Biżuteria Handmade

WHaWGO - Intro

The Walking Dead powróciło z całkiem porządnym otwarciem drugiej połowy sezonu piątego. Montażowa strona odcinka początkowo dezorientuje może w sytuacji i do The Walking Dead nie przystaje, ale całość okazuje się jedynie całkiem sprytnie zaplanowaną grą z widzami. Gdyby nie to What Happened and What’s Going On byłby właściwie typowym odcinkiem pomostowym, w którym oprócz sporej ilości wspomnień bohaterowie podejmują kolejne kroki na drodze do przetrwania. 

Epizod What Happened and What’s Going On ruszył stępem, a skończył w ostrym galopie. Trochę dynamiki dodał mu zlepek poucinanych i zagadkowych scen z otwarcia, jednak
początek wraz z podróżą do Richmond wiązał się raczej ze spokojnymi dialogami i rozpamiętywaniem przeszłości. Scenę pogrzebu, z pewnością zgodnie z planem twórców skojarzyłem od razu z zastrzeloną w finale półsezonu Beth Green, co tym samym skutecznie uśpiło moją czujność. No bo w końcu któż ośmieliłby się kopać grób kolejnego głównego bohatera w jednym odcinku? Zastanawiające wydawały się jedynie dziwne, przelatujące przed oczami klisze (zakrwawiony obrazek, więzienie, Woodbury) które wraz z muzyką i pożegnalnymi słowami Ojca Gabriela w tle pracowały na „rozczulającą” atmosferę.  

w samochodzie

Podoba mi się jak niepozornie zwrócono uwagę widza na Tyreesa. Bohater dostał aż dwie mowy motywujące, ale nadal nic nie wskazywało na to by odcinek miał w jakiś
specjalny sposób się do niego odnosić (spodziewałbym się raczej Noaha, choć pod postacią Lizzie i Miki przemycono parę wskazówek). Również wcześniej postać rozwijana
była gdzieś na marginesie, zawsze przy innym towarzyszącym mu bohaterze. Tyreese przeszedł od wkurzonego na mordercę Karen osiłka do wybaczającego i brzydzącego się
śmiercią opiekuna Judith. Był właściwie ostatnim reprezentantem jasnej strony mocy w serialu. W przedśmiertnym surrealistycznym rachunku „pomogli” bohaterowi goście z zaświatów (potwierdziły się plotki o występie Davida Morriseya). Początkowo cały pomysł z flashbackami wydał mi się nieco wymuszony, ale biorąc pod uwagę, że Tyrees ostatecznie wykrwawił się na śmierć, warto było poświęcić mu tyle czasu i pokazać jak życie po apokalipsie przelatuje mu przed oczyma. Świetny występ zaliczył tu przede wszystkim miłosiernie oszczędzony łowca który przypomniał (to chyba jeden z ulubionych reżyserskich chwytów) swoje słowa z przeszłości, że „goście ratujący dzieci nie żyją zbyt długo” (muzyka w tle świetnie podgrzewała atmosferę).  Pomysł z radiem i komunikatami o początku epidemii mogli sobie jak na mój gust darować (co za dużo to nie zdrowo), ale występy Gubernatora i Martina, próbujących wzbudzić w umierającym wyrzuty sumienia oraz kojące zmysły (i o wiele mniej ciekawe):  Boba i dziewczynek (zamiast Beth mogłaby pojawić się tam Karen, bo to postać, z którą jakby nie patrzeć wiązało Ty’ja o wiele więcej) dały radę. Scenka dobitnie podkreśliła serialową prawdę, że wiara w sprawiedliwy świat, „w którym dobrym nie dzieje się krzywda” jest jak zawsze zgubna. Rozciągnięta w czasie walka z majakami, również dzięki montażowi i efektom dostarczyła sporo emocji i niepewności. Szkoda co prawda, że taki wielki (choć wrażliwy) osiłek został załatwiony przez małego zombiaka, a nieporadny Noah musiał akurat skryć się pod dyktą przed szwendami (chyba, że był to spisek by młody mógł załapać się do głównej obsady serialu ;). 

Rewelacyjna była za to  pełna dramatyzmu sekwencja ewakuacji, z przebłyskami świadomości i wspomnień  (amputacja ręki, przeciskanie przez ogrodzenie). Jedynym problemem we wcześniejszym (marginalnym wręcz) podejściu scenarzystów do postaci Tyreesa jest jednak fakt, że sam zgon bohatera nie wywołał wielkiego szoku, choć przyznam – nie dowierzałem kiedy samochód z rannym zatrzymał się w środku drogi (być może, to właśnie dlatego, że nie dane nam było spotkać go bez towarzystwa innych postaci, a historia Ty’ja toczyła się w nieco dziwny sposób).

Aktorsko Chad Coleman bardzo dobrze poradził sobie ze śmiercią swojej bohatera. Tyreese przekonywujący Gubernatora i siebie samego, że „ludzie jak on mogą żyć” to kawał świetnej, a nawet poruszającej roboty. Może niektórzy obrażą się, że zagrano na naszych sympatiach do postaci (biorąc pod uwagę spore „niezadowolenie” po śmierci Beth), ale cieszę się, że cały ten smutny ton poświęcony został Tyreesowi, a nie zmarłej Greenównie, która i tak wspomniana została w odcinku wielokrotnie.

flaszbak

Zagłębiając się w resztę historii – cieszą dojrzałe decyzje Ricka: samochody chowa w lesie, komunikuje się przez krótkofalówkę i zgadza ze zrozumiałą propozycją Michonne. Nieco gorzej działo się z zobojętniałym Glennem, który z postaci radosnej zamienił się w smutasa, deklarującego że zabiłby Dawn niezależnie od wszystkiego (wiem, że to zmiany w charakterze, ale mi nie podchodzą…). Średnio sprawił się także Tyler James (Noah), którego rozpacz i nagłe otrząśnięcie się wydały się niezbyt wiarygodne. W zamian za to Michonne kolejny raz pokazała nieco emocji na swojej strudzonej twarzy, z błaganiem w głosie prosząc Ricka by wyruszyć do Waszyngtonu. 

Tyresse

Choć nie był to żaden nowy czy oryginalny pomysł narracyjny, to twist fabularny udał się Scottowi M.Gimplowi całkiem nieźle, a początkowo dezorientujący montaż, klamrowa budowa i muzyka (może troszkę ckliwe) rodem z artystycznego kina niezależnego podkreślały stan emocjonalny bohaterów, albo w elegancki sposób dawały do zrozumienia to czego nie powiedziano wprost – jak przy wyciszonej scenie wyjmowania martwego Ty’ja z samochodu. Na plus zaliczam także chwilowy powrót starych kompanów (choć może nieco przedobrzyli z ilością i namieszali z doborem). Szkoda, że pożegnaliśmy kolejnego członka obsady, ale od jakiegoś czasu choć niepozornie to przygotowywano nas na konfrontację postawy Tyreesa z szarą rzeczywistością. Dzięki nowej, całkiem klimatycznej miejscówce powiało nieco świeżością, ale oczywiście – czekamy na więcej.

 

710

* przyznaję się, że po chwilowym namyśle zmieniłem ocenę :)

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts