Biżuteria Handmade

The next world

Pierwszy raz od dawna prezentacja codzienności w Alexandrii nie wywoływała u mnie poirytowania. Czy to Denise składająca u Daryla specjalne zamówienie na napój dla Tary, czy gadanie o paście do zębów i „zwykłe” życie w miasteczku – prawie nic w The Next World nie wydawało się wymuszone, robione na siłę. Odcinek miał w sobie świeżość, historię podyktowaną wydarzeniami z przeszłości (również przeskok czasowy zaliczam na plus, choć pominięto parę ciekawych wątków z komiksu np. amnezję Carla). Sporo pomysłowości widać było nawet w sposobach kręcenia odcinka i dosyć ciekawych zagraniach montażowo-operatorskich.


Odwołując się już do fabularnej strony epizodu. Szkoda, że w TWD musi wydarzyć się coś strasznego, by twórcy mogli odświeżyć atmosferę kolejnym odcinkiem. The Next World było chyba najlepszym tego typu „odświeżającym” epizodem od paru sezonów. Przypominało chwile z farmy Hershela, te przepełnione naturalnością, którą chciało się wręcz chłonąć. Mieliśmy wypad po zapasy, całkiem sensowne rozmowy mieszkańców Alexandrii. Wszystko to, w większości przypadków było niewymuszone, naturalne i bardzo przyjemne do oglądania i słuchania; nawet jeśli logika wywodów i zachowań bohaterów potrafiła czasem zawieść (np. częściowo zachowanie Carla, Ricka, Daryla).

Mimo, że odcinek rozkręcał się wolno, wręcz ślamazarnie, całość bardzo znacznie podratowało świetne i wyważone połączenie dramatu z humorem, które wreszcie nie posiadało znamion groteski. Podobały mi się też zdjęcia przyrody, pozwalające lepiej chłonąć atmosferę odcinka, czy drobne momenty pokazujące organizację życia w Alexandrii (np. Rick wjeżdzający do Alexandrii odpowiednio mrugający światłami). Nie było tu zapchajdziur, a przynajmniej żadna scena nie została zrealizowana w sposób, przez który można było ją zapchajdziurą nazwać. Nawet jeśli coś zawodziło w jednym aspekcie (np. akcji, zachowaniu bohaterów) nadrabiało innym dopieszczonym elementem (dobrymi zdjęciami czy właśnie humorem). Nie było to wszystko idealne czy nawet rewelacyjne, ale sprawiało frajdę z oglądania.

Przypominało mi to robotę z odcinka Thank You albo czasów spędzonych na farmie Hershela. Nie działo się wiele, ale było w tym coś rześkiego. Chyba tylko romanse i scena pojawienia się Jezusa (na razie ciężko tę postać skomentować, wydaje się jednak całkiem oryginalna), przynajmniej początkowo wypadły nieco słabo.

carl

Często gorzej prezentujące się sytuacje ratowano wspomnianym humorem, czy to sytuacyjnym czy słownym, świetnie wplecionym w całość odcinka. Żarciki w TWD zwykle bywały jakimiś sucharami, okazjonalnie śmialiśmy się z rzeczy, które prawdopodobnie wcale takie być nie miały. Tymczasem scenarzyści potrafili tak miło nas zaskoczyć i wykazali się pomysłowością i wyczuciem stylu.

Zwróćcie uwagę jak twórcy żonglują różnymi pomysłami, muzyką, sposobem ukazania sytuacji i jak bardzo zmienia się dzięki temu wydźwięk poszczególnych scen w The Walking Dead. Spotkanie Ricka i Daryla z Jezusem zdecydowano się wygrać właśnie w odpowiednio wyważonym, ale raczej humorystycznym tonie, dzięki czemu nawet drobne nielogiczności nie dawały się bardzo we znaki (dla porównania spójrzmy chociażby na pierwsze, „dramatyczne” pojawienie się Aarona). Różnicę widać także w zachowaniu bohaterów, przy czym zostało to umotywowane ostatnimi wydarzeniami. Rick nie zachowuje się już jak skrajnie bezwzględny agresor, który niezależnie od wszystkiego eliminuje zagrożenie, widać w nim zmianę, jakiś progres w zrozumieniu świata. Taka konsekwencja cieszy. Z drugiej strony można by się przyczepić, że jednak reakcja bohaterów na poczynania Jezusa i problemy jakie sprawił nie była jednak do końca adekwatna, a bohaterowie okazali się mocno nieporadni i nieostrożni.

Jednakże akcenty humorystyczne w The Next World rozłożono z takim wyczuciem, że raczej nie mam problemu z tym luźnym charakterem odcinka i sporą dozą umowności (jak Jezus dostał się na dach ciężarówki? Dlaczego Daryl i Rick byli tak „benny hillicznie” nieporadni?). Szczególnie, że humor w niespotykany w TWD sposób zrównoważono ze scenami (a właściwie głównie jedną sceną) dramatycznymi, które również zrealizowano na całkiem niezłym poziomie.


Motyw śmierci Deanny to jeden z lepiej rozwiązanych tego typu wątków w ciągu ostatnich sezonów. Takie zwieńczenie historii tej postaci było po prostu potrzebne, nawet jeśli mogło wydawać się, że to kolejna sztampowa opowieść z gatunku „muszę pogodzić się ze śmiercią bliskich”. W pozostałych scenach „(melo)dramatycznych” również nie wyczułem fałszu – czy to w tych z Carlem i Michonne czy Carlem i Enid (średnio wypadła za to zagadująca do Enid Maggie, a słabo nowy serialowy romansik).

The Next World został stworzony ze smakiem, bez groteskowości, bez fałszu, z takim humorem jaki powinien się w TWD pojawiać. Pod względem wyważenia komediodramatu odcinek majstersztyk. Można przyczepiać się do paru głupich zagrań, średnio zrealizowanych scen „akcji” (?) i tego, że właściwie nie wydarzyło się za wiele. Na tle rozczarowującego w mojej opinii No Way Out odcinek pozostaje jednak realizacyjnie dopieszczony i angażujący (wystarczy spojrzeć chociażby na reakcje widzów po utracie pełnej zapasów ciężarówki ;).

Na koniec wspomnę jeszcze, że żałuję bardzo śmierci Jessie z poprzedniego odcinka, a nowe the walking deadowe romanse kompletnie mi się nie podobają (i jak czytam, również części z Was). Rickowi z odcinka No way out dedykuję mema z piątkowego spaghetti:

niemy krzyk

Ocena odcinka The Next World: 7,5/10

Zdjęcia:
www.walkingdead.wikia.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts