Biżuteria Handmade

thank you - intro

Rzadko zdarza się, abym mógł pozwolić sobie na podwójny seans jakiegoś odcinka The Walking Dead. W przypadku Thank You ciężko byłoby odmówić sobie tej przyjemności. Najnowszy epizod stał po prostu pod znakiem różnorodności i artystycznego dopieszczenia – scenografii, narracji, postaw bohaterów, pracy kamery. Thank You wygląda po prostu tak jakby producenci TWD dostali nagle ogromny zastrzyk pieniędzy na budżet, scenarzyści serialu podpatrzyli co najlepsze w grze komputerowej od Telltale, a za reżyserię zabrał się jakiś wybitny weteran serialowych i filmowych planów realizacyjnych (z resztą reżyser Thank You pan – Michael Slovis – to człowiek odpowiedzialny chociażby za zdjęcia do Breaking Bad). To najlepszy odcinek The Walking Dead jaki miałem okazję zrecenzować od bardzo długiego czasu.

Nie boję się napisać, że najnowszy epizod jest właściwie dziełem bez skazy. Nawet walki z zombiakami, które widzieliśmy już przecież dziesiątki czy nawet setki razy, zaaranżowano w nim tak, że przyspieszały lekko oddech i bicie serca. Jeśli takie TWD miałbym oglądać co tydzień – wręcz nie mógłbym doczekać się kolejnych odcinków. Thank You to kawał realizacyjnego geniuszu, w dodatku jak mało który z ostatnich epizodów serialu, oddający prawdziwą grozę i atmosferę apokalipsy. Ponury nastrój schyłku rzeczywistości stał się tu wręcz namacalny. Historia nie zatrzymywała się na krok, a jej rytm praktycznie przez cały czas nadawany był przez zmęczone oddechy, prawie niezatrzymujących się w drodze bohaterów.

Po pierwsze – zachwycił mnie klimat scenerii jakie przemierzali. Najpierw ponury las, w którym dominowały nieco zgniłe kolory zieleni oraz jasnego brązu plus lekka mgła unosząca się w powietrzu i apokaliptyczny dźwięk syreny. Później amerykańskie miasteczko, przypominające trochę to z 1 epizodu pierwszego sezonu gry The Walking Dead od Telltale (z resztą i sam scenariusz konstrukcyjnie przypominał trochę to dzieło). Nie zapominajmy także o wypełnionej zombiakami szosie (świetnie nakręcone sceny z Darylem, Sashą i Abrahamem). Oczywiście lokacje te nie miałyby w sobie tyle nastroju, gdyby nie odpowiednie ich przedstawienie w obiektywie kamery. Dynamiczne ujęcia w biegu prezentujące zmęczone twarze bohaterów, szerokie plany i ogólna pomysłowość w przestawianiu fabuły. Po prostu – uczta dla oka. Dochodzi do tego świetne udźwiękowienie.

AMC_603_Barnes_Post-Death

Prowadzenie postaci również wymaga ogromnej pochwały. Anonimowi do tej pory Alexandryjczycy, przez jeden odcinek zdążyli nabrać jako takiej psychologicznej, niewymuszonej głębi (mimo realizacji oczywistych motywów typu „dopiero w czasie apokalipsy znalazłem sobie żonę”). Nawet jeśli część postaci posłużyła jedynie jako potwierdzenie surowych obserwacji Ricka i została rzucona na pastwę zombie (tak jak wątpiący w Grimesa pan tuż na początku odcinka), to reszta Alexandryjczyków wykazała się ogromną dozą zrozumienia (mam tu na myśli Scotta, Barnesa oraz Annie). Miałem już dosyć tej alexandryjskiej naiwności i gry pozorów, a tu proszę. Z lekkim przerażeniem w oczach przyglądali się jak Rick „oprawia” zabitego przez zombiaka kompana jednocześnie rozumiejąc świetnie swoje położenie i zasady gry, w przeciwieństwie do nieco irytującego Heatha..

Należy wspomnieć tu o różnicach pomiędzy rozumowaniem i postępowaniem Szeryfa a działaniami Michonne oraz Glenna. To kolejny powód, który sprawił, że Thank You oglądało się doskonale i bez poirytowania. Glenn i Michonne nie lekceważyli czy potępiali Ricka za jego wyrachowane podejście, zimną ocenę sytuacji. Rozumieli go doskonale. Nie oznaczało to jednak, że musieli się na takie podejście zgodzić, wbrew sobie. Dlatego z całych sił starali się doprowadzić wszystkich cało.

Tego właśnie oczekuję po bohaterach TWD – różnorodności postaw, przy jednoczesnym zrozumieniu siebie nawzajem. Jedynie Heath wyłamał się z takiego pojmowania sprawy, choć dzięki temu w odcinku mógł zarysować się nieco głębszy konflikt, a Michonne miała okazję dosadnie dać Alexandryjczykowi do zrozumienia jak wygląda nowa rzeczywistość.

Wątek Glenna i Nicholasa to absolutne mistrzostwo w prowadzeniu historii. Z początku myślałem, że wariactwa tego drugiego zmierzają w jakąś głupią, niepotrzebną stronę. Tymczasem, zakończenie historii Nicholasa okazało się „rewelacją”. To oczywiste, że po tak dużej ilości okrucieństw jakich dopuścił się on w przeszłości, nagłe ich przebaczenie przez miłosiernego Glenna, musiało wywołać swego rodzaju dysonans między starym i nowym ja. Stworzyć potrzebę odkupienia win, trochę jak u biblijnego Judasza.

AMC_603_Glenn_Nicholas_Surrounded

Obrazy „żądnych” zapłaty za grzechy szwendaczy nękających Nicholasa dały nam okazję zaglądnięcia w stan jego rozdzieranej od wewnątrz i zewnątrz świadomości. Tego zagubienia, przerażenie światem, które ostatecznie doprowadziło Nicholasa do samobójstwa poprzedzonego pojawieniem się na jego twarzy czegoś w rodzaju ulgi – po prostu niesamowicie nakręcona, emocjonalna scena (również za sprawą krzyczącego poza kadrem Glenna). Przedstawienie tego tematu w stu procentach oddawało wszystkie potrzebne emocje, stany emocjonalne (znów pochwalić trzeba świetne prowadzenie kamery, a także aktorstwo odgrywającego Nicholasa – Michaela Traynora). Także te, które pojawiały się u Glenna, pełniącego rolę moralnego mentora Nicholasa, w której niestety, nie z własnej winy – zawiódł. Swoją drogą sądzę (i mam nadzieję, bo Glenn to jeden z moich ulubionych bohaterów), że Glenn jakoś się wykaraska z całego tego zamieszania (nie rozstrzygam już czy będzie to naciągane), choć jeśli zombiaki rzeczywiście zabrały się za ciało Nicholasa, będzie to kolejny horror na jawie jaki przeżyje Rhee.

AMC_603_Group_Road

W Thank You pojawiło się także parę świetnych odniesień do wcześniejszych odcinków TWD – np. rozmowa Glenna i Ricka przez Walkie-Talkie przypominająca nieco tą z pierwszego epizodu serialu). Skoro o Ricku mowa – Andrew Lincoln znów wspiął się na wyżyny aktorstwa. Wystarczy spojrzeć jeszcze raz na otwierające odcinek sceny ukazujące spoconą twarz Szeryfa, bijącą z niej charyzmę, zdecydowanie czy zamykającą epizod chwilę paniki po walce z wilkami i otoczeniu przez chmarę żywych trupów (a Glenna do pomocy – brak). Po prostu chwytałem każdą chwilę obecności Ricka na ekranie – jego szaleńczy bieg w stronę kampera czy walkę z zombiakami (apropos – zraniona ręka nie wróży nic dobrego).

Z resztą cała ekipa stanęła na wysokości zadania. Każdy dostał parę minut, w ciągu których mógł pokazać, że serialowi bohaterowie to postacie z krwi i kości (miejmy nadzieję, że w przypadku Glenna stwierdzenie to nie okaże się zbyt dosłowne). Przedstawienie części historii z perspektywy Daryla, Sashy oraz Abrahama pozwalało natomiast nabrać jakże cennego oddechu między wyładowanymi sekwencjami akcji.

Jeszcze raz zwrócę uwagę na przepych z jakim to wszystko zostało nakręcone: kamera w ruchu, niestandardowe ujęcia, kamera z lotu ptaka, wznosząca się ponad plan. Thank you jest pod tym względem materiałem całkowicie spełnionym artystycznie.

AMC_TWD_Thank_You

Nawet w scenie opatrywania rannych udało się zawrzeć ruch, dynamizm. Dodatkowo odcinek został nakręcony w sposób pozwalający poczuć się tak jakbyśmy raze z bohaterami znajdowali się na miejscu akcji, a od niebezpieczeństwa oddzielała nas tylko cienka warstwa szkła, na którą od czasu do czasu pada zombiacza jucha.

Można by  wytknąć scenariuszowi parę logicznych wad, ale… nie zrobię tego – oceniam tu frajdę z oglądania odcinka, a prawdziwie rażących, psujących zabawę z oglądania błędów po prostu nie uświadczyłem. Warstwa fabularna odcinka dostarczyła mi masę emocji, przy jednoczesnym braku poirytowania. Brak widocznej na pierwszy rzut oka naiwności, realistyczne podejście do historii (oparte oczywiście na ogólnych zasadach uniwersum TWD, w którym zombiak potrafi skradać się do ludzi jak ninja) sprawiły, że scenariusz Thank You (szczególnie na tle dosyć miernych ostatnio odcinków TWD) należy jak najbardziej pochwalić (trochę denerwowało mnie, dlaczego bohaterowie nie mogą skrócić w jakiś sposób pożeranych żywcem przyjaciół, niektóre dialogi nie wybrzmiały też doskonale).

Moje nadzieje nie okazały się płonne – dotychczasowym rozwojem wątku hordy jestem w pełni ukontentowany. Thank You to właściwie odcinek doskonały. Różnorodny pod wieloma względami, nie nużący, ale angażujący widza w wydarzenia na ekranie – także dzięki świetnej pracy operatorskiej (wspominałem o poczuciu uczestnictwa w akcji?). Świetnie oddana została atmosfera apokalipsy. To The Walking Dead, które po prostu chce się oglądać (choć trochę szkoda, że na wyjaśnienie sprawy ciekawie zmarginalizowanego w końcówce odcinka Glenna poczekamy nieco dłużej).

thank you - outro

Zdjęcia:
www.walkingdead.wikia.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts