecie się poryczała. Kamil wtedy nieźle się natrudził, by ją uspokoić i nawet pozwolił jej wytrzeć łzy z twarzy swoją bluzą, po czym zabrał ją na parkiet, nie wypuszczając dopóki nie zaczęła się śmiać. Spory udział w tym miało rozbijanie się o ludzi dookoła i ciągłe natrafianie na koniec parkietu, ale liczyło się tylko to, że mu się udało. Prawdopodobnie gdyby się wtedy nie cofnął do stolika to wróciłaby do domu, a tak zaliczyła jedną z najlepszych nocy w życiu – wtedy to właśnie przyjaźń jej, Gosi oraz Pauli zacieśniła się na dobre. I wtedy pierwszy i jak dotąd jedyny raz nazwał ją przyjaciółką.

– Nie, nie tylko – odezwała się po dłuższej chwili – Jesteśmy przyjaciółmi, nie pamiętasz? – Uśmiechnęła się szeroko, po czym wcisnęła mu misia do ręki. – A przyjaciele często działają sobie na nerwy – dodała, puszczając mu oczko i wymijając go, by skierować się do wyjścia.

   Już była przy schodach prowadzących na dół, gdy poczuła jak coś miękkiego uderza ją w plecy.

– Chujowa z ciebie przyjaciółka. – Usłyszała za sobą rozbawiony głos Kamila. – Uciekasz z mojej sesji terapeutycznej.



– Czyli jest na mnie zła, bo się narażam i spędzam więcej czasu z wami niż z nią? – zapytał po dłuższej rozmowie Kamil, siedząc rozwalony na zakurzonej podłodze i bawiąc się trzymanym w rękach żołnierzykiem.

– Nie do końca. – Paulina westchnęła głośno. Nie wiedziała już jak mu to inaczej wytłumaczyć. – Spędzasz z nami czas podczas akcji i poza nią. No, z chłopakami częściej niż ze mną, ale wiesz o co chodzi. Cały dzień zamartwia się o ciebie, a później nie może nawet zapytać jak było, bo ją zbywasz. Wiem, że nie robisz tego by ją zranić, mi też jakoś niezbyt chce się opowiadać o tym co robiliśmy, ale wydaje mi się, że należy się jej trochę szczegółów. Ja bym chyba nie wytrzymała jakby Tomek nic mi nie mówił. Wolałabym usłyszeć, że prawie zginął i zabronić mu iść, po czym on zrobiłby po swojemu, a ja martwiłabym się jeszcze bardziej niż dotychczas, niż oberwać w twarz słowami „było ok” i denerwować się, bo pewnie kłamie. No i dodaj do tego fakt, że spędza sporą część dnia z Izą, a ta potrafi nieźle namieszać. Jak zacznie sączyć jad do ucha Gosi to nawet nie zobaczysz kiedy oberwiesz. Nie każę ci jej kontrolować, po prostu nie zaniedbuj jej, a powinno wszystko wrócić do normy. I pamiętaj, że jest twoją dziewczyną. Jesteście na równi, więc nie traktuj jej jak dzieciaka. Choć kolorowych opisów możesz jej oszczędzić. – Paulina wzięła wdech po dość długiej wypowiedzi. – Sorki. Za dużo gadam. – Oparła się plecami o kufer i pokręciła głową. – Czasami zapominam, że nie jestem wszechwiedząca i… Sam wiesz. – Zaśmiała się.

   Kamil odpowiedział tym samym.

– Cóż, czasem dobrze posłuchać kogoś kto myśli, że wie lepiej – zażartował, na co dziewczyna nadymała poliki i trzasnęła go ręką w kolano.

– No wiesz co?! Ja tu się staram jakoś ci pomóc, a ty do mnie z takim tekstem? Zabolało! – zawołała z udawanym oburzeniem, po czym założyła ręce na piersiach.

– Sama to powiedziałaś! Ja tylko potwierdziłem! – zaprotestował chłopak, prostując nogę, by oddać jej za wcześniejsze uderzenie.

   Akurat, gdy jego stopa zetknęła się z jej kostką, na dole coś trzasnęło. Chwilę później wbiegła do nich Iza, uśmiechając się wrednie, gdy tylko zobaczyła ich tak blisko siebie, po czym, nie trudząc się na cichy ton, krzyknęła:

– Ej, gołąbeczki! Przydałaby się pomoc!

   I chwilę później już jej nie było.





***

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na nowy rozdział :( Mam nadzieję, że więcej taki leń mnie nie złapie :D

W ramach przeprosin łapcie nowy zwiastun autorstwa full-of-contempt LINK do jej profilu ---> Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba :D


LINK do zwiastunu: Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

LINK do ankiet: Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Dziękuję za wszystkie głosy w poprzedniej ankiecie <3