Autor Wątek: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.  (Przeczytany 14710 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« dnia: 23 Listopad, 2017, 15:33:42 »
Tytuł roboczy, ale wydaje mi się, że idealnie nawiązuje do głównego miejsca akcji...

Na początku była tylko Wielka Woda. Niezmierzona i tajemnicza. Za dnia odbijała promienie słońca, błękit nieba i płynące po niebie chmury. Nocą rozświetlał ją blask księżyca i gwiazd. Później z głębin wypłynęła bogini Poani - dawczyni życia, wszechpotężna matka. Jej dzieci powstałe z jej związku z bogiem ognia Ta Ke jak to Dzieci psociły i dokazywały, to one ukradły naszyjnik matki i w czasie kłótni o niego rozerwały go, a cenne klejnoty spadły do wody i powstały z nich Tysiące Wysp lśniące różnymi kolorami nocą niczym wielobarwne gwiazdy. Nowa zabawka jaką niewątpliwie były wystające z pomiędzy fal skrawki lądu wzbudziły w Dzieciach nowe, nieznane im dotąd uczucia – zazdrość i chęć władzy. Wkrótce jak to w legendach bywa, rozpoczęły głupią wojnę i wszystkie w niej zginęły. Poani przemieniła ich ciała w Wielkie Lądy. Świat ponownie ucichł. Jedynie Woda szumiała inaczej, rozbijając się o uśpione brzegi. Bogini życia tchnęła więc życie w ziemię, wodę i powietrze, dała początek wszelkiej faunie i florze a także Pierwszym Ludziom, zaś sama zasnęła razem ze swoimi dziećmi, zaś władzę nad światem przejęli potomkowie Pierwszych Ludzi.
Tak mówią mieszkańcy Wysp Korony.
Księża natomiast twierdzą, że na początku była nicość. Potem Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia była bezładem i pustkowiem, ciemność była nad bezmiarem wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. I wtedy Pan rzekł: Niech się stanie światłość... I tak Bóg tworzył ziemię, dzień i noc, słońce, księżyc i gwiazdy, stworzenia w wodzie, na lądzie i w powietrzu. Na końcu stworzył człowieka i jeszcze miał czas odpocząć...
Jakoś nie mogę zdecydować która wersja mi się bardziej podoba.

... Kapitan pokazał mi mapę. Nie miałem pojęcia, że świat jest taki olbrzymi! Mówi, że płynąc szlakiem równika przepłynąć trzeba pokonać ponad trzydzieści siedem tysięcy mil (60112 km) i niemal trzydzieści trzy tysiące mil morskich, żeby znaleźć się w miejscu z którego się wyruszyło. A od bieguna do bieguna wzdłuż południków to osiemnaście tysięcy mil z okładem (30000km), czyli nieco ponad szesnaście tysięcy mil morskich. Najszybszy kliper Cutty Sark mógł w ciągu dnia przepłynąć 350 mil przy prędkości 15 węzłów. Jemu zajęłoby to niemal sto  dni i to tylko przy sprzyjających wiatrach, prądach morskich i gdyby nie musiał omijać wysp.
Nie jestem pewny czy starczyłoby mi życia, żeby opłynąć cały świat i zwiedzić każdy skrawek. Ameryka Północna, Europa z Azją, dwa kontynenty północnej półkuli. Większą część Azji nadal stanowi białą plamę, dosłownie i w przenośni. Ponoć jest tam tak zimno, że żaden normalny człowiek nie chce tam mieszkać. Car Rosji Piotr, Paweł albo inny Aleksander, lubi tam zsyłać skazańców. Niby logiczne, szybciej umierają, niż w takiej Australii czy na wyspach. A z drugiej strony wariat.
Szeroki pas leżący mniej więcej między zwrotnikami Raka i Koziorożca, to tropikalne wyspy, rozsiane po ciepłym Oceanie Równikowym. Niektóre są tak małe, że nie widać ich na mapie, inne wcale nie ustępują wielkości takiemu Madagaskarowi.
Południową półkulę zajmuje Ameryka południowa, Afryka, Australia. Dzikie tereny. Również w większości białe plamy na mapach. Tak naprawdę jedynie wybrzeża na kilkadziesiąt mil w głąb zostały zbadane, a tajemnice odkryte. Reszta czeka na śmiałków, którzy nie boją się tubylców, pierwotnej magii, klątw i groźnych zwierząt...




(mapa skala 1:105 263 158)
« Ostatnia zmiana: 02 Grudzień, 2017, 14:44:08 wysłana przez Narwaniec »

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 28
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #1 dnia: 23 Listopad, 2017, 20:30:09 »

Northwest Fur Trade Musket

Northwest Fur Trade Musket, zwany prościej "Trade Gun", to broń czarnoprochowa kalibru .625 o zaokrąglonej kolbie oraz gładkiej, 42-calowej, ośmiokątnej lufie. Najczęściej wykorzystywane były kule .58 oraz .57. Używana przez handlarzy futra oraz Indian.


Tecumseh's Trade Gun lub Northwest Chief's Musket

Tecumseh's Trade Gun, potocznie zwany "Chief's Gun", to krótsza wersja "Trade Guna" o 42-calowej lufie. Używana powszechnie.


1795 Springfield Flintlock Infantry Musket

1795 Springfield Flintlock Infantry Musket to broń kalibru .69, 44 i 3/4-calowej [czterdziesto cztero i trzy czwarte], okrągłej lufie zrobionej z hartowanej stali węglowej z gwintowaną komorą zamkową. Zarówno zamek, jak i cylinder są wygrawerowane lub wytłoczone odpowiednimi oznaczeniami arsenału Springfield. Powszechnie używana w Stanach Zjednoczonych.


3rd Model Brown Bess Flintlock Musket

3rd Model Brown Bess Flintlock Musket, zwany krócej "Brown Bess", to lekka i krótka broń z 39-calową lufą. Używana powszechnie.


British Army Baker Rifle and Sword Bayonet

British Army Baker Rifle to broń z dołączonym bagnetem. Posiada gładką, 62-calową lufę wykonaną ze stali wysokowęglowej. Zamki są gwintowane. Używana przez brytyjskich żołnierzy.


1778 Royal Navy Sea Service Musket

1778 Royal Navy Sea Service Musket to broń kalibru .75 i 37-calowej lufie wykonanej z hartowanej nowoczesnej stali węglowej z gwintowaną komorą zamkową. Używana przez brytyjską marynarkę wojenną.


British New Land Pattern Cavalry Pistol

British New Land Pattern Cavalry Pistol, potocznie zwany "New Land Pistol", to broń kalibru .62 i 9-calowej lufie wykonanej z hartowanej nowoczesnej stali z gwintowaną komorą zamkową. Używana przez kawalerię brytyjską.

Dodatkowe uwagi:
- zamki skałkowe były dosyć zawodne: po naciśnięciu spustu zdarzało się, że kurek ze skałką nie opadał na krzesiwo, przez co iskry nie padały na panewkę z prochem i nie tworzył się płomień, który miał dostać się poprzez otwór zapałowy z boku lufy do komory powodując zapłon ładunku prochowego. Czasami również kurek opadał na krzesiwo, choć nie tworzył iskry
- bronie czarnoprochowe nie lubią wilgoci; jeżeli na panewkę dostanie się woda, broń będzie praktycznie bezużyteczna
- do utrzymania kuli w lufie używano flejtuchów; po wsypaniu prochu, zawijano w nie kulę, a następnie korzystano z obojczyka (znajdującego się przy każdym takim pistolecie), którym następnie "ubijano" kulę do końca (nie można było zostawić choć najmniejszej przerwy między prochem a kulą, gdyż mogło dojść do rozerwania lufy). Następnie odciągano kurek w pozycję do ładowania (do tyłu), która zapobiegała zwalnianiu języka spustowego. Gdy jednak byliśmy gotowi do wystrzału, odciągaliśmy krzesiwo (obok kurka), jeszcze raz wsypywaliśmy proch na panewkę, zamykaliśmy krzesiwo i odciągaliśmy kurek jeszcze dalej w tył, do pozycji, z której mogliśmy wystrzelić


Szpada

Szpada, nazywana "mieczem spacerowym" lub "mieczem do poduszki", to broń kłująca powstała w wyniku przekształcenia rapiera. Przy rękojeści widnieje tarcza ochronna. Traktowana jako broń przyboczna i część ubioru szlachcica. Waga szpady wynosi pół kilograma, a długość 90 cm.


Szabla

Szabla to długa sieczna broń biała. Wyróżnia się wygiętą głownią jednosieczną lub posiadającą pióro (dwustronnie zaostrzony końcowy odcinek głowni, służący do zadawania pchnięć).


Pałasz

Pałasz to broń biała, przeznaczona do cięć i do sztychów, z prostą, długą i szeroką jedno- lub obosieczną głownią. Pałasze posiadały najczęściej rękojeści w stylu szablowym, niektóre posiadały rękojeści rapierowe.



Kordelas to długi, prosty lub zakrzywiony, jedno- lub dwusieczny nóż myśliwski do skłuwania i patroszenia upolowanej zwierzyny. Miał nieznacznie zakrzywioną i zaostrzoną przy sztychu klingę, przystosowany był też do cięcia. Niekiedy służył w wojsku piechurom jako broń boczna. Typowy kordelas nie dawał ochrony dłoni, więc używano go raczej do polowania niż do walki.


Kord

Kord to krótki sztylet używany przez uboższe warstwy społeczne. Broń ta wyróżniała się jednosieczną, lekko zakrzywioną głownią ze sztychem ściętym od strony grzbietu i z prostym jelcem. Miał rękojeść drewnianą, nitowaną poprzecznie. Długość 30-35 cali przy szerokości głowni 1-1,5 cala i masie 2 funtów.


Falkonet

Falkonet to małe działko umieszczane na burcie okrętu bądź na kasztelu (zazwyczaj na ruchomej, widlastej podstawie); stosowane głównie w czasie abordażu. Na lądzie jako działko polowe piechoty lub w małych zameczkach. Był to rodzaj kolubryny (tzw. oktawa kolubryna), strzelającej kulami o wagomiarze 1-3 funtów (kaliber 55–70 mm).


Różne odmiany Wężownicy

Wężownica to rodzaj bezkomorowej kolubryny. Charakteryzowała się długą lufą, której zawdzięczała swoją nazwę. Była stosowana w różnych odmianach, dlatego ta sama armata mogła należeć do różnych kategorii wagowych.


Haubica

Haubica to działo kalibru od około 75 mm wzwyż, o krótkiej lufie (od 10 do 30 kalibrów) i małej prędkości początkowej pocisku, przeznaczone głównie do strzelania stromotorowego. Stosowana przede wszystkim do prowadzenia ognia do celów ukrytych za przeszkodami terenowymi. Dzięki zastosowaniu zmiennych ładunków miotających jest możliwe dokonanie zmiany stromizny toru pocisku i donośności strzelania przy tym samym (stałym) kącie podniesienia.


Folgerz

Folgerz, lub folgierz, to mała, najczęściej odprzodowa, armata o niewielkim zasięgu strzału. Ze względu na swoje niewielkie rozmiary i względnie dużą szybkostrzelność, folgerz był popularnym wyposażeniem okrętów. Spełniał on rolę krótkodystansowej broni pomocniczej. Najczęściej używano go w czasie abordażu do odparcia napastników lub osłabienia obrońców atakowanej jednostki. W tym wypadku dodatkowym atutem folgerza była jego niewielka waga, co pozwalało go łatwo przenosić w zależności od aktualnych potrzeb.


Kanon

Kanon to armata kalibru 190-210 mm. Strzelały one kulami ważącymi 57-77 funtów. Przy średnicy przewodu 210 mm i średnicy kuli 203 mm stawały się działami 64-funtowymi. Masa ich luf wahała się między 2180 a 2463 kg.


Półkanon

Półkanon to armata ważąca 1996-2183 kg przy długości 2,4-2,7 m. Średnica przewodu lufy wynosiła około 160 mm, co dawało długość w granicach 15-16 kalibrów.

Dodatkowe uwagi:
- lufy dział mocowano na drewnianych lawetach wózkowych, z czterema niewielkimi kołami. Działa po wystrzale cofały się na skutek odrzutu do wnętrza kadłuba, hamowane grubymi linami, gdzie były ponownie ładowane i podciągane przez załogę za pomocą talii do burt. Jedynie nieliczne lżejsze działa, montowane w nadbudówkach dziobowych i rufowych, służyły do prowadzenia ognia w kierunku do przodu lub do tyłu podczas pościgu lub ucieczki. Cięższe działa w charakterze dział pościgowych stosowano natomiast na galerach, prowadzących walkę w szyku czołowym. Najlżejsze działa stosowano jako działka relingowe– mocowane obrotowo na nadburciach, przy tym część z nich była działami odtylcowymi. Stosowano je do rażenia załogi okrętu podczas abordażu. Działa tego okresu nie miały żadnych przyrządów celowniczych, celowano orientacyjnie po osi lufy
- do obsługi większych dział potrzeba było od 9 do 18 osób

Schemat ładowania armaty:

« Ostatnia zmiana: 24 Listopad, 2017, 07:50:38 wysłana przez FilipSzampan »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #2 dnia: 23 Listopad, 2017, 21:52:54 »
Budowa żaglowca, czyli to co szanujący się pirat i marynarz wiedzieć powinien...

Takielunek składa się z masztów, rei, olinowania i żagli. Przednia część kadłuba, nazywana dziobem, jest spiczasta, tylko w przypadku dżonek i niektórych typów barek jest jakby ścięta. Tylna część, nazywana rufą, czasami może być ścięta i w tym przypadku nazywa się pawężą lub rufą pawężową. Dno statku może mieć kształt płaski, obły lub kilowy. Kilowy kształt dna w pewnym sensie zwiększa stateczność poprzeczną statku i z tego powodu używany był głównie na małych łodziach, takich jak łodzie wikingów i Arabów, natomiast’ wielkie klipry miały dno prawie płaskie. Kadłub żaglowca tworzony jest przez szkielet, pokryty poszyciem zewnętrznym i wewnętrznym, oraz z góry pokładem.



Poszycie kadłuba tworzą klepki zamocowane do wręg. Klepki są znitowane lub przyszyte do siebie brzegami sąsiednich klepek w sposób podobny do układania dachówek (poszycie zakładkowe – klinkierowe) lub też są układane ściśle przy sobie (poszycie stykowe – karawelowe), aby powierzchnia kadłuba była gładka (rys. 2). Poszycie klinkierowe jest bardziej szczelne, ale powoduje większy opór wody. Poszycie szyte, jakie miały na przykład najstarsze statki wikingów, było bardziej elastyczne i występowały w nim mniejsze naprężenia. Nadbudówki są zwykle jakby przedłużeniem burt statku. Nadbudówki dziobowe i rufowe oprócz tego, że służą jako pomieszczenia mieszkalne, w pewnym sensie chronią statek przed falami od strony dziobu i rufy. Nadbudówki mogą być również mniejsze, tak że między nimi i burtami jest pusta przestrzeń. Pokład jest chroniony przed falami również przez nadburcie, której jest jednak tylko elementem zabezpieczającym dla załogi, a nierzeczywistą burtą statku.

Nadburcia nie należy mylić z wolną burtą, która sięga od linii zanurzenia do wysokości głównego pokładu. Materiałem używanym do budowy żaglowców było drewno dębowe, sosnowe, jodłowe, modrzewiowe, cedrowe lub drewno różnych gatunków mahoniu. Statki drewniane więc nie mogły być dłuższe niż 100 m i z tego powodu rozmiary statków powiększyły się dopiero w momencie, kiedy do ich budowy użyto żelaza i stali. Pierwsze żaglowce o konstrukcji stalowej pływały również na liniach „herbacianych”, ale żelazu przypisywano niekorzystny wpływ na jakość herbaty, a poza tym stalowe poszycie obrastały wodorosty i muszelki. Natomiast większe zalety posiadały klipry kompozytowe. Miały one tylko żelazny szkielet z drewnianym poszyciem, które było pokryte blachą miedzianą, chroniącą kadłub przed obrastaniem. Dzisiaj w tym samym celu stosowane są specjalne farby.



Takielunek dzieli się ogólnie na stały i ruchomy. Do takielunku stałego w pierwszym rzędzie należą _maszty i liny służące do usztywniania masztów w kierunku wzdłuż i w poprzek. Takielunek ruchomy składa się z rei, żagli oraz lin do stawiania i opuszczania żagli. Do masztów zaliczamy również bukszpryt, ukośne drzewce przymocowane na dziobie statku najczęściej pod kątem 20-30°. Zazwyczaj niewielki przechył do tyłu mają środkowy i tylny maszt, w celu przeciążenia ich w kierunku rufy. Maszty mogą być wykonane z jednej lub kilku części. Zwykle maszt składa się z kolumny i kilku dokładnie do siebie dopasowanych części, kolejno od pokładu nazywanych stengą, bramstengą i bombramstengą (ostatnie dwie części czasami mogą być połączone tworząc jedną całość). Poszczególne części masztu są połączone ze sobą w dwóch miejscach- przy wierzchołku niższej części i pięcie wyższej za pomocą okuć, marsa i salingu.



W zależności od typu osprzętu żaglowego maszty przybierają następujące nazwy (licząc od dziobu):

1) na statkach dwumasztowych — grotmaszt i bezanmaszt (jol, kecz) lub fokmaszt i grotmaszt (szkuner, bryg, brygantyna) 2) na statkach trójmasztowych — fokmaszt, grotmaszt, bezanmaszt (szkuner, bark, barkentyna), natomiast w przypadku fregaty używa się nazw: fokmaszt, grotmaszt i stermaszt. Na statkach, które posiadają więcej niż trzy maszty, pierwszy nazywa się fokmasztem a ostatni bezanmasztem, natomiast maszty środkowe nazywają się kolejno grotmaszt pierwszy, grotmaszt drugi … itd. Stermasztem jest również ostatni maszt z żaglami rejowymi na barku cztero i więcej masztowym. Na przykład maszty fregaty pięciomasztowej nazywają się kolejno: fokmaszt, grotmaszt pierwszy, grotmaszt drugi, grotmaszt trzeci i stermaszt. Żaglowce sześciomasztowe posiadają cztery grotmaszty, to jest pierwszy przedni grotmaszt, drugi przedni, pierwszy tylny, drugi tylny, oczywiście wraz z fokmasztem, stermasztem lub bezanmasztem.

Bukszpryt jest zwykle przedłużony drzewcem nazywanym bomstengą lub jeszcze dalszą częścią, nazywaną bombramstengą. Bukszpryt jest ze stengą połączony w dwóch miejscach okuciem (wewnętrznym zewnętrznym). Zamiast rozpórki salingowej bukszpryt ma rozpórkę pionową, nazywaną delfiniakiem. Bukszpryt z kilkoma stengami może posiadać również rozpórki poziome, nazywane blindgaflami lub watersalingami, które służą do rozpinania lin usztywniających bukszpryt i jego części.



Reje zawieszone są na masztach w połowie swojej długości poprzecznie do podłużnej osi statku. Do rei jest zamocowana górna krawędź żagla, który jest na dolnych końcach przymocowany do rei niższej. Żagiel najniższej rei jest zamocowany w rogach szotowych linami obłożonymi wprost na kołkownicach. Reje są zawieszone w sposób ruchomy, to znaczy, że niektóre mogą być wybierane lub opuszczane oraz mogą obracać się w płaszczyźnie poziomej. Końce rei nazywają się nokami i dzięki linom — topenantom, utrzymywane są w płaszczyźnie poziomej (rys. 5).

Podstawowe nazwy rei, na przykład grotmasztu, licząc od pokładu są następujące: grotreja, grotmarsreja, grotbramreja. Czwartą reją jest grotbombramreja, ale ustawienie kondygnacji rei może być również inne: grotreja, grotmarsreja dolna, grotmarsreja górna, grotbramreja i grotbombramreja. Maszt z kondygnacją sześciu żagli może więc mieć grotreję, dwie grotmarsreje, dwie grotbramreje i grotbombramreję. Bardzo rzadko występują jeszcze dalsze reje, jak grottrumselreja i ewentualnie jeszcze grottopreja (rys. 13). Nazwa rei jest więc poprzedzona nazwą masztu, na przykład fokreja, grotreja, sterreja, fokbramreja, sterbombramreja itd.



Reje mogą być na obydwie strony przedłużone lekkimi rejkami, na których podczas korzystnego wiatru podwieszano żagle wytykowe, nazywane lizlami . Z tyłu stermasztu znajduje się bom i gafel, na których drzewcach jest rozpinany żagiel gaflowy (rys. 7). Na mniejszych żaglowcach bom jest wyposażony w specjalne okucie, które pozwala refować żagiel nawijając go na bom. Górne drzewce — gafel, jest do masztu przymocowany w taki sposób, aby było możliwe poruszanie go dookoła masztu oraz wciąganie lub opuszczanie. Na większych żaglowcach istniała możliwość zmniejszania powierzchni żagla przez refowanie za pomocą reflinek.



Olinowanie dzieli się na stałe i ruchome. Do olinowania stałego należą liny do usztywniania i wiązania masztów, jak również perty, to jest liny rozciągnięte pod rejami, na których opierają nogi marynarze pracujący przy żaglu. Do lin do usztywniania należą paduny, sztagi, wanty oraz watersztagi. Wanty wzmacniają poszczególne części masztów. Na przykład na grotmaszcie są następujące wanty: grotwanty — biegną od marsa do burt, grotstenwanty — od salingu do marsa, grotbramwanty — od jabłka masztu do salingu. W ten sam sposób są nazwane paduny biegnące od steng lub bramsteng do burt nieco za wantami, na przykład grotstenpaduny, grotbrampaduny. Na wantach znajdują się wyblinki, czyli poprzeczne linki, przez co wanty spełniają również funkcję drabinek linowych, po których marynarze wspinają się na wyższe kondygnacje masztów. Paduny i wanty są zamocowane pod deską rozporową, jeżeli jej nie ma, to wprost do burt statku. Nazwy padunów i want są więc tworzone od nazw poszczególnych masztów, na przykład fokpaduny, sterbrampaduny, itd.



Sztagi znajdujące się w linii symetrii statku wspierają maszt i biegną pomiędzy dziobem i masztem. Tylny maszt, który jest najbardziej nachylony do tyłu, jest wzmocniony przez sztagi zamocowane do grotmasztu, który jest mniej nachylony i jednocześnie jest wzmocniony sztagami biegnącymi do fokmasztu. Fokmaszt jest następnie wzmocniony sztagami zamocowanymi do bukszprytu. Maszt złożony jest usztywniony kilkoma sztagami, których nazwy są wyprowadzone z nazwy masztu, na przykład w przypadku fokmasztu w sposób następujący: foksztag, fokstensztag, kliwerstensztag, bomkliwerstensztag, fokbramsztag, itd.



Watersztagi zamocowane do burty i dziobnicy wzmacniają bukszpryt i jego stengi. Do olinowania ruchomego należą fały — liny służące do podnoszenia rei i żagli, gejtawy — liny do podbierania rogów szotowych żagli podczas ich zwijania, następnie szoty, które są zamocowane do rogów szotowych żagli oraz brasy — liny, które służą do brasowania, to jest obracania rei na maszcie w płaszczyźnie poziomej.



Nazwy lin są wyprowadzone z nazw rei, na przykład fał grotbramrei, bras grotrei. System fałów i brasów w minionych stuleciach doznawał wielu zmian i powstawały różne skomplikowane sposoby olinowania. Podział żagli można przeprowadzić na kilka sposobów: według położenia względem statku i wówczas jest to ożaglowanie rejowe ustawione prostopadle do płaszczyzny symetrii statku; lub skośne ustawione w płaszczyźnie symetrii statku (żagle gaflowe, sztakslowe, łacińskie, itd.). Według kształtu, żagle mogą być trójkątne oraz czworokątne, według sposobu podwieszenia rozróżniamy żagle rejowe, gaflowe i sztakslowe. Żagle, które są nad żaglami gaflowymi, nazywają się topslami. Ożaglowanie bermudzkie — to typ z wysokim trójkątnym żaglem rozpiętym między masztem i bomem. Na bukszprycie były stosowane żagle bukszprytowe, podwieszone na tak zwanych falszrejach. Żagle mogły być dwóch rodzajów, podbukszprytowe i nadbukszprytowe, zamocowane na małym maszcie ustawionym na bukszprycie.



Żagle skośne, mianowicie gaflowe, są w stosunku do rejowych korzystniejsze nie tylko ze względu na łatwiejszą obsługę, ale przede wszystkim dlatego, że dalszym żaglom odbierają mniej wiatru niż żagle rejowe. Sztaksle są podwieszone na sztagach; na bukszprycie zupełnie zastąpiły żagle rejowe i między masztami uzupełniają system żagli rejowych lub gaflowych. Sztaksle przednie, licząc od przodu są nazwane kolejno: jeger (lub latacz), bomkliwer, kliwer, fokstensztaksel. Nazwy sztaksli między masztami są wyprowadzone od sztagów, na których są podwieszone, na przykład grotstensztaksel, grottopstensztaksel, itd.



W dziejach żeglugi najwięcej żaglowców było wśród małych statków, przeznaczonych do krótkich rejsów na płytkich przybrzeżnych wodach. Różnice pomiędzy małymi przybrzeżnymi żaglowcami w poszczególnych częściach świata wypływały z różnych funkcji i warunków geograficznych, oceanograficznych, klimatycznych, jak również z różnic poziomu cywilizacyjnego poszczególnych narodów. Większe statki przeznaczone do żeglugi na wielkich morzach i oceanach miały w zasadzie funkcje prawie takie same, lub bardzo podobne, a między nimi były mniejsze różnice. Na przykład stosunek długości do szerokości na linii wodnej wynosił na ogół około 3 : 1 do 4: 1 (zdarzały się statki, których stosunek wynosił 6 : 1, nawet 8 : 1), stosunek szerokości do zanurzenia wynosił około 2 : 1, stosunek wyporności, to jest ciężaru statku do zanurzenia, wynosił około 1,6 : 1, itd.


Rysunek 14

Fredrik H. af Chapman, jeden z największych autorytetów od budowy statków XVII i XVIII w., klasyfikował statki tego okresu na poszczególne typy według kształtu kadłuba, a głównie według kształtu jego części dziobowej. W dzisiejszych czasach jest stosowany podział żaglowców według takielunku, to znaczy liczby masztów i rodzaju ()żaglowania. Żaglowce dzielimy na: jednomasztowe, dwumasztowe, trzymasztowe i wielomasztowe. Przez dalsze kombi-nacje poszczególnych rodzajów ożaglowania powstało wiele nowych typów żaglowców, które są pochodną typów podstawowych.


Rysunek 15

Żaglowce jednomasztowe (rys. 14) mają trzy podstawowe typy ()żaglowania: ket, slup i kuter. ()żaglowanie typu ket jest złożone tylko z jednego żagla, którym może być żagiel gaflowy (a), bermudzki (b), łaciński (c), arabski (d), lugrowy (e) lub rozprzowy (f). Slup ma dwa żagle, grota i foka. Żaglem głównym jest żagiel gaflowy (g), lub bermudzki (h), natomiast żaglem przednim jest trójkątny sztaksel. Również kuter wyposażony jest w jeden tylko maszt, ale jednocześnie w najmniej trzy żagle. ()żaglowanie tego typu jest złożone z grota i dwóch, a najczęściej jednak trzech sztaksli, to jest foka, kliwra i latacza. Grot może być gaflowy (i), lub bermudzki (j). Kuter gaflowy może mieć jeszcze topsel i dalsze żagle sztakslowe.


Rysunek 16

Małe żaglowce dwumasztowe, czasami nazywane też półtoramasztowymi (rys. 15), mają dwa maszty, z przodu grotmaszt i z tyłu mniejszy bezanmaszt. Do tego typu należą jol i kecz, a ze statków starszych na przykład ewer i galiota. Jol ma bezanmaszt ustawiony na nawisie rufowym, to jest za sterem, dlatego też maszt jest niezbyt wysoki. Kecz (c, d) ma bezanmaszt przed sterem i dlatego może mieć większy żagiel, z którym jest zdolny żeglować nawet bez grota. Jol lub kecz mają grotmaszt ożaglowany jak kuter z dwoma lub trzema sztakslami. Na bezanmaszcie jest mniejszy żagiel bermudzki lub gaflowy.


Rysunek 17

Wielkie żaglowce dwumasztowe (rys. 16) to brygi, szkunery dwu-masztowe i hybrydy typów poprzednich. Bryg (a) ma na obydwu masztach (fokmaszcie i grotmaszcie) żagle rejowe, może mieć na grotmaszcie również żagiel gaflowy, ale wówczas równocześnie i na grotmaszcie wszystkie żagle będą rejowe. Szkuner dwumasztowy może mieć trzy warianty: z ()żaglowaniem gaflowym (b), bermudzkim (c) i sztakslowym (d). Wszystkie trzy typy mają grot bermudzki lub gaflowy, a przed fokmasztem co najmniej dwa sztaksle przednie (kliwer, latacz). Pierwsze dwa typy mają fokmaszt z ()żaglowaniem gaflowym lub bermudzkim, szkuner sztakslowy ma między masztami jeden lub dwa sztaksle. Klasyczny szkuner gaflowy ma jeszcze żagle topowe (grottopsel i foktopsel). Hybrydy brygu i szkunera dwumasztowego to brygantyny i brygowe warianty szkunera. Brygantyna (e) ma zawsze fokmaszt z pełnym ożaglowaniem, to znaczy z żaglami rejowymi.


Rysunek 18

Grotmaszt ma żagiel gaflowy i topowy, natomiast brygan-tyna bramslowa (f) ma jednak na grotmaszcie również bramżagiel a brygantyna marslowa (g) nazywana też szkuner-brygą, ma jeszcze dalszy żagiel rejowy — marsel. Warianty brygowe szkunera mają na każdym maszcie żagiel gaflowy oraz żagle rejowe w różnych kombinacjach: szkuner marslowy (h) ma na każdym maszcie marsel i bramsel, ale bez żagli topowych. Szkuner marslowo-topslowy (j) ma na grotmaszcie żagiel topowy, w następstwie czego nie ma na tym maszcie żagli rejowych. Sytuacja jest podobna również w szkunerze bramslowym (i) i bramslowo-topslowym (k). Szkuner bramslowo-marslowy (1) ma na fokmaszcie dwa żagle rejowe, na grotmaszcie tylko jeden (bramsel), a na obydwu masztach żagle gaflowe. Oczywiście, wszystkie statki dwumasztowe mają również sztaksle przednie.

Podstawowymi typami żaglowców trzymasztowych są: fregata trzymasztowa i szkuner trzymasztowy. Ze wzajemnej kombinacji obydwu typów ożaglowania powstają następnie: bark, barkentyna i warianty fregatowe szkunera. Fregata (a) ma wszystkie trzy maszty z żaglami rejowymi, a na ostatnim, to znaczy stermaszcie,
może mieć sterżagiel (gaflowy) przy równoczesnym komplecie wszystkich żagli rejowych. Szkuner trzymasztowy (b) ma na wszystkich masztach żagle gaflowe, najczęściej dopełnione żaglami topowymi. Bark trzymasztowy (c) ma na fokmaszcie i grotmaszcie żagle rejowe jak fregata, a na bezanmaszcie bezanżagiel z bezantopslem. Barkentyna (d), nazywana również szkuner-barkiem, ma ożaglowanie rejowe tylko na fokmaszcie, a maszty następne są ożaglowane jak szkuner.

Warianty barkentyny trzymasztowej to na przykład barkentyna marslowa (e) i barkentyna bramslowa (f). Zaś warianty fregatowe szkunera trzymasztowego: szkuner marslowy (g), szkuner bramslowy (h) i dalej jak w przypadku szkunerów dwumasztowych (i, j, k). Wszystkie warianty mają na bezanmaszcie bezanżagiel i kombinacje fregaty ze szkunerem przejawiają się tylko na fokmaszcie i grotmaszcie, natomiast w przypadku barkentyny tylko na grotmaszcie, bowiem barkentyna zawsze ma fokmaszt z pełnym ożaglowaniem rejowym. Barkentyna bramslowa na grotmaszcie oprócz żagla gaflowego ma bramsel, a barkentyna marslowa również żagiel marslowy. Podobnie szkuner bramslowy ma na grotmaszcie i fokmaszcie oprócz żagla gaflowego również bramsel a szkuner marslowy — żagiel marslowy.


Żaglowce czteromasztowe (rys. 18) to: fregaty (a), szkunery (b) lub ich hybrydy. Bark czteromasztowy (c) zaopatrzony jest w bezanmaszt ze sterżaglem (gaflowym) i inne maszty z żaglami rejowymi jak fregata. Barkentyna czteromasztowa (d) ma fokmaszt z żaglami rejowymi a reszta masztów jest ożaglowana jak szkuner. Podobne kombinacje żagli mogą występować również w żaglowcach pięciomasztowych.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #3 dnia: 23 Listopad, 2017, 22:33:40 »
Kilka podstawowych rodzajów żaglowców



Kecz - żaglowiec powstały z trzymasztowego pełnorejowca przez usunięcie fokmasztu zastąpionego długim bukszprytem i bardzo dużymi sztakslami przednimi. Konfiguracje żagli zmieniały się w zależności od czasu i regionu. Klasyczny kecz z XVIII wieku posiadał na grotmaszcie jeden żagiel gaflowy i dwa rejowe, a na bezanmaszcie – jeden gaflowy i jeden rejowy. Większa przestrzeń powstała po usunięciu fokmasztu pozwalała na zamontowanie w dziobowej części pokładu moździerzy dużego kalibru – tak powstały kecze bombowe używane w niektórych marynarkach wojennych (np. brytyjskiej).



Slup wojenny. Początkowo slupy była to klasa niewielkich żaglowych okrętów, z okresu od końca XVII do połowy XIX wieku, zbliżona do korwet. Były to jednostki używane głównie do zadań pomocniczych przy flocie – łącznikowych, patrolowych, zaopatrzeniowych. Używane też były w ekspedycjach naukowych. Klasa slupów wyróżniana była głównie w krajach anglosaskich, natomiast w Europie kontynentalnej podobne okręty klasyfikowano raczej jako korwety.

Zazwyczaj slupy były trzymasztowe, z ożaglowaniem rejowym (typu fregata). Istniały też slupy dwumasztowe, z takielunkiem brygu (określane też jako klasa okrętu „bryg”). Uzbrojenie slupów stanowiło 14-18 dział niewielkiego wagomiaru w baterii burtowej, ustawionych na odkrytym pokładzie górnym.



Brygantyna inaczej szkunerbryg – historyczna klasa okrętów żaglowych, używanych w służbie czynnej od XVI do XIX w. Początkowo brygantyna posiadała zarówno żagle, jak i wiosła. Ze względu na szybkość i zwrotność była ulubionym okrętem piratów śródziemnomorskich, a nazwę swą zawdzięczała włoskiemu słowu „brigantino” (zbójecki).

Okręt ten, niewiele mniejszy niż bryg, w XVII–XVIII w. używany był na Karaibach do ochrony portów i wybrzeży, niekiedy również jako okręt eskortowy statków handlowych. Po brygu był najbardziej popularnym okrętem korsarzy i piratów.

Brygantyna – to również typ ożaglowania, posiadający dwa maszty, niosący na przednim maszcie ożaglowanie rejowe, a na tylnym ożaglowanie skośne.

Można powiedzieć, że jest połączeniem brygu (ożaglowanie rejowe) ze szkunerem (ożaglowanie skośne). Jeśli z tyłu dołożymy jeszcze jeden maszt, to otrzymamy bark (2 rejowe + 1 skośne) lub barkentynę (1 rejowe + 2 skośne). Maszty brygantyny to, w zależności od tego, który z nich jest wyższy: fokmaszt i grotmaszt (niższy, wyższy), lub grotmaszt i bezanmaszt (wyższy, niższy).



Bryg – typ ożaglowania statku, posiadający dwa maszty, oba z ożaglowaniem rejowym. Maszty brygu, licząc od dziobu, to fokmaszt oraz grotmaszt.

Bryg to także historyczna klasa okrętów żaglowych, używanych w XVII–XIX w. Okręt ten, znacznie mniejszy od fregat, używany był zarówno do ochrony portów i wybrzeży, jak i do służby rozpoznawczej oraz walki na pełnym morzu, także jako okręt eskortowy statków handlowych. Stał się popularnym okrętem bojowym korsarzy na Karaibach. Brygi miały wyporność 75–150 łasztów, długość kadłuba wynosiła najczęściej 33 m, szerokość 10 m, a zanurzenie okrętu 5 m. Cała artyleria znajdowała się na górnym pokładzie – na ogół 16–24 dział. Załoga liczyła średnio 150 ludzi.

Historycznie bryg to grupa kilku typów statków powstałych przez usunięcie z fregaty tylnego masztu, które pojawiły się XVII w. Ówczesny typowy bryg – brygantyna – posiadał na grotmaszcie żagiel gaflowy (przeniesiony ze stermasztu fregaty) i powyżej niego przeważnie dwa żagle rejowe, nie posiadał tam natomiast dolnego piętra żagli rejowych. Podobnym typem był bilander, który zamiast żagla gaflowego posiadał żagiel arabski. Snow miał gafel umieszczony na tzw. falszmaszcie umieszczonym bezpośrednio za grotmasztem, co pozwalało na posiadanie dolnego żagla rejowego na grotmaszcie.

Początkowo w marynarkach wojennych brygi były używane jako jednostki kurierskie, zwiadowcze, czasem eskortowe. Ten typ ożaglowania był również popularny na średnich i małych statkach handlowych.

W XIX w. ukształtował się obecny podział między brygiem (dwa maszty rejowe) i brygantyną (tylny z ożaglowaniem gaflowym).



Fregata - Klasyczne fregaty, od XVI do początku XIX wieku, były to średnie lub duże okręty żaglowe konstrukcji drewnianej, mniejsze i słabiej uzbrojone od galeonów i późniejszych okrętów liniowych, ale szybsze i zwrotniejsze. Ostatecznie ukształtowały się jako okręty trzymasztowe, z ożaglowaniem typu fregata. Wyporność fregat wynosiła zwykle 1000-2000 t., załoga – 250-300. Mniejsze od fregat były korwety i slupy. Fregaty przeznaczone były głównie do zadań rozpoznawczych i eskortowych oraz samodzielnych działań na odległych akwenach (np. zwalczania żeglugi – działań rajderskich, zwalczania piratów itp.). Często też zatrudniane były do wypraw badawczych.

Artyleria fregat składała się z dział umieszczonych w bateriach burtowych, tak więc na każdą burtę mogła strzelać jedynie połowa dział. Ostatecznie ustalona klasa fregat charakteryzowała się tym, że posiadały tylko jeden pokład działowy, ciągnący się przez prawie całą długość kadłuba i zakryty pokładem górnym. Na odkrytym pokładzie górnym ustawiano ponadto lżejsze działa i karonady (okręty liniowe miały więcej zakrytych pokładów działowych, a korwety miały całe uzbrojenie na odkrytym pokładzie górnym). Górny pokład fregat czasami bywał zakryty jeszcze jednym, lekkim pokładem ochronnym (spardekiem), który jednak nie stanowił pokładu działowego i nie ustawiano na nim dział. Fregaty klasycznej postaci miały działa nie na całej długości pokładu górnego, ale silniejsze jednostki tej klasy miały dwa pełne rzędy dział, mimo to lżejszych od dwurzędowych liniowców. Jako ciekawostkę należy dodać, że w I połowie XIX wieku (lata 1816-1845) Brytyjczycy przebudowali na duże fregaty część mniejszych 74-działowych okrętów liniowych, ścinając im kasztele i wyższe pokłady działowe. Mimo dużej siły ognia (działa 32-funtowe w głównej baterii), modyfikacja taka jednak nie była zbyt udana.

Uzbrojenie XVIII i XIX-wiecznych fregat stanowiło 30-50 dział, z czego 20-30 najcięższych dział stanowiło główną baterię, usytuowaną na zakrytym pokładzie działowym. Największe francuskie i rosyjskie fregaty żaglowe I połowy XIX wieku miały do 60 dział. W drugiej połowie XVIII wieku typowym wagomiarem dział w głównej baterii były działa 12-funtowe, lecz na przełomie XVIII i XIX wieku, w okresie wojen napoleońskich, typowym wagomiarem artylerii głównej fregat stały się armaty 18-funtowe. Jako pierwsza w działa 24-funtowe została uzbrojona amerykańska seria dużych fregat typu Constitution, co dawało im dużą przewagę nad angielskimi odpowiednikami w wojnie brytyjsko-amerykańskiej 1812 roku. W ciągu następnych lat wagomiar uzbrojenia fregat rósł i fregaty połowy XIX wieku miały już na ogół takie same działa 32-funtowe w głównej baterii, jak okręty liniowe, lecz w mniejszej liczbie. Masa salwy burtowej fregat żaglowych I połowy XIX w. dochodziła do 400-500 kg.




Galeon - W XVI w. w Hiszpanii z południowoeuropejskiej karaki powstał nowy typ statku. W zasadzie był to wielki statek handlowy, przystosowany do celów wojennych. Pojemność galeonów sięgała 750 łasztów (tonaż od 100 do 600-700 ton, największe do 2300 ton). Długość kadłuba wahała się od ok. 30 do 55 m, szerokość od 7 do 14 m. Stosunek długości do szerokości wynosił ok. 4:1 był więc bardziej smukły od karaki.
Powstanie tak dużego i przy tym zwrotnego statku, zdolnego do długich rejsów oceanicznych, wniknęło z potrzeby rozwoju żeglugi między Hiszpanią a jej koloniami w Ameryce. Wymóg rozlokowania kabin dla osadników i żołnierzy, którzy w coraz większej ilości płynęli do Ameryki, został rozwiązany głównie przez wydłużenie i podwyższenie nadbudówki rufowej, która osiągała nawet 7 kondygnacji. Nadbudówka dziobowa była krótka, z charakterystycznym, długim, do przodu wysuniętym pomostem, nazywanym też galionem.
Galeon posiadał trzy lub cztery maszty. Pierwsze dwa niosły żagle rejowe, natomiast na pozostałych były żagle łacińskie. Żagle rejowe składają się z dwóch lub trzech kondygnacji. Na bukszprycie przybył do żagla podbukszprytowego również nadbukszprytowy żagiel rejowy, stawiany na małym maszcie w końcu bukszprytu. Kadłub miał poszycie na styk (gładkie) a w burtach znajdowały się otwory strzelnicze z furtami armatnimi (ambrazury), początkowo na jednym, później na dwu pokładach, co czyniło galeony potężnym narzędziem walki. Uzbrojone były w od kilkunastu (galeony małe i handlowe) do ponad setki dział różnych wagomiarów i kalibrów, najczęściej niewielkich. Zależnie od potrzeb był to okręt handlowy lub po uzbrojeniu - wojenny.












« Ostatnia zmiana: 26 Maj, 2020, 17:22:27 wysłana przez Narwaniec »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #4 dnia: 24 Listopad, 2017, 15:08:47 »
O życiu w XIX wieku słów kilka...

Londyn wkroczył w XIX wiek z trwogą. Przerażeni wydarzeniami Francuskiej Rewolucji ludzie wyczekiwali, kiedy pojawi się iskra, która spowoduje wybuch. Czy arystokratyczne głowy są zagrożone? Krzyczały dzienniki powszechne. W dziewiętnastym wieku Londyn stał się pierwszą nowoczesną metropolią. Masy miejskie żyły lokalnym spektaklem, który wzbogacały dzienniki brytyjskie po dziś dzień zakorzenione w głębokiej tradycji bulwarowych wieści.
 
Początków Londyńskich slumsów obserwator doszukuje się w XIX wieku. Jednak swoje obserwacje należy skierować mniej więcej o pięćdziesiąt lat wcześniej, do połowy XVIII wieku. Kiedy populacja Londynu zaczęła wzrastać w skali do tej pory nie zaobserwowanej w Europie, zaczęły powstawać zbiorowiska biedy. Przez cały XIX wiek populacja tego miasta rosła, a krajobraz niegdyś sielankowy zaczął spowijać Londyński horyzont czarnymi kłębami dymu. Wyrażają, to obrazy, jak i zdjęcia ówczesnych artystów. Między innymi takich malarzy jak J.M.W Turner, który malował przemijający świat i jak inni sobie ówcześni z trwogą obserwował tajemniczy przerażający krajobraz, który budował się u jego stóp.
 
Pierwsze slumsy powstawały w okolicach manufaktur późniejszych fabryk. W zasadzie przeludnienie występowało w krótkim czasie w miejscach, w których postawiono fabrykę niezależnie, gdzie się pojawiły. Stawianie wytwórni przemysłowych w centrum miasta było, wtedy dość logicznym rozwiązaniem. Dla przemysłowca z początku XIX wieku, istotny jest dobry dostęp do portu lub zbytu ze względu na słabo rozwiniętą komunikację. Pierwszy publicznie dostępny transport w Anglii uruchomiono dopiero w 1803 roku (Surrey Iron Railway), natomiast pierwsza lokomotywa napędzana parą wyruszyła dopiero w 1804 roku. Zanim to nastąpiło towary transportowano po wodzie, ponieważ transport lądowy był zbyt kosztowny, dlatego większość fabryk powstawała pragmatycznie w sąsiedztwie rzeki.
 
Skupiska robotnicze uchodziły za centrum biedy. Źle skonstruowane domy, brak odpowiednich warunków sanitarnych i otaczający wszystkich bród sprawiły, że druga część społeczeństwa nie uczestniczyła w życiu slumsów ani się zbytnio nimi nie zajmowała. Londyńczycy ery Wiktoriańskiej zdawali się ignorować fakt istnienia skupisk biedy. Powszechne mity rozpowszechniane ówcześnie i wynikające z ignorancji społeczeństwa, wspomagały stereotypy. Zgodnie z duchem protestanckim, część ludzi uważała, że biedni są sami winni swojej biedy. Ich położenie jest spowodowane przez lenistwo lub brak odpowiednich chęci do pracy. Już, wtedy uważny obserwator mógł stwierdzić, że opinie te nie odzwierciedlają prawdy.

W XIX w. Wielka Brytania była najpotężniejszym mocarstwem na świecie, a Londyn największą metropolią globu. Imperium rządziło i opływało w dobrobyt, ale na ulicach jego stolicy ludzie umierali z głodu. W nędzę londyńskiej biedoty aż trudno uwierzyć.

"Blisko tego odcinka Tamizy, gdzie wznosi, się tuż nad rzeką kościół w Rotherhithe, tam, gdzie budynki na wybrzeżu są najbrudniejsze, a statki na rzece najczarniejsze od węglowego pyłu i dymów ze stłoczonych niskich domostw, mieści się najnędzniejsza, najdziwniejsza, najbardziej niezwykła z licznych dzielnic, które kryje Londyn.

Aby dojść do tego miejsca, obcy przybysz musi przejść przez labirynt dusznych, wąskich, zabłoconych, uliczek. Płynie nimi ciżba najbardziej prostackich a zarazem najuboższych ludzi znad rzeki (…). Przepychając się wśród bezrobotnych robotników najniższych kategorii, tragarzy okrętowych, ulicznych złodziei węgla, bezwstydnych kobiet, obdartych dzieci i wszelkiego rodzaju mętów i szumowin nadrzecznych – przybysz z trudem toruje sobie drogę.

Odrażające widoki i wonie uderzają nań z wąskich zaułków odchodzących w prawo i w lewo, ogłusza go turkot naładowanych ciężko wozów wiozących wielkie sterty towarów ze składów, które wznoszą się na każdym rogu."


Zdarzało się, że na londyńskich ulicach ludzie umierali z głodu. Być może któryś z moich czytelników pamięta nieszczęsnego młodego człowieka, który napisał kredą słowa „Umieram z głodu” na kładce dla pieszych koło mostu Waterloo od strony Surrey.

Leżał zwinięty w kupkę nieszczęścia i sprawiał wrażenie martwego z zimna i nędzy. Przez dziury w bawełnianej kurtce widać było nieokrytą koszulą szyję i ramiona. Butów ani pończoch nie miał– napisał badacz londyńskiej biedy Henry Mayhew.

Londyńskie ulice zapełniały gromady obdartych dzieci, kradnących, żebrzących, handlujących lub usiłujących znaleźć coś do jedzenia. Wiele z nich zostało porzuconych przez rodziców lub wyrzuconych z zakładów rzemieślniczych, w których miały uczyć się zawodu.

Wciąż chodziły półnagie albo w obszarpanych szmatach i obrzucały się nawzajem wyzwiskami i przekleństwami, tarzały się w ulicznym brudzie albo kradły w porcie i na nabrzeżach – relacjonował świadek. Część dzieci ulicy trafiało do przytułków prowadzonych przez parafie. Dostawały tam dach nad głową i lichą strawę, ale w zamian musiały ciężko pracować.

Od siódmej rano do szóstej wieczorem tkały wełniane lub lniane sukno albo dziergały pończochy. Kierowano je też do sprzątania. Częste było wypożyczanie przez przytułki swoich podopiecznych przedsiębiorcom jako tanią siłę roboczą do fabryk. Przytułki były brudne i ciasne, a ich personel zwykle brutalny i bezduszny.

Na porządku dziennym było bicie i poniżanie. Za nieposłuszeństwo wymierzano karę chłosty. Niesforny chłopak był na oczach wszystkich przywiązywany do stołu bądź do specjalnie przygotowanych lin na ścianie, a następnie dotkliwie bity. Po chłoście nieprzytomną zwykle ofiarę oddawano pielęgniarce.

Brutalni opiekunowie to przykra sprawa, ale co powiedzieć o rodzicach, którzy sprzedają swoje dzieci? Zdarzało się bowiem, że pijani lub bardzo biedni rodzice oddawali czteroletnich chłopców do terminu za 20-30 szylingów.

Chętnie kupowali ich kominiarze, bo mali chłopcy ze względu na drobne postury świetnie nadawali się do czyszczenia długich i wąskich londyńskich kominów. Tych, którzy nie chcieli się zagłębiać w ciemne i brudne wnętrza, kłuto szpilkami lub przypalano ogniem.
W dziewiętnastowiecznej Anglii sieroty wykorzystywano jako tanią siłę roboczą.

Praca była potwornie ciężka, zdarzały się też przypadku uduszeń chłopców, którzy utknęli w kominach. Kominiarczycy rzadko się myli, cały czas chodzili usmoleni i często zapadali na rozmaite choroby. Z powodu specyficznych warunków pracy wielu z nich zostawało kalekami w młodym wieku.

Liczbę wszystkich zatrudnionych do pracy na ulicy dzieci szacowano na od 10 do 30 tysięcy! Żadna inwestycja nie daje dzisiaj lepszego zwrotu od włożonego kapitału niż zatrudnienie dzieci z ubogich rodzin. Te dzieci, które nie trafiły do przytułków organizowały gangi zajmujące się kradzieżami sklepowymi i kieszonkowymi oraz okradaniem pijaków.

Do przytułków zwanych Domami Opieki lub Domami Biednych trafiali także dorośli. Teoretycznie miejsca te miały im zapewnić godny pobyt, dach nad głową i posiłki.

W praktyce zmieniały się w małe obozy koncentracyjne lub obozy pracy. Podopiecznych oddzielano od rodzin, odbierano im ubrania, badano, kąpano i przydzielano opaskę określającą status (np. żółta – niezamężna, ciężarna kobieta).

Podczas pobytu musieli pracować: mężczyźni kruszyli kamienie lub kości, kobiety rozplątywały liny na pojedyncze nitki, sprzątały, prały, gotowały. Praca nie była wynagradzana, a za uchylanie się odmawiano posiłku lub wtrącano do więzienia i skazywano na ciężkie roboty. Częste były szykany, bicie i molestowanie ze strony personelu.

Skąd brały się tak wielkie i tak drastyczne obszary biedy w najbogatszym mieście świata? Londyn – jak każda metropolia – przyciągał mieszkańców prowincji, którzy ściągali do stolicy w poszukiwaniu lepszego życia. Zajęcie znajdowali w tamtejszych licznych fabrykach, przedsiębiorstwach i firmach.

Wystarczyło jednak, że zima była chłodna, by dokerzy, robotnicy budowlani czy pracownicy firm przewozowych byli bezceremonialnie wyrzucani z pracy.

Podobnie skutkowało każde pogorszenie koniunktury na rynku czy kłopoty gospodarcze. Bez środków do życia zostawali także chorzy, inwalidzi i ludzie zbyt starzy, by pracować. Doliczmy do tego ich rodziny i kolejnych przybyszów nieustannie ściągających do miasta i otrzymamy milionowe liczby biedaków zaludniających XIX-wieczny Londyn.

Jednocześnie elity opływały w zbytki, ślepe na to co działo się czasem tuż za ich drzwiami...

Społeczeństwo w XIX wieku dzieliło się na wiele grup, takich jak: arystokracja, szlachta, posiadacze majątków ziemskich, szlachta bez ziemi (zarabiająca pracą własnych rąk), burżuazja (np. bankierzy, właściciele fabryk), klasa średnia, klasa pracująca, biedota miejska i chłopi. W pierwszej kolejności przyjrzymy się obyczajom towarzyskim tych najwyżej postawionch w hierarchii.

Życie towarzyskie wyższych sfer w XIX wieku, było podporządkowane konwenansom. Każda lepiej urodzona osoba, musiała być obeznana z savoir vivre’m, który zawierał zasady dotyczące niemal wszystkich elementów życia codziennego. Były tam zalecenia odnośnie nie tylko rozmowy i sposobu mówienia, ale także patrzenia, sposobu kłaniania się, odkładania cylindra, należytego zachowywania się podczas spaceru czy tańca. Bywały także poradniki z przygotowanymi dialogami – propozycjami dyskusji czy pogawędek. Ludzie tamtych czasów otaczali się zakazami i nakazami, dlatego będąc w towarzystwie, nieustannie należało pilnować etykiety, która była ważniejsza niż sama atmosfera spotkania. Jak nietrudno się domyśleć, reguł XIX wiecznego savoir vivr’u było mnóstwo, a najdrobniejsze uchybienia mogły wywołać poruszenie w towarzystwie, co najczęściej kończyło się plotkami.

Plotka była zmorą elitarnego grona. Ofiara obmowy narażona była na ostracyzm. Obmawiana dama mogła zostać wykluczona z towarzystwa jeśli była mężatką, zaś młoda dziewczyna mogła przez nieżyczliwość innych zostać starą panną. Były to dwa główne powody, dla których pilnowano manier i na każdym kroku udowadniano swą przyzwoitość. Zewsząd obawiano się plotkowania, a obmowa była tak powszechna, że zalecano nie zatrudniać służącej zwolnionej z domu swych znajomych , by nie przeniosła do nowych państwa tajemnic poprzedniej rodziny.

W XIX w. kobiety miały dość smutną dolę, w porównaniu do dzisiejszych czasów.; były wręcz ubezwłasnowolnione. Nie mogły same wychodzić na ulicę, spacerować, odwiedzać kawiarni, czy chodzić na bale. Przebywanie we wszystkich powyższych miejscach, było możliwe tylko w asyście męża, rodziny, przyjaciółki, służącej bądź guwernantki. Uważano kobiety za zbyt lekkomyślne, by mogły samodzielnie uczestniczyć w życiu publicznym. Dbając o dobre imię niewiast, rodzice towarzyszyli córkom, a mężowie swoim żonom na każdym kroku. Kiedy małżonek był schorowany, czy niechętny balom, jego żona musiała pozostać w domu. Jedyną możliwością było wtedy wyjście z córką, ale tylko za pozwoleniem głowy rodziny.

Nie przywiązywano wagi do wad kobiety, tego czy była mądra, elokwentna, oczytana, pracowita. Największymi cnotami była przyzwoitość i wierność mężowi, który wierny być nie musiał. Należało udawać, że nie widzi się zdrad partnera.

Oczywistym było, że w życiu publicznym kontakty damsko – męskie były bardzo ograniczone, często teatralne, bardzo zdystansowane i powierzchowne. Zabronione były odwiedziny mężczyzny w domu kobiety, i na odwrót. Do takich wizyt potrzebni byli świadkowie. Świat panów był bardziej otwarty i wyrozumiały.

Ludzie wyżej urodzeni, jak np. arystokracja, odnosili się lekceważąco do innych, oczekiwali estymy, podkreślali swą wyższość. Osoba o hrabiowskim pochodzeniu nie spoufalała się z niższą klasą społeczną. Tak samo postępowała szlachta w stosunku do mieszczan i chłopów. Bywali i tacy arystokraci, którzy w ogóle nie rozmawiali z ludźmi z niższych stanów.

Poradniki etykiety radziły, jak należy właściwe odnosić się do elit: kłaniać się niżej niż pozostałym, niezależnie od płci przepuszczać ich przodem w drzwiach, nie wyprzedzać, nie zadawać pytań o to jak się czują, co robią, dokąd idą; nie wytykać błędów, ani nie udowadniać kłamstwa. W dobrym tonie było pozwolić możnemu wygrać w karty. Gości należało usadzić przy stole również zgodnie z pochodzeniem; przy gospodarzach siedzieli zawsze ci najznamienitsi ze wszystkich klas.

Ponadto w szkołach panował rozdział uczniów lepiej urodzonych, od tych z niższych warstw. W teatrach spotkać można było dwie kasy biletowe, a tramwaje konne miały dwie klasy (w pierwszej klasie- siedzenia wybite czerwonym pluszem, w klasie drugiej- drewniane ławki). Kamienice posiadały dwa osobne wejścia: szersze dla państwa, i węższe dla służby. Wszystko to po to, by arystokrata nie musiał znosić bliskiego towarzystwa mieszczanina.

Niektóre z XIX wiecznych zasad były doprawdy kuriozalne: podczas jakiegokolwiek wypadku na ulicy, nie należało pomagać poszkodowanemu, ze względu na swoją pozycję społeczną. Mogło się okazać, że potrzebujący wykonuje jakiś prosty zawód, a zetknięcie się z taką osobą, mogło sprowokować plotki. Podstawą było zachowywanie dystansu wobec innych, nieznajomych ludzi,.

A oto kilka fragmentów z ówczesnych poradników dobrych manier:

„Jeżeli mąż wyjeżdża na czas jakiś za interesami, żona powinna przenieść się do jego rodziców i tylko w przypadkach zazwyczaj smutnych do rodziców swoich”.

„Nie przystoi szukać towarzystwa dam, gdy zalatuje od ciebie woń wina lub innego trunku albo gdy czuć zapach tytoniu. Palacze powinni po wypaleniu umyć sobie wąsy i brodę”.

„Młodzieniec nie powinien brać w rękę przedmiotów swej danserki, to jest: bukietu, chustki, wachlarza, bo oznacza to poufałość, zwracającą uwagę ogółu”.

„Idąc ulicą nie należy zaglądać paniom w oczy”.

„Nie przystoi znajomej damy zatrzymywać na chodniku, chyba, że do tego będziesz zmuszony przez okoliczności”.

„Będąc w gościnie nie wypada pluć na podłogę (…)”

„Chodząc po ulicach, nie miej w zwyczaju jeść czegokolwiek nawet orzechów i jabłek itp., bo to na wsi uchodzi, ale w mieście wcale nie przystoi”.

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 28
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #5 dnia: 24 Listopad, 2017, 19:21:14 »
Rok 1815. Nowe potęgi, nowe odkrycia. Napoleon Bonaparte powraca na tron Francji i rozpoczyna słynne „100 dni Napoleona”. Powstaje kolejna koalicja antyfrancuska, która zawzięcie walczy i broni się przed francuskim władcą. Wojna między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi, choć teoretycznie zakończona, wciąż trwa i cały czas podejmowane są kolejne działania wojenne; żadna ze stron nie chce się poddać. Handel niewolnikami przynosi duże zyski przede wszystkim Portugalczykom, Brytyjczykom, Hiszpanom, Francuzom oraz Holendrom. Aleksandryna Wiktoria Hanowerska zasiada na tronie po śmierci Wilhelma IV. Oprócz Wielkiej Brytanii, ma pod sobą wiele kolonii; Rodezję, Beczuanę, Kondominium Anglio-Egipskie, Egipt, Nigerię, Złote Wybrzeże, Sierra Leone, Gujanę Brytyjską i większość Afryki, ustępując jedynie Francji zachodnią Afrykę, choć ze względu na nowo podjęte działania wojenne Napoleona Bonaparte, Brytyjczycy gotów są przejąć te ziemie. Wiele osób podaje w wątpliwość kompetencje nowej królowej. Książe Neapolu, Joachim Murat, rozpoczyna z Austrią wojnę w celu ocalenia tronu.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #6 dnia: 24 Listopad, 2017, 19:58:45 »
XVIII wieczny Paryż, czyli seks w wielkim mieście.

Wedle Françoisa Tiphaigne de la Roche (1722 – 1774), źródłem miłości jest oddziaływanie wydzielanej przez ludzi “substancji sympatycznej”. Ta “delikatna i niewidzialna para” jest szczególnie silna u ludzi młodych, dlatego  są szczególnie podatni na porywy zmysłowości. XVIII-wieczny Paryż był stolicą świata, nawet w prostych ludziach rosła chełpliwość z przynależności do tego wybranego skrawka ziemi, świat to dodatek do miasta świateł. Każdy dzień był świętem, powszechna w paryżanach niechęć do pracy przejawiała się w kłębowisku ludzi przemierzających ulice o każdej porze. Substancji sympatycznej ówcześni paryżanie wydzielali wyjątkowo dużo, a w jej ukierunkowaniu pomagały ogrody, parki, buduary, teatry. Wśród cudzoziemców panował pogląd, że do Paryża nie powinno się wysyłać młodych ludzi przed ukończeniem 25 roku życia.

Carlo Goldoni, zakochany w Paryżu włoski komediopisarz, napisał w wydanych w 1787 roku pamiętnikach: “mówią na przykład, że korzystanie z uciech jest bardzo kosztowne. To niesłuszne. Mam mniej pieniędzy od innych, a korzystam, bawię się i jestem zadowolony. Są przyjemności odpowiednie dla każdego stanu posiadania.” Park Jardins des Tuileries, od czasów Ludwika XIII  dostępny dla wszystkich, szybko stał się “ostoją miłości”, jak wyraził się o nim badacz dziejów miasta Henri Sauval (1623 – 1676). Prawie wszystko, o czym można by zamarzyć, dało się w parku zrealizować. Wytworni adoratorzy organizowali dla swych dam koncerty w “Echu” – małym pałacyku na końcu głównej alei, mniej dystyngowani zalotnicy zadowalali się krzakami. W XVII wieku ostoją wyuzdania i wszelkich swawoli (do 1664 roku, kiedy La Notre dokonał przebudowy parku) stała się “Lisia nora” – kwietnik nieopodal dawnych fortyfikacji i Labirynt Katarzyny Medycejskiej, który “długo był zaszczycany wyczynami Kochanków”. Szczególnie homoseksualiści i pederaści upodobali sobie zaszczyczycanie parku. “Za czasów Ludwika XV, zanim nadzór policji skłonił amatorów młodych chłopców do większej ostrożności, schodzili się oni wieczorem, po ósmej, do Tuileriów. Adres ten znany był i na prowincji: markiz de Bressey udał się tam zaraz po przybyciu z Normandii.” Niestety markiz miał pecha zaproponować obcowanie cielesne strażnikowi parkowemu i został aresztowany. XVIII wieczni amatorzy uciech cielesnych z młodymi chłopcami (w tym czasie w Anglii istniały już dziecięce burdele), “kawalerowie mankietu” jak ich nazywano, mieli i inne miejsca, gdzie mogli udać się na szybki podryw; rogatki Saint-Martin, targowisko Saint-Germain, Palais-Royal, Petit-Point, nabrzeża Sekwany – gdzie pośród krzewów i cisów nieustannie dochodziło do szybkiej konsumpcji przygodnych znajomości. Uwodzenie chłopców i dziewcząt “na mieście” może nam dziś wydawać się mało atrakcyjne. Małe sklepiki i stragany wyrastały wszędzie gdzie mogły. Ociekające krwią ochłapy mięsa niemal ocierały się o eleganckie stroje wystawione na sprzedaż w kramiku obok. Zwierzęca krew wypełniała rynsztoki, nikt nie kontrolował gdzie i w jaki sposób dokonywano uboju. Smród był wszechobecny, śmierdziały ulice, domy i ludzie.

Miejsca, w których uwodzono młodszych i starszych chłopców. były powszechnie znane. a proceder nikogo nie dziwił, uczęszczali tam ludzie wszystkich stanów, nie wyłączając księży i zakonników. Ci, dla których zabrakło miejsca w krzakach Tuileriów, szli do ogrodu klasztoru Feuillantów (dzisiejsza ulica Rivoli). Nie brakowało też przyjaznych gospód wokół parków, gdzie dodatkowo można było wspomóc się trunkiem, a widok par tej samej płci nie należał do rzadkości. Tu jednak tkwiło pewne ryzyko; do roku 1791 stosunki homoseksualne podlegały karze (Francja była pierwszym krajem europejskim znoszącym ich penalizację), jako że park Tuileries był własnością królewską, nie można było dokonywać w nim aresztowań, policyjni agenci polujący na sodomitów w parku musieli ich stamtąd wywabić, a gospody świetnie się do tego nadawały. Roztropniejsi “Bezwstydnicy” mieli swoje znaki, którymi dawali do zrozumienia, czego i w jaki sposób oczekują. Kiedy język znaków się upowszechnił (niestety jego szczegółowe opisy nie zachowały się do dziś), poznali go konfidenci i przestał być ochroną. Należało zachować ostrożność w rozmowach, niejednoznaczność w grze. “Ksiądz de Rochefort, który w roku 1704 wybrał się na łowy koło paryskiego Ratusza [Hotel de Vlle] (…) rozpoczyna rozmowę na błahe tematy (…) wspomina o swoich oczekiwaniach w sposób zawoalowany (“zabawmy się, “tak jak to na pewno robisz z przyjaciółmi”)”. Do zbliżeń dochodzi dopiero przy kolejnych spotkaniach. “Bezwstydnicy” uciekali się i do innych zadziwiających metod nagabywania, jak teatralne i widowiskowe oddawanie moczu w stanie erekcji, albo uporczywe powtarzanie dowolnego, neutrealnego gestu.

Nie przeszkadzało to zbytnio tym, którzy przychodzili do Tuileriów w poszukiwaniu kobiet. Z czasem ustaliły się konkretne rewiry (jak i pory dnia), w których można było spodziewać się konkretnych i różnorodnych przygód. Bywały nie tylko prostytutki, ludzie płci obojga szukający jednorazowych przygód, ale i panny na wydaniu pragnące towarzystwa  kawalerów, rozczytane w zalewających stragany romansach.  Było ich dużo i cieszyły się wzięciem. Jeden z poczytnych twórców romansów, Nicolas Edme Restif de La Bretonne (1734 – 1806) właściciel drukarni, szwędający się nocami po mieście lubieżnik , pisał w takim pośpiechu, że mówiono, iż składał swoje romanse od razu czcionkami bez wcześniejszego spisania ich na papierze. “Tworzył tak szybko iż od r. 1767, w którym na widownię literacką wystąpił, do 1791 r., dostarczył, jak sam zeznaje, 1,632 rozmaitych artykułów. Surowy dowcip obok trafności spostrzeżeń i zbyt jaskrawy koloryt w opowieściach nie na dość estetycznym tle osnutych zastępują u niego brak artyzmu i wykształcenia. (…)  swoim Paysan percerli (4 tomy; Paryż, 1776), (…) z taką wiernością kreśli występki i moralne zepsucie swego wieku, iż dziwić się należy, co mogło spowodować rząd ówczesny, do przyznania mu w r. 1795, jako pisarzowi dzieł moralnych, publicznej nagrody.” De La Bretonne pokusił się nawet o klasyfikację kobiet oddających się rozpuście, wyróżnił pośród nich 12 kategorii: Utrzymanki – filles entretenues, Dziewczyny dla publiczności – filles publiques par etat, Półutrzymanki – filles demi-entretenues, Półcnotki – filles de moyen vertu, Kurtyzany – courtisanes, Damy światowe- femmes du monde, Panieneczki-demoiselles, Nierządnice – raccrocheuses, Ulicznice – palaestricae, Ladacznice – boucaneuses, Szlifibruki – coquines, Weteranki – barboteuses.

W XVIII wieku kobiety miały większą swobodę niż w nadchodzącym wieku XIX. Dawny porządek chwiał się w posadach, a zdobywające coraz większą siłę mieszczaństwo jeszcze nie narzuciło większości społeczeństwa swych rygorystycznych obyczajów. „Niema ani jednego skandalu, ani jednej katastrofy, ani jednego wypadku w stuleciu XVIII, w którymby [kobieta] nie brała udziału, wnosząc do nich niespodzianki romansu” (de Goncourt 1903). Te bywały dziwaczne; markiza Maria Genowefa de Mirabeau wydała jednemu ze swych kochanków – jakiemuś oficerowi, którego nazwisko jest nam nieznane – pisemne zaświadczenie, że osiągnęła z nim pełnię satysfakcji. Oficer nie był człowiekiem dyskretnym, a rzeczone zaświadczenie trafiło w ręce męża markizy. (Antonina Vallentin „Mirabeau” Warszawa 1965). Kobiety mają większy wpływ na życie społeczne „Nie królowie i ministrowie rządzą, lecz właśnie panie: de Prie, de Mailly, de Chaateauroux, de Pompadour, du Barry, de Polignac, de Stael. Roland i inne. Metresy królów, żony i krewne ministrów, w końcu awanturnice buduarowe wpływają stanowczo na przebieg wypadków historycznych.” Sytuacja ta wymusiła zmiany w stosunkach bardziej bezpośrednich, co nie znaczy że tradycyjny ich model całkiem zanikł, albo zszedł na dużo dalszy plan, niemniej sztuka uwodzenia i zalotów mocno się rozwinęła. Zdarza się w historii, że przeciwstawne sobie procesy istnieją obok siebie, bywało że przeznaczeni sobie przez rodziny do małżeństwa młodzi ludzie pierwszy raz widzieli się w dniu zaręczyn. Normy rządzące stosunkami seksualnymi były zróżnicowane – w zależności od grupy społecznej; mocno rygorystyczne bądź całkiem swobodne. Ciągle jeszcze obowiązywało prawo, wedle którego karą za cudzołóstwo było zamknięcie w klasztorze, jednak na ogół z niego nie korzystano, a odsetek ludzi nie podporządkowujących się normom w każdej warstwie był wysoki. Hrabia Jean du Barry zajmował się klasycznym stręczycielstwem, dostarczał panienki dla dobrego towarzystwa. Słynna hrabina du Barry była córką karczmarki, prowadzącej dom publiczny i nieznanego ojca, nazywała się Jeanne Becu. Hrabia sfałszował jej metrykę urodzenia i ożenił z bratem. Jak wiadomo, markiza de Pompadour miała podobne pochodzenie. Przy odrobinie szczęścia przez łóżko można było zajść daleko. Louis Marais – inspektor policyjny, który w latach 1757-1778 pracował w „obyczajówce” spisał wiele barwnych raportów.

    13 lipca 1794. Pan markiz de Gersay, zamieszkały w małym hoteliku  „Pod księciem Kondeuszem", wziął sobie właśnie  dziewczynkę nazwiskiem Jeanne Testar, lat 13, urodzoną w Paryżu.  Matka jej i ojciec żyją i są rzemieślnikami. Będzie już z rok,  jak dziewczyna ta została zdeprawowana przez nie­jakiego  Peyre’a, chłopaka z warsztatów ciesielskich w Gros–Caillou. Jest  dość duża na swój wiek i zapowiada się na równie ładną jak  jej dwie siostry, które są w świecie prawie od trzech lat.

Markiz nauczył dziewczynkę pisać i czytać, zapewnił lekcje śpiewu, i tańca. Często rodzice patrzyli życzliwie na takie „związki”, w tamtych czasach nie uważane za coś bardzo nagannego. Dla wielu dziewcząt ze stanu trzeciego był to niewątpliwy awans społeczny połączony z radykalną poprawą warunków życia. Raporty policyjne dobitnie świadczą o często bardzo wczesnej inicjacji seksualnej dziewcząt. Wspomniany Louis Marais podaje w swych notatkach służbowych i aktach wiele przykładów:

        Francoise Brar, córka chirurga w zamku królewskim w Vernet – pierwszym jej kochankiem był ksiądz Meusnier, kanonik katedry Le Mans, który przysposobił ją do praktyk libertyńskich, gdy miała lat piętnaście;
        Marie Viot, córka szewca z Paryża – w wieku cztematu lat dostała się w ręce urzędnika administracji miejskiej;
        Marie-Anne Chevillon, córka młynarza z Brie-Conte-Ro-bert – gdy miała lat trzynaście, skusił ją do kontaktów seksualnych pewien bogaty kupiec win z okolicy;
        Marie Boujard, córka mieszczanki paryskiej nie określonej bliżej profesji – w wieku czternastu lat została oddana przez matkę zawodowej stręczycielce, która sprzedała ją markizowi de Baudole, podobno wielkiemu amatorowi oddziewiczania;
        Susanne Delile, córka rzeźnika z Metzu – gdy miała lat szesnaście, oddana została przez ojca księciu de Montmorency;
        Marie-Catherine Guerinau, której ojciec nie żył od lat, a matka była zamężna z pewnym „człowiekiem interesów” -straciła dziewictwo w wieku piętnastu lat z metrem tańca, który miał uczyć ją elegancji i dobrych manier;
        Madeleine Oueru, córka siodlarza – mając jedenaście lat, uciekła i zamieszkała z pewnym oficerem gwardii szwajcarskiej;
        Niejaka Sabatiny, nieślubna córka pewnego oficera irlandz­kiego w służbie francuskiej i markietanki zamężnej za sierżantem gwardii szwajcarskiej – w wieku trzynastu lat oddana została „do dyspozycji” pułkownikowi, dowódcy szwajcars­kiego regimentu;
        Marie Crousol, córka dyrektora manufaktury tabacznej w Marsylii – po śmierci ojca, gdy miała piętnaście lat; znana stręczycielka paryska madame La Varenne wymogła na matce, by za 25 ludwików oddała ją w ręce hrabiego de la Tour d’Auvergne;
        Rosę Pemay, córka perukarza z Dijon – uwiedziona została w wieku czternastu lat przez pewnego adwokata z parlamen­tu Bourgogne;
        Elisabeth Normand, córka paryskiego murarza – mając lat trzynaście została oddana na edukację libertyńską pewnemu intendentowi w służbie pani de Pompadour, który za jej dziewictwo dał matce 12 ludwików

Stręczycielstwo bardzo się rozrosło, potrzeby były wielkie i zajmowali się tym rozmaici ludzie. Jedni zawodowo, inni przygodnie, albo zupełnie z przypadku. Chętnych nie brakowało.

     7 listopada 1760. Panna Jeanne-Louise Ferriere, lat 18, urodzona w Paryżu, wysoka, dobrze zbudowana, blondynka o bardzo ładnej figurze, jest córką pewnego szewca z ulicy des Blancs-Manteaux. Przed rokiem została wciągnięta w rozpustę przez niejakiego pana de Courvoisis, oficera regi­mentu saskiego, a to za wiedzą swego ojca, pijaka, który otrzymał za nią pół ludwika, którą to cenę ów oficer zapłacił za prawo do jej pierwszych względów.

XVIII-wieczne burdele znacząco różniły się od nam znanych. Poza tym, że bywali tam ludzie różnych stanów niekoniecznie dla zaspokojenia żądz, przybytki te w wyglądzie i funkcjonowaniu niewiele różniły się od „dobrych domów”.  Wielkie musiało być zdziwienie i zażenowanie prowincjuszki pani d’Oppy, którą policja zatrzymała 15 kwietnia 1768. Dowiedziała się przy przesłuchaniu, że wytworny dom z miłą, luźną atmosferą, w którym bywała regularnie od wielu miesięcy, gdzie oddawano się różnym igraszkom, nie był jak jej powiedziano przy zaproszeniu domem „pewnej hrabiny”, a burdelem madame Gourdan. Wspaniałym miejscem dla pofolgowania żądzom i namiętnościom były też teatry, niemała część aktorek łączyła sztukę aktorską ze sztuką miłosną. Skanadale podnosiły ich popularność, a scena była idealnym miejscem do prezentowania wdzięków.  Nieznany z nazwiska dziennikarz pisał w 1772 roku:

     Niedługo odbędzie się w operze proces bardzo specjalnego rodzaju. Niejaka panna La Guerre, chórzystka, została w cza­sie próby przychwycona in flagranti w jednej z lóż. W ogóle próby w operze są bardzo rozkoszne dla amatorów, gdyż wszystko jest tam wówczas w zamieszaniu, wejścia są otwarte i panuje urocza swoboda. Szczęśliwcem, którego zaskoczono z nią razem w miłosnej ekstazie, był prezydent de Meslay z Izby Obrachunkowej. Należy się zdecydować, jaki rodzaj kary należy się tej aktorce. Dyrektor generalny, pan Rebel, od dawna doświadczony w stosowaniu kodeksu lirycznego, ma uczestniczyć w rozprawie razem z dyrektorami poszczegól­nych działów.

31 grudnia 1715 roku dla uświetnienia pysznego wjazdu nieletniego Ludwika XV do Paryża oficjalnie zezwolono na regularne organizowanie balów w gmachu Opery. Gmach Opery stał się czymś w rodzaju klubu nocnego, otwartego od godziny jedenastej wieczorem do rana. Poza obowiązkowym spektaklem, który nawet był oglądany przez część gości, całą noc grały dwie orkiestry, był też obficie zaopatrzony bufet. Jako że wstęp na bał kosztował 6 liwrów, co było dość wygórowaną ceną, ludzi z najniższych sfer raczej nie widywano. Na balach flirtowano w rozluźnionej atmosferze, a zwieńczenie flirtu następowało najczęściej poza murami Opery, nierzadko chodzono tam z powodów wyłącznie snobistycznych. “Kiedy nie trzeba już kobiet o nic prosić, robi się nudno, ale idzie się tam po to, by nazajutrz powiedzieć:byłem wczoraj na balu, omal się nie udusiłem.” (Sebastien Mercier “Tableu de Paris” 1781). Każdy snobizm jednak ma swój skończony żywot, bale przetrwały aż do 1903 roku, choć w połowie XIX wieku dało się słyszeć że “dystyngowane damy stanowiły teraz znikomą mniejszość; niezawodny sposób rozpoznania ich pod maską polegał na położeniu im ręki na pośladkach. niezbyt przyzwyczajone do tego rodzaju hołdów damy oblewały się rumieńcem, podczas gdy kokoty nie odwracając się rzucały tylko – Przestaniesz wreszcie?”

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #7 dnia: 24 Listopad, 2017, 20:49:03 »
Kuchnia...

Kuchnia na statku.

Wyżywienie marynarzy

Powodzenie każdej podróży zależy w dużej mierze od ilości i jakości zgromadzonych zapasów prowiantu i wody, a także umiejętności ich przechowywania. W związku z tym ustalono normy żywnościowe dla żeglarzy, udających się w daleką podróż. Podstawowymi produktami żywnościowymi są: chleb marynarski, czyli suchary, znane już w starożytnej żegludze, wołowe i wieprzowe mięso suszone lub peklowane, oraz dodatki w postaci kasz, owoców strączkowych, suszonych i wędzonych ryb, oraz serów. W dni świąteczne jadłospis dodatkowo urozmaicony jest odrobiną rodzynek, albo puddingu. Przydział tłuszczów zależy od szerokości geograficznej. Marynarze skandynawscy korzystają z masła i smalcu, a ich koledzy z rejonu Morza Śródziemnego otrzymują olej z oliwek.
W XIX wieku jadłospis ulega polepszeniu i staje się bardziej urozmaicony, przede wszystkim dzięki różnym dodatkom i przyprawom w postaci ryżu, rodzynek i cukru. Cukru wydaje się niewiele, tygodniowa racja wynosi zaledwie 170 gramów. Z danych przedstawionych w 1962 roku wynika, że wyżywienie na okrętach angielskich w połowie XIX wieku było znacznie leprze aniżeli na ladzie; na jednego marynarza przypadało 150 kg mięsa, gdy tymczasem średnio na mieszkańca z lądu wynosiło zaledwie 18 kg. Jednak problem nie tkwi w ilości tylko jakości spożywanego jedzenia, który w dalekiej podróży często ulegał zepsuciu i często było wyrzucane za burtę. Zdarza się również, że dostawcy oszukują wkładając do beczek szmaty, podkowy końskie, drewniane klocki i inne, zupełnie nie mające z mięsem nic wspólnego przedmioty.
Na początku XIX wieku trzema podstawowymi produktami marynarskiego jadłospisu są chleb (suchary), solona wołowina oraz piwo. Marynarze angielscy nazywają ten zestaw „dietą trzech panów B” (bread, beef, beer).
Niestety pożywienie to nie było najlepsze. Suchary często leżąc przez długi czas w portowych magazynach twardniały na kamień (przez to dostały nazwę „dachówki z Liverpoolu” ) a ponadto są siedliskiem wielu robaków, a z kolei mięso ulegało zniszczeniu i zanim podawano je marynarzom do spożycia ucierano je na tarce i dopiero w postaci proszku wsypywano do wrzątku i gotowano.
W 1845 roku Henry Jones – piekarz z Bristolu odkrywa i opatentował sposób uzyskiwania mąki odpowiedniej do zaczynu chleba. Umożliwia to kucharzom okrętowym wypiekanie chleba na okrętach, a marynarzom spożywanie w długich podróżach świeżego chleba.
W roku 1804 Francuz Nicolas Apperte wynalazł sposób konserwowania mięsa. Na początku używano do tego opakowań szklanych, potem żelaznych, wreszcie stalowych.
W połowie XIX wieku jadłospis statkowy urozmaicany jest również ryżem, komosą ryżową, kaszą perłową, a nawet konserwowanymi ziemniakami. Z przypraw dostępne są dla marynarzy: pieprz, musztarda, cukier, rodzynki. W jadłospisie marynarza są też jarzyny i owoce. Ma to ogromne znaczenie, jeżeli chodzi o zwalczanie szkorbutu. Wciąż jednak zapasy prowiantu, jak również jego jakość pozostawiają wiele do życzenia.

Posiłki Oficerskie

Jakże inaczej wygląda stół kapitana statku. Fajansowe, czasem porcelanowe talerze, srebrne sztućce, cynowe kubki, szklane kielichy,, kochery do podgrzewania zup i inne tego typu akcesoria czynią stół kapitański wytwornym. O wystawności stołu dowódcy XVII wieku, a więc z okresu, kiedy na okrętach wojennych wyżywienie załóg było wręcz skandaliczne, dowiadujemy się między innymi z relacji kapelana okrętowego – Henryka Teonge. Pisze on „Nasz szlachetny dowódca uraczył oficerów swojej małej eskadry czterema daniami mięsnymi, mianowicie potrawką z czterech doskonałych kur i wieprzowiny, udźcem baranim z rzepą, doskonale przygotowanymi, opiekanymi żeberkami wolowymi i parą tuczonych młodych gąsek, do tego wielki krąg sera, rzadki przysmak nawet na lądzie. Podane napoje były również odpowiednio dobrane, a mianowicie: wino białe, jabłecznik i inne rodzaje piwa – wszystko w najlepszym gatunku – a ponczu tyle ile wody w sadzawce”

Woda pitna – największym skarbem marynarza

Otwartą sprawą pozostaje wciąż jeszcze problem zaopatrzenia załóg w wódę pitna. Na niektórych statkach marynarze odwykli już od picia słodkiej wody, gdyż raczą się nią tylko z okazji szczególnych: na samym początku podróży i przed podjęciem szczególnego wysiłku, wreszcie wtedy, gdy wyczerpie się cały zapas piwa i innych napojów, włącznie z alkoholami. Gdy statek wchodzi w strefę ciszy, wówczas zapas wody pitnej decyduje niejednokrotnie o życiu lub śmierci załogi.
Przykładem może być tu okręt żaglowy „Xenophon”, który w roku 1845 znalazł się w strefie ciszy u wybrzeży meksykańskich. Na pokładzie okrętu nie było aparatów do destylacji wody, toteż po 60 dniach racjonowania wody wyczerpał się jej zapas i przed załogą pojawiło się widmo śmierci.
Miejscowi tubylcy podpływali na swoich łodziach do okrętu proponując sprzedaż wody pitnej za sumę 1200 dolarów, jednak dowódca kategoryczne odmówił jej kupna, gdyż dla swoich potrzeb miał jej w prywatnych zbiorach pod dostatkiem. Ponadto dysponował zapasem wina. Stanowisko dowódcy okrętu było tym bardziej niezrozumiałe, że w ładowni okrętu przewożono znaczną ilość złota i srebra.
Gdy doszło wreszcie do sytuacji że marynarze zbuntowali się i wypili wodę przeznaczoną na codzienną kąpiel dowódcy okrętu, rozkazał winnych wychłostać i na wpół żywych pozostawić na rozżarzonym pokładzie. Po kilku dniach wszyscy zmarli w straszliwych bólach. Podobną śmierć na skutek pragnienia ponieśli także ci marynarze, którzy próbowali pić wodę morską kwaszoną octem. Byli wśród nich tacy, którzy oszaleli z pragnienia. Tymczasem prywatny żywy inwentarz dowódcy miał wody pod dostatkiem. Świnie, kury i kozy kapitańskie pławiły się nieomal w wodzie, gdy patrzący na to marynarze nie mieli nawet, czym zwilżyć ust. Po 97 dniach męki „Xenophon” osiągnął wreszcie Gil Blas i załoga mogła nareszcie napić się wody do woli. Po przybyciu na miejsce odpowiedzialność za śmierć kilkunastu marynarzy uszła dowódcy bezkarnie, zaś chorzy i wycieńczeni marynarze zostali zwolnieni bez jakiegokolwiek odszkodowania.
Transportowanie wody pitnej stanowi ogromny problem. Dopiero zastosowanie stali w budownictwie okrętowym, a zwłaszcza stalowych, odpowiednio przystosowanych do przewozu wody pitnej zbiorników i wynalezienie aparatów destylacyjnych, usuwa jeden z głównych mankamentów żywota marynarza. Znacznie wcześniej, bo już w XVII wieku zastępuje się wodę pitną płynami alkoholowymi, które nie ulegają szybkiemu zepsuciu. A więc wino, piwo, a nawet mocniejsze trunki spirytusowe, mają zastąpić bądź uzupełnić zapasy wody pitnej, chociaż końcowym rezultatem ich zastosowania jest plaga alkoholizmu.

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Kuchnia na stałym lądzie.

Wiktoriańska XIX-wieczna Anglia dziś kojarzy się nam z krajem dam i gentlemanów, grających w krykieta czy polo, dyskutujących przy tradycyjnej angielskiej herbatce i zajadających słodki pudding. Choć w tym obrazie tkwi ziarnko prawdy, to jednak przeważająca większość populacji jadła coś zupełnie innego...

Ponad połowę mieszkańców wiktoriańskiej Anglii stanowili mieszkańcy miast, najczęściej biedni, dla których opisane wyżej zjawiska były nie codziennością, a raczej marzeniem. Dieta zależała zresztą w równym stopniu od zamożności, jak i od miejsca zamieszkania.

W mieście najgorzej

Podstawą pożywienia każdego biedaka był wówczas chleb, przeważnie robiony z owsa lub pszenicy. W chwilach kryzysu musiał wystarczyć, natomiast na co dzień towarzyszyła mu cebula, ziemniaki lub boczek. Cebulę dostać było najłatwiej, z reguły była dobrze przechowywana i świeża. Boczek, choć również łatwy do kupienia i stosunkowo tani, musiał być przygotowany przed zjedzeniem, a w większości domów brakowało wówczas piecyków.

Dietę uzupełniały sery i tańsze od mięsa ryby, a w trudnych czasach ostrygi. Te ostatnie, łatwe do przechowywania i długo zachowujące świeżość, były synonimem „jedzenia biedaków". Znacznie lepiej jadali oni od święta: co niedzielę piekarze udostępniali najbiedniejszym swe piece, w których piekło się mięso - wieprzowina bądź gęsina, rzadziej wołowina.

Dzieci najuboższych jadały źle - znane są przypadki zgonów z niedożywienia, a dorastający z reguły byli niżsi wzrostem z powodu ubogiej diety w dzieciństwie. Często matki nie były w stanie dostarczyć najmłodszym dzieciom wystarczającej ilości pokarmu, a do lat 90. XIX wieku nie znano mleka pasteryzowanego.

Surowe, czyli niezdrowe

Liczna i dynamiczna angielska klasa średnia dbała w kuchni o finanse. Podstawą żywienia była wołowina oraz gotowane warzywa, wśród których dominowały ziemniaki. Nie znano wówczas dobroczynnego wpływu witamin, a świeże warzywa uchodziły za niezdrowe i niestrawne, toteż całość gotowano.

Podobnie żywiono też dzieci. Żołądki dziecięce uważano za dużo wrażliwsze, toteż unikano podawania dzieciom nowych potraw do 17. roku życia. Najmłodszych żywiono mlekiem matki, później owsianką - wyjątek stanowiły dzieci arystokracji, które z reguły karmiły mamki, a jeśli tych zabrakło to stosowano mleko... ośle!

Arystokracja żyła przeważnie w wiejskich dworkach, zamkach i pałacykach. Na wsi wybór jedzenia był dużo większy, było ono świeższe i zdrowsze. Przygotowywaniem potraw zajmował się prywatny kucharz, często oskarżany o pijaństwo. Nic dziwnego - kuchnie lokowano w piwnicy, były źle wietrzone (od każdego otworu wentylacyjnego płacono podatek od okien), a żaru nie sposób było zgasić przekręceniem kurka, więc wielu kucharzy szukało ulgi w alkoholu.

Wspominając o arystokracji nie sposób nie wspomnieć o balach czy kolacjach. Podczas oficjalnych przyjęć ściśle przestrzegano etykiety, i gospodarze dużo więcej uwagi poświęcali przestrzeganiu protokołu niż przygotowywaniu potraw. To już leżało w gestii wcześniej wspomnianego szefa kuchni, a lista potraw potrafiła sięgać dziesięciu dań. Po obowiązkowej przystawce (np. pasztecie zajęczym) i zupie serwowano dania główne - tu inwencja zależała całkowicie od umiejętności kucharza i zamożności gospodarza: serwowano m.in. de volaille z truflami, jagnięcinę w sosie miętowym, indyka i sardynki, jak również wielką obfitość słodyczy i warzyw do wyboru. Ucztę kończył deser - owoce (zależne od pory roku) z odpowiednim kremem.

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się


Ciekawostki...

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
« Ostatnia zmiana: 11 Czerwiec, 2019, 19:59:03 wysłana przez Narwaniec »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 814
  • -Otrzymane: 554
  • Wiadomości: 3031
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #8 dnia: 24 Listopad, 2017, 22:07:51 »
Piraci


Historia

Piractwo istniało od początków komunikacji morskiej. W starożytności z piractwem walczyli m.in. tacy wodzowie jak Pompejusz, Juliusz Cezar i Oktawian August.

Najbardziej znanymi piratami byli piraci berberyjscy, a także japońscy, atakujący wybrzeża Chin. Rozkwit piractwa przypadł na XVI-XVII w., kiedy różni awanturnicy atakowali statki hiszpańskie, przewożące zrabowane w Ameryce Południowej złoto i srebro do ojczyzny.

Epoce tej nadano później romantyczny klimat dzięki książkom, filmom hollywoodzkim oraz m.in. grze firmy LucasArts o nazwie The Secret of Monkey Island. Opowieści o piratach charakteryzują się specyficzną atmosferą, z powtarzającymi się wątkami galeonów hiszpańskich, ukrytych skarbów, do których prowadzi tajemnicza mapa, raf koralowych, dzikich dżungli Karaibów, czarnej flagi z białą czaszką i piszczelami, tzw. Jolly Roger.


Do statków pirackich, na jakich pływano na terenie Morza Karaibskiego w XVI, XVII i XVIII w., zaliczyć należy (w kolejności od najmniejszego do największego):

    pinasę - mały okręcik, zwykle wykorzystywany jako eskorta;
    slup - większy, bardzo zwrotny, chętnie eksploatowany przez piratów;
    bryg - statek średniej wielkości, najczęściej kupiecki;
    bark - większy statek kupiecki;
    galeon - wielka jednostka handlowo-wojenna.

Stanowczą walkę z piractwem władze państw morskich podjęły na początku XVIII wieku. Zwykle wieszano ich publicznie na szubienicy. Kapitan William Kidd zawisł na stryczku w 1701. Problem piractwa istniał nadal na przełomie XVIII i XIX wieku, stając się m.in. jednym z głównych tematów polityki zagranicznej nowo utworzonych Stanów Zjednoczonych. Piractwo na wybrzeżu berberyjskim (Afryka Północna) i częste ataki na amerykańskie statki stanowiły argument za ściślejszą strukturą polityczną państwa. W odpowiedzi na zagrożenie pirackie utworzono też United States Navy. Na początku XIX wieku doszło do dwóch wojen berberyjskich. Casus belli stanowiła działalność piracka państewek północnoafrykańskich.

Oprócz piractwa o charakterze typowo bandyckim, nastawionego na zyski prywatne piratów, rozwinęła się również oficjalna, zinstytucjonalizowana forma piractwa, chroniona przez władców państw, a często i przez konkretne miasta nadmorskie. Więcej informacji na ten temat znajduje się pod hasłami: bukanier, kaper oraz korsarz.

Kaper (mn. kaprowie, kaprzy) – armator lub dowódca, również członek załogi uzbrojonego statku handlowego, walczący na własny koszt i ryzyko w służbie swego mocodawcy prowadzącego wojnę na morzu. Mocodawca zapewniał kaprowi ochronę prawną (w tym prawo do noszenia na statku jego bandery) oraz prawo do zachowania większości zysków.

Zasadniczo terminy kaper i kaperstwo – są bliskoznaczne terminom korsarz i korsarstwo, przy czym te pierwsze odnoszą się do Morza Bałtyckiego i Północnego w okresie od XV do XVIII wieku.

Takie działania na morzu, o charakterze normalnej wojny, nie oznaczały prowadzenia wojny na lądzie (co najwyżej na terenach przybrzeżnych). Zwaśnione strony prowadziły w ten sposób walkę w rywalizacji o tereny zamorskie lub opanowanie handlu na morzu. Kaprów wynajmowali nie tylko monarchowie czy pomniejsi władcy, ale i niektóre miasta portowe – posiadające dużą autonomię w ramach organizmu państwowego, w którym się znajdowały (często tylko nominalnie) lub będące samodzielnymi miastami-państwami (Hanza).

Kaperstwo było połączeniem rozboju na morzu z funkcjonowaniem jako flota wojenna mocodawcy, którego najczęściej nie było stać na utrzymanie własnej marynarki wojennej. Głównym zadaniem kapra było osłabienie ekonomiczne przeciwników mocodawcy, ponieważ jednak kaper sam był nakładcą swojej działalności i ponosił ryzyko, to prawo do zachowywania dla siebie zysków dochodziło do 80-90%. Podział zysków na rzecz mocodawcy był większy, jeżeli ten inwestował w kapra (czyli pożyczał mu pieniądze na rozpoczęcie działalności).

Kaperstwo można traktować jako swoisty rodzaj wojsk zaciężnych, ale o bardzo dużej autonomii – zarówno ze względu na sposób organizacji wojska, jak i decyzji co do prowadzonych działań. Tym się jednak lokalne północnoeuropejskie kaperstwo różniło od korsarstwa, że statki, czy też całe floty kaperskie, ściślej współpracowały z regularną flotą, czy też wojskami mocodawcy. Występowały one często we wspólnych związkach taktycznych z oficjalnymi wojskami lub też realizowały, poza rabunkiem, inne zadania. Często też były jedyną flotą mocodawcy.

W Polsce pierwszą flotę kaperską zorganizował król Kazimierz Jagiellończyk w 1456 roku podczas wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim. System ten stosowali również Zygmunt Stary, Zygmunt August (w tym celu została utworzona specjalna Komisja Morska) i Stefan Batory, angażując nie tylko armatorów gdańskich, ale i angielskich, szkockich, duńskich czy holenderskich. Gdańsk na własną rękę organizował flotę kaperską w ramach Hanzy – najsłynniejszym kaprem gdańskim był Paweł Beneke.

Kaperstwo było jednak dla mocodawców ryzykownym rozwiązaniem z powodu nieprzewidywalności działań załóg kaperskich, które często przekraczały swoje uprawnienia, a nawet atakowały okręty neutralne czy sojusznicze. Również ich lojalność była niepewna.

Ostatecznie kaperstwo, tak jak i cała idea korsarstwa, zostało zakazane w 1856 r. na mocy traktatu paryskiego.

Militaryzacja statków handlowych w czasie wojny jest regulowana przez VII konwencję haską z 1907.

Konstytucja USA w art.1.8.11 mówi, że Kongres może wypowiadać wojnę, wystawiać listy kaperskie i wydawać przepisy dotyczące prawa łupu na lądzie i wodach, drugie z tych uprawnień wydaje się mieć znaczenie wyłącznie historyczne, jednak 10 października 2001 zgłoszony został projekt ustawy Marque and Reprisal Act uprawniającej prezydenta do wydawania takich listów w celu walki z terroryzmem, został jednak odrzucon. Podobny projekt z 15 kwietnia 2009 przewidywał użycie kaprów do walki z piratami somalijskimi.

------------------------------------------

Brudni, parchaci i bezzębni...czyli prawdziwe życie piratów :wow:

Filmy przyzwyczaiły nas do wizerunku pirata jako uroczego, choć nieco nieokrzesanego zawadiaki. Nieskrępowana wolność, wakacje w tropikach, dziewczyna w każdym porcie… Niewiele jest w tej wizji prawdy. Za wolność piraci płacili stryczkiem, na Karaibach szalała malaria, wszyscy cierpieli na reumatyzm, a umierali jeszcze przed trzydziestką.

Życie na morzach w XVIII wieku było paskudne i krótkie. Każdy adept pirackiego rzemiosła wiedział, że wisi nad nim widmo rychłej śmierci. Posłużmy się przykładem. Gdy załogę legendarnego Bartholomewa Robertsa dosięgło wreszcie ramię sprawiedliwości (miało to miejsce w Cape Coast Castle w Afryce Zachodniej w roku 1722) władze opisały piratów jako „starych wilków morskich i recydywistów”.


30-letni weterani w branży
Nie oznacza to wcale, że byli ludźmi naprawdę wiekowymi lub doświadczonymi. Najstarszy stażem trudnił się pirackim fachem ledwie… cztery lata. Większość pływała pod czarną banderą od niespełna dwóch.
 
Z kolei średnia wieku pirata w tzw. „złotym wieku piractwa” wynosiła około 27 lat (o „złotej” erze przeczytasz więcej w naszym poprzednim artykule!). Thomas Hazel zawisł mając lat 50 i był jednym z najstarszych piratów, o jakich kiedykolwiek słyszano.

Może i żyjący w luksusie władcy i arystokraci dożywali w tej epoce dziewięćdziesiątki, ale wśród piratów – trzydziestka to już był wiek emerytalny.

„W uszach głos pierwszego brzmi, łapy zdarte masz do krwi”
Życie na pirackim okręcie nie było łatwe. Na piratów czekał zatłoczony, śmierdzący kubryk, gdzie spało się krótko, w mokrym, pokrytym solą ubraniu.

Ręce od ciągłego wspinania się i ciągnięcia szorstkich lin pokrywały otwarte rany, w które dodatkowo wżerała się sól. Z kolei brzuchy były wzdęte od noszenia ciężkich ładunków (przepuklina!).

Na dodatek od ciągłej wilgoci każdy cierpiał na reumatyzm. Na północy wszyscy marzli, w tropikach z kolei palące słońce sprawiało, że skóra schodziła z ciała płatami, pojawiały się wrzody i pękające strupy.

Z całej załogi jeden został zuch, choć wypłynęło ich czterdziestu dwóch…”
Koszmarem pirackiego życia były choroby zakaźne. Trudno się dziwić, gdy kilkunastu chłopa żyło razem na ciasnej przestrzeni przez wiele miesięcy w towarzystwie szczurów, wszy i karaluchów. Gottlieb Mittelberger, który podróżował po Atlantyku w 1750 roku, pisał, że kajuty były miejscem:

(…) cuchnącym, dusznym, przerażającym, przyprawiającym o mdłości, gdzie krążyły rozmaite choroby i łatwo można było nabawić się gorączki, czerwonki, bólu głowy, udaru, suchot, czyraków, szkorbutu, raka, gnilca ustnego i podobnych, a wszystko to przez stare, przesolone jedzenie i mięso, a także zanieczyszczoną, nieświeżą wodę, która zbiera na statkach krwawe żniwo.

Jedzenie faktycznie było parszywe: solona wołowina i wieprzowina, która stanowiła podstawę diety na morzu, często pleśniała, gniła i robaczywiała. Jak pisze Colin Woodard w wydanej niedawno książce „Republika Piratów”, jedzono ją z zamkniętymi oczyma, bo po prostu nic innego nie było.

Nie lepiej rzecz się miała z wodą – ta po kilku tygodniach przechowywania w drewnianych beczkach zieleniała. I epidemia czerwonki gotowa. Prawdopodobnie to czerwonka przetrzebiła załogę kapitana Woodesa Rogersa – wiceadmirała i gubernatora Bahamów, a wcześniej korsarza w służbie brytyjskiej. Gdy przybył do Nassau, cierpiał na zapalenie jelit i był poważnie osłabiony.

W dzienniku pokładowym HMS Milford znajduje się zapis o śmierci lekarza, bosmana i dwóch członków załogi ledwie dwa dni po zacumowaniu. A w pierwszym raporcie do Londynu Rogers pisał o 86 żołnierzach, marynarzach i pasażerach zmarłych wskutek epidemii.

Yo-ho ho i butelka… chininy
Była też malaria, na którą wielu mieszkańców Afryki było odpornych, a która masowo kosiła białych przybyszy. O komarach pisano: kłopotliwe diabły kąsające przez ubranie. Ale stan wiedzy medycznej był wówczas prymitywny i nikt nie wiązał owadów z chorobą. Epidemie wybuchały jedna po drugiej.

Gorączka zaczyna się zazwyczaj silnym bólem i zawrotami głowy – pisał chirurg Marynarki Królewskiej relacjonując wybuch epidemii malarii w Afryce w 1721 roku. – Następnie przychodzą mdłości, wymioty i niepokój. Pacjent zaczyna się silnie pocić, męczy go pragnienie i bezwolnie oddaje mocz. Potem nachodzi go albo delirium, albo konwulsje, albo traci mowę.

Czarnobrody też miał francę (i żółtą febrę)
Dyzenteria (czerwonka) oraz żółta febra również były powszechne, a płynąc w górę rzek do delty można było zapaść na „rzeczną ślepotę”. W niektórych częściach świata czekał trąd, częste były również choroby pasożytnicze, jak występujący w całej strefie subtropikalnej tęgoryjec. Syfilis roznosił się w pirackich kręgach niczym katar w przedszkolu. Na Tortudze :sully: trudno było znaleźć kogoś, kto go jeszcze nie złapał.

Nawet najstraszniejszy z piratów, legendarny Czarnobrody, nie oparł się chorobom. Podczas brawurowego ataku na najbogatszy port Karoliny Południowej, Charles Town (obecnie Charleston) w 1718 roku, jednym z jego głównych żądań była… skrzynia pełna lekarstw warta około 400 funtów.

Prawdopodobnie kapitan i jego załoga złapali kiłę podczas zimowego pobytu na Hispanioli (dawna nazwa Haiti) albo żółtą febrę w Hondurasie.


Wesołe jest życie staruszka
Lata folgowania różnym apetytom zbierały żniwo na starość. Jednym z niewielu szczęśliwców, który jej dożył, był Sir Henry Morgan. Za hektolitry wypitego rumu (zresztą jest nawet marka nazwana na jego cześć) i upojne noce w burdelach zapłacił dną moczanową, marskością wątroby i miażdżycą tętnic.

Dopadły go przed pięćdziesiątką, gdy odpoczywał na emeryturze jako gubernator Jamajki. Wiemy o tym z zapisków lekarza, który opiekował się byłym piratem w ostatnim roku jego życia:

Sir Henry Morgan: w wieku około 45 lat [w rzeczywistości 53], chudy, skóra ziemista
oczy pożółkłe, wzdęty brzuch, skarżył mi się na brak apetytu na pokarm; miał mdłości lub wymioty codziennie rano i ogólne zawroty głowy.

Kapitan Morgan wyjątkowo zmarł we własnym łóżku. Większość piratów umierała na morzu, w walce lub na szubienicy, co było wpisane w fach, jaki sobie obrali. I niewielu miało złudzenia, że czeka ich lekkie, łatwe i przyjemne życie.

Bartholomew Roberts zwykł mawiać, że w uczciwej służbie wikt skąpy, płace niskie, a praca ciężka, ale jedyne, czym grozi piractwo, to perspektywa stryczka. I był skłonny się z tym pogodzić. Moje motto to życie krótkie, ale wesołe – podsumował uroki piractwa.

-------------------------------------------------------
Wizerunek piratów w popkulturze vs rzeczywistość - czyli fakty i mity


Zakopane skarby

Piraci nie zakopywali skarbów. Swoje łupy trzymali na pokładzie statku, gdzie dzielono je między całą załogę. Motyw ukrytych skarbów piratów pochodzi z klasycznej powieści Roberta Louisa Stevensona „Wyspa skarbów”, wydanej po raz pierwszy w 1883 roku, w której stanowił on centralny wątek fabularny. Akcja „Piratów” rozgrywa się dwadzieścia lat przed opisanymi tam wydarzeniami. Stamtąd też zaczerpnięto pomysł z mapą, na której krzyżyk wskazuje miejsce ukrycia skarbu. Jedynym piratem, o którym wiadomo, że coś zakopał, był kapitan Kidd, ale uczynił to gdzieś niedaleko Nowego Jorku, by jego łup nie wpadł w ręce gubernatora miasta.

Język piratów

W świecie anglosaskim panuje przekonanie, że piraci mówili po angielsku z charakterystycznym akcentem z południowo-zachodniej Anglii. 19 września ustanowiono nawet Międzynarodowy Dzień Języka Piratów. W rzeczywistości mówili oni z najrozmaitszymi akcentami. Jedni pochodzili z Londynu, inni z Bristolu albo Szkocji, a jeszcze inni byli Francuzami. Nie istniał żaden jeden rozpoznawalny „język piratów”. To, co za takowy uchodzi, jest wytworem urodzonego w Dorset aktora Roberta Newtona, który grał Johna Silvera w „Wyspie skarbów” Walta Disneya (1950).

Przepaski na oko i drewniane nogi

Każdy, kto chciałby się dziś przebrać za pirata, najpewniej założy sobie przepaskę na oko i dorobi fałszywą drewnianą nogę albo hak zamiast dłoni. I te „pirackie atrybuty” wywodzą się z literackiej fikcji. Drewnianą nogę miał John Silver w „Wyspie skarbów”, a hak – kapitan Hook z „Piotrusia Pana”. W tym wypadku jednak można się doszukać pewnych podstaw w rzeczywistości, jako że marynarze niejednokrotnie tracili wzrok bądź kończyny w walce czy w wypadkach na pokładzie. Pirat z drewnianą nogą nie mógł się wspinać na olinowanie, ale mógł przynajmniej gotować dla swych kompanów – stąd wziął się jednonogi kucharz Randall w „Piratach” (którego gra Lawrence Joffe).

Chodzenie po desce

Piraci nigdy nie zmuszali swych ofiar do chodzenia po desce wysuniętej za burtę. Wymyślił to J.M. Barrie, autor „Piotrusia Pana” (1904). Prawdziwi XVIII-wieczni piraci nie zawracaliby sobie głowy. Znacznie łatwiej było kogoś dźgnąć czy postrzelić i wyrzucić za burtę. Nawet jeśli nieszczęśnik jeszcze żył, resztą zajmowały się rekiny.

Piracka moda

Wedle dzisiejszych wyobrażeń modnie ubrany pirat powinien mieć głowę obwiązaną fantazyjną chustką, szarfę wokół pasa i zapewne kolczyk w uchu. Prawdziwi piraci nigdy jednak tak nie wyglądali – wszystko to wymyślił amerykański artysta Howard Pyle pod koniec XIX wieku. Kiedy go poproszono o zilustrowanie książek dla dzieci o piratach, wzorował się na przedstawieniach hiszpańskich bandytów. Prawdziwi piraci z epoki ubierali się identycznie jak wszyscy inni marynarze z początków XVIII wieku.

Pirackie złoto

W większości starych filmów płaszcza i szpady piraci napadali na hiszpańskie galeony z ładunkiem złota i srebra. W rzeczywistości zdarzało się to bardzo rzadko, ponieważ statki te pływały z silną eskortą, bezpieczniej więc było omijać je z daleka. Wyjątek miał miejsce w 1715 roku, kiedy to flota skarbowa rozbiła się na wybrzeżu Florydy.

„Ci, którzy umrą, to szczęściarze”

Piratów często postrzega się jako ludzi wolnych, którzy żyli, jak chcieli. W rzeczywistości wielu z nich było zmuszanych do uprawiania przestępczego rzemiosła, gdy ich statek został zdobyty albo towarzysze podnieśli bunt. Inni stawali się piratami, by uciec przed okrutnym losem ówczesnych marynarzy, którzy pracowali w koszmarnych warunkach za nędzne wynagrodzenie. Wybór taki nie wróżył jednak długiej kariery. Większość piratów w ciągu pierwszego roku albo ginęło w walce, albo kończyło na stryczku, jako przestroga dla innych.

Bandera na maszt!

Jednym z niewielu elementów życia piratów, jakie przetrwały do naszych czasów w niezmienionej formie, jest piracka flaga, zwana  „wesołym Rogerem” (Jolly Roger). Nazwa pochodzi od francuskiego jolie rouge, czyli czerwonej bandery używanej przez XVII-wiecznych korsarzy. Z czasem zastąpiono ją czarną flagą zdobioną motywami, które miały budzić strach w potencjalnych ofiarach. Szkielety, czaszki i broń służyły za ostrzeżenie, co czeka tego, kto będzie stawiał opór.

Wesoła kompania

Wiele współczesnych wyobrażeń wywodzi się z operetki Gilberta i Sullivana  „Piraci z Penzance”. To oni wymyślili kapelusze zdobione trupią czaszką i skrzyżowanymi piszczelami, jak i wesołą kompanię, w której wszyscy są w istocie niegroźni i tryskają humorem. Prawdziwe pirackie załogi z XVIII wieku wyglądały zupełnie inaczej – morderstwa, gwałty i przemoc, jeśli tylko trafiła się okazja, były tam chlebem powszednim. Aby utrzymać piracką załogę w ryzach, niezbędny był silny przywódca.

Piraci w każdym porcie

Piraci byli przestępcami i łamali prawo. Dlatego nie mieli wstępu do praworządnych portów. Z tego powodu trudno im było sprzedawać łupy – najczęściej bynajmniej nie złoto i srebro, ale tkaniny, drewno, tytoń, alkohol czy nawet niewolników. Wyjątek przez kilka krótkich lat stanowiło Nassau na Bahamach, tętniąca życiem piracka przystań. Gdyby nie tamtejsi kupcy chętni do handlowania skradzionym towarem, piraci nie bardzo mieliby jak zarabiać na swym przestępczym procederze.

----------------------------------------

Piratki

Choć piraci trudnili się rozbojem i łupieniem statków oraz nadmorskich osad, mieli swój honor i niepisany kodeks. Spisał go w 1721 roku kapitan Bartholomew Roberts wraz ze swoją załogą. Artykuł VI Kodeksu Pirackiego wyraźnie stanowił:

Chłopcom i niewiastom wstęp w nasze szeregi jest zakazany. Jeśli mężczyzna uwiedzie niewiastę i zabierze ją ze sobą na morze w przebraniu, zostanie skazany na śmierć.

Historia pokazuje, że w wielu przypadkach było to tylko pobożne życzenie. Na niejednym pirackim statku pływały ukrywające swoją płeć niewiasty. Razem z innymi marynarzami łupiły, rabowały, zatapiały, klęły jak szewcy i piły na umór.

Gorsety i długie, powłóczyste spódnice nie były typowym zestawem, w jakim prawdziwe piratki wypływały łupić i grabić. Nosiły raczej męskie stroje, nie tylko dla wygody, ale również po to, aby – w większości wypadków – ukryć prawdziwą płeć przed resztą załogi. Pamiętajmy, że zwyczajowo kobietom w szeregi pirackie wstęp był surowo wzbroniony. W założeniu miało to po prostu zapobiec podziałom i kłótniom między marynarzami.

Z opisu świadka na procesie dwóch słynnych piratek, Mary Read i Anne Bonny, wynika, że obydwie nosiły się zupełnie inaczej niż zwykłe panie w ich czasach. Na ich ubranie składały się męskie kurtki i długie spodnie, a także chustki zawiązane na głowie. W dodatku uzbrojone były w maczety i pistolety, a także krzyczały i głośno przeklinały na towarzyszy, nawołując do mordowania. Ponoć jedyną rzeczą, jaka pozwoliła świadkowi domniemywać o ich płci, były pokaźnych rozmiarów piersi. Poza tym piratki bywały równie wulgarne, okrutne i prostackie, co ich koledzy po fachu.

--------------------------------------------------------

Znani piraci:

Edward Teach albo Thatch, znany jako Blackbeard („Czarnobrody”)
Anne Bonny
Black Bart Roberts (Bartholomew Roberts)
Edward Low
Amaro Pargo
Calico Jack (Jack Rackham)
Chris Condent
Charlotte de Berry
Barbarossa
Sir Francis Drake,
Henry Morgan
Jean Lafitte
Klaus Störtebeker
Mary Read
Piet Hein
Pirata Cofresi (Roberto Cofresí Ramirez de Arellano)
Black Bellamy (Samuel Bellamy)
Woodes Rogers
Jan Kuna (polski kaper znany też jako Jan Marten)
Kapitan William Kidd (Captain Kidd)
Bully Hayes
Charles Vane
Peter Easton
Klaas Compaan
Ching Shih (Shi Yang)
« Ostatnia zmiana: 24 Listopad, 2017, 22:09:54 wysłana przez Tortuga »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #9 dnia: 25 Listopad, 2017, 13:04:09 »
Ubrania...

Marynarze... czyli za mundurem panny sznurem.

Bluza

Skąd wzięła się bluza? Podobno, gdy na okrętach brakowało ludzi do pracy, kapitanowie łodzi kaperskich porywali ludzi z lądu. W tym celu wysyłali bosmana z kilkoma pomocnikami na ląd. Grupy „łowców” zwane były Press Gangami - tak jak w piosence:

    „...a, że byłem wtedy silny chłop,
    w tłumie złowił mnie sierżanta wzrok.
    W kajdanach z bramy wywlekli mnie,
    marynarza floty wojennej.”


Gdy łowcy wyłapali odpowiedniego kandydata wzrokiem, spijali go, a następnie wyprowadzali na zewnątrz dla „otrzeźwienia”. Zarzucali delikwentowi worek z płótna na głowę i zawiązywali go w pasie. Tak unieruchomionego „ochotnika” transportowano na okręt. Później wycinano w worku otwory na głowę i ręce i ubiór do pracy był już gotowy.

Pierwotnie mundur miał postać granatowej kurtki, został zastąpiony przez bluzę dopiero w 1890 r. Bluza zaś pochodzi prawdopodobnie od XVI i XVII wiecznych chałatów noszonych przez wytrawnych żeglarzy. Na początku bluzy były szyte z płótna żaglowego, były bezkształtne i posiadały otwory na ręce i głowę, ale przynajmniej nie przemakały.
Granat kolorem marynarzy

Oficerowie angielskiej Marynarki Królewskiej spotykali się w kawiarni „Will’s Coffee Hause” w Londynie (późniejsza siedziba Scotland Yardu). Postanowili zunifikować marynarskie odzienie, w tym celu wysłali petycję do Admiralicji. Każdy z oficerów miał zaprezentować swój projekt munduru. Większość z nich zdecydowała się na stroje podobne do mundurów flot innych krajów. Jednak jeden z nich pojawił się w granatowej kurtce z białymi wyłogami. Projekt munduru musiał zostać zaakceptowany przez króla. Podczas jednej ze swych konnych przejażdżek król Jerzy II spotkał przejeżdżającą księżną w granatowo-białym kostiumie przyozdobionym złotem. Ten przypadek podobno zaważył na decyzji króla i granat stał się oficjalnym kolorem marynarki brytyjskiej.
Kołnierz

Początkowo miał chronić górną część bluzy przed zabrudzeniem jej przez długie i nie zadbane włosy. Kiedyś żeglarze splatali włosy w warkocz i smarowali go smołą sztokholmską (tak by fryzura była sztywna i mogła zabezpieczyć kark przed uderzeniem). Jednak maź nie wpływała korzystnie na wygląd munduru, więc na stały kołnierz nałożono kołnierz ochronny. Gdy moda na warkocze (po 40 latach) ustała, marynarze pozostawili kołnierz jako ozdobę munduru.
Trzy paski

Kołnierz obszyty jest trzema białymi taśmami. Według planów miały być dwa paski, jednak z niewiadomych przyczyn admiralicja zadecydowała o naszyciu trzech. Morskie opowieści mówią, że paski są symbolem trzech wielkich zwycięstw admirała Horatio Nelsona (pod Abu Kirem, Kopenhagą i Trafalgarem). Rosjanie powiązali paski z trzema zwycięstwami admirała Fiodora Uszakowa. A Francuzi uważają, że każdy pasek zwykł oznaczać zdobycie przez żeglarza jednego z oceanów.
Krawat i chusta

Marynarski strój uzupełniała czarna chusta. Była noszona już wcześniej przez kanonierów na statkach. Wiązano ją na szyi lub czole tak by stanowiła ochronę przed spływającym potem. Używano jej także w celu ochrony kołnierza przed zabrudzeniem. Później przyjęła formę krawata upinanego pod kołnierzem bluzy i zawiązywanego na piersi.

Powszechnie uważa się, że krawat oznacza żałobę po śmierci Nelsona, choć chusty noszone były na długo przed jego śmiercią. Możliwe, że stało się tak, gdy załoga okrętu BERWICK po śmierci swojego dowódcy przecięła chusty i jedną połowę nosiła na kapeluszu, a drugą na ramieniu, podobnie jak marynarze na pogrzebie Nelsona.

Zarówno chusta jak i krawat - mimo, że są tradycyjnymi elementami marynarskiego stroju nie są elementem umundurowania w drużynach wodnych.
Czapka

Dawniej marynarze nosili kapelusze. Glansowali je smołą i oliwą, tak by były czarne i nieprzemakalne. Kapelusze zostały zastąpione okrągłymi czapkami (koniec XIX w.) To nakrycie głowy wydawało się bardziej praktyczne (lepiej trzymało się głowy i nie ograniczało pola widzenia).

Czapki na otoku mają wstążkę z nazwą jednostki lub floty, w której służy właściciel czapki. Rozbudzało to dumę z przynależności do takiej a nie innej organizacji. Według tradycji jeden z końców wstążki jest krótszy o 5 cm, oba zakończone są rysunkiem kotwicy admiralicji.
Spodnie

W dawnych czasach marynarze nosili krótkie spodnie (do kolan lub sznurowane pod kolanami). Ten krój najdłużej utrzymał się we flocie brytyjskiej, stanowiąc znak rozpoznawczy i zarazem temat kpin innych marynarzy. Spodnie uzupełniały jasne pończochy. Później wprowadzono długie spodnie z rozkloszowanymi nogawkami. Ten fason był bardzo wygodny – spodnie bez żadnych trudności można było podwinąć powyżej kolan, tak by nie pomoczyć ich przy szorowaniu pokładu czy wyskakiwaniu do wody podczas przybijania do brzegu. Miały jeszcze jedną zaletę. Bardzo szybko można je było zdjąć w wodzie, tak by nie krępowały ruchów w momencie, gdy ich właściciel znalazł się za burtą.
Koszulka

Pod mundurem marynarze noszą żeglarską koszulkę. Przeważnie jest biała, może mieć błękitny brzeg dookoła szyi. Znane są też koszulki w biało-niebieskie pasy. Te ostatnie noszą nazwę „duszy morskiej” i pochodzą z floty rosyjskiej. Marynarze nie rozstawali się z nią nawet po zakończeniu służby na morzu. W końcu była symbolem przynależności do marynarskiej braci!





Kobiety.
W XVIII w. w modzie kobiecej w Europie widać było wyraźne wpływy mody francuskiej. Ideał mody tego okresu stanowiła kobieta delikatna, krucha, mlecznej cerze i jasnych oczach oraz włosach. Wdzięk liczył się w tych czasach bardziej niż piękny wygląd czy okazałość stroju. Ideałem kobiety z okresu oświecenia była markiza de Pompadour. Jednak suknie damskie były niezwykle bogate, uszytych z drogich materiałów, pięknie zdobione. Składał się na nie gorset z fiszbinami, który mocno zwężał talie, ściągał łopatki i wypychał do góry biust oraz rogówka- czyli suknia- stelaż złożona z połączonych taśmami stalowych obręczy. Rogówka nadawała sukni określony kształt- na początku czynił suknię bardziej rozłożystą, ale w połowie stulecia rogówki nadawały sukni kształty kopuły o średnicy do 3,5 metra, lub elipsy od szerokości 3 m. Funkcję bielizny sprawowała biała, długa koszula, z szerokimi rękawami i dużym dekoltem. Rękawy sięgały łokcia, by nie wystawały spod sukni. Natomiast pod rogówka noszono halki z różnych materiałów- ich rodzaj zależał od pory roku, na jaką były przeznaczone. Na wierzch modnisie miały do wyboru 3 podstawowe formy ubioru
- jednoczęściową suknię, nieodcinaną w stanie i zamkniętą z przodu
- dwuczęściowe kombinacje składające się ze spódnicy oraz góry, którą stanowił stanik, kamizelka bądź żakiet
- jednoczęściową suknię otwartą z przodu na kształt odwróconej litery V, pod którą noszona spódnice z tego samego bądź innego materiału.
Pod koniec stulecia obszerne rogówki ustąpiły miejsca wygodniejszym sukniom zwanym robe a l’anglaise, które miały bardziej naturalny krój. Po domu XVIII –wieczne damy nosiły tzw. dezabile- lekkie suknie, szyte prawie tak samo jak normalne, ale z bardziej zwiewnych tkanin. Pod koniec stulecia wprowadzono do mody domowej chemise- lekką, muślinową suknię – koszulkę, nakładaną przez głowę. Miała falbanki przy rękawach wycięciu stanika oraz szarfę z kolorowego jedwabiu.
Materiałami, z których najczęściej szyto suknie były drukowane jedwabie, bawełniane tkaniny indyjskie, atłasy, szyfony i tafty. Ozdabiano je koronkami, kokardami, sztucznymi kwiatami, klejnotami i futrem. Na szyjach noszono kloarety- obroże, najczęściej z marszczonego tiulu i wstążki, bądź drogie kolie. Popularne stały się również bransolety z pereł, które noszono parami. Nieodłącznym elementem stroju był też wachlarz- najlepiej zrobiony z kości słoniowej, bogato rzeźbiony i ozdobiony. W połowie wieku modnym atrybutem stała się też mufka- kształtem przypominająca rozciętą po bokach, zdobioną i haftowaną poduszkę, w którą elegantki wkładały dłonie, nie zawsze w ochronie przed zimnem.

Obuwie stanowiły na początku stulecia pantofelki na wysokim obcasie, z długim, wąskim noskiem, w których cały ciężar ciała spoczywał na ściśniętych palcach, a but nie był przystosowany do kształtu stopy. Żeby chronić buty przed zabrudzeniem, nakładano na nie tzw. patynki, czyli drugie podeszwy. W domu chodzono w butach na obcasie, nieposiadających pięty. Później w modzie były ozdabianie butów różnorakimi, kwadratowymi klamrami. Dopiero pod koniec XVIII wieku pojawiły się buty na płaskiej podeszwie, umożliwiające kobietom normalne i swobodne poruszanie się.
Najmodniejsze fryzur na początku i w połowie wieku stanowił gładko zaczesane, lekko przypudrowane i ozdobione z umiarem włosy. Do utrwalenia fryzury używano lepkiej i wonnej mazi zwanej pomadą. Coraz modniejsze stawały się równie peruki. W latach 70 i 80 fryzury kobiece przybrały monstrualne rozmiary. Fryzjerzy układali włosy na drucianych ramach, a kształt nadawali im poduszkom z końskiego włosia. Fryzurę utrwalano ogromna ilością pomady, a następnie posypywano dużą ilością białego bądź barwionego pudru. Na koniec dodawano elementy mające nadać fryzurze oryginalny wygląd- mogły być to klatki z motylami, świeże warzywa i owoce, kwiaty, wstążki, drogie kamienie- dosłownie wszystko. Nakrycia głowy dopasowywano do ogromnych fryzur i również ozdabiano piórami, kokardami, kwiatami i udrapowanym materiałem.
Makijaż był nieodzownym elementem całego stroju- kobiety pudrowały twarz, dekolt, szyję a nawet plecy, bielidłem, które nadawało ich skórze prawie biały kolor. Natomiast policzki obficie malowały różem, przez co ich twarze przypominały twarze porcelanowych figurek.
Niestety, na taki strój, makijaż i fryzury mogły sobie pozwolić tylko zamożne kobiety. Strój chłopek składał się z płóciennej lub wełnianej spódnicy i koszuli , a na zimę baraniego kożucha. Na głowę zawiązywały haftowane chusty.

Mężczyźni.
W modzie męskiej, tak samo jak w kobiecej, dominowały wpływy francuskie. Strój modnego mężczyzny składał się na początku XVIII. z szustokoru, długiej kamizelki i obcisłych spodni do kolan. Szustokor wyglądem przypominał frak bez klap, najczęściej długości do kolan, z długimi rękawami z mankietem. Zazwyczaj był szyty z grubych, jednolitych materiałów, ozdobiony misternym haftem i guzikami. Do krótkich spodni panowie nakładali cienkie pończochy.
W połowie XVIII w. szustokor zastąpił skromniejszy habit- miał dłuższe i węższe rękawy, skromniej zdobione mankiety i węższe kieszenie. W tym samym czasie pojawiła się tez moda na ubiór w stylu węgierskich huzarów- składał się on z krótkiego kaftana, podbitej futrem kurtki oraz obcisłych spodni, których końcówki wpuszczano w wysokie buty. Pod koniec XVIII w. strój męski stał się jeszcze bardziej obcisły. W habicie pojawił się kołnierz na niskiej stójce, który później stawał się coraz wyższy. Spodnie miały podwyższony stan i udoskonalony krój. Mniej formalny strój męski opierał się na modzie angielskiej, był skromny i swobodniejszy niż ubiór dworski. Jego część stanowił frak- dopasowany w tali, luźniejszy od swojego poprzednika, czyli habit, ale dalej posiadający kieszenie i mankiety oraz tylne fałdy.
Pod kamizelkę zazwyczaj zakładano białą koszulę, a pod koniec wieku na szyi wiązano pierwowzór dzisiejszego krawata: fular. Miał postać chusty, którą mężczyźni wiązali w skomplikowane węzły. Osobą, która szczególnie wielbiła ten dodatek, był George Bryan Brummel, Anglik, zwany pieszczotliwie Beau Brummel- z powodu swojego zamiłowania do mody.
Jako strój domowy mężczyźni nosili krótkie spodnie culotte oraz kamizelkę i szlafrok z tego samego materiału. Do tego noszono czapkę domową, która w słabo ogrzewanych wnętrzach zapewniała ciepło ogolonym głowom modnisiów.
We fryzurach męskich panowała względna dowolność. Niektórzy mężczyźni zostawali przy naturalnych włosach, które układali i pudrowali na biało, inni nosili peruki: staromodne z dużymi lokami, bądź mniejsze z warkoczem z tyłu, zwanym harcapem, zawiązywanym na końcu kokardą. Nakryciem głowy na początku stulecia był trójgraniasty kapelusz, ozdabiany czasem piórami. Później zastąpił go wysoki, czarny kapelusz z okrągłym rondem, sprowadzony z Anglii.
Modnym dodatkiem do stroju był zegarek na łańcuszku, a także artystycznie zdobiona tabakierka. Tę często wykonywano w komplecie z guzikami do szustokoru lub habit. Obowiązkowe było noszenie dobrze skrojonych, dopasowanych, skórzanych rękawiczek. Panowie, tak jak i panie, ulegli także urokowi mufki.
W kwestii obuwia panowie najczęściej decydowali się na czarne pantofle, zdobione klamrą, na niskim obcasie bądź wysokie obuwie, podobne do tego, które używano podczas jazdy konnej.
Strój chłopów radykalnie różnił się od stroju bogaczy. Ich ubranie robocze składało się z płóciennych spodni, koszuli za kolana, przepasanej rzemieniem a w zimniejsze oraz świąteczne dni zakładali wełniane sukmany, obszyte kolorowym sznurkiem. W niedziele wkładali buty podkute kawałkiem żelaza.

Dzieci.
Na początku XVIII w. nikt nie brał pod uwagę potrzeb dzieci w kwestii ubioru. Ich stroje były wierną, oczywiście zminiaturyzowaną, kopią strojów dorosłych. Dziewczynki już od małego uczono chodzić w gorsetach i rogówkach. Małych chłopców ubierano w stroje damskie, dopiero w wieku 6-7 lat zaczynali ubierać się jak mężczyźni- w peruki, szustokory, obcisłe spodnie.
Dopiero 70 i 80 XVIII w. zauważono odmienne potrzeby dzieci. Pojawiły się wygodne, nieodcinane w stanie i sznurowane z tyłu sukienki dziewczęce, a chłopcy nosili funkcjonalne ubranka składające się z miękkiej góry, przypinanej do długich, luźnych spodni, przewiązanych w pasie jedwabną szarfą . Całość wykańczał wykładany, biały kołnierz, obszyty koronką. W strojach dziecięcych zrezygnowano z przesadnych ozdób, pozostawiono jedynie wzory na szlachetnych materiałach i drobne hafty oraz ozdobne wykończenia.











XIX wiek.

W XIX wieku odpowiednikiem mężczyzny metroseksulanego był dandys. Kult urody, wyglądu i elegancji nie jest znakiem czasu – od dawna niektórzy panowie przywiązywali większą wagę do ubioru i wizerunku, by być lepiej odbieranym przez otoczenie.

DANDYS

Bardzo dobrym przykładem francuskich fascynacji był perfekcyjny dżentelmen, czyli dandys. Słowo dandyzm (czyli rodzaj postawy filozoficznej, stylu życia) może wywodzić się od francuskiego słowa dandin (głupiec) lub staroniderlandzkiego dantem (robić głupstwa) lub po prostu z języka angielskiego, w którym dandy znaczy elegant, modniś. Pierwsi przedstawiciele dandyzmu pojawili się w ostatnich dekadach XVIII i początkach XIX w.. W tym czasie ludzie z niższych warstw osiągali majątki równe przedstawicielom szlachty czy nawet arystokracji. Bardziej sprytni wykorzystywali swe umiejętności aktorskie, by wcielić się w hrabiego. Na początku mianem „dandys” nazywano mężczyznę z klasy średniej, kreującego się poprzez zachowanie i wygląd na kogoś z wyższych sfer. Potem stosowano to określenie do mężczyzny przywiązującego ogromną wagę do wyglądu zewnętrznego.

Żeby bliżej przyjrzeć się korzeniom tego zjawiska przenieśmy się na chwilę do Anglii, bo to właśnie ten kraj był stolicą mody męskiej i tu właśnie urodził się w 1778 r. prekursor dandyzmu ‑ George Bryan Brummell (zm. w 1840 r.). Uważa się, że to właśnie on wprowadził do mody dopasowany do ciała ubiór. Były to ciemne garnitury (dominowały ciemne zielenie, brązy i granaty) ze spodniami o pełnej długości, przyozdobione wiązanym ascotem[1], fularem[2] lub apaszką. Beau Brummell (bo tak go nazywano) zapoczątkował noszenie garnituru z krawatem, który był wtedy właściwie szalikiem wykonanym z jedwabiu, muślinu lub atłasu. Mówiono, że Beau potrzebuje codziennie pięciu godzin na przebranie się, a buty poleruje szampanem.

UBRANIE

Spodnie stopniowo zaczęły się wydłużać, sięgając w poprzednim wieku do połowy łydki, w latach 30. XIX w. nachodziły już na buty. Długie spodnie zapinano na guziki tuż przed kostką. Pojawiła się przy tym moda na materiał w kratkę. By usztywnić materiał spodni przyszywano z boku lampasy. Obowiązującym wtedy krojem były przylegające do ud i rozszerzające się od kolan w dół spodnie.

Dominował brąz, ciemna zieleń i granat. Jedynie kamizelki noszono w żywych kolorach.

Modnym okryciem wierzchnim stał się płaszcz carrick, obszerny i długi, z wielowarstwowym kołnierzem przypominającym pelerynę. Był używany głównie do przejażdżek powozem. Ok. roku 1815 surdut wyparł wszechobecny frak i stał się najbardziej popularnym męskim strojem dziennym.

W czasach rewolucji lipcowej i Wiosny Ludów (1830 — 1840) stroje męskie upodabniano do kobiecych. Talia była szczupła, dodatkowo podkreślana przez gorset, z kolei klatka piersiowa wypukła, ramiona i biodra zaokrąglone. Sylwetka w ubraniu miała przypominać literę „X”. Fraki i surduty były bardzo szerokie u dołu.

Eleganccy panowie dostosowywali ubiór do pory dnia oraz wykonywanych czynności. Stroje dzielono na domowe i wizytowe, które dzieliły się z kolei na ranne domowe i ranne wizytowe, oraz ubiór domowy na wsi, ubranie ranne do kąpieli wodnych, jeszcze inne na ulicę, do rannej przechadzki, do jazdy konnej i na polowanie. Panowie przebierali się średnio dwa razy dziennie. Strojem wizytowym i balowym mężczyzny był frak. W 1886 r. modna stylizacja na bal przedstawiała się następująco: czarny frak z jedwabnymi klapami (zapinany tylko do tańca); biała, haftowana koszula; biała kamizelka z trzema złotymi guzikami; lakierowane trzewiki z czarną kokardą; jedwabne, białe pończochy; beżowe rękawiczki; szapoklak; dewizka i monokl.

Pod koniec XIX w. panowie ubierali się w ciemny surdut, koszulę z wysokim kołnierzykiem, spodnie w paski, getry, melonik i płaszcz ¾. Z akcesoriów nosili przy sobie monokl i laseczkę. Do tego całość uzupełniała modna fryzura, zadbana cera i wąsik.

W połowie XIX w. zaczęto zwracać uwagę na większą swobodę i wygodę w ubiorze, dlatego stroje miały swój dawny, męski krój i aż do czasu I wojny światowej były dopasowane.

AKCESORIA

Białe chustki wiązane pod szyją spinano np. brylantową szpilką w kształcie motyla lub krzyża maltańskiego. Kołnierze, których wysokość sięgała czasem 10 cm, ozdabiane były np. srebrną klamrą z dwoma amorkami. Dopinane kołnierzyki wykonywano z celulozy.

Jako krawata używano złożonej jedwabnej, muślinowej lub atłasowej chustki. Najbardziej popularnym kolorem krawata był szafirowy. Na wyjścia poranne zakładano często krawat szkocki (w kratkę zielono-białą, szafirowo-białą lub zielono-amarantową), zaś na wieczór

Krawaty spinano poniżej węzła szpilką, bardzo często przyozdobioną czarną lub białą perłą. Używano także złotych, perłowych lub platynowych szpilek w kształcie sportowych emblematów lub z ozdobnymi rysunkami. Kolejnym dodatkiem była szpicruta ze złotą lub srebrną gałką, a także laseczka z rączką ze srebra lub kości słoniowej.

Do zestawu ciekawych gadżetów należały fajki o cybuchach dochodzących nawet do długości 1 m (te najdłuższe palono tylko w domu). Zdobiono je scenami myśliwskimi i rodzajowymi, herbami, sentencjami, symbolami patriotycznymi i wojskowymi. Na wyjścia zabierano ze sobą fajki o krótszych cybuchach. Palono także cienkie cygara na słomce, zwane wirdżynią. Palenie było bardzo popularne wśród płci męskiej. Dzieci powyżej 10 roku życia, robotnicy i lokaje palili papierosy, nawet gdy nie było ich na nie stać. W przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, nie wszyscy rodzice zakazywali dzieciom palenia. Kobiety nie mogły palić, wyjątek stanowiły matrony, panie lekkich obyczajów i emancypantki łamiące ustalone zasady.

Innym elementem eleganckiego stroju mężczyzny była batystowa chustka do nosa. W jednym jej rogu należało wyhaftować gotyckim stylem pierwszą literę imienia, zaś w drugim rogu pierwszą literę nazwiska.

W drugiej połowie XIX w. bardzo modne stały się dewizki, noszone pod postacią kilku złożonych razem łańcuszków i dużej ilości breloków ozdobionych kamieniami. Dewizki były złote lub srebrne, z bawolego rogu lub żelazne, barwione na czarno. Breloki często wyobrażały czaszkę, szkielet, głowę węża lub kostkę do gry.

Do ubrań przyszywano duże, złote guziki, zwane francuskimi. Do fraków zaś przymocowywano guziki imitujące medaliony rzymskie i greckie. Potem nastała moda na guziki szklane, do wnętrza których wkładano zasuszone kwiatki, muszelki alboowady. Niektórzy zamieszczali za szkiełkiem pamiątki, takie jak włosy żony czy zęby mleczne swoich dzieci.

Obowiązkowym elementem stroju były też rękawiczki, początkowo jasnobeżowe, potem szare i w kolorze słomkowym, szyte z zamszu. Niezbędna była też wzorzysta lub kolorowa kamizelka (bardziej wytworni eleganci nosili nawet dwie kamizelki naraz), kwiat w butonierce, a w kieszeni ręcznie wyszywana chusteczka.

Szlafroki, czyli robdeszany szyto w barwnej kolorystyce i orientalnych krojach. Domowe pantofle również miały wschodni krój i hafty wykonywane przez panią domu. Dużą wagę zaczęto przywiązywać także do bielizny.

BUTY

Do obcisłych spodni noszono wysokie buty z cholewami o wyłogach z jaśniejszej skóry. Noszono także buty do pół łydki, a na wieczór i specjalne okazje zakładano pantofle z kwadratową klamrą i ozdobne pończochy. Od lat 20. XIX w. zaczęły być modne trzewiki o zwężających się kwadratowych noskach, do których noszono długie spodnie. Trzewiki o długich noskach zapinane na guziczki zazwyczaj skrzypiały podczas chodzenia.

Na buty zakładano skórzane, sukienne lub dziane kamasze. Zapinane pod butem kamasze miały chronić przed chłodem, a także zapobiegać niszczeniu obuwia. Na deszczową aurę zakładano kalosze wykonane z kauczuku indyjskiego.

Do stroju porannego oraz w nadmorskich kurortach zakładano obuwie z żółtej lub białej skóry; czarne lub lakierowane do ubrań myśliwskich, zaś na co dzień zakładano pantofle z guziczkami lub sznurowane z noskami.

NAKRYCIA GŁOWY

Na początku wieku noszono dwurożną formę kapelusza – tzw. bikorn. Te „napoleońskie” kapelusze były w powszechnym użyciu do ok. 1815 r., a później zakładano je już tylko do stroju wieczorowego (noszono je również w Armii Księstwa Warszawskiego, Królestwa Polskiego i w Marynarce Wojennej RP w okresie międzywojennym).

Głowę nakrywano cylindrami w kolorze czarnym lub białym. W latach 20. XIX w. zaczęły pojawiać się kaszkiety, czapki z daszkiem, noszone do strojów sportowych i podczas podróży. Poza tym popularny stał się melonik, a latem płaskie, słomkowe kapelusze z ozdobną wstążką.

Jednak najbardziej popularny był cylinder zwany gibusem, od nazwiska jego wynalazcy, paryskiego kapelusznika. Gibus zakładano najczęściej do opery.

Inną odmianą cylindra był szapoklak. Wewnątrz umieszczoną miał sprężynę, która umożliwiała złożenie go na płasko (noszono go od lat 40. XIX w.) Tak złożony szapoklak można było trzymać pod pachą. Dużą popularnością cieszyły się kapelusze panama – dość niskie, z prostym rondem. Pod koniec omawianego okresu modny stał się melonik wykonywany z filcu.

W pomieszczeniu cylinder należało trzymać w ręce lub położyć na krześle czy też na podłodze. W żadnym wypadku nie wolno było kłaść kapelusza ma łóżku.

Bardzo skrupulatnie przestrzegano zasad, kiedy należy zdjąć kapelusz, a kiedy można mieć go na głowie. Np. na ulicy, podczas rozmowy z kobietą, kapelusz należało zdjąć. Będąc w gościnie, kapelusz trzymano przy sobie. Można było go odłożyć na bok tylko wtedy, gdy zostało się poproszonym by usiąść. Osoba z niższych sfer musiała zdjąć nakrycie głowy podczas rozmowy z kimś lepiej urodzonym.

TOALETA I FRYZURA

XIX–wieczny mężczyzna dbał także o swoją urodę – miał niezliczoną ilość przyborów do toalety: specyfiki przeciw starzeniu się, zapachowe maści, fiksatuary (brylantyna) do włosów, wodę alpejską. Dbano, by skóra była świeża i młoda.

Na początku XIX w. fryzury przypominały te, które nosili cesarze rzymscy – loki na całej głowie. Popularne też były bokobrody. Potem włosy zaczesywano do tyłu, przy czym sposoby ich układania zmieniały się w ciągu wieku. Ci panowie, którym brakowało już naturalnych włosów, zaopatrywali się w peruki, a siwiejący czernili nie tylko włosy, ale i wąsy.

W kwestii higieny zalecano panom mycie głowy przynajmniej raz na trzy tygodnie, stosowanie proszków przeciwpotnych pod pachy oraz przycinanie paznokci. Źle widziane było stosowanie perfum w zbyt dużej ilości, co zarezerwowane było dla pań.

ZAKUPY

Ubrania szyto u krawców, od których wymagano znajomości ówczesnych trendów. Były też sklepy z gotową odzieżą, np. w Warszawie dużą popularność zdobyły magazyny Juszczyka, Czubalskiego i Zielińskiego. Niektórzy po ubrania jeździli do Paryża, Londynu czy Wiednia. Także wielu polskich krawców i szewców zdobyło rozgłos za granicą, np. w Paryżu znany był szewc Sakowski, którego buty kupowało wielu londyńczyków.

STYL

Młodzi panowie podążający za modą mieli wystudiowane pozy, byli bardzo pewni siebie, prezentując przy tym nienaganne maniery. Do prowadzenia tak wystawnego życia konieczne było dobre urodzenie, by mieć skąd czerpać fundusze. Czas spędzali chodząc na wystawy, czytali dużo książek, brylowali w kawiarniach i na bankietach. Uważali się za lepszych, wyśmiewali mieszczan i dorobkiewiczów jako ludzi gorzej wykształconych, mniej obytych i pozbawionych gustu. Zdarzało się, że tworzyli związki homoseksualne, co nie przeszkadzało im towarzyszyć na salonach kobietom, których mężowie ciężko pracowali. Jako że prawdziwe damy nie pracowały fizycznie nawet w domu (żony lekarzy, adwokatów, profesorów, dyrektorów banków), mogły oddawać się flirtom z młodymi fircykami. Ten flirt ograniczał się tylko do miłej rozmowy, bądź tańca na balu.

Na naszym polskim gruncie dandys prezentował się w ten sam sposób. Z tego też powodu nie byli „polecani” przez poradniki rodzinne jako kandydaci na męża. Bo jaki pożytek mogła mieć żona z męża, który wydawał pieniądze na błahostki albo przegrywał duże sumy w karty? Wprost żartowano sobie z nich, że „choć na grzbiecie Paryż, to w głowie Sahara i ukraińskie stepy”.

Dandysem chciał się poczuć każdy młodzian, szczególnie ten, który starał się o rękę młodej panny. Należało się pokazać z jak najlepszej strony, bo kandydata na męża de facto wybierali rodzice. Oczywiście najwyżej punktowani byli ci kawalerowie, którzy mieli duże zaplecze finansowe. Wielu uboższych zalotników zapożyczało się u Żydów, by potem spłacać dług z posagu panny młodej, o ile w ogóle taki posag został przewidziany.

Wcale nierzadkim scenariuszem była miłość biednego studenta do podrzędnej aktorki z teatru. Wtedy też próbował pokazać się z jak najlepszej strony, zapożyczał się, obdarowywał lubą prezentami. Na koniec okazywało się, że wybranka woli starszych, bogatych panów, a delikwent kończył z długami. Bywało też, że ojcowie w gazetach umieszczali ogłoszenia, że nie będą płacić za długi swoich synów. Tak też uczynił Jan Biele w „Kurjerze Warszawskim” w roku 1870.

Stroje kobiece

Maniery i wygląd były jednakowo ważne dla naszych XIX wiecznych rodaków. W życiu publicznym i towarzyskim liczyły się głównie te dwa aspekty. Podążanie za modą było obowiązkiem każdego lepiej urodzonego człowieka. Nie istotne, że ta moda zniewalała, krępowała, ,ograniczała ruchy, i była po prostu niewygodna. Zarówno kobiety jak i mężczyźni (szczególnie młodzi) byli niewolnikami trendów ubraniowych i fryzjerskich. Dziś przynajmniej możemy decydować jak się ubieramy, zaś 200 lat temu wybierano jedynie kolor i rodzaj tkaniny. Wachlarz krojów i stylu był bardzo ograniczony i z góry ustalony przez paryskie trendy. Chęć odstępstwa od wytyczonych zasad narażał nie tylko na krytykę ale i pośmiewisko.

Nie podążanie za modą wywoływało plotki i narażało na śmieszność. Nie wolno było też sprzeciwiać się niewygodzie. Wszelkie zmiany drobnych niuansów modowych dopuszczone były tylko w gronie lepiej urodzonych dam. Podobnie jak mężczyźni, kobiety przebierały się kilka razy dziennie, czasem nawet pięć. W każdą podróż zabierano ze sobą wiele bagaży. Do podstawowej podróżnej garderoby ówczesnej damy należało: elegancki szlafrok na rano, suknia codzienna, wizytowa, spacerowa na pogodę i druga na niepogodę, oraz dwie balowe.

Ubrania szyto u krawców ( co było bardzo kosztowne), lub gotowe kupowano w specjalnie przeznaczonych do tego magazynach. W 1859 r. Merrit Singer wynalazł maszynę do szycia, dzięki której szybciej powstawały falbany i inne drapowane akcenty. Skrócił się także czas szycia ubrań, dlatego trochę staniały.

KRYNOLINA

Przez większą część XIX w. noszono ogromne krynoliny (stalowy stelaż na którym upinano spódnicę), potem spódnice powracają do skromniejszych rozmiarów. W złym tonie było nie założenie sukni na krynolinie.

Krynolina sprawdzała się kiedy było ciepło. Natomiast wraz z nadejściem chłodniejszej aury, panie miały problem z założeniem na suknię grubszego okrycia, dlatego okrywano się jedynie ciepłymi szalami. Pod koniec lat 60. krynolinę używano już do wszystkich rodzajów sukien i na różne okazje. W 1890 r. uciążliwy stelaż całkowicie wyszedł z użycia.

TURNIURA

Od czasów rewolucji francuskiej skończyła się moda na monstrualne suknie i fryzury. Jednak likwidacja objętości, spowodowała chęć kolejnych eksperymentów modowych i zaczęła być modna turniura – okazały stelaż w kształcie podkowy który znajdował się z tyłu pod spódnicą, na którym drapowano fantazyjnie materiał. Początkowo ów wynalazek był sporych rozmiarów, i noszenie go przysparzało duże trudności, dlatego nie przyjął się w swojej pierwszej formie. Podobnie jak krynolina uniemożliwiała nakładanie na suknie cieplejszej odzieży, dlatego zakładano okrycie, które było z przodu dłuższe, a z tyłu krótsze. W efekcie czego z przodu przypominało długi płaszcz, natomiast z tyłu krótki żakiet. Turniury deformowały kobiecą sylwetkę cofając biodra do tyłu, a górna część ciała wysuwała się do przodu za sprawą gorsetu. Idealna sylwetka miała przypominać kształtem literę „S”. Turniury z kolei utrudniały poruszanie się z trenem. Ten element stroju nie był obowiązkowy dla małych dziewczynek, lecz często, wzorem największej elegancji, zakładały ją.

O tym jak zakładanie takiej konstrukcji było konieczne w ówczesnym świecie, świadczy przykład Heleny Modrzejewskiej. Aktorka pokazała się na ulicach Nowego Jorku bez turniury, która nie była już modna w Europie, a świeciła jeszcze triumfy za oceanem. Przechodnie śmiali się z niej i wytykali palcami.

SUKNIE I STROJE WYJŚCIOWE

4 suknie ślubne i baloweSuknię wizytową szyto z dużym dekoltem ozdobionym bertą, czyli kołnierzem z koronki, odsłaniając ramiona. Taka suknia była zakładana na bale, spektakle czy uroczyste obiady. Na co dzień dekolt w sukniach był zakryty, doszywano nawet stójki. Po domu panie chodziły w luźniejszych sukniach przypominających szlafroki.

Najbardziej eleganckie było założenie na wieczorne wyjście całego biżuteryjnego garnituru, w skład którego wchodziły: kolczyki, pierścionek, bransoletka, broszka, naszyjniki, guziki od mankietu, łańcuszek od zegarka i od parasolki. Biżuterię na bal można było wypożyczyć od jubilera.

Pod koniec XIX w. nastała moda na antyczne suknie, wzorowane na greckich chitonach. Były to luźne suknie empirowe, wykonane ze zwiewnych materiałów i odcinane pod biustem. By podkreślić smukłość talii, szyto dość szeroki i ozdobny dół. Poszerzano także ramiona sukni. Na bieliznę jaką nakładano obowiązkowo pod każdą suknię składało się: długa koszula, halka, pantalony i gorset. Pod koniec wieku natomiast pojawia się nowy element stroju – gigot ( dosł. z franc. udziec barani) – rękaw z marszczonymi lub podwojonymi bufami zwężający się przy nadgarstku.

Obowiązującym kolorem sukni ślubnej był biały. Równie ważnym dodatkiem był welon symbolizujący dziewictwo. Biel była też powszechnym kolorem odświętnych ubranek dzieci obu płci, a stroje komunijne przypominały suknie ślubne. Natomiast podczas żałoby po najbliższych i żałoby narodowej kobiety nosiły czarny welon.

Najpopularniejsze materiały z których szyto ubrania elegantek to atłas, tiul, welwet, kaszmir, aksamit, sukno, jedwab, wełna czy pekin. Suknie ślubne zazwyczaj powstawały z koronki lub muślinu.

W gazetach nie pisano o ciąży, ani też nie pokazywano rycin przedstawiających mamy „przy nadziei”, chociaż przeciętna kobieta rodziła kilkoro dzieci. Dopiero pod koniec XIX w. pojawiają się ryciny z modelkami w luźniejszych strojach z podpisem „dla młodej mężatki”, co można interpretować jako propozycja sukni dla kobiety brzemiennej.

Ponieważ suknie sięgały do ziemi sprawiały problem przy chodzeniu podczas deszczowej pogody. Dlatego do takiego wytwornego stroju zakładano kalosze, a suknie panie unosiły lekko do góry. Jednak takie rozwiązanie też nie było zgodne z ówczesnymi zasadami savoir – vivre. Wedle tamtejszych obyczajów damie nie wypadało pokazywać nóg powyżej kostek, ani nosić sukni w dłoniach. Niektóre poradniki dobrych manier radziły by panie nie wychodziły z domu podczas deszczu i błota.

Nie prano sukni, z uwagi na możliwość ich zniszczenia, dlatego odzież wietrzono, trzepano, lekko zapierano, lub usuwano brud szmatką. Do tego przepisy porządkowe Krakowa zabraniały wieszania w oknach ubrań by je przewietrzyć.

AKCESORIA

Kobiety wychodząc zawsze miały ze sobą jakiś gadżet zajmujący ręce, np. : wachlarz – na bal ze strusich piór (czarnych lub szarych). parasolkę, kwiaty lub chustkę do nosa, która służyła jako ozdoba (zwisała swobodnie z dłoni lub była zwinięta w dłoni). Pod koniec XIX w. chustki zaczęły wychodzić z mody. Oprócz tego noszono ze sobą ozdobne woreczki, również trzymane w rękach.

Za wachlarzami śmiano się z innych gości bądź plotkowano. Wachlarz służył też do wachlowania w chwili przeciągłej ciszy, gdy dama nie wiedziała co powiedzieć lub popełniła jakąś gafę.

Z parasolką panie wychodziły w słoneczne dni, by chronić się przed słońcem. Opaleniznę uważano za domenę kobiet takich jak chłopki, przekupki czy robotnice. Poza tym parasol służył jako broń w przypadku ujadającego psa czy zaczepiającego panią natrętnego przechodnia.

Wszystkie damy nosiły nakrycia głowy. Wielkość kapelusza świadczyła o majętności i pochodzeniu. Im większy, tym pochodzenie damy bardziej znamienite. Panie zostawiały kapelusz na głowie podczas prywatnych wizyt u znajomych, w restauracji czy teatrze.

Nie rozstawano się również z rękawiczkami w miejscach publicznych, a także w sytuacjach towarzyskich, i podczas tańca. Wyjątek stanowiło jedzenie, i w przypadku mężczyzn – gra w karty. W dobrym tonie było zakładać rękawiczki przed wyjściem na ulicę. Jeśli ktoś przypomniał sobie o nich dopiero przed domem, zakładanie ich na chodniku uznawane było za faux pas. Niektórzy chodzili w rękawiczkach bez palców po domu, ponieważ uważali posiadanie tego elementu garderoby za kompletny strój. Najpopularniejsze były jasne rękawiczki ze skóry. Kiedy robiło się chłodniej zakładano na nie wełniane. Na balach widywało się rękawiczki białe lub kremowe. Ciemniejsze kolory rękawiczek wybierano do wyjść porannych lub w podróż.

Detale takie jak hafty, biżuteria, klamerki przy paskach lub obuwiu ozdabiane były motywami fauny lub flory, np.: egzotyczne i polne kwiaty, wijące się pędy lub ważki.

Przed wyjściem z domu panie obowiązkowo zakładały kapelusz zdobiony koronkami, piórami, kwiatami lub małymi ptaszkami. W ciepłe dni do kapelusza miały przymocowane woalki, które starannie upinano: jedną nad nosem, drugą nad brodą oraz dwie symetrycznie po bokach. Obowiązkowo dodatkowym atrybutem były ażurowe rękawiczki bez palców oraz irchowy woreczek (kremowy bądź popielaty) z koralikami tworzącymi ptasie wzory.

CIAŁO I GORSET

W sukniach odsłaniano dekolt , dbano także o wygląd piersi. Ponieważ nie było jeszcze operacji plastycznych, dla powiększenia biustu stosowano ćwiczenia gimnastyczne lub ćwiczono na przyrządach elektrycznych oraz stosowano masaż. Do tego istniały specjalne mikstury do wcierania w dekolt np. „Bernardine” czy „Royal – skin – food”. Poza tym należało mieć pulchne ramiona bez muskułów. Śnieżnobiałą skórę uzyskiwano przez zastosowanie białego pudru.

Gorsety pomagały zachować prostą sylwetkę, jednak noszenie ich prowadziło do zaniku mięśni i problemów z oddychaniem. Natomiast nagłe „odstawienie” gorsetu sprzyjało garbieniu się i bólowi pleców. Istniały także gorsety dla kobiet uprawiających sporty, np. do jeżdżenia konno, balowe, do prac w domu, do pływania, czy do noszenia podczas ciąży.

Stale ulepszano gorsety, pojawiały się nowe „modele”; w 1824 r. ślusarz Wajler konstruował gorsety z metalu, słomy, łyka i rogu.

FRYZURY

Fryzury naszych przodków również ewoluowały i zmieniały się dość często w przeciągu XIX w. Był czas, że modne były antyczne fryzury – włosy czesano tak, by tworzyły loki po obu stronach twarzy, a na czubku robiono bujną, acz misternie ułożoną fryzurę. W latach 40. XIX w. fryzury stają się bardziej naturalne. W tym czasie także zmniejsza się rondo kapelusza. Pod koniec wieku trend znów się zmienia i fryzury stają się bardziej luźne, upinane nad karkiem i nieco wysunięte nad czołem.

Bardzo uporczywe było tworzenie wyjściowej fryzury, która z założenia musiała być ogromnych rozmiarów. Włosy upinano do góry w okrągły kok na środku głowy, a nad czołem formowano podwiniętą grzywkę. Ponieważ nie każda dama miała włosy aż do pasa, stosowano tapirowanie lub pukiel cudzych włosów (postiche) wkładany do wewnątrz koafiury. Postiche kupowano w zakładach fryzjerskich lub na składach włosów, gdzie najdroższymi były włosy blond i siwe. Cała konstrukcja ufryzowana na czubku głowy nie dość że była ciężka, to i niestabilna. By kok trzymał się na miejscu należało utrzymywać głowę nieruchomo, co było niemożliwe chociażby w tańcu.

Fryzjerzy przychodzili do domów pań przed balami, choć istniała możliwość czesania także w salonie fryzjerskim, w którym sprzedawano dodatkowo kosmetyki do włosów, perfumy, pomady, grzebienie, pudry, mydła do mycia i golenia oraz peruki.

Dbano także o wygląd takich salonów, szczególnie modne stały się secesyjne zasłony z bambusowych słomek wieszane w drzwiach zakładów fryzjerskich. Malowano je w motywy florystyczne – egzotyczne rośliny oraz pawie czy ibisy.

KOSMETYKI

Podobnie jak dziś panie stosowały kosmetyki, szczególnie kremy by pozbyć się zmarszczek, piegów, wykwitów skórnych a nawet proszek usuwający zbędne owłosienie na damskiej twarzy.

Skarbnicą wiedzy na temat ówczesnych kosmetyków było Warszawskie Laboratorium Chemiczne, które ok., roku 1880 wydało „Przewodnik perfumeryjno – hygieniczny”, prezentujący rodzime produkty, będące zamiennikami tych droższych, zagranicznych. Broszura Laboratorium wspomina o następujących perfumach: „Bukiet tatrzański”, „Bukiet warszawski”, „Zefir majowy”, „Zamrocznia”, czy „Szczęśliwoń”. Odpowiednikiem francuskiej wody kolońskiej Eau do Cologne była Eau de Pologne, którą także perfumowano chusteczki i wnętrza pokoi.

Wielofunkcyjnym kosmetykiem do włosów była pomada o zapachu kwiatów, która jak przekonywali producenci z Warszawy, nadawała połysk, wzmacniała, zamieniała siwiznę w czerń, zapobiegała wypadaniu włosów, oraz utrzymywała przedziałek w należytym miejscu.

Wśród wytwarzanych mydeł były toaletowe o różnych kształtach -jajka, kuli (imitujących odpowiednio kształt jabłka i gruszki), czy Kupidyna jadącego na lwie. Oprócz tego było mydło z kwiatów tatrzańskich, „mydła kąpielowe pływające”, mydła do golenia, oraz mydło dla psów i koni.

Całkiem dobrze miał się przemysł kosmetyków kolorowych i innych kosmetyków upiększających: kredki do oczu, pomadki do ust w rolkach oraz w słoiczkach, proszki do polerowania paznokci, zapachowe pudry w kolorach biały, różowy i żółty, pudry do włosów, które kryły siwiznę, farby do włosów, proszki i płyny przeciw poceniu się.

DBANIE O ZĘBY

Każdy kto chciał bardziej dbać o higienę, mógł również zaopatrzyć się w szczoteczkę i proszek do mycia zębów. Jednak bardziej powszechną metodą czyszczenia zębów było stosowanie węgla drzewnego lub żucie skórki chleba czy cytryny. Znane były także już wykałaczki zwane wtedy zębodłubami.

W 1869 roku reklamowano w „Kurjerze Warszawskim” pastę do zębów, zapewniając, że wybiela zęby i daje im połysk, nie zostawia osadu na szczoteczce oraz wzmacnia dziąsła. Jak można przypuszczać, było to novum w ówczesnym czasie. Równie nowoczesnym wynalazkiem była „elastyczna szczęka”, dla tych, którzy swoje zęby już stracili. W 1896 r. doktor Herzl reklamował swój unowocześniony model elastycznej szczęki oraz zapewniał, że leczy zęby w „zaledwie” kilka godzin.








Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
« Ostatnia zmiana: 26 Listopad, 2017, 14:57:42 wysłana przez Narwaniec »

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 28
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #10 dnia: 25 Listopad, 2017, 15:05:00 »
Kolonie;
- Wielka Brytania: Rodezja, Beczuana, Kondominium Anglio-Egipskie, Egipt, Nigeria, Złote Wybrzeże, Sierra Leone, Gujana Brytyjska, większość Afryki (oprócz zachodniej)
- Belgia: Afryka Centralna, Kongo (z Katangą-złoża miedzi)
- Portugalia: Mozambik, Angola
- Hiszpania: Rio de Oro (z Villa Cisneros), Tanger
- Holandia: Indie Holenderskie
- Włochy: Erytrea, część Somalii
- Niemcy: Togo, Kamerun, wyspy na Pacyfiku, strefa wpływów w Chinach
- Francja: Gwadelupa, Martynika, Gujana Francuska, placówki handlowe w Senegalu, na Reunionie i w Indiach
- Dania: Islandia

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 814
  • -Otrzymane: 554
  • Wiadomości: 3031
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #11 dnia: 25 Listopad, 2017, 20:50:43 »
Pirackie porty

Bezpieczna przystań, gdzie można cieszyć się ze zdobytego łupu, wydaje się jednym z najważniejszych miejsc w życiu piratów. W połowie XVII wieku jest to Tortuga, a od roku 1655 także Jamajka. Mieszkańcy tych wysp szybko odkrywają ile można zarobić na przybywających z wypraw korsarzach i nastawiają się na czerpanie z tego zysków. W XVIII wieku tę samą rolę spełnią opisywane już New Providence i Madagaskar, przy czym ta ostatnia na najmniejszą skalę ze wszystkich.Obok powyższych miejsc i opisanych wcześniej New Providence i Madagaskaru istniało rzecz jasna wiele innych portów, gdzie przyjmowano chętnie z łupem piratów, takich jak choćby Nowy Jork i Rhode Island w latach dziewięćdziesiątych XVII wieku. Jednak w żadnym z tych miejsc tak duża grupa ludzi nie ciągnęła zysków głównie z piractwa, ani też się nim nie zajmowała.Wszystkie porty były wielkim wielokulturowym tyglem, z powodu odwiedzających je kupców i marynarzy, pochodzących z różnych stron świata. Spotykali się tu przedstawiciele wielu ras, religii i kultur. Samo tylko Port Royal odwiedzali i zamieszkiwali biali, Metysi, Mulaci, Murzyni, kwakrowie, papiści, purytanie, prezbiterianie i anglikanie.  Świat kupców i mieszczan ciągnących zyski z piractwa przenikał się w tym mieście ze światem piratów. W oczach współczesnych Tortuga, Port Royal, New Providence i Madagaskar były sodomą i rajem szatana.

Port Royal
Stosunkowo najlepiej poznanym z tych wszystkich miejsc jest Port Royal, które 7 VI 1692 roku pogrążyło się w morzu w wskutek trzęsienia ziemi. Jamajkę zajęli w roku 1655 Anglicy, którzy przechrzcili hiszpańską osadę Santigo Vega na Kigston, zaś na pobliskim cyplu wybudowali fort Point Cogway (bądź The Point), gdzie cumowały statki. Wokół fortu wyrosła osada handlowa, zamieszkana przez kupców i marynarzy, którą w roku 1660 nazwano Port Royal. Aż do roku 1692 była najszybciej rozwijającym się miastem w angielskich koloniach, głównie za sprawą zwożących na wyspę łupy piratów, z którymi handlowali mieszkańcy. W roku 1690 Boston, największy port Angloameryki, liczył 6000 mieszkańców, podczas gdy Port Royal miał już prawie 8000 ludzi i 2000 domów zbudowanych z cegły, co było oznaką jego zamożności.
W roku 1692 doszło do trzęsienia ziemi, którym w oczach współczesnych Bóg pokarał grzeszne miasto. Jak pisali świadkowie: niektórych połykała ziemia, gdy rozstępowała się pod ich nogami i wpadali w nią po szyję; byli również tacy, którzy zostali w ten sposób pogrzebani żywcem. Miasto zapadło się w morze i jeszcze w rok później było w nim widoczne.
Po trzęsieniu ziemi miasto już nigdy nie odzyskało świetności, co wiązało się także z upadkiem bukanierstwa. Choć jeszcze w roku 1705 było tam 500 domów, po kilku pożarach i kolejnych dwóch trzęsieniach ziemi, w roku 1722 Port Royal ostatecznie zniknął w morzu.

Tortuga :sully:
Tortuga była początkowo bazą wszystkich karaibskich bukanierów, a wraz z zaistnieniem Port Royal stała się głównie schronieniem francuskich filibustierów. Początki jej historii są barwne, osiedlili się na niej w latach trzydziestych ścigani po całych Karaibach przez Hiszpanów koloniści angielscy i francuscy. W ten sposób na Tortudze i pobliskiej Hispanioli narodziła się społeczność bukanierów - karaibskich piratów. Choć Hiszpanie atakowali wówczas wyspę dwukrotnie, nie udało im się jednak wygnać z niej przeciwnika. W latach 40 nad wyspą panowanie objął francuski gubernator - Jean Le Vasseur, który wybudował widoczny na poniższej ilustracji fort. Umacniając swe panowanie musiał pokonać bukanierów, którzy początkowo sprzeciwiali się jakiejkolwiek władzy. Le Vasseur kupił sobie jednak piratów w prosty sposób. Zaoferował im schronienie na francuskiej ziemi, pobierając w zamian niewielki procent z pirackich łupów. Docenili to wszyscy awanturnicy, którzy od tej pory ściągali na wyspę z całego archipelagu. Tortuga miała bowiem idealne położenie, leżała w pobliżu Kuby i Hispanioli, wysp wzdłuż których przebiegały główne szlaki hiszpańskich okrętów.  Le Vasseur posunął się nawet do sprowadzenia na wyspę z Europy statku pełnego prostytutek, aby zwiększyć atrakcyjność wyspy. W roku 1654 Hiszpanie mając dość niewygodnego sąsiedztwa przypuścili trzeci atak na wyspę i tym razem był on skuteczny. Garnizon hiszpański pozostawał na wyspie dopóki nie został odwołany z powodu wojny z Anglią. I choć bukanierzy powrócili na wyspę, a w latach sześćdziesiątych nadal pozostawała ona piracką mekką, opisaną przez Esquemelinga, to powoli traciła na znaczeniu na rzecz Babilonu Piratów - czyli Port Royal. Przez następną dekadę pustoszała, gdyż francuscy bukanierzy przenosili się na pobliską Saint Domingue. W roku 1702 nie było tam już nikogo.

Saint Domingue
Około roku 1670 Tortudze przybyła konkurencja w postaci rozwijających się portów na Saint Domingue. W latach sześćdziesiątych na prośbę francuskiego gubernatora, który chciał aby bukanierzy bronili wyspy, piraci ufortyfikowali część osady Petit Guaves (obecnie Port-au-Prince).  Na Saint Domingue bukanierów przyciągały listy kaperskie wydawane przez Francuzów w celu obrony kolonii. Rzecz jasna sojusznicy okazali się plagą, a z Europy popłynęły rozkazy ukarania awanturnictwa. Gubernatorom De Cussy’emu i Ducasse’owi nie udało się jednak powstrzymać piractwa, nawet pomimo zaleceń Korony w latach osiemdziesiątych. To z  Saint Domingue wyruszyła ostatnia wyprawa bukanierów, którzy w roku 1697 zaatakowali Cartagenę, miasto mające mury o 13-metrowej grubości. Jej zdobycie kładzie jednocześnie kres historii bukanierów, narodził się świat w którym nie było już dla nich miejsca, świat piratów walczących przeciwko całemu światu. W tym samym roku podpisano Traktat z Ryswick, kładący kres wojnie z Hiszpanią,  zaś filibustierzy musieli porzucić swój zawód. Część zajęła się handlem, inni jak De Graaf wzięli udział w kolonizowaniu Luizjany, pozostali zaś zajęli się piractwem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Saint Domingue czekał los sennej francuskiej kolonii.

New Providence
Ta niewielka wyspa, leżąca w archipelagu Bahamskim, stała się idealnym miejscem na piracką bazę. Położona w pobliżu Cieśniny Florydzkiej, którędy biegł jedne z głównych szlaków handlowych, a także blisko Karaibów i jednocześnie północnoamerykańskich kolonii była doskonałą bazą wypadową. Podobnie jak na Jamajce i Tortudze przyjmowanie piratów zapoczątkowały kolonialne władze. Pewien celnik z Pensylwanii utyskiwał w roku 1690 w raporcie do Króla: Na wyspach Bahama gubernatorem jest Nicholas Trott. Przed około ośmiu laty na wyspę New Providence przybył John Hoadley, przyprowadzając z okolic Brazylii statek trzydziestodziałowy pełen cukru. Po krótkim postoju w porcie i po sprzedaniu cukru sam spalił statek. W ubiegłym roku Thomas Wolley i Christopher Gosse, obaj pochodzący z Nowej Anglii, sprowadzili na New Providence z Indii Wschodnich holenderski czterdziestodziałowiec. Znajdowały się na nim duże sumy pieniędzy, którymi się podzielili (...) Te wyspy od dawna były i są schronieniem piratów i przemytników. Trott został ostatecznie odwołany do Anglii, za przyjęcie łapówki od Avery’ego i zezwolenie mu na postój oraz sprzedaż łupów w nowo założonym na New Providence Nassau (obecnie stolica wysp). Powstała w ten sposób próżnia polityczna, zaś mieszkańcy Bahamów przywykli do życia z handlu z piratami. W roku 1700 Nassau zniszczył najazd hiszpańsko-francuski. W ruinach zamieszkali ludzie nie poddani żadnej władzy, jak napisał o nich gubernator Bermudów.W roku 1705 Izba Lordów apelowała żeby uczynić coś z wyspami, bowiem byłoby niebezpiecznym, gdyby wpadły w ręce piratów. Osiedlało się ich tam coraz więcej, aż powstała prawdziwa piracka republika, bez żadnej zewnętrznej władzy zwierzchniej. Gdy w roku 1716 pojawił się tam Henry Jennings, ze skarbami hiszpańskiej „Złotej Floty”, w ślad za nim przybyli kupcy z Nowego Jorku, Bostonu i Rhode Island. W ten sposób wyspa stała się miejscem, gdzie piraci mogli wydawać swe łupy. Z porzucanych statków wybudowano tam domy. Piraci żyli tam całkowicie wolny, nie poddani żadnej władzy. New Providence stała się XVIII wieczna mekką piratów, jak wcześniej Jamajka i Tortuga, lecz bez kontroli żadnych kolonialnych władz. Taki stan utrzymał się aż do roku 1718, kiedy pojawił się Woodes Rogers i zaoferował piratom pardon, pragnąc odtworzyć kolonię. Jej początki były jednak trudne,  jak wiadomo Charles Vane stoczył u wejścia do portu bitwę z nowym gubernatorem, a część kupców usiłowała przekupić Rogersa, aby dalej działać jak niegdyś, zaś wielu piratów powróciło do zawodu, jak Rackham i Augur.


Madagaskar
Piracka baza na Madagaskarze zaistniała w latach dziewięćdziesiątych XVII wieku, wraz z początkiem działalności piratów na Oceanie Indyjskim. Za jej rozwojem stali kupcy północnoamerykańscy. Przybywali oni na wyspę skupować pirackie łupy, oraz prowadzić handel. Galon rumu kosztował w Nowym Jorku 2 szylingi, zaś na wyspie 50 funtów. Beczka wina w Ameryce sprzedawana była po 19 funtów, na Madagaskarze kosztowała 1300. Nic dziwnego, że powstał nawet specjalny syndykat zaopatrujący piratów na wyspie. Czasem pojawiali się i tacy kupcy, jak Szkot Millard, który sprzedał im stary, sfermentowany alkohol, tak że wielu zmarło w męczarniach. Jak napisał świadek: Millard uczynił więcej dla wytępienia piratów niż wszystkie eskadry wojenne wysłane do walki z nim. Pirackie osiedle na Madagaskarze kwitło, choć z czasem kupcy zniknęli, gdy piratom skończyły się łupy. Osiedlali się tam ludzie wyjęci spod prawa, którzy zamieszkiwali na wyspie „wżeniając się” w miejscowe plemiona, zakładali rodziny. Z czasem zmienili się w biedaków, byli obszarpani, gdyż prawie nie mieli już odzieży i okrywali swój wstyd skórami dzikich zwierząt. Długowłosi, brodaci, przedstawiali najdzikszy widok, jaki można sobie wyobrazić, jak napisał o nich w 1710 roku Woodes Rogers. Z czasem grupki te rozpadły się, zaś niektórzy piraci stali się królami poszczególnych plemion, jak choćby król Samuel, były piracki kwatermistrz.

Hawana
Bynajmniej nie była pirackim portem, a piratów mocno tam się obawiano, z powodów o których poniżej. Schronienie mogli tam znaleźć jedynie Biskajczycy, czyli hiszpańscy kaprowie sprowadzenie w XVII wieku specjalnie do nowego świata, aby walczyć z piratami.
Hawana była bowiem jednym z najważniejszych puntów strategicznych na Karaibach, lecz przede wszystkim miejscem, do którego zwożono wszystkie skarby i pieniądze zebrane w ciągu roku w Hiszpańskim Imperium. Było to wydobyte w kopalniach złoto i srebro oraz podatki. Rokrocznie do miasta przybywał specjalny konwój zwany Skarbową Flotą, Armadą, którego zadanie było takie samo - przewieźć łupy do Hiszpanii. Rzecz jasna Armada była obiektem westchnień wielu, a daty i terminy jej przybycia i odpłynięcia były trzymane w tajemnicy przed niepowołanymi. Jedynie Pietowi Van Heynowi udało się w roku 1628 zdobyć Armadę, lecz dokonał tego nie w Hawanie, a w jej pobliżu, w Zatoce Matanzas.
Samo miasto było zbyt dobrze ufortyfikowane, aby obawiać się jakichkolwiek ataków. Dwa forty - Castillo de los Tres Reyes i Mooro Castillo de San Salvador de la Punta strzegły wejścia do portu, zaś wody w pobliżu patrolowane były przez hiszpańskie kutry. U wejścia do portu rozciągnięto wielki łańcuch, aby ustrzec się nagłych ataków. Było to standartowe zabezpieczenie portu w tamtych czasach.
Havanę zdobyli dopiero Anglicy w połowie XVIII wieku. Lecz wówczas piratów na Karaibach już nie było.

Bath Towne
Miasto było jedną z pierwszych osad w Północnej Karolinie. Miejsce wybrano niezbyt korzystnie, albowiem płytkie wody mielizny Ocracoke uniemożliwiały żeglugę statkom handlowym, o dużym zanurzeniu. Jednakże miejscowi notable przez chwilę pragnęli konkurować z Charles Town, dzisiaj znanym jako Charleston, pragnąc uczynić z miasteczka stolicę Północnej Karoliny. Wspomagał ich w tym gubernator Charles Eden, znany ze swej pobłażliwości dla piratów, od których przyjmował rozliczne - jakbyśmy powiedzieli dziś - korzyści majątkowe. Mieszkańcy Bath Town zaczęli robić interesy z piratami, skupując od nich ich łupy. Miasto stało się także miejscem gościny dla Bonneta, Vane'a i Czarnobrodego. Ten ostatni osiedlił się w mieście na stałe, a gubernator Eden przymykał oczy na jego nieobecność.
Po zabiciu Czarnobrodego na mieliźnie Ocracoke miasteczko pozbawione towarów od piratów mocno podupadło. Dzisiaj znajduje się tam kilka domów, a mieszkańcy szczycą się iż zamieszkują miejscowość będącą domem najbardziej znanego pirata na świecie.

Nowy Jork
Mało kto wie, iż ta rozwijająca się metropolia pod koniec XVII wieku stała się jedym z najczęściej odwiedzanych przez piratów miast. Stało się tak za sprawą kupców zamieszkujących to miasto, którzy zwiętrzyli doskonały interes w handlowaniu z piratami. Stąd już niedaleka droga do ekwipowania pirackich wypraw. Na przełomie XVII i XVIII stylecia z Nowego Jorku wyruszyła słynna wyprawa Kidda. Za nim na Ocean Indyjski podążyli pozostali.
Rzecz jasna bez przychylności władz niewiele by się dało zdziałać. Gubernator Benjamin Fletcher oprócz tego, że dał kupcom ciche przyzwolenie sam włączył się w taką działalność. Podczas gdy zapewniał Londyn, iż walczy z piratami, na swoich salonach podejmował piratów takich jak choćby Thomas Tew. Niewiele mgło pomóc odwołanie gubernatora przez Londy, bowiem w pirackie interesy włączyły się nawet takie tuzy jak earl Bellomont, który wyposażył wyprawę Kidda.
Po sukcesie Avery'ego większość piratów, która wyruszyła szukać fortuny na Morzu Indyjskim pochodziła właśnie z Nowego Jorku. Kupcy zaś rozciągnęli swe intersy. Na Madagaskarze pojawił się niejaki Adam Baldridge, który żył ze sprzedaży piratom alkoholu. Statki kupieckie udawały się na wyspę, a w późniejszym okresie na New Providence, gdzie piraci za bezcen pozbywali się zdobycznych błyskotek w zamian za rum.
Paradoksalnie piracką karierę Nowego Jorku przerwało nie tyle wytępienie piratów, co fakt, iż bardziej opłacalne dla kupców okazało się prowadzenie interesów handlowych, gdyż wraz z końcem złotej ery piractwa coraz więcej statków zaczęło docierać do portów.

Charles Town
Znane dzisiaj jako Charleston, stolica Południowej Karoliny. Miasto założono w roku 1660 i podobnie jak pozostałe miasta północnego wybrzeża Ameryki, szybko stało się jednym z głównych ośrodków handlu z piratami. Szczególnie widocznie stało się to widoczne podczas złotej ery piractwa, na początkach wieku XVIII. Pomimo iż Czarnobrody zablokował w maju 1718 roku port i pobierał myto od wpływających oraz wypływających statków, nie skłoniło to rezydującego w mieście gubernatora do podjęcia zdecydowanych działań. Krążyły plotki o jego przekupstwie i zaangażowaniu w piracką działalność, pewne jest iż dotarły one do sąsiedniej Wirginii, której gubernator Aleksander Spotswood posłał w pościg za Teachem swoje okręty.
Dopiero zaatakowanie miasta przez Charlesa Vane'a zmieniło sytuację. Gubernator Johnson posłał w pościg za nim niejakiego Williama Rhetta, któremu nie udało się jednak dopaść Vane'a, zamiast niego schwytał Stede'a Bonneta. Gdy ten zawisł w Charleston wraz ze swoimi 30 ludźmi, miasto przestało być wreszcie pirackim portem.

Boston
Miasto, które w drugiej połowie XVII wieku bardzo chętnie gościło pirackie statki, wyruszały z niego również korsarskie wyprawy, zaś u gubernatora można było wykupić amnestię. Boston był jednym z miast, z którego po sukcesie wyprawy Henry'ego Avery na Ocean Indyjski wyruszyły wypraw w poszukiwaniu łupów. Statki które powracały, przywoziły łupy ocalone z wraków i tonących okrętów i taka też była oficjalna wersja pochodzenia zawartości łądowni.
Sytuacja zaczęła zmieniać się w XVIII wieku. Jako pierwszy ofiarą padł niejaki John Quelch, który został wybrany kapitanem przez załogę korsarskiego statku, który wyruszył z Bostonu by walczyć z Francuzami i Hiszpanami. Jego ofiarą stały się jednak statki portugalskie u wybrzeży Brazylii, co sprawiło iż po powrocie do Bostonu i przeprowadzeniu śledztwa, Quelch został powieszony. Sprawa stała się zbyt głośna, a miejscowe władze nie mogły tolerować pewnych rzeczy. Ostatnim piratem powieszonym w Bostonie był Edward Low.
--------------------------------------

Pirackie republiki
Piraci mieli własne wyspy, będące swego rodzaju „pirackimi republikami”. Istnienie takich miejsc było niczym innym, jak rozszerzeniem XVI-wiecznej taktyki posiadania bazy wypadowej, dokąd wracało się po zdobyciu łupu. Miejsca takie pojawiły się z konieczności. Piratom niezbędne były bezpieczne porty, na karenowanie, aprowizację statków o wydawanie łupu. Czasem bowiem polityka sprawiała, że piraci nie mogli powrócić do miejsc takich jak Tortuga, czy Port Royal, tylko musieli pozostać w ukryciu.
O pierwszych próbach założenia pirackiego państwa możemy mówić dopiero w latach sześćdziesiątych, gdy Edward Mansvelt kilkakrotnie atakował wyspę Santa Catalina, której nadał nazwę Providence. Anglicy przyjęli tę nazwę, stąd jedną z wysp Bahamskich nazwano New Providence. Mansvelt bardzo pragnął zająć wyspę na stałe. Była i wystarczająco obszerna, i bardzo korzystnie dla piratów położona, blisko posiadłości Hiszpanów, przed którymi można je było łatwo obronić. Został jednak stamtąd wyparty, pomimo iż próbował zwrócić się o pomoc do angielskich władz. Po jego śmierci plany usiłował urzeczywistnić Morgan, co opisał Esquemeling: zamierzał uczynić z niej (Santa Cataliny – P.K.) schronienie dla wszystkich piratów, a przynajmniej dla wszystkich piratów angielskich. Plany założenia baz powracały bardzo często. Piraci Johna Reada rozważali, czy nie osiedlić się w Indonezji. Ciekawy wydaje się również plan zamieszkania w Darienie i wydobywania złota przy pomocy Indian. W 1702 grupę mieszkających tamże piratów odnalazł Davis. Piratów było 800 i w zasadzie stworzyli regularną kolonię: Żyli między tymi Indianami (Kuna – P.K.) od dziesięciu lat. Większość z nich zawarła małżeństwa i zebrała sporą sumę pieniędzy. Co ciekawe kolonia ta przetrwać miała jeszcze długo, 67 mieszanych rodzin wymienionych jest jeszcze w traktacie hiszpańsko-kunijskim z roku 1741. Najprawdopodobniej potomkowie piratów zginęli wraz z całym plemieniem w roku 1757 z rąk Hiszpanów. Najciekawsza jednak informacja dotyczy Bartholomew Sharpa, który w roku 1688 miał założyć na wyspie Anguilli państwo bez boga i religii, do którego przystać mógł każdy, kto pragnął wolności Niestety, nie wiemy nic więcej na ten temat. Jest to także ostatnia informacja jaką posiadamy na temat Sharpa, który po roku 1688 zniknął bez śladu.
« Ostatnia zmiana: 25 Listopad, 2017, 20:53:05 wysłana przez Tortuga »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 814
  • -Otrzymane: 554
  • Wiadomości: 3031
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #12 dnia: 25 Listopad, 2017, 21:08:26 »
Wyspy

Po ocenach i morzach rozsianych jest tysiące albo i więcej, małych i większych, samotnych i tworzących archipelagi. Wiele z nich nadal czeka na to aby je odkryć.

Rodzaje Wysp

Wyspy kontynentalne
Do tej kategorii zaliczane są wyspy leżące w pobliżu kontynentu, na jego szelfie kontynentalnym. Takimi wyspami kontynentalnymi są np. Trynidad i Barbados w Ameryce Południowej, Grenlandia w Ameryce Północnej, Tasmania w Australii, Sumatra, Borneo i Jawa w Azji oraz Wyspy Brytyjskie, Sycylia, Sardynia i Korsyka w Europie.

Odrębną podkategorię stanowią wyspy mikrokontynentalne powstałe na odrębnych płytach tektonicznych. Przykładem jest Nowa Zelandia i Nowa Kaledonia na Oceanie Spokojnym, Madagaskar na wschód od Afryki, czy Wyspy Kerguelena na Oceanie Indyjskim.

Inną podkategorię stanowią wyspy powstałe z łach piaszczystych nanoszonych w wyniku działania prądów morskich lub materiału lądowego wynoszonego przez ujścia większych rzek.

Wyspy oceaniczne
Do tej kategorii zalicza się wyspy nie związane z szelfem kontynentalnym. W ogromnej większości są one pochodzenia wulkanicznego. Zazwyczaj układają się w łańcuchy powstające na granicach płyt tektonicznych lub w obrębie jednej płyty, przemieszczającej nad plamą gorąca (ang. hot spot). Pierwszy typ reprezentują archipelagi będące łukami wyspowymi. Przykładami są tu archipelagi Marianów, Wyspy Riukiu, Kuryle i Aleuty na Pacyfiku oraz Małe Antyle i Sandwich Południowy na Atlantyku. Archipelagi powstałe nad plamą gorąca mają prostoliniowy przebieg. Przykładem są Hawaje, leżące na Grzbiecie Hawajskim na Oceanie Spokojnym oraz Tristan da Cunha na Grzbiecie Wielorybim na Oceanie Atlantyckim. Trzecim rodzajem wysp wulkanicznych są wyspy znajdujące się na grzbiecie śródoceanicznym, jak Islandia i Jan Mayen, obie na Północnym Atlantyku.
Innego typu wyspami oceanicznymi są atole, efekt budowy rafy koralowej wokół zanurzającej się wyspy wulkanicznej. Koralowce rozbudowują rafę aż do powierzchni oceanu, stając się zaczynem do powstania wyspy. Charakterystycznym przykładem są Malediwy na Oceanie Indyjskim.

Klimat
Na większości wysp panuje tropikalny klimat czyli ciepło i wilgotno.

Fauna i Flora
Ocean o lazurowy kolorze, piaszczyste plaże oraz palmy...tak większości przedstawia się krajobraz wysp.  Niezależnie czy zamieszkałe, czy też nie, większość wysp stanowią dżungle, porośnięte bujną, wiecznie zieloną roślinnością w której skrywają się przeróżne gatunki zwierząt, począwszy od owadów, a skończywszy na ssakach.
-------------------------------------------------

Zwierzęta, które istniały w XIX w, a których nie ma obecnie

Papużka Karolińska


Była jedynym rodowitym gatunkiem papug na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej. Ostatni dziki przedstawiciel gatunku padł w 1904 roku na Florydzie. Przyczyn wymarcie jest wiele, ale jedną z ważniejszych było zapotrzebowanie na kolorowe piórka do strojenia damskich kapeluszy

Kaczka labradorska


Ten gatunek zawsze był rzadki, ale ostatecznie wyginął pomiędzy 1850 a 1870. Przyczyny zniknięcia gatunku nie są do końca znane, mięso tych kaczek było niesmaczne, więc nie były obiektem polowań.

Alka olbrzymia


Ptaki te zamieszkiwały obszar Północnego Atlantyku od wybrzeży Hiszpanii po Kanadę. Wyginęły z powodu zmian klimatycznych, które spowodowały przesunięcie terenów polowań niedźwiedzi polarnych na południe oraz polowań przez ludzi. Zniknęły z Ziemi w połowie XIX wieku.

Kwagga właściwa


Podgatunek zebry stepowej występujący w Afryce – kwagga właściwa przypominała współcześnie żyjące koniowate. W przeciwieństwie do znanej nam zebry, paski pokrywały tylko część jej ciała, a umaszczenie było brązowo-białe. Zwierzęta te wymarły pod koniec XIX wieku. Do wymarcia tego gatunku doszło najprawdopodobniej w wyniku... nieporozumienia. Kwaggami nazywano wiele różnych gatunków zebr, z tego względu nieprawidłowy przepływ informacji przyczynił się do nadmiernego polowania na to zwierzę.

Tarpan


Dziki koń, który zamieszkiwał centralną Europę. Jego cechą charakterystyczną był rozmiar, bowiem był on mniejszy od zwykłego konia domowego. Widać na zdjęciu, że osobnik maksymalnie osiągał wysokość przeciętnego człowieka. Prawdopodobnie wymarły w latach 80-tych XIX wieku.

Wilk workowaty


Nazywany także tygrysem tasmańskim, był jeszcze na początku XX wieku powszechnie występującym gatunkiem australijskiej fauny. Ten największy z mięsożernych torbaczy wyginął w wyniku kłusownictwa, a także w wyniku konkurencji z psami dingo oraz psami domowymi. W 1932 r. widziano ostatniego przedstawiciela tego gatunku na wolności, natomiast w 1936 roku zmarła samica tygrysa tasmańskiego, która żyła w ogrodzie zoologicznym w Hobart, stolicy Tasmanii.

Tygrys Jawajski


Kolejny gatunek, który stracił swoje miejsce występowania przez rozwój rolnictwa. Tygrysy jawajskie żyły na indonezyjskiej wyspie Jawa. Ostatnim miejscem, gdzie widziano je żywe była najwyższa góra Jawy. Od 1984 do 1993 uczeni nie mogli znaleźć jakichkolwiek dowodów na istnienie tego gatunku, w związku z czym, w 1994 roku, ogłoszono go za wymarły.

Czarny nosorożec zachodni


Ten podgatunek czarnego nosorożca padł ofiarą niekontrolowanego kłusownictwa w swojej ojczyźnie - Kamerunie. Od 2006 roku uczeni szukali chociaż jednego przedstawiciela tego podgatunku, ale po pięciu latach bezowocnych poszukiwań, ogłosili podgatunek za wymarły. Pozostałe trzy podgatunki czarnego nosorożca również zagrożone są wymarciem.


Mniszka antylska


Mimo że te foki ostatni raz widziano na Karaibach w 1952 roku, ostatecznie uznano je za wymarłe dopiero w 2008. W XVIII i XIX wieku Europejczycy aktywnie polowali na mniszki dla ich tłuszczu, który wykorzystywano jako smar i olej do lamp. Razem z tymi fokami wymarły kleszcze, które mogły żyć jedynie w ich nozdrzach.

-----------------------------------------------------

Trójkąt Bermudzki

Nazwa obszaru Atlantyku, w rejonie Bermudów, przez fascynatów zjawisk paranormalnych uznawanego za miejsce wielu niewyjaśnionych zaginięć statków, jachtów i samolotów (uważają oni, iż na tym obszarze mają miejsce zjawiska łamiące prawa fizyki, wykrywana jest obecność tak zwanych „obcych” – co ma ich zdaniem wyjaśniać rzekomo niewytłumaczalne zdarzenia). Nie istnieje jeden ustalony kształt trójkąta, jego kształt opisywany jest różnie w poszczególnych legendach miejskich. Według statystyk w tym obszarze nie ginie więcej niż średnia liczba obiektów znikających w innych rejonach Atlantyku.
W zależności od autora, wielkość Trójkąta Bermudzkiego jest różna. Niektórzy rozszerzają ją aż do wybrzeży Irlandii. Zazwyczaj jednak mowa jest o trójkącie między Miami, Puerto Rico i Bermudami, który to teren jest bardzo uczęszczany przez statki i samoloty.
Krzysztof Kolumb, według swojej relacji, zaobserwował w okolicach Trójkąta „dziwne, tańczące na horyzoncie światła.


Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #13 dnia: 26 Listopad, 2017, 13:51:49 »
... Zwierzęta i rośliny. Tak, tu jest o czym opowiadać. Doktor Ichabod Morley, nasz lekarz pokładowy, ma bzika na punkcie tutejszych roślin i zwierząt. Niby jest lekarzem i chirurgiem, ale mówi o sobie jako o biologu amatorze. botaniku i zoologu. A każdy nowy gatunek przyjmuje z ekscytacją godną dziecka które dostało prezent na Gwiazdkę. Wszystkie skrupulatnie opisuje, robi ilustracje i stara kolekcjonować, czym doprowadza do szału załogę, a czasem i samego kapitana. Ostatnio była karczemna awantura o niezwykłą jaszczurkę znalezioną  na jednej z bezimiennych wysp, którą doktor zaliczył do bezskrzydłych smoków. Nie do jaszczurek, nawet nie do jakiegoś żyjącego dinozaura, na punkcie których ponoć zwariował świat nauki, odkąd odkopano szczątki takiego gdzieś na pustyni. Podobno żyły na Ziemi przed ludźmi. Nie doktor stwierdził, że to smok i koniecznie chciał go zabrać z nami. Upierał się, że zwierzę będzie mieszkać w jego kajucie. Nie. Smok, jaszczurka czy cokolwiek to jest, zwłaszcza taki który może być jadowity, został przez kapitana stanowczo wyproszony ze statku. Wybuchła awantura, podczas której kapitan stwierdził, że jaszczur może być na statku jedynie wtedy kiedy zostanie zabity i wypchany, a obok niego stanie wypchany doktor...

...W ciągu ostatnich lat, odkrył  kilkanaście nowych gatunków żab, węży i stworzeń które pozaliczał do smoków i wyvern. Odkrył nawet latającego węża! O rybach to już nawet nie wspominam, bo to by szło w setki. Podobną czcią darzy rośliny.
Prawdą jest jednak, że zwierząt i roślin jest tu o wiele więcej niż w jakimkolwiek znanym mi miejscu. I są o wiele ciekawsze, wręcz fantastyczne. Wielobarwne ptaki, których u nas próżno szukać, a zobaczyć je można jedynie w książkach, fantastyczne stworzenia porośnięte futrem, piórami albo łuskami, żyjące na ziemi lub w koronach drzew. W tych ciepłych wodach żyją nawet morskie smoki których skóra podobno przypomina skórę rekinów. Niektóre przypominają wyglądem węże, inne mają kończyny wyglądające jak wachlarzowate skrzydła, a niektóre wyglądają jak smoki z bajek, tylko mają łapy podobne do żółwich i nie mają skrzydeł. I niektóre ponoć są wielkości największych wielorybów, a inne mieszczą się w dłoniach. I podobno nie wszystkie polują. Niektóre żywią się wodnymi roślinami, inne koralowcem. Ale i tak nie są największe. W Afryce żyją takie smoki które są większe od chałupy, albo takie które mają trzy rogi. Ale podejrzewam, że marynarze robią sobie ze mnie jaja. Tylko czemu doktor im przytakuje? No i jeszcze ten cały Kraken, o którym również gadają marynarze i rybacy. Według słów marynarzy Armagedon zrobił Apokalipsie dziecko i wyszło ohydne. To właśnie ten Kraken. Jak wygląda? Tego nikt nie wie. Nikt go nie wiedział, a ten co widział nie może tego opowiedzieć bo nie żyje. Ale powiadają, że jak skrzyżowanie ośmiornicy z jaszczurem. Temu Doktor akurat stanowczo zaprzecza...
Według Darwina na którego często powołuje się nasz medyk, wszystko to jest wynikiem ewolucji. Przystosowanie do otoczenia. My też jesteśmy takim wynikiem ewolucji. Ponoć dawno, dawno temu stworzenia podzieliły się na dwie rodziny. Do jednej trafili przodkowie meduz, ośmiornic i wszystkich robali. Do drugiej przodkowie gadów, żab, ryb, waleni, ptaków i ssaków. Doktorek jak wpadnie w te swoje rozprawy to może gadać do ochrypnięcia, tak że chyba przysnąłem i ocknąłem się na zakończenie gdy wymienił naszego przodka i w końcu nas. I my ludzie mimo ten całej ewolucji jesteśmy jedyni w swoim rodzaju... jeśli nie liczyć różnych kolorów skóry czy innych małych różnic w kształcie twarzy na przykład. Co też podobno jest wynikiem przystosowania do warunków... Tak twierdzi ten cały Darwin. Ta cała ewolucja jest zakręcona jak... jak pędy fasoli! Że niby nasi przodkowie to ci sami przodkowie co jakieś ryby albo jaszczurki, które nagle stwierdziły, że nie chcą nimi dłużej być... To ja już wolę wersję z Te Fiti albo nawet tą kościelną o stworzeniu świata. I bez tej całej łaciny od której tylko język można sobie połamać.
Zapytałem go w takim razie jak to jest z tymi całymi syrenami i gdzie ich miejsce w ewolucji. Czy jakiś mężczyzna wychędożył rybę czy tą krowę morską czy jak? W odpowiedzi oberwałem książką w głowę i doktor stwierdził, że jestem za smarkaty na takie pytanie. Też mi coś! Marynarze gdy mówią o syrenach, to tylko wzdychają, kręcą głową i mówią, że to jakaś diabelska sprawka, bo ani tego zeżreć, ani wydupczyć, a jeszcze może taka jedna z drugą utopić na śmierć i w ogóle najlepiej się od nich trzymać z daleka i za nic nie słuchać ich zawodzenia, bo od tego to oparszywieć można.
Z równym zapałem gada o roślinach! Dla mnie ważne jest tylko to, że połowa jest jadalna i w większości pożyteczna, a druga połowa nawet jeśli czasem pożyteczna, to albo jest trująca, albo ręcz próbuje człowieka zeżreć!

« Ostatnia zmiana: 09 Wrzesień, 2018, 21:06:05 wysłana przez Narwaniec »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 273
  • -Otrzymane: 245
  • Autor wątku
  • Ogień nie spali, woda nie zaleje
  • Wiadomości: 978
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Tajemnice tysięcy wysp - sprawy organizacyjne/ techniczne itd.
« Odpowiedź #14 dnia: 26 Listopad, 2017, 23:26:29 »
Beatrice

Fregata lub Korweta.

Długość: 179 ft 6 in (54.71 m) długość całkowita
    135 ft 6 in (41.30 m) długość pokładu
    114 ft 6 in (34.90 m) w/l

Szerokość: 32 ft (9.8 m)

Wysokość: 130 ft (40 m) wysokość całkowita
    89 ft (27,1 m) wysokość środkowego masztu
    42,6 ft (13 m) wysokość boczna statku

Wysokość pokładu: ok 6,5 ft - 9 ft (2 m - 2,8m) wysokość pokładu górnego i dolnego
     ok 18 ft (5,5 m) wysokość pokładów ładunkowych

dane dotyczące wysokości pokładów to moje prywatne wyliczenia na podstawie planów i informacji ile wysokości mógł mieć statek, jako, że nigdzie nie ma wzmianki o tym jak wysokie mogły być pokłady.

Zanurzenie: 13 ft (4.0 m)

Głębokość:  10,5 ft (60,5cm) chodzi chyba głębokość wody od stępki, ale nie jestem pewny...

Wyporność: 657 ton

Tonaż (załadowanie):  578 73/94

Załoga: w czasach pokoju, maksymalnie 172, w czasach wojny 200

Uzbrojenie:  Górny pokład: dwadzieścia dwa 12-funtowe działa ; Szaniec: osiem 32-funtowych karonad; Pokład dziobowy: dwa 9-funtowe działa pościgowe i cztery 32-funtowe karonady




Idąc od dziobu.

Forecastle - krótki pokład w przedniej części statku, powyżej górnego pokładu.

Cathead - Krótkie drewno wystające z dziobu, służące do podnoszenia kotwicy.  Końce często zdobiono rzeźbionymi lub lanymi głowami

Boomkin, Bumkin albo Bumpkin: Krótki wysięgnik wystający z dziobu, używany do przedłużania dolnego rogu foka do nawietrznej.

Head: Obszar ten obok bukszprytu używany do toalety marynarzy.

9-pound Chaser: 9-funtowe mosiężne działka pościgowe, strzelające zgodnie z nazwą 9 funtowymi kulami. 

32-pound Carronade:  oprócz działek ścigających, Beatrice jest uzbrojona w Karonady, małe, krępe działa, bardziej przypominające moździerz niż broń, które były lekkie (broń rzucająca 32- funtowe kule były lżejsze od 12-funtowego długiego działa) i bez trudu radzili sobie z bronią krótkiego zasięgu. Karonada nie wymaga jednak wielkich umiejętności w obsłudze; i chociaż jej masywne kule miały straszliwy efekt niszczenia, mogąc zrujnować, a nawet zatopić przeciwnika, ta sama broń, w którą włożono strzały, przecinała olinowanie wroga i czyściła jego pokłady najbardziej efektywnie, przede wszystkim, gdyby były zatłoczone mężczyznami zmierzającymi na pokład. "Mimo że te działa były zbyt krótkie, aby mogły być dokładne na każdym dużym obszarze, miały potężny cios w zwarciu, ponieważ były lekkie, mogły być bezpiecznie przenoszone na dziobnicy i na dziobie.

Chains, Channels: Łańcuchy i szerokie deski wystające poziomo z zewnątrz statku. Trzy pary takich łańcuchów, jedna para powiązana z każdym masztem.

Foremast:  Najbardziej wysunięty z trzech masztów.

Galley Stove Cowl: komin pieca kuchennego znajdujący się na górnym pokładzie przeniknął przez dziób. Wierzch był chroniony przed wiatrem i wodą przez metalową osłonę.

Belfrey: Dzwonek umieszczony na dziobie był regulatorem rutynowych czynnośi, uderzany co pół godziny, jeden dzwonek oznaczał pół godziny na zegarek, dwa dzwonki na godzinę, trzy dzwonki na półtorej godziny itd. Osiem dzwonów oznacza koniec czterogodzinnego czuwania.

Gangways:  Ścieżki łączące kwartał dzielący z forecastle.

Skid-Beams:  "wyniesienie łodzi za burtę, najpierw podniesienie ich z belek, przeniesienie ich na burtę, a następnie opuszczenie ich przez zaułki na dziobie i głównych podwórzach zawsze było pracochłonnym biznesem, któremu towarzyszyło nieumyślne krzyki, dudnienie i plusk." Boczne belki przecinają przestrzeń między przejściami, używane do przechowywania łodzi (gdy nie są holowane za statkiem) i bomów.

Main Hatch: Pokrywa jest pokrywą nad włazem, a głównym lukiem był stos otworów pokładu na środku statku, umożliwiając bezpośredni dostęp do ładowni w celu załadowania ciężkich magazynów i beczek.

Accommodation-Ladder:  Trap. Zawieszony z boku statku od linii wodnej do pokładu. Trap używany był do formalnych okazji. Bez okazji używało się drabiny.

Mainmast: Centrum i najwyższy z trzech masztów statku. Zainstalowany maszt główny zwykle przeznaczony na 36-gun fregata (89 stóp długości) zamiast zwykle używanej na statku 28-gun (81 stóp i 4 cale) . Ten wysoki maszt sprawił, że Beatrice stała się rozpoznawalna z dużej odległości.

Capstan: Cylindryczny mechanizm obrotowy zamontowany pionowo i obsługiwany przez grupę marynarzy napierających na handszpaki – drewniane uchwyty wtykane w górną część bębna kabestanu na czas pracy, tak aby kabel mógł być wybierany lub luzowany wokół lufy, głównie by wydobyć lub opuścić kotwicę. Kabestan "Beatrice" są podwójnej wysokości, więc członkowie załogi zarówno na pokładzie, jak i na pokładzie górnym, mogli naciskać na drążki, aby zastosować odpowiednią siłę. 

Binnacle: stanowisko z kompasem i światło, więc kompas można zobaczyć w nocy.

Wheel:  koło sterowe.

Stern Lantern: Dwie latarnie zwisające z rufy, były użyteczne w konwojujących się statkach, aby statek mógł być widziany i śledzony w nocy. 

Quarterdeck: Najwyższy pokład, za głównym masztem. Zazwyczaj żeglowanie statkiem jest kontrolowane przez dowódców z tego miejsca. Czwarty pokład zarezerwowany był dla oficerów i gości.


Znowu od dziobu...

Manger: Niewielki obszar na dziobie używany do zapobiegania przedostawaniu się wody przez otwory do płukania z mycia z powrotem wzdłuż pokładu. Ta przestrzeń służy również do trzymania zwierząt.

Bitts: Dębowa rama, do której przymocowuje się kable przy kotwicy.

Foremast:  Najbardziej wysunięty do przodu z trzech masztów.

Galley Stove:  Piec, palenisko - po prostu kuchnia.

Main Hatch: Pokrywa jest pokrywą nad włazem, a główny właz był stosem otworów na pokładzie na środku statku, umożliwiającym bezpośredni dostęp do ładowni w celu załadowania ciężkich ładunków i beczek.

12-pounder Guns: Główna bateria Beatrice składała się z długich armat wystrzelających 12-funtową kulę. Francuska służba i jak początkowo wyznaczono w Royal Navy, używano lżejszych 9-funtowych dział.

Mainmast:  Centrum i najwyższy z trzech masztów.

Pumps: jest wiele pomp na pokładzie statku, ale największe były skupione wokół głównego masztu, skąd zbiegły na dno ładowni.

Capstan: Cylindryczny mechanizm obrotowy zamontowany pionowo i obsługiwany przez grupę marynarzy napierających na handszpaki – drewniane uchwyty wtykane w górną część bębna kabestanu na czas pracy, tak aby kabel mógł być wybierany lub luzowany wokół lufy, głównie by wydobyć lub opuścić kotwicę. Kabestan "Beatrice" są podwójnej wysokości, więc członkowie załogi zarówno na pokładzie, jak i na pokładzie górnym, mogli naciskać na drążki, aby zastosować odpowiednią siłę.

Coach: przedsionek, jakby do wielkiej kabiny.

Captain's Bed Place: Kwatera kapitana.

Great Cabin:  wspaniała, wielka kabina, rozciągająca się na całej szerokości statku i oświetlona wspaniałym, zakrzywionym, pochyłym do wewnątrz, siedmio-lekkim wieżyczkowcem, najbardziej wietrznym, najlżejszym, najbardziej pożądanym miejscem na statku, królestwem, wiecznie wyczyszczonym, wymazanym, ocierającym się i wypolerowanym , pachnących woskiem pszczelim, świeżą wodą morską i czystą farbą. Główna kabina kapitana. Jeśli na pokładzie był ważny gość, kapitan zwykle rezygnował z korzystania z wielkiej kabiny dla gości na czas podróży.

Quarter-Gallery: mały, zamknięty balkon, służący jako weranda kapitana, a także przydatny do trzymania pszczół w razie potrzeby.

Rudderhead Cover:  Głowa steru okrętu kończyła się w wielkiej kabinie i zwykle była zamknięta ozdobną pokrywą, aby zachować wygląd przedziału.

Mizzenmast:  Najdalszy i najmniejszy z trzech masztów.


Od dupy strony i z powrotem

Gunroom: miejsce składowania broni i swoista messa dla wybranych oficerów. Otoczone kwaterami oficerów.

Sick-Bay: ambulatorium, miejsce gdzie przebywali ranni czy chorzy.

Dispensary:  gabinet chirurga chirurga, gdzie bada się członków załogi zgłaszających chorobę.

Foremast:  Maszt najbliżej łuku.

Crew Berth Deck: W tej dużej otwartej przestrzeni załoga spała w hamakach, tu znajdowała się część kwater oficerów. Miejsce gdzie znajdowały się stoły, ławki, skrzynie.

Main Hatch:  Pokrywa jest pokrywą nad włazem, a głównym włazem był stos otworów na pokładzie na środku statku, umożliwiający bezpośredni dostęp do ładowni w celu załadunku ciężkich ładunków i beczek.

Pump Room:  Przez tę przestrzeń wokół głównego masztu przepływają główne pompy, by czerpać wodę z ładowni poniżej.

Mainmast:  Środkowy i najwyższy z trzech masztów.

Captain's and Officers' Pantries: Kapitan miał oddzielną spiżarnię od oficerów, w tych przedziałach trzymano naczynia i inne zastawy stołowe używane często w oficjalnych kolacjach.

Scuttle:  Jakiekolwiek otwarcie w pokładzie lub kadłubie, aby zapewnić dostęp, nazwano bagażem, ale to okienko w komorze było szczególnie ważne, ponieważ otwierało się ono na drabinę do magazynu.

Mizzenmast:  Najbardziej wysunięty tył z trzech masztów.

House of Ease: Jako fregata, Beatrice jest zbyt mała, by mieć rzeczywistą galerię ćwierćfalową.

Bread Bins:  W tych przedziałach przechowywany był "chleb" (najczęściej twardy) dla oficerów


Od dziobu

Foremast: Najbardziej wysunięty z trzech masztów statku.

Bosun's Store Room:  Miejsce przechowywania żagli, powrozów i powiązanych materiałów.

Gunner's Store Room:  Z wyjątkiem proszku i amunicji, materiały potrzebne do konserwacji uzbrojenia statku.

Carpenter's Store Room: Dodatkowe drewno i gwoździe potrzebne stolarzowi do napraw kadłuba, pokładów i masztów.

Sail Room: Przechowywanie żagli nie używanych.

Pitch and Tar Room: Przechowywanie smoły i farby.

Scuttles:  Te otwory pokładowe dały dostęp do miejsca składowania węgla pod platformą dziobową.

Orlop: Platforma orlop składała się z platform położonych bezpośrednio na belkach nośnych, ogólnie podzielonych na platformy dziobowe i rufowe. Tradycyjnie kuszetka marynarzy znajdowała się na orlicy, ale w 1813 r. Zwykle znajdowała się na dolnym pokładzie, przed kwaterami oficerów. Orlop był używany jako stacja ratunkowa podczas bitwy, ponieważ leżał poniżej linii wodnej i był w ten sposób chroniony przed ogniem armatnim wroga.

Main Hold:  Pod nadzorem kapitana balast został położony na dnie ładowni, a następnie starannie poukładane nad nim magazyny o dużych rozmiarach, takie jak beczki z wodą i baryłki solonej wołowiny i wieprzowiny.

Shot Lockers: schowek na kule wystrzeliwane przez działa, będąc bardzo ciężką, ta amunicja była przechowywana nisko w środku statku, przylegając do głównego masztu.

Mainmast:  Centrum i najwyższy z trzech masztów.

Well: Otwarta przestrzeń wokół podstawy głównego masztu, gdzie główne pompy mogą wyciągnąć nagromadzoną wodę albo z normalnego wycieku, albo z uszkodzenia kadłuba.

Slop Room:  Przechowywanie ubrań załogi wydawanych przez urzędnika.

Steward's Room:  Steward zarządzający przechowywał tutaj przechowywane tutaj zapisy statku.

Officers' Stores:  Własność prywatna oficerów innych niż kapitan.

Captain's Stores:  prywatna własność kapitana, w tym wino i jedzenie potrzebne do długich podróży.

Magazine:  Miejsce przechowywania prochu strzelniczego. kapcie noszone ze strachu przed szotką uderzającą w iskrę. Ponoć istnieją oświadczenia, że ​​istniał drugi, przedni magazyn, jak to było często na większych fregatach, ale żadne takie ustalenia nie były wskazane w planach Admiralicji i Beatrice była dość mała, by pozwolić na drugi magazyn, może być tak, że drugi magazyn, z niezbędnymi wypełnieniami i lekkimi pokojami i ograniczonym dostępem, został dodany później, gdy Beatrice została przerobiona jako prywatna jednostka wojenna.

Filling Room:  Worki na naboje wymagane do załadowania armat zostały tu napełnione, a następnie przeniesione przez wysięgnik do celowni i wyżej.

Light Room:  Ponieważ nie było ognia w Magazynie lub wypełniaczu, lampy w pokoju świetlnym świeciły przez zamknięte okna do pomieszczenia z nadzieniem.

Passage:  Ten mały pokój był jedynym dostępem pomiędzy magazynem / pomieszczeniem do napełniania a resztą statku.

Pillar for Mizzenmast:  Podczas gdy fokmaszt i główny maszt zostały umieszczone bezpośrednio na kei okrętu, mizzenmast zakończył jeden pokład wyżej, więc wsparcie zapewnił filar sięgający do stępki.

Bread Room: "Chleb" załogi (przeważnie hardtack) trzymano w tym wyłożonym cyną obszarze w celu ochrony przed wodą i szczurami.

Coals: Składowanie węgla stosowanego w piecach.

Spirit Room: Przechowywanie na rum, wino i inne alkohole.

Fish Room: Tradycyjnie używany do przechowywania solonych lub ryb, również używanych w innych sklepach, w tym w winie i alkoholach


Mała broń używana przez marynarzy na Beatrice.

Muszkiety Brown Bess - 200 sztuk
Pistolety - 400 sztuk + ewentualne prywatne sztuki oficerów i ew. załogi
Muszkieton (?) - 200 sztuk. (mniejsza wersja muszkietu o krótszej lufie)
Piki - 100 sztuk
Topór/siekiera pokładowa - 50 sztuk
Kordelas - 200 sztuk + ew. prywatne sztuki załogi
Miecze oficerskie - zaledwie kilka sztuk, należących do najwyższych rangą oficerów.





   

« Ostatnia zmiana: 09 Wrzesień, 2018, 21:04:59 wysłana przez Narwaniec »