Biżuteria Handmade

always - intro

Always Accountable to odcinek, który ciężko zakwalifikować do jakiegoś specyficznego dla The Walking Dead typu epizodów. Nie jest to materiał z rodzaju tych wolnych czy nawet ślamazarnych historyjek, kolejny  refleksyjny przystanek czy napakowana akcją „petarda”. Tempo, przebieg i klimat najnowszego epizodu były po prostu inne niż zwykle. Wszystko ukazane zostało w sposób wyciszony, oszczędny i skromny. Fabuła nie zatrzymywała się praktycznie ani na chwilę; nie wyjaśniano nam ze specjalną troską jej zawiłości: przeszłości nowo poznanych ocalałych, łączących ich relacji itd.. Nowe postaci pozwoliły również uwiarygodnić walking deadowe uniwersum  – pokazać, że zamieszkują je nie tylko zombiaki i główni bohaterowie serialu.

Nowych, epizodycznych bohaterów, ich historie oraz sceny z ich udziałem zarysowano w sposób co najmniej nieszczegółowy. Wydarzenia po prostu „działy się” na ekranie, a większej ilości informacji dostarczały nam dopiero urywki rozmów. Być może właśnie dzięki temu, że bez dodatkowych tłumaczeń, z marszu, zostaliśmy rzuceni w kolejną historię światka TWD, udało się uniknąć przerysowania i groteskowości. Nie było „kopania po twarzy” symboliką, komiksowymi kontrastami, mającymi zaostrzyć rysy charakterologiczne bohaterów. Nie jestem jednak pewien czy to szczątkowe, powierzchowne zaprezentowanie nowych postaci i ich wyrwanej z kontekstu historii było specjalnie zamierzone przez twórców, czy nie stanowiło czasem niedopatrzenia z ich strony. W paru miejscach czułem się tak, jakby opowiadana historia była jednak trochę wybrakowana, potraktowana niedbale…

AMC_606_Daryl_Dwight_Hiding

Podobne odczucia wiązały się z wprowadzającą sceną akcji. W trakcie trwania strzelaniny i pościgu kompletnie nie poczułem związanych z zagrożeniem życia bohaterów emocji. Być może twórcy chcieli wywołać na widzach właśnie taki efekt. Może mieliśmy poczuć się jak bohaterowie serialu, dla których zagrożenia takie jak atak obcej grupy to właściwie chleb powszedni (a nawet bułka z masłem, patrząc na to z jaką sprawnością Sasha i Abraham poradzili sobie z napastnikami).

Czułem się jednak tak, jakbym oglądał te wszystkie wydarzenia gdzieś z boku, bez większego zaangażowania. Zaangażowanie pojawiło się może 2-3 momentach (np. w scenie „pojedynku” Abraham/zombiak, w scenie, w którym Daryl powrócił z lekarstwem do nowych znajomych). Reszta była w większości przypadków wyzuta z emocji.

Akurat właśnie wątek Daryla podobał mi się bardziej niż momenty poświęcone Abrahamowi czy Sashy. Dixon wreszcie pokazał nam trochę dawnego charakteru i stanowczości, choć i tak nie ratuje to znacznie tej postaci. Przyczepić możemy się do jego zauważalnej nieporadności. Nie zadbał odpowiednio o bezpieczeństwo Tiny, ani też o swoje własne (mógł spodziewać się zdrady po ludziach, których zaufanie nadszarpnięto zapewne nie raz). Nie mam zamiaru przesadnie krytykować, ani też chwalić tu Normana Reedusa, jednak muszę przyznać, że ostatecznie zdobył on dla siebie parę wartych uwagi minut ekranowych (np. fajną scenka z wystruganą z drewna rzeźbą).

AMC_606_Abraham_Bridge

Jak na razie ciekawy wydaje się kierunek rozwoju Abrahama. Jego zachowanie – ciągłe ryzykanctwo – jeszcze ostatnio wydawało mi się głupie. W nowym epizodzie podołano zadaniu i uniknięto przesadnego kiczu czy groteski (nawet w przypadku pociętej, niepokojącej scenki „walki” z szwendem na moście). Sam rys charakterologiczny Abrahama (szczególnie po wyjaśnieniach i dogłębnych analizach Sashy), wydaje się zmierzać w dosyć oryginalną stronę. Ciężko powiedzieć jednak, czy przedstawiony jest w sposób wiarygodny psychologicznie – jestem skłonny powiedzieć, że tak.

Odbiór odcinka popsuło mi parę (a nawet trochę więcej niż parę) niedoróbek takich jak:

  • grupa Wade’a (poszukująca nowych znajomych Dixona), odpuszczająca przeszukiwanie lasu właściwie zanim naprawdę przeszukiwanie rozpoczęła (poza tym – to ciekawe jak łatwo można dać ugryźć się unieruchomionemu w miejscu szwendaczowi – patrz pan z amputowaną ręką).
  • Tina dająca ugryźć się pierwszemu lepszemu zombie (brawo Daryl!)
  • Dialog między Sashą i Abrahamem „odpalony” w nieco dziwnej chwili (Sasha kładzie się na podłodzie – a Abraham po 30 sekundach pyta się jej „nie możesz zasnąć”?!).

Dziwnych, jakby niedopracowanych momentów było w AA więcej.

AMC_606_Betrayal

Always Accountable nakręcono w dosyć specyficzny sposób. W paru miejscach zauważalna była symetryczna kompozycja, postacie/obiekty ukazane w centrum kadru. Obraz budował raczej spokojną atmosferę, mimo że parę razy zdarzało się go zdynamizować (np. w scenie konfrontacji Abrahama z zombie żólnierzem, czy scenkami kręconymi jakby z ręki). To inna wizja artystyczna niż ta z którą mieliśmy do czynienia do tej pory (wspomnę jeszcze tylko grupę Wade’a – ciekawie że akurat ten pan nakręcony został tylko od pasa w dół). Oszczędność widać było także w palecie barw, w której dominowały kolory: szary, brąz i zieleń. Pod względem technicznym odcinek prezentował się całkiem porządnie – widać w nim jakąś wizję, niezbyt odważną, ale inną od dotychczasowej.

W AA inny był nawet cliffhanger na koniec odcinka – subtelne „pomocy” z krótkofalówki zamiast wybuchów czy niedomówień dotyczących śmierci bohatera (tak, chodzi mi o Glenna). Always Accountable to oszczędny, skromny materiał. Służył nie tylko opowiedzeniu historii, ale podbudowie iluzji „żyjącego uniwersum” The Walking Dead (co jakiś czas warto dowiedzieć się, że nie zamieszkują go tylko zombiaki i bohaterowie serialu, ale też inne, często groźne grupy ocalałych). Nowy epizod to także spokojny sposób kręcenia, prosta, liniowa fabuła i brak dodatkowych wyjaśnień (Daryl zostaje schwytany, pomaga ocalałym, zostaje zdradzony – ot, tak sytuacja). Przez większość czasu miałem jednak wrażenie, że czegoś w tej historii brakuje. Nie poraziła nas kiczem, ani przesadną prostotą (choć nic w AA skomplikowane nie było), ale i tak to przedstawiony nam materiał określić można jako co najwyżej nieZŁY.

always - outro

Zdjęcia: www.walkingdead.wikia.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts