Biżuteria Handmade

nb-Walking_Dead-s04e15

        W końcu dotarliśmy do tego wyczekiwanego od dawna momentu czy schyłkowych epizodów czwartego sezonu „The Walking Dead„. Oczywiście finał jeszcze przed nami (choć też dużo do niego nie zostało), niemniej prawie połowa treści zarezerwowanych na koniec została już zrealizowana. Mówiąc szczerze trochę ciężko jest się pogodzić z myślą, że już za dwa tygodnie nie zasiądę w poniedziałkowy wieczór przed ekranem telewizora, odpalając kanał FOX i oglądając najnowszy odcinek, ale jak to się popularnie mówi, wszystko co dobre (choć to pojęcie względne w przypadku TWD)  musi się kiedyś skończyć. Mimo wszystko jednak ciesząc się jeszcze tym co nam pozostało, przejdę do najświeższego materiału wydane przez Scotta M.Gimple czyli E15 zatytułowanego „Us„.

tumblr_n2yb94HhK31r7wse8o1_500

       Odcinek S04E15 był dla mnie sporym zaskoczeniem i nie mam tu na myśli takich czynników jak fabuła, bohaterowie czy samo wykonanie. Rzeczą która zrobiła na mnie największe wrażenie wprawiając mnie przy tym w sporą konsternację ze względu na sam fakt jej pojawienia się, było ujęcie klimatu typowego dla odcinków z okresu pierwszego oraz drugiego sezonu. Twórcom w końcu udało się scalić wszystkie podstawowe elementy takie jak dramat, humor, zagrożenie i emocjonalność w jedno budując w ten sposób wieloraki charakter materiału. Mimo niewielkiego udziału żywych trupów nareszcie poczułem ten postapokaliptyczny wydźwięk, który determinuje to co dzieje się na ekranie. Wszystko było idealnie wyważone, odpowiednio  przedstawione oraz rozłożone na poszczególne czynniki składowe. Najbardziej jednak cieszy mnie balans jaki został zachowany pomiędzy wątkami, efektem którego był brak bombardowania widza nadmierną intensyfikacją zdarzeń. Komiczne teksty Eugene’a postawione na przeciw poczucia winy Tary dały słodko-gorzki wydźwięk, złączenie Maggie oraz Glenna następujące po dramatycznej walce o przeżycie w tunelu nałożyło na rosnący strach uczucie ulgi i radości, przerysowane podporządkowanie Abrahama regułom stało się ciekawą przeciwwagą dla lekkomyślności Glenna, powaga Joe i stanowczość jego grupy kroczyła natomiast za sielankowością relacji Michonne i Carla wzbudzając uczucie nadchodzącego końca. Taka struktura jest przeze mnie bardzo mile widziana ponieważ jako widz jestem w stanie spojrzeć na historię z kilku różnych i odmiennych perspektyw. „Us” jest praktycznie pierwszym (ma nadzieję, że nie ostatnim) epizodem z taką dużą różnorodnością w kwestii analizy. Jego struktura jest wielopoziomowa o mocno rozkwitającym charakterze.

tumblr_n2yapls8eT1r7wse8o1_500

       Fabuła jak na standardy „The Walking Dead” jest bardzo mocno dynamiczna oraz co najważniejsze wciągająca, mimo tego że akcji tutaj ze świecą szukać. Jest to sporym plusem ponieważ pokazało, że scenarzyści nadal potrafią zbudować historię w oparciu o położenie bohaterów jak i ich stany emocjonalne. Szybkie tempo uzyskano nie tylko dzięki aktywnemu zmierzaniu do Terminus, ale także burzliwości relacji które w końcu miały wydźwięk ogólnogrupowy, a nie jedynie indywidualny. Siatka zależności została mocno rozbudowana łącząc przy tym bohaterów, którzy nawet nie mieli ze sobą styczności. Brzmi to trochę nierealnie, oraz co najważniejsze nielogicznie ale tak to wygląda. Na przykładzie Rick oraz Joe wyjaśnię o co chodzi. Obydwoje nie mają o sobie bladego pojęcia, niemniej jednak wiadomo już że ich spotkanie może stać się najbardziej porażającym tego sezonu zwalającym widza z nóg. Nie wiem czy z czymś takim mieliśmy wcześnie do czynienia czy też nie, niemniej uważam to za ciekawy i dość niecodzienny zabieg. Oceniając jeszcze historię zaprezentowaną w „Us” nie mogę pominąć pierwszego większego złączenia się rozbitej grupy. Choć uważam „Maglenę” za maksymalnie przesłodzoną i do granic możliwości odrealnioną parę, to jednak oglądanie tej wpadającej sobie w ramiona dwójki stało się takim porządnym zastrzykiem nadziei na lepsze jutro. Temu serialowi było to potrzebne, ponieważ przełamano w ten sposób ciągnące się pasmo usilnego umartwiania bohaterów. Na widok tej czystej nadziei, radości oraz subtelnej wymiany spojrzeń, mnie jako widzowi zrobiło się naprawdę lżej na serduchu. Scena ta przypomina mi fantastyczną sekwencję spotkania Ricka wraz z Lori i Carlem w pierwszym sezonie. Chcę tutaj zaznaczyć, że w moim przypadku zestawienie obecnych wątków z sezonem pierwszym jest wyrazem największego uznania.

tumblr_n2y4ebRDrp1r7wse8o1_500

       Jaśniejącym punktem odcinka byli również jego bohaterowie, którzy nareszcie pokazali pełnie swojego potencjału, a nie tylko ślizgali się na jakichś pojedynczych i krótkich sekwencjach rzucających na całość dość miernie wykorzystanego materiału aurę fanastyczności (taka aluzja w stosunku do „The Grove„). Oczywiście nie dotyczy to wszystkich ale znaczącej większości, więc jest naprawdę bardzo dobrze. Cóż mogę powiedzieć, oglądanie paczki Abrahama jest dla mnie czystą przyjemnością ponieważ stanowią tak orzeźwiający powiew świeżości, że nawet najbardziej żenujące momenty (patrz Glenn biegnący z maślanymi oczętami przed siebie) są o wiele łatwiejsze do strawienia niż by się to początkowo wydawało. Są oni inni, nietypowi, nowi, kontrastujący z pozostałymi. Mają własny światopogląd oraz zdanie co jest niezwykle rzadkie jak na standardy „The Walking Dead„. Jednym słowem intrygują i porywają bez reszty. Analizując poszczególne postaci zacznę od Tary, bo choć może w teorii nie jest ona włączona pod komendę Forda, to jednak w moim odczuciu wpinając się w jej struktury stałą się jej integralną częścią. Dziewczyna jest typem bohatera, którego tak naprawdę nie da rady nie lubić. Mimo tego, że doskonale wiemy iż przyczyniła się do upadku więzienia przyzwalając na to Gubernatorowi, to jednak jej wewnętrzny dramat jak i przeżywana tragedią są tak silne że uczucia współczucia i sympatii pojawiają się z marszu. Jest ona w tym niezwykle prawdziwa oraz co najważniejsze ludzka. Sam proces odkupienia wyrządzonych krzywd jest ciekawym studium nad ludzkim poczuciem winy oraz odpowiedzialnością za własne czyny, ponieważ sprawa pierwszej przelanej krwi nadal w niej żyje, a wizja zdekapitowanego Hershela sprawia że zaczyna ona rozliczać się z własnym „ja„. W pewnym momencie dochodzi nawet do wniosku, że po co nadal wegetować skoro na własne życzenie moralnie upadła (scena poddania się w tunelu), niemniej spotkanie z Maggie jak i dostanie nowego startu dzięki Glennowi pozwoliło jej w końcu odetchnąć pełną piersią. Nie tylko wykonała swoje zadanie, ale także znalazła się wśród ludzi uczciwych i oddanych, ludzi którzy potrafią poświęcić samych siebie dla dobra innych. Punkt ten był przełomowym w jej egzystencji. Ciekawi mnie tylko w którym kierunku podąży jej dalszy rozwój. W „Us” zaskoczyła także Rosita. Może nie dokonała wielu, ale mimo wszystko pokazanie że nie da sobą pomiatać było imponujące. Potrafi wygarnąć, postawić na sobie i podporządkować innym. Bez ogródek mówi co jej leży na wątrobie zachowując przy tym uczciwe podejście do innych. O Eugenie mówiłem wyżej, niemniej dodam tutaj że mimo swojego pokrętnego plan robi dużo by zachować grupę przy życiu. Może i jest takim typowym nerdem oderwanym od świata zewnętrznego, ale jego myślenie jest naprawdę godne podziwu bo po pierwsze ma na uwadze innych, a po drugie analizuje dostępne opcje zapewniające im bazę pod następny dzień przetrwania. Nie jest on głupi i bynajmniej lekkomyślny. Abraham jest natomiast takim typowym wojskowym, który najpierw myśli później robi. Poszanowanie władzy jest u niego tak widoczne, że czasami aż kuriozalne. No ale taki światopogląd, cóż zrobić. Trochę zapalczywy, trochę wybuchowy, ale przy tym zabawny i z „grande cohones„. Wykonuje to co wychodzi mu najlepiej, czyli brudną robotę. Zna swoje miejsce oraz swoje zadanie dając z siebie wszystko.

tumblr_n2y4hnYQPT1r7wse8o1_500

       Teraz przejdę do zgoła odmiennego obozu gdyż do grupy Joe, który pełni rolę głównego antagonisty drugiej połowy czwartego sezonu. Samo to, że urządził sobie polowanie na Ricka, a tym samym porywa się na całą znaną nam grupę czyni z niego czarny charakter. Dopełnieniem wszystkiego jest również jego podejście do świata, zasady jak i to jak traktuje innych, włączając w to ich zamordowanie. Mimo wszystko jednak, polubiłem tego gościa. Jest to pierwszy taki przypadek gdzie sympatię wzbudziła u mnie czysto negatywna postać. Nie wiem jak to zrobił, ale w każdym bądź układzie nie jestem w stanie żywić w stosunku do niego innych odczuć poza sympatią. Spora zasługa na pewno leży po stronie gry aktorskiej Kobera, co do tego nie mam nawet najmniejszych wątpliwości. Możliwe również, że podoba mi się samo jego „zarządzanie grupą„. Oczywiście nie popieram tego systemu w żadnym wypadku, jednak jakiś cel można w tym znaleźć. Nie dzieli on ludzi na gorszych i lepszych tylko każdego umieszcza w jednej kategorii, nawet swoich z otoczenia. Mówiąc szczerze jest dość pragmatyczny, a przez to konkretny. Charyzma bije od niego na kilometr. Poza Merlem Dixonem nie dostaliśmy tak barwnego bohatera. Szkoda jednak, że długo z nami nie pobędzie z wiadomych każdemu względów.

tumblr_n2y5zdiWsV1r7wse8o1_500

       Po szeregu „ochów i achów” nadchodzi teraz czas na wywód przepełniony narzekaniem i krytyką, który zacznę tym razem od osoby Glenna. Rhee jako bohater irytuje już od dłuższego czasu, a spadek jaki zaliczył jest wręcz zatrważający. Niemniej jednak to co pokazał w „Us” było szczytem szczytów. Jego głupota, egoizm, zapatrzenie we własne potrzeby oraz zaślepienie orbitowały wręcz na niewyobrażalnych wysokościach. Jego po prostu nie dało się tutaj polubić przy czym stał się bardzo mocno antypatyczny. Dawno nie czułem takiej niechęci wobec jakiegokolwiek bohatera „The Walking Dead„. Nawet Gubernator nie denerwował mnie tak jak on teraz. Cytując Rositę, jest on po prostu „dupkiem” (przepraszam za określenie, jak już mówiłem przytaczam czyjeś słowa). Niesamowitym jest to jak nisko podupadł w hierarchii postaci tego serialu. Rzeczy której jednak nie jestem w stanie mu wybaczyć i raczej do końca jego żywota nie wybaczę jest jego zaślepienie, którego efektem mogła być śmierć Tary. Niewyobrażalnym dla mnie jest to, że z własnej woli wszedł do zaciemnionego tunelu prowadząc za sobą chorą osobę, która ledwo się porusza. Brak planu oraz lekkomyślność mogą być w jego przypadku zgubne. Jak dobrze pójdzie to ta zguba nadejdzie już w poniedziałkowy wieczór. Na drugim miejscu w kwestii największej irytacji uplasował się sam Daryl Dixon, który mówiąc szczerze zaczyna mi naprawdę ciążyć w tym serialu. Zachowuj się obecnie jak sfochowana „emo” gimnazjalistka (przepraszam za kolokwializmy), która nie potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Pałęta się ze zwieszoną głową od progu do progu, burknie coś raz na kilkanaście minut i na tym kończy się jego aktywność w tym serialu. Dzięki odcinkowi „Us” doszedłem do wniosku, że postać ta już dawno się skończyła i dawno też powinna zostać uśmiercona. Patrząc na TWD z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że jego historia była do opowiedzenia na maks dwa sezony, co też miało miejsce. Później jedynie dokańczano pewne nierozwinięte motywy, które w głównej mierze związane były z Merlem, a że Merle już dawno nie żyje to i wszystko się dla Dixona pokończyło. Od odcinka „Home” nie zrobił on żadnego progresu. Ba, mogę nawet powiedzieć iż zrobił milowy krok do tyłu, w efekcie czego jest przyćmiewany przez postaci epizodyczne pokroju Joe czy nawet gościnne typu Len (ten to wprowadził więcej emocji w przeciągu 20 minut niż Daryl przez caluteńki sezon czwarty). Obecnie w TWD mamy masę ciekawszych osobistości przy których nasz kusznik nie robi żadnego wrażenia. Jeżeli nie uśmiercą go w finale to w S5 spadnie do poziomu T-doga, który mówi jedną linijkę tekstu na sześć odcinków. Przecież grupa w osobach Ricka, Carla, Michonne, Abrahama, Maggie czy Tary skutecznie zbierze na sobie całą uwagę. Dla Dixona śmierć byłaby wybawieniem. Ja osobiście dziwię się, że on tak długo trzyma się w „Żywych Trupach„. Jego czas dobiegł już końca.

tumblr_n2y5nkiKz61r7wse8o1_500

       Na krytykę zasługuje również cała sekwencja w tunelu kolejowym. W założeniu miała być ona najbardziej emocjonującą ze scen, niemniej jednak rzeczywistość pokazała coś innego. Oprócz ciekawego wywodu Tary, który ukazuje w pełni jej stan emocjonalny nic tutaj nie jest godne uwagi. Greg Nicotero (którego niezwykle szanuję) odwalił w tym momencie fuszerkę pozbywając całości wymaganego napięcia, dynamizmu i strachu. Pomijając sam fakt zawalenia się sufitu przez wystrzelenie magazynku (kilkuset kilogramowy beton poddał się kilku strzałom), zachowanie trupów było najbardziej nielogicznym z całego tego zajścia. Mam uwierzyć że zombie które doskonale wyczuwają żywego człowieka wolą zainteresować się światełkiem w rogu niż potencjalnym obiadem trzy metry od siebie, które na domiar wszystkiego zachowuje się niezwykle głośno? Wyszło to dość kuriozalnie i nienaturalnie. Nawet wejście Abrahama z grupą nie uratowało sceny ponieważ wyglądało jak wyciągnięte rodem z tanich filmów akcji.

tumblr_n2y6z6MtQM1r7wse8o1_500

       Podsumowując już, odcinek „Us” poza kilkoma zgrzytami prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wypada jak dotąd najlepiej z tych które  zostały zaprezentowane po „After„. Wymieszanie bohaterów robi swoje, a osłodzenie wszystkiego infantylnie-słodką wstawką z grupą Ricka dało ciekawy efekt lekkiego odrealnienia. Dopełnieniem tego obrazu jest również intrygujący suspens związany z Terminus, który już wywołał niemałą wrzawę wśród widzów. Ode mnie epizod otrzymuje zasłużone 8/10. Oby finał był tak dobry, a nawet lepszy.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts