Biżuteria Handmade

Now - intro

Jesteśmy już bliżej niż dalej półfinału sezonu 6, stąd, po ostatnich, rozbudowujących w jakiś sposób fabułę odcinkach, twórcy zdecydowali się na typowy dla TWD emocjonalny przystanek – prezentację wewnętrzneych przeżyć bohaterów. Pokryzysowa sytuacja, w której znaleźli się mieszkańcy Alexandrii, nadawała się właśnie na taką refleksyjną historię o naprawie dokonanych przez Wilki zniszczeń. Zarówno tych dosłownych, jak i  wywartych na psychice bohaterów.

Kiedy usłyszałem, że epizod Now nie będzie kontynuował wątku Glenna, to trochę się podenerwowałem. Przyznam jednak, że jak się okazało, zahaczył o niego w sposób, który w pewnym sensie mnie ustatysfakcjonował. Nareszcie niepewność w sprawie ostatecznych losów Rhee stanowiła nie tylko „przynętę na widzów”, ale wpłynęło także na samych bohaterów. W sposób może sztampowy, ale przy tym wiarygodny.

mich, maggie, rositaNiestety tylko parę postaci w odcinku Now okazało się wartych zainteresowania. Już od początku wiadomo było, że specjalny nacisk zostanie położony na przedstawienie nam przemiany Deanny. Jej zachowanie, zmarnowana twarz i nieporadność połączona jednak z późniejszym zaangażowaniem w chęć przemiany wydały mi się bardzo wiarygodne (choć powinna umieć już ubić zombiaka). Naturalny wydawał się też jej konflikt ze Spencerem, mimo że wpisywał się w swoistą sztampę – sprzeczkę syna z matką. W tym wypadku rzeczywiście widać jednak, że konflikt nie został zarysowany na siłę. Spencer oskarża Monroe w wyniku własnych wyrzutów sumienia i strachu; traci nad sobą kontrolę. Tymczasem Deanna musi zastanawiać się – czy to rzeczywiście z jej winy mieszkańcy wioski są tak słabi psychicznie i nieprzygotowani do przetrwania.

Wszystkie pokutne przemówienia i kajanie się nie robiły jednak zbyt dużego wrażenia. Każdy boheter przedstawiony w Now bohater miał sobie coś do zarzucenia. Deanna obwiniała się o to, że jej mrzonki o spokojnej Alexandrii przyczyniły się do słabości jej mieszkańców. Maggie żałowała, że nie ruszyła na wyprawę razem z Glennem, a Aaron oskarżał się o to, że z powodu własnego uporu, naraził Alexandrię na niebezpieczeństwo gubiąc plecak ze zdjęciami podczas ostatniej wyprawy. Akurat w przypadku tych bohaterów, to rozliczanie się z przeszłością miało jednak jakiś sens, zmieniło ich postawy lub dostarczyło nam nowych informacji (np. Deanna prawdopodobnie wreszcie ogarnie się po stracie męża i paru błędnych decyzjach). Dowiedzieliśmy się chociażby o ciąży Maggie, a Aaron okazał się świetnym partnerem do szczerej rozmowy (to z resztą postać, której mimo paru grzeszków ciężko jest nie lubić).

zombiaki

Podobały mi się także rozmowy Ricka z Deanną. Szeryf podchodzi do Monroe ostrożnie, ale z szacunkiem. Nie udaje przed nią, że uważa ją za lepszą przywódczynię. Stara się być po prostu grzeczny. Szanuje autorytet Monroe i waży słowa podczas kolejnych przemów (takich jak ta z początku epizodu). Grimes nie znajduje się jeszcze na końcu swojej drogi, ale jak na razie utknął w jednym punkcie (swoją drogą – ciekawy jestem jak udało mu się uciec z otoczonego prze zombiaki kampera).

W przypadku reszty bohaterów takich jak Jessie czy Tara – za wiele do komentowania nie ma. Trochę nudnawo było oglądać również innych, poddających się na duchu Alexandryjczyków. Szkoda, że pominięto przy tym wydawałoby się tak ważnych (szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia) bohaterów jak Carol czy Morgan, chociaż może rzeczywiście było ich ostatnio w TWD trochę za dużo. Przez ekran przewinęli się za to Carl czy Ron, jednak nawet ich bójka nie podnosiła stanowczo emocji.

Średnio sprawdziły się nawet te momenty, które z założenia powinny sprawić, że pobojimy się trochę o bohaterów. Tymczasem jedyną atrakcją w tym temacie okazały się kanałowe zombiaki (choć przyznać muszę, że walcząca tulipanem Deanna trochę mnie zatrwożyła).

aaronEpizod miał także parę momentów wartych dokładniejszego przyjrzenia się (przyznam, że większości nie wyłapałem), które nie mówiły wszystkiego wprost, ale przez obraz (scena dobicia samobójczyni Betsy przez Jessie). Cieszy mnie także konsekwencja w nawiązywaniu do wcześniejszych wydarzeń (np. utrata plecaka przez Aarona i powiązany z tym atak wilków).

Now to odcinek bez polotu. Dużo refleksji, trochę łez i szczypta akcji. Nie wniósł za wiele do historii, pozwolił natomiast wniknąć chociaż na chwilę w psychikę bohaterów. Część scenek nakręcono może z jakimś pomysłem (głównie te przedstawiające Deannę), ale reszta w żaden sposób nie zachwycała. Znów w paru miejscach raczono nas chociażby „wyciskającymi łzy” melodiami. Tym razem udało się uniknąć  przesadnej kiczowatości czy wpadania w śmieszność (tak jak w przypadku pierwszego ep 6 serii). Dzięki paru motywom i smutnym scenom scenarzystce i reżyser odcinka Now (swoją drogą – sprawdziłem i pan Avi Youbian do tej pory zajmował się głównie montażem m.in. odcinków takich jak Slabtown) udało się stworzyć smutną atmosferę „zbierania się” po kryzysie (chociażby dzięki „ścianie płaczu” z nazwiskami zmarłych), elegię z wyraźnym przesłaniem, by pamięć o zmarłych nie służyła tylko samemu rozpamiętywaniu, ale pozwalała uczyć się na błędach i stać silniejszym w myśl zasady „co cię nie zabije to cię wzmocni”.
now - outro

Zdjęcia: www.walkingdead.wikia.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts