Posty z podziękowaniami

Show post that are related to the Thank-O-Matic. It will show the messages where you give a Thank You to an other users.


Wiadomości - krzycho999

dnia: 11 Grudzień, 2017, 16:35:32 1 The Walking Dead Serial / Sezon 8 / Odp: S08E08 - How It's Gotta Be

Może to było naiwne z mojej strony, ale miałem co do tego odcinka pewne oczekiwania. Liczyłem na to, że bombardowanie Aleksandrii będzie przynajmniej wyglądało efektownie i może nawet będzie budziło jakieś emocje. W końcu dużo wspomnień się z tym miejscem wiąże, więc jego zniszczenie powinno być nacechowane dramatyzmem, tak jak to było przy zniszczeniu więzienia. Oczywiście nic z tych rzeczy nie miało miejsca, a odcinek okazał się być porażką niemal na całej linii.

Po raz kolejny czas trwania odcinka był wydłużony i po raz kolejny bez większego powodu. Tfurcy ciągle popełniają ten sam błąd i pewnie popełnią go jeszcze nie raz, bo nie zanosi się, żeby ten odcinek był ostatnim niepotrzebnie rozciągniętym.

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że odcinek będzie aż  tak przynudzał. Podróż Enid i Aarona do Oceanside to wątek z potencjałem, ale niepotrzebnie znalazł się w półfinale. Można było nie zaśmiecać tym wątkiem finału półsezonu i przenieść go na półsezon drugi.

Wcześniej w parze z wydłużonym czasem odcinka zazwyczaj szły różne flashbacki, pomieszana chronologia i różne pseudoartystyczne zabiegi. Ucieszyłem się, że ten odcinek prawie ustrzegł się tych błędów. Prawie, bo te zbliżenia na twarze bohaterów były trochę męczące. Flashbackowej rozmowy Ricka z Carlem się nie czepiam, bo była całkiem fajna.

Wszystkie moje obawy co do logiki uporania się Zbawców z hordą i ich późniejszej działalności się spełniły. Nawet nie powiedziano, jak Judżin przekierował zombiaki. O pokazaniu tego nawet nie mówię. Po prostu jakaś magia się zadziała offscreen. Podejrzewam, że uniknięcie kręcenia sceny z dużą ilością zombie to była spora oszczędność czasu i pieniędzy. No i pewnie to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego stało się to offscreen. Jednak skoro nie mieli funduszy, żeby to pokazać, mogli przynajmniej to jakoś bardziej szczegółowo wyjaśnić. Jedno zdanie wypowiedziane na ten temat przez Simona, i jedno słowo wypowiedziane przez Dwighta to jednak trochę za mało.

Drugi poważny problem jaki się wiąże ze Zbawcami to nagły wzrost ich potencjału bojowego. W odcinku skupiającym się na Judżinie i sytuacji w Sanktuarium zasugerowano, że Zbawców jest na tyle mało, że nie będą w stanie zapanować nad ewentualnym buntem robotników. Nagle po oswobodzeniu okazuje się, że w Sanktuarium jest tak wielu Zbawców, że są oni w stanie zaatakować Królestwo, zaatakować Aleksandrię, udać się w pogoń za uciekającymi mieszkańcami osady, oraz osaczyć konwój Hilltopczyków. No i to może nie byłby problem, gdyby Zbawcy nie robili tych wszystkich rzeczy jednocześnie. Może Negan umie rozmnażać Zbawców, jak Saruman orków. Innego uzasadnienia nie widzę.

Wraz ze wzrostem liczebności, Zbawcy zaczęli stanowić jakieś zagrożenie. Udało im się wykosić wszystkich snajperów (poza Morganem), zlikwidować jakieś ewentualne Rickowe posterunki i przeprowadzić trzy precyzyjne ataki w trzy różne miejsca. To wszystko oczywiście udało im się zrobić bezszelestnie, nie alarmując nikogo i zaskakując wszystkich Ricków. Duża odmiana po tym, jak sami wchodzili pod lufy karabinów. Widocznie Negan największych zakapiorów trzymał przy sobie w Sanktuarium, a w posterunkach były same ciamajdy.

Jednak mimo wzrostu umiejętności Zbawców, nie ustrzegli się oni idiotycznego zachowania. No bo trudno jakoś racjonalnie wytłumaczyć to, co odwalił Simon. Nie mam pojęcia dlaczego nie pojechał za Maggie do Hilltop i nie przypilnował wszystkiego, tylko po prostu puścił ją wolno.

W sumie Gavin też się nie popisał przy ataku na Królestwo. Chociaż jego zachowanie można jeszcze tłumaczyć tym, że jest chyba najporządniejszy ze wszystkich Neganowcyh poruczników. Więc tak bardzo nie chciał nikogo zabijać, że pozwolił mieszkańcom uciec. Tak przy okazji, pani w chuście wygrała odcinek rozwalając Zbawcę i wyrywając mu karabin.

Przygody Judżina i Dwighta były całkiem ciekawe. Było raczej do przewidzenia, że Judżin pęknie i pomoże Gabrielowi. Jednak zrobił to w tak fajny sposób, że nie przeszkadza mi ta przewidywalność.

Zdemaskowanie Dwighta jako kreta na tym etapie wojny, to interesujący pomysł. Ciekawie się ten wątek zapowiada na przyszły półsezon. Tara i Daryl będą musieli się do niego przekonać, co może dać ciekawą dynamikę pomiędzy nimi.

Jest jeszcze jedna mniej ciekawa rzecz, która miała miejsce w wątku Dwighta. Obawiam się, że ewentualny wątek przyczynienia się Daryla i Tary do uwolnienia Zbawców, został ostatecznie zaorany. Dwight powiedział, że to tylko i wyłącznie zasługa Eugene'a, więc wątpię czy będzie to drążone dalej.

No i zostaje sam Koral oraz bombardowanie Aleksandrii. Wybuchy jak to wybuchy. Tylko trochę dziwnie to wszystko wyglądało, bo nie było widać spadających granatów. Tak jakby losowe rzeczy nagle zaczęły wybuchać same z siebie.
Co do Korala są dwa ważne aspekty jego śmierci, które chciałbym poruszyć. Po pierwsze, cała sytuacja nie ma zbyt wiele sensu z logicznego punktu widzenia. Nawet zakładając, że Carl przyprowadził Siddiqa tego samego dnia, którego Zbawcy zaatakowali, od ugryzienia do tej akcji z granatami minęło kilka ładnych godzin. Więc Koral już wtedy powinien pokazywać jakieś symptomy ugryzienia. A on hasał sobie w najlepsze i nawet zbytnio spocony nie był. Dopiero zaczęło go brać, jak się wszyscy zakitrali w kanałach. Chociaż i tak jeszcze nie jest z nim tak najgorzej. Przez tą całą akcję z ugryzieniem, cała rozmowa z Neganem i motyw poświęcania się, trochę traci na wartości skoro Koral i tak był już martwy. Już lepiej wyszłoby gdyby został ugryziony po tej całej akcji, albo został ranny w eksplozji i zaczął się powoli wykrwawiać. Niby powinien to być dramatyczny moment, ale okoliczności były na tyle głupie, że zabiły jakiekolwiek emocje.

Już pomijając to, że zgon nie jest zbyt logicznie poprowadzony, uśmiercanie Carla nie ma też żadnego sensu ze scenariuszowego punktu widzenia. Zakładając to, że Chandler w przytoczonym wyżej wywiadzie mówi prawdę (no bo w sumie dlaczego miałby kłamać), Gimple po raz kolejny pobił swój własny rekord w byciu niekompetentnym idiotą. A już myślałem, że cliffhangera na koniec szóstego sezonu nic nie pobije. Jedna sprawa to fakt, że uśmiercenie Carla tylko po to, aby wpłynąć na Ricka jest tak głupie, że to przekracza ludzkie pojęcie. Skoro Gimple jest gotowy na tak duże odstępstwo od komiksu zabijając Carla, to dlaczego nie mógłby się zdecydować na równie duże odstępstwo zabijając Negana. W jednym miejscu całkowicie odchodzi od materiału źródłowego, żeby w innym miejscu się go kurczowo trzymać. Skoro już tak bardzo chciał jakiegoś magicznego sposobu, żeby wpłynąć na Ricka, mógł bardziej podbudować jego relację z Morganem i nie robić znowu z tego drugiego kompletnego psychola. Działało by nawet lepiej niż użycie do tego celu Korala. Oczywiście jest też jeden powód, o którym nikt głośno nie mówi. Chodzi tutaj o wywołanie taniego szoku i kontrowersji. Oglądalność leci na pysk, więc tonący brzytwy się chwyta. Powracają demony z trzeciego sezonu. Mazzara byłby dumny.

Jest jeszcze czysto ludzki aspekt całej sytuacji. Chandler w wywiadzie mówił, że kupił dom blisko planu zdjęciowego i w najbliższym czasie nie wybiera się na studia. Był więc gotowy, żeby zaangażować się w produkcję serialu, w o wiele większym stopniu niż przez ostatnie kilka lat, kiedy musiał dzielić aktorstwo ze szkołą. Chandler pewnie wie, że w komiksie po wojnie Carl pełni ważną rolę w fabule, więc może widział tutaj swoją szansę na wykazanie się. Gimple zachował się strasznie chamsko, bo o tym wszystkim wiedział, a mimo to zdecydował się na usunięcie Carla. Z wywiadu wynika też, że poinformował go o tym dopiero podczas kręcenia odcinka, w którym Carl został ugryziony, co też nie było zbyt eleganckie. Gimple potraktował w tej całej sytuacji Chandlera jak śmiecia. Aż się przypominają podobne sytuacje z Merlem i Andreą.
Gdyby chęć skasowania Carla wyszła ze strony Chandlera to niesmak byłby o wiele mniejszy. Gimple już wcześniej musiał usunąć Saszkę i Heatha, bo aktorzy ich grający mieli ciekawsze rzeczy do roboty. Oczywiście fabularnie było by to tak samo głupie, ale nie byłaby to wina Gimple'a. Ale to niestety jest tylko i wyłącznie wina Gimple'a. Nie jest tak, żeby się jakoś mocno pogrążył swoim zachowaniem. Mój kredyt zaufania co do niego ostatecznie wyczerpał się gdzieś w 7 sezonie. Ta sytuacja to już tylko ostatnia kropla, która przelała czarę goryczy.
Jeszcze tak na marginesie, skasowanie Korala jest na tyle idiotyczne, że nawet natknąłem się w internecie na pewną spiskową teorię. Głosi ona, że był to zamierzony sabotaż ze strony Gimple'a, który chce ostatecznie pogrążyć serial aby móc dołączyć do pozwu zbiorowego jaki Kirktroll i pozostali producenci wytoczyli przeciwko AMC. Niby śmieszne, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. Na tym etapie już niczego nie można wykluczyć.

Podsumowując, ciężko mi znaleźć jakiś pozytyw po tym odcinku. Może od biedy do tej kategorii można zaliczyć Dwighta i Judżina oraz rozmowę Carla z Neganem. Cała reszta była nudna, niesatysfakcjonująca i po prostu głupia. A uśmiercenie Carla jest złe na tak wielu poziomach, że przebija wszystkie inne dotychczasowe idiotyzmy. Nie wiem jaką ocenę wystawić. Myślałem nad jedynką, ale to sobie zostawię na wypadek jeszcze większego upadku, jaki ten serial może zaliczyć w przyszłości. Niech będzie czwórka co i tak jest chyba najniższą oceną, jaką kiedykolwiek wystawiłem odcinkowi. Obawiam się tylko, że w drugim półsezonie może się to zmienić i czwórka będzie częściej przeze mnie używaną oceną. No ale to się jeszcze zobaczy po przerwie.
Strony: [1]