Posty z podziękowaniami

Show post that are related to the Thank-O-Matic. It will show the messages where you become a Thank You from an other users.


Wiadomości - geekman

dnia: 10 Wrzesień, 2018, 03:53:30 1 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Nie martw się, Elba ma zawsze szansę załapać się na jakiegoś trzecioplanowego wsiura, jak tak bardzo Cię to kole w oczy.
No zgadzam się że kogoś tu coś w oczy kole, ale tą osobą raczej nie jestem ja.
Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.
Wydaje mi się, że nie ciężko było wywnioskować z moich poprzednich komentarzy, że jest mi wszystko jedno czy Ciri albo jakaś inna postać będzie biała albo niebiała. Może być nawet zielona w kropki bordo jeśli jej charakter będzie odpowiednio przedstawiony i będzie dobrze zagrana. Jeśli będą w tym serialu grać jacyś niebiali aktorzy to spoko. Jeśli wszyscy aktorzy będą biali to też spoko. Chociaż proponowałbym prawdziwym fanom dla pewności sprawdzić rodziny wszystkich aktorów do trzeciego pokolenia wstecz, żeby się upewnić czy nie mieli jakichś niebiałych przodków i czy aby posiadają atesty i certyfikaty zaświadczające o ich białości. A tak na poważnie po prostu jest to dla mnie dość abstrakcyjne, że ktoś może stwierdzić czy serial mu się będzie czy nie będzie podobać, po tym ile ten czy inny aktor ma melaniny w skórze.

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Śmieszne jest to, że tak naprawdę największy ból zadów mają właśnie osoby, które najbardziej oburzają się o brak "minority ethnic" wśród obsady, uzasadniając to "prawami adaptacji", najczęściej źle przez nich rozumianymi, co skutkuje fałszywym naciąganiem ich pod swoją ideologię i swoje zdanie. 
No nie wiem, jak na razie widziałem masę ludzi raczej z tej drugiej strony barykady, którym mózgi i zapewne inne części ciała eksplodowały po tym jak zobaczyli prawdopodobnie fejkowe ogłoszenie sugerujące, że fikcyjna postać w fikcyjnym świecie fantasy może mieć trochę ciemniejszą karnację. Jeśli to nie jest ból zadu to nie wiem co nim jest. Może ja w złe miejsca w internecie zaglądam, ale niemal codziennie widzę na fejsiku/twitterze/gdziekolwiek indziej płacze na temat tego, że w filmach/grach/serialach/komiksach jest za dużo postaci/aktorów/twórców, którzy nie są białymi hetero facetami. Z drugiej strony, widzę zdecydowanie mniej narzekań na to, że jakaś postać albo twórca jest białym hetero facetem. Jeśli już są to przeważnie bez tej egzaltacji i syndromu oblężonej twierdzy jaką preferuje druga strona. Nie wiem, może powinienem założyć sobie konto na tumblrze, żeby mi się ten bilans bardziej wyrównał.

A jeszcze odnośnie tego SJW, skoro temat został już przywołany, ja bym jednak uważał z braniem Wiedźmina jak i samego Sapka na sztandary w walce z tym zjawiskiem. No bo tak, został tu przywołany m. in. przykład The Last of Us 2 i Star Warsów. W tym pierwszym przykładzie, tym "super ultra nowoczesnym podejściem" okazała się być Ellie całująca inną kobietę *SZOK*, co się spotkało z oburzeniem mimo tego, że już się wcześniej całowała z dziewczyną w DLC do pierwszej części gry. Jeśli chodzi o Star Warsy to już sam do końca nie wiem o co tym płaczkom chodzi, ale chyba największy problem mają z tym, że w nowych filmach jest więcej niż jedna postać kobieca, co nazywają feministyczną propagandą. Czyli podsumowując, z niezadowoleniem spotkał się fakt, że główna bohaterka jest lesbijką (TLOU2) i to, że jest dużo postaci kobiecych (SW). No i teraz porównajmy te dwa przypadki do Wiedźmina. Jedna z głównych bohaterek jest lesbijką. No i jest dużo postaci kobiecych, a część z nich utworzyła nawet tajną organizację, aby zza kulis rządzić światem. Czyli teoretycznie Wiedźmin też powinien być krytykowany za cytuję "wciskanie tego bullshitu SJW". Ale z jakiegoś powodu nie dosyć, że nie jest, to jeszcze dzielni chłopcy wojujący na froncie walki z dyktatem tej przebrzydłej BOBRAWNOŹDZI BOLIDYDŻNEJ, uczynili sobie z adaptacji tego nieszczęsnego Wiedźmina redutę, której zamierzają bohatersko bronić do ostatniej kropli krwi. Może czytali sagę w dzieciństwie gdy jeszcze w internecie nie było mody na masakrowanie lewaków i okulary nostalgii przesłoniły im fakt, że ich ukochane książki zawierały dokładnie te same elementy, które ich tak triggerują w innych dziełach kultury. Do tych okularów nostalgii trzeba też dołożyć narodową dumę, że Wiedźmin taki nasz i taki słowiański bo Sapek się w Polsce urodził. Jednak wydaje mi się, że większość szlachetnych młodych husarzy walczących o jakże słuszną i sprawiedliwą sprawę jaką jest obrona ze wszech miar łamanych i ograniczanych praw białych hetero mężczyzn, zna uniwersum tylko z gier. No i że gry wzięli sobie na sztandary, to akurat jestem w stanie zrozumieć. W grach elementy słowiańskie obecne w sadze w ilościach szczątkowych, podkręcono do maksimum. Geralt jest bardziej cool ziomeczkiem niż w książkach. Są seksowne kobiety, z którymi można uprawiać SEGZ. Triss nawet pozbyła się szpecących blizn, co dziwnym trafem książkowym purystom akurat nie przeszkadza. No i żeby nie było, ja produkcje CD Projekt bardzo lubię i szanuję, ale teraz widzę, że wypowiedź Sapka o tym, że gry mu narobiły smrodu, była w pewnym sensie uzasadniona. W ogóle z Panżejem to też jest ciekawa kwestia. Już cisnął bękę z ludzi mocno jarających się słowiańskością i jasno zaznaczył, że cały Wiedźminland jest tylko tłem dla bohaterów i nie ma co do niego przywiązywać aż tak wielkiej uwagi. Widocznie to jeszcze nie wystarczy, żeby całkowicie wypaść z łask fandomu, który sobie nim buzię wyciera w ciężkich internetowych bojach. Chociaż może któregoś dnia też zostanie okrzyknięty lewakiem, który wciska propagandę SJW do swojej twórczości. Łaska fanów na pstrym koniu jeździ. Podejrzewam, że gdyby saga wiedźmińska ukazała się teraz i gdyby ją podsunąć pięknym ułanom, którzy zaciekle szarżują pozycje złowrogich mniejszości, to by się niezbyt spodobała. Jeśli się usunie kontekst pod postacią nostalgii, rzekomej słowiańskości i sukcesu gier, ci ludzie powinni jednak wychwycić te elementy, o które się teraz za każdym razem prują gdy się pojawią w jakimś innym tworze kultury.
Podsumowując, jeśli ktoś nie lubi konkretnych książek/gier/filmów/seriali/komiksów za "wciskanie tego bullshitu SJW", "całe to "gadanie" o "równości", rasizmie czy homo/kseno/trans czy innej fobii", powinien też nie lubić książkowego Wiedźmina. Saga ma w sobie sporo elementów, które mają też w sobie różne twory kultury krytykowane za to co wymieniłem wyżej. Więc jeśli komuś przeszkadza w jakimś filmie np. feminizm czy homoseksualne postacie, a to samo nie przeszkadza mu już w Wiedźminie to stosuje podwójne standardy, co jednak trochę trąci hipokryzją.

dnia: 08 Wrzesień, 2018, 23:30:48 2 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Trochę jednak śmierdzi mi fejkiem to ogłoszenie castingowe o Ciri. Sama strona, na której ukazało się to ogłoszenie, jak i agencja, której adres mailowy jest w niej umieszczony, wyglądają dość legitnie. Ale trochę to podejrzane, że dopiero teraz by mieli szukać aktorki do tak ważnej roli i to jeszcze ogłaszając się jawnie na jakiejś randomowej stronie, skoro zatrudnienie Cavilla przebiegło w pełnej konspiracji, a pierwsze spotkanie z nim w sprawie roli odbyło się już w kwietniu. Wydaje mi się więc, że z innymi pierwszoplanowymi postaciami jest jak z Geraltem, czyli są już poobsadzani i czekają z ujawnieniem się. To ogłoszenie zapewne jest wyciekiem kontrolowanym puszczonym przez samego Netlixa podobnym do tych filmików z przesłuchań do roli Yen. No i trzeba przyznać, że człowiekowi, który wpadł na ten pomysł należy się jakaś nagroda, bo wzniecił niemały pożar. Zrobiłem sobie rundkę po fejsiku, twitterze oraz reddicie i świetnie się bawiłem czytając te wszystkie żale. Może być tym wszystkim płaczącym ludziom trochę głupio jeśli się okaże, że to trolling, a cała para wyprodukowana przy sapaniu ze zdenerwowaniu poszła w gwizdek. Gdyby te pokłady energii jakoś lepiej spożytkować, można by zasilić jakąś elektrownię, albo wystrzelić sondę na marsa. No ale co się naczytałem śmiesznych rantów święcie oburzonych to moje. Dobrze spędzonego czasu nikt mi już nie zabierze.

Odstawiając żarty na bok, warto by jednak rozważyć opcję, że to nie był fejk i pochylić nad tym, co by to oznaczało dla serialu.
No i przypuszczam, że nic szczególnego. Ten straszliwy skrót BAME, a w szczególności zwrot "minority ethnic", jest bardzo pojemny. Oprócz czarnoskórych i Azjatów, wlicza też ludzi pochodzenia latynoskiego, arabskiego i hinduskiego. Nie odnosi się to tylko do koloru skóry, bo słowianie czy też patrząc szerzej ludzie pochodzący z Europy wschodniej też są czasami uważani za mniejszość etniczną. Więc wcale to wszystko nie pozwala stwierdzić, jak by ta Ciri wyglądała. Jednak według mnie istnieje pewien bardzo prawdopodobny scenariusz, który postaram się tu przedstawić.
Podczas zeszłorocznej gównoburzy, która się w tym wątku odbyła, wywołanej wypowiedzią Bagińskiego Tomasza na temat możliwości obsadzenia w roli Geralta Idrisa Elby napisałem tak:
Cytuj
Co do Nilfgaardczyków to jest bardzo prawdopodobne, że będą obsadzać aktorów pochodzenia arabskiego, hinduskiego czy latynosów.
No i ewentualna legitność tego castingu, zwiększa szanse na potwierdzenie tej mojej zeszłorocznej hipotezy. Umiejscowienie geograficzne Nilfgaardu raczej nie wyklucza tego, że jego mieszkańcy mogą posiadać ciemniejszą karnację niż statystyczny Polak i przypominać bardziej np. Hiszpanów czy Greków. Jeśli to zaimplementują w serialu, pewnie obsadzą do roli Emhyra aktora o bardziej śródziemnomorskiej urodzie. No i to by wyjaśniało umieszczenie tego BAME w castingu, żeby Ciri trochę przypominała ojca z wyglądu. Pewnie skończyłoby się na obsadzeniu jakiejś np. latynoski, a jej straszliwa "niebiałość" byłaby na tyle niezauważalna, żeby nie pokalać jakże delikatnego poczucia estetyki obrońców czystości rasowej w serialu fantasy. Oczywiście to wszystko trzeba wziąć w bardzo duży nawias, bo nadal skłaniam się ku opcji, że całe ogłoszenie to fejk i bardzo dobry, ale jednak trolling.

dnia: 05 Wrzesień, 2018, 22:44:18 3 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Czy komuś brakuje prezencji albo nie brakuje to jest jednak dość mocno subiektywna kwestia. Ja uważam, że Cavill tę prezencję ma, ktoś inny już może uważać, że jej nie ma. Co do jego umiejętności aktorskich to tak jak już pisałem wcześniej, wyrobiłem sobie na ten temat opinię na podstawie jego występów w Justice Leauge, Man from U.N.C.L.E. i Mission Imposible. Zagrał w tych filmach trzy znacznie różniące się charakterem postacie i we wszystkich trzech rolach wypadł imo wiarygodnie.

Jeszcze odnośnie opinii, że Cavill wygląda jak książę z bajki disneya. Jego wizerunek jako gładko ogolonego i przylizanego pięknisia utarł się za sprawą Supermana więc ciężko go sobie wyrzucić z głowy. W sumie nie wiadomo czy serialowy Geralt będzie miał zarost. Widziałem jak pani showrunnerka zwróciła na twitterze uwagę na to, że książkowy Geralt raczej chodził ogolony gdy miał ku temu możliwość, a kojarzy się go jako brodacza za sprawą trzeciej części gry. Więc wygląda na to, że serialowy Geralt brody mieć nie będzie. Wolałbym jednak, żeby tak nie było, bo Cavill z zarostem potrafi wyglądać zdecydowanie groźniej.




Jeszcze na koniec dodam, że jak pierwszy raz usłyszałem o tym, że Cavill ma grać Geralta, to ciężko mi było to sobie wyobrazić, bo mi kompletnie nie pasował. Jednak po jakimś czasie pomyślałem, że aktor nie musi w stu procentach przypominać fizycznie odgrywanej przez siebie postaci. Hugh Jackman też komiksowego Wolverine'a nie przypominał fizycznie, a jego interpretacja tej postaci jest już kultowa. Wystarczy mi na razie, że Cavill to postawny chłop i dobry aktor. A jaki będzie efekt końcowy, to już wyjdzie w praniu. Ja jestem dobrej myśli.

P. S.: jeszcze taka ciekawostka na koniec. Pani showrunnerka przyznała, że jej pierwsze spotkanie z Cavillem w sprawie roli odbyło się już w kwietniu. Wychodzi więc na to, że sprawa była już przyklepana od dłuższego czasu, a jak sam zainteresowany jakiś czas temu w wywiadzie mówił, że chętnie by Geralta zagrał, już wiedział, że go naprawdę zagra.

dnia: 04 Wrzesień, 2018, 18:51:35 4 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Odnoszę takie wrażenie, że wielu ludzi kwestionujących umiejętności aktorskie Cavilla, wyrobiło sobie tą opinię na podstawie jego występów w Man of Steel i Batman v Superman. No i problem w tym, że te dwa filmy nie do końca oddają stan faktyczny. Tak się akurat składa, że obydwie produkcje miały fatalny scenariusz, a sam Superman był chyba najgorzej napisaną w tym całym bajzlu postacią. Nie ma chyba aktora, który wypadłby dobrze, odgrywając tak źle napisane kwestie. Cavill wypadł w tych filmach jak kłoda, bo Superman był napisany jak kłoda. O wiele lepiej zaprezentował się w Justice League. Sam film był dość mocno przerabiany w późnej fazie produkcji więc okazał się jednym wielkim bałaganem, ale akurat postać Supermana wiele na tym zyskała. Już pomijając to kuriozalne maskowanie wąsów, Cavill wreszcie miał lepszy materiał do grania i przedstawił Supermana jako bohatera z krwi i kości, którego kochają kolejne pokolenia fanów komiksów, a nie jak ten zimny marmurowy posąg z dwóch poprzednich filmów. Filmy takie jak The Man From U.N.C.L.E. czy ostatnia część Mission Imposible również pokazują, że Cavill aktorem jest bardzo dobrym.
Pozostaje też jeszcze kwestia tego, czy Cavill pasuje do roli. Na dzień dzisiejszy, uważam, że nie bardzo. O wiele bardziej pasowałby na Vilgefortza, Emhyra, czy nawet Jaskra. Ale ostateczny osąd wydam gdy zobaczę go w pełnej charakteryzacji i kostiumie. Podstawowy wymóg jaki miałem, czyli odpowiednie umiejętności aktorskie i prezencja, jak najbardziej został spełniony. Jest też jeden bonusowy plus w obsadzeniu Cavilla. Chodzi tutaj o fakt, że zna on uniwersum i samą postać Geralta zarówno z książek jak i z gier. Nie powiedziane czy przełoży się to na jego występ, ale na pewno nie zaszkodzi.

W sumie ciekawa jest jeszcze jedna kwestia. Logicznym było przypuszczać, że Wiedźmin będzie raczej dla Netflixa jednym z wielu taśmowo produkowanych seriali. Ale obsadzenia tak dużego nazwiska w głównej roli, pozwala sądzić, że jednak na produkcję zostaną przekazane większe środki pieniężne. Może szarpnęli się na tak drogiego aktora, żeby później na nim opierać marketing, a reszta obsady już będzie dobierana znacznie skromniej. Chociaż nie można wykluczyć tego, że Netflix faktycznie chce mieć swoją Grę o Tron i będzie sypał hajsem bez większych oporów. Pożyjemy, zobaczymy.

dnia: 04 Wrzesień, 2018, 17:04:33 5 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Jestem w niemałym szoku, bo okazuje się, że Cavill jednak zagra Geralta. Informację potwierdził sam zainteresowany jak i pani showrunnerka.
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

dnia: 08 Sierpień, 2018, 12:09:09 6 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Trochę mnie zaczyna irytować to robienie clickbaitowych newsów na podstawie tego, że jakiś aktor w jakimś wywiadzie powiedział, że chętnie by zagrał jakąś tam postać. No bo Cavill powiedział tylko, że jest fanem książek i gier o wiedźminie, więc chętnie by się wcielił w Geralta, którego zna i lubi. Oczywiście szans na to nie ma żadnych, bo wynagrodzenie dla aktora takiego jak Cavill pochłonęłoby znaczną część budżetu. Ale nawet zakładając, że jest to możliwe z finansowego punktu widzenia, koleś nie bardzo się nadaje na Geralta. Chociaż gdyby miał zagrać Vilgefortza czy nawet Emhyra, pasowałby idealnie.
Właściwie tak sobie teraz pomyślałem, że obie te postacie pewnie nie pojawią się jeszcze w sezonie pierwszym. Więc gdyby ten sezon okazał się wielkim sukcesem, to Netflix sypnąłby większą ilością hajsu na sezony kolejne. Więc o ile na Cavilla w roli Geralta nie ma żadnych szans, tak na Cavilla w późniejszych sezonach, w jakiejś innej roli szanse są już większe.
Wiadomo już kogo obsadzono do ról Connie i Yumiko. Connie zagra Lauren Ridloff, a Yumiko Eleanor Matsuura.

Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się


Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się


Co ciekawe, aktorka grająca Connie jest głuchoniema, więc sama postać również taka będzie, z czego wyniknie m. in. używanie przez nią języka migowego.

dnia: 13 Czerwiec, 2018, 14:30:41 8 Fear The Walking Dead / Sezon 4 / Odp: S04E08 "No One's Gone"

Jakoś nie miałem potrzeby wypowiadania się po każdym z odcinków tego sezonu, co nie zmienia faktu, że oglądało mi się go bardzo przyjemnie. Było to niemałym zaskoczeniem dla mnie, bo myślałem, że wraz z zaangażowaniem Gimple'a w projekt, jakość od razu zacznie spadać, a było wręcz przeciwnie.
Nowe postacie były dobrze zarysowane i od razu budziły sympatię. Oczywiście tutaj na czoło wysuwa się najmilszy człowiek na świecie czyli John.
Jednak to co mnie najbardziej szokowało to Morgan i gigantyczna różnica w jakości przedstawienia jego wątku między TWD a Fear. W bazowym serialu tolerowałem Jonesa tylko ze względu na Lenniego, który robił co mógł z tak kiepskim scenariuszem. W Fear nareszcie dostał coś ciekawego do grania i wyszło bardzo dobrze. Nie trzeba było dużo czasu, żeby go znowu polubić.
Dwie linie czasowe początkowo były bardzo ciekawym zabiegiem na prowadzenie narracji, ale potem zaczęły trochę męczyć. Jednak nie było to aż tak uciążliwe. Zwłaszcza jeśli liczyło się na finał półsezonu, który by to wszystko domknął. No i właśnie, problem jest w tym, że to domykanie tak średnio wyszło.

Uśmiercenie Madison aż tak mnie nie zbulwersowało, co nie zmienia faktu, że jest to rozwiązanie głupie. Może nie aż tak głupie jak chęć kontynuowania TWD bez Ricka, Carla, Michonne i Maggie, ale jest blisko. Przez cały półsezon byłem zaintrygowany dokąd to wszystko zmierza. Ale teraz po śmierci Madison maski opadły i aż za bardzo widać jakie były zamiary Gimple'a. Dał showrunnerom 8 odcinków na przygotowanie pola pod to, co chce robić z Fear w przyszłości. Nie wiadomo co to będzie, ale nie sądzę, że zgon Madison był tutaj niezbędny. Z drugiej strony nigdy Madison nie lubiłem i nie uważam jej za jakiś element kluczowy, bez którego serial nie ma sensu. Mam takie wrażenie, że sporo tutaj popsuła decyzja Franka o opuszczeniu obsady. Gdyby potomstwo Madison przetrwało w komplecie, sama jej śmierć bolała by mniej. Na tej samej zasadzie zapowiadana śmierć Ricka działałaby lepiej gdyby żył Carl. Niestety żyje tylko Alicia, co faktycznie może wprowadzać wrażenie, że dalsze kontynuowanie serialu jest trochę bezcelowe. Motywem przewodnim była rodzina Clarków, która już praktycznie nie istnieje.

Z jednej strony pozbycie się Madison było całkowicie zbędne i szkodliwe, ale to jak do tego pozbycia się doprowadzono, to zupełnie inna historia. Scenarzyści mieli na rozplanowanie tego 8 odcinków, ale albo to było za mało, albo źle sobie to wszystko rozłożyli w czasie. To wygląda tak jakby scenarzyści w ostatniej chwili przypomnieli sobie, że jednak muszą tą Madison skasować, więc zrobiono to za pomocą jakichś tandetnych scenek w slowmotion, podczas których bohaterowie opowiadają co zaszło. Oglądając odcinek obawiałem się, że w ogóle nie pokażą co zaszło na stadionie, widząc ile czasu poświęcono na sceny Madison z Al. To jak bohaterowie znaleźli się w tak złej sytuacji, gdy ich po raz pierwszy widzimy w szaroburej linii czasowej miało być wielką tajemnicą, wokół której wszystko się kręciło. Więc tym bardziej słabe jest to, że ta tajemnica została rozwikłana w kilka minut na odwal się.

Niestety wraz z tak niechlujnie prowadzonym wątkiem przyszły też nielogiczności, których jak dotąd Fear unikało. Odcinek poprzedni skończył się na tym, że Alicia, Nick i Mel siedzieli w otoczonym przez trupy samochodzie. Jednak w finale okazuje się, że nagle Mel znajduje się sam, w całkiem innym samochodzie i do tego jeszcze ratuje Charlie. To wszystko jest skwitowane lakonicznym: "Mel uciekł". No niby mógł uciec zaraz po tym jak Madison z ekipą przetrzebili stadko trupów oblegających samochód i momentalnie znaleźć nowy pojazd mimo tego, że był mocno poobijany. Mógł, ale jest to dość mało prawdopodobne.
Skoro Madison kazała Alicii przygotować na tyłach stadionu samochód z zapasami, można wnioskować, że jednak było jakieś tylne wyjście. Szkoda, że wszyscy o nim zapomnieli.
Wielki zwrot akcji z przyłączeniem się Naomi do Sępów został wyjaśniony jednym zdaniem: "znaleźli mnie na drodze".
No i główny punkt programu czyli żądna krwi Alicia. Nie wiadomo dlaczego chciała zabić Mela skoro on się w żaden sposób nie przyczynił do upadku stadionu. Już na stadionie, bohaterowie strzelali do siebie chyba tylko dlatego, że scenariusz tego wymagał. Aż tak wielka nienawiść Alicii do Naomi wzięła się kompletnie znikąd i jeszcze dodatkowo zaczęła promieniować na Stranda i Lucianę. Już bym zrozumiał gdyby tu chodziło o Charlie, ale tutaj ewidentnie nie wiedzieć czemu głównym celem była Naomi.
No i jeszcze jedna dziwna rzecz. Zainteresowanie zombiaków bohaterami dość losowo włączało się i wyłączało. Alicia spacerowała sobie po płycie stadionu jakby nigdy nic mimo tego, że roiło się tam od trupów.

No i to już chyba wszystko. W skrócie, odcinek był dla mnie jednym wielkim rozczarowaniem. Sam pomysł na uśmiercenie Madison był całkowicie niepotrzebny, a jego realizacja głupia, leniwa i nielogiczna. Ostatni odcinek rzucił się dość dużym cieniem na ten całkiem udany półsezon. Co do spekulacji odnośnie przyszłości serialu, mam pewien pomysł. Bohaterowie mogą trafić do Commonwealthu i zadomowić się w tej społeczności, zanim na dobre się ona pojawi w zwykłym TWD. Jednak czego by nie wymyślili, po tym całym bajzlu jestem dość sceptycznie nastawiony. Ale z drugiej strony nie skreślam też Fear definitywnie. Lubiane przeze mnie postacie nadal są w ekipie więc może powstanie coś fajnego. Okaże się bodajże w sierpniu.

dnia: 09 Czerwiec, 2018, 02:34:16 9 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Gra o Tron

HBO zamówiło produkcję pilota jednego z tych zapowiadanych spinoffów. Jego akcja będzie się działa kilka tysięcy lat przed początkiem Gry o Tron.
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

dnia: 20 Kwiecień, 2018, 14:06:26 10 Pozostałe / Filmy i Seriale / Odp: Wiedźmin

Przedstawiciel Netflixa powiedział, że aktualnie są na etapie szukania odpowiednich planów zdjęciowych. Zostało też potwierdzone, że serial będzie kręcony w Europie środkowej, a zdjęcia mają ruszyć na przełomie 2018 i 2019 roku.
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Post połączony: 21 Kwiecień, 2018, 14:59:36
Mały update: showrunnerka potwierdziła, że pierwszy sezon będzie miał 8 odcinków, a premiery można się spodziewać w 2020 roku.
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

dnia: 16 Kwiecień, 2018, 17:38:32 11 The Walking Dead Serial / Sezon 8 / Odp: S08E16 - Wrath

O dziwo finał nie wyszedł aż tak źle. Daleko mu do katastrofy jaką był ostatni odcinek poprzedniego sezonu. Co oczywiście nie oznacza tego, że było fenomenalnie. Ja finały poszczególnych sezonów staram się oceniać pod kątem tego, czy dobrze domykają wątki i czy można je traktować jako zwieńczenie pewnego etapu historii. No i ten odcinek się mniej więcej z tego zadania wywiązał. Niestety sama jakość tych mniej więcej domkniętych wątków to całkiem inna historia. No ale przynajmniej zostały one podomykane. W sumie jakby trochę ten odcinek zmodyfikować to mógłby się nadać nawet na zakończenie całego serialu. Widać, że Gimple żegna się już ze stołkiem showrunnera, więc całą swoją wątpliwej jakości działalność podsumował.

Tak przy okazji, to odcinek jako tako trzymał się w kupie. Nie jest to regułą jeśli chodzi o odcinki wyreżyserowane przez Nicotero. Zawsze miał on tendencje do niepotrzebnego wydłużania czasu trwania odcinka i dodawania niepotrzebnych flashbacków i zmian w chronologii scen. No i tutaj udało się tego uniknąć, co zdecydowanie działa na korzyść tego odcinka.

Motyw z wybuchającą bronią wyszedł komicznie, czyli dokładnie tak jak się spodziewałem, że wyjdzie. Oparcie kulminacyjnego momentu wojny, który przechylił szalę zwycięstwa o coś tak absurdalnego, to zdecydowanie nie był dobry pomysł.

Tak swoją drogą to ta genialna zasadzka, którą wymyślił Negan, w rzeczywistości nie była taka genialna. No bo wyglądało to tak, że Zbawcy wyleźli na Ricków zza wzgórza, idąc w równej linii. Wcale nie było widać, żeby ich mieli jakoś otoczyć czy zaatakować z dwóch stron. Po prostu sobie wyszli zza tego pagórka. To, że stali wyżej pewnie dało by im jakąś przewagę, ale nie aż tak dużą. Zwłaszcza, że przewagi liczebnej też nie mieli. Nawet mi się wydawało, że Ricków było odrobinę więcej. Więc cały ten Neganowy plan na ostateczne zmasakrowanie Ricków, tak średnio by zadziałał nawet bez sabotażu Judżina.

Potyczka Ricka z Neganem nawet dała radę. Samo przechodzenie Ricka na jasną stronę mocy nawet by działało, gdyby nie zostało rozpoczęte dwa odcinki przed końcem sezonu. Przeczytanie listu Korala i rozmowa z Siddiqem z tego odcinka, mogłyby zasiać ziarno niepewności w postępowaniu Ricka, gdyby tylko miały miejsce wcześniej, zaraz po zgonie młodego. Oczywiście nie twierdzę, że uśmiercenie z tego powodu Carla nabrało więcej sensu, bo spokojnie można by to rozplanować inaczej i się bez jego śmierci obejść. Ale nawet z zabitym Koralem, mogłoby to wyjść mniej głupio niż ostatecznie wyszło, więc jakiś potencjał tutaj tkwił.

Jedna scena, która sprawiła, że nawrócenie Ricka miało chociaż odrobinę sensu to pokazanie spaceru, o którym Koral napisał w swoim liście. To samo w sobie było bardzo urocze, a na dodatek ujrzenie znajomych krajobrazów i Ricka w mundurze działało jako taki nostalgiczny powrót do przeszłości.

Wracając do samej bijatyki. Nawet udało się oddać jakieś minimum emocji. Na samym końcu z twarzy Negana można było wyczytać, że i tak by się poddał, więc podcinanie gardła raczej nie było konieczne.

Jestem trochę zaskoczony, że Negan nie połamał Rickowi nogi. Zwłaszcza, że podczas tych scenek z przyszłości, siwobrody Rick chodził z laseczką. W sumie trochę szkoda, bo w komiksie borykanie się Ricka z ograniczeniem sprawności było dość ważnym wątkiem. A serialowy Rick nadal będzie sobie mógł hasać, jakby nigdy nic.

Udział pań z Oceanside w bitwie był jeszcze mniejszy niż się tego spodziewałem. Teraz cały ten wątek z przekonywaniem ich do wsparcia Ricków wydaje się jeszcze bardziej zbędny, skoro został sprowadzony do tego, że przyszły i rzuciły kilka koktajli mołotowa. Ich przydatność była niewspółmiernie mniejsza do czasu jaki poświęcono na ich zwerbowanie.

No i to chyba wszystko na temat ostatecznej bijatyki. Została jeszcze ta lepsza część odcinka czyli domykanie wątków.

Domknięcie wątku Morgana sprawiło, że jego przeteleportowanie do FTWD ma trochę sensu. Skoro Jezus i tak nie miał w drugim półsezonie nic do roboty, można było w większym stopniu pociągnąć jego próby przemówienia Morganowi do rozsądku.  Dodatkowo niepoprawny optymista i kompas moralny jakim jest Paul, zdecydowanie lepiej pasuje do tej roli niż Karolka, która jest niemal równie wymęczona przez życie co sam Morgan. W takiej sytuacji i Jezus miałby jakieś zajęcie i Morgan byłby mniej męczący. Niestety wjechano z tym wątkiem dopiero w ostatnim odcinku przez co można go traktować tylko jako niewykorzystany potencjał. To wygląda tak jakby Gimple w ostatniej chwili sobie przypomniał, że Morgan ma się pojawić w Fear, więc na szybko wymyślił motyw z jego względnym ogarnięciem się. Gdyby to było jakoś na dłuższą metę rozplanowane wyszłoby o wiele lepiej. No i tak na koniec, scena w której zostawia swoją zbroję dla Henry'ego była bardzo fajna.

Nawet zaciekawiło mnie to, co będzie z Jadis w przyszłym sezonie i jak się odnajdzie w Rickowej społeczności. W sumie nie wiadomo czy za jej prawdziwym imieniem kryje się jakaś historia. No i wątek helikoptera też jest niewiadomą.

Scena z powrotem Gabriela do aleksandryjskiego kościoła była bardzo fajna. Dobrze, że taki mocno drugoplanowy wątek dostał jakieś sensowne domknięcie.

Judżin też fajnie wypadł na koniec. Można teraz popatrzeć z góry na cały wątek przynależności Portera do Zbawców. No i stwierdzam, że był on od początku do końca udany i sensownie poprowadzony. Jestem ciekawy jak się teraz odnajdzie w Aleksandrii w nowej, powojennej rzeczywistości. Zwłaszcza, że na ścisłą zgodność z komiksem bym w tym wypadku nie liczył.

Zakończenie wątku Dwighta trochę mnie zbiło z tropu, bo nie ma to zbyt wiele sensu. Trochę dziwne jest to, że Dwight dobrowolnie lub nie, wsiada z Darylem do samochodu i daje się wywieźć gdzieś do lasu. Skoro Rick już na dobre wszedł na ścieżkę pokoju to chyba nie miałby problemu, żeby Dwight został członkiem społeczności. Zwłaszcza, że Negan przed bitwą wspomniał o tym, że intencje Dwighta były czyste i nie miał on pojęcia, że pakuje Ricków w zasadzkę. No chyba, że Dwightem targają na tyle silne wyrzuty sumienia, żeby oddać się w ręce Dicksona aby ten wymierzył mu karę. Głupie jest też to, że tylko Daryl jest w tą akcję zaangażowany, bez udziału Tary czy nawet Rosity. Niezbyt się to klei, że Daryl ma większe pretensje o śmierć Denise niż Tara, mimo tego, że jego relacja z panią doktor została na szybko nakreślona pół godziny przed jej śmiercią. Jednak jeśli się odsunie na bok udział Dicksona i samo wywiezienie do lasu, to ostateczne wyznanie win przez Dwighta było bardzo fajne. Jednak jeszcze fajniej by wyszło gdyby Dwight z własnej woli opuścił Ricków, żeby odnaleźć Sherry, a tą ostatnią przemowę skierował do Tary, a nie do Daryla. Nie mam większego żalu o to, że Dwight nie zostanie liderem Zbawców. I tak by to niezbyt dobrze działało, skoro Zbawcy wiedzą o tym, że ich zdradził. No i ciekawe gdzie z tym pójdą w następnym sezonie. Zasugerowano, że Sherry żyje, więc można to poprowadzić w dowolnym kierunku.

No i na koniec zostawiłem sobie najdurniejszą rzecz pod słońcem, czyli ten pseudocliffhanger z Maggie jako ewentualną antagonistką. Oczywiście może być to furtka, żeby ewentualnie skasować Maggie offscreen podczas timeskipu, na wypadek gdyby jednak Cohan nie dogadała nowego kontraktu z ejemsi. Jeśli to nie jest powód i autentycznie wokół tego będzie się kręcić fabuła w 9 sezonie, to niezbyt dobrze to rokuje na przyszłość. Chyba najgłupszy z tego wszystkiego jest fakt, że ze wszystkich ludzi, Maggie spiskowała akurat z Jezusem. Najpierw mówił Morganowi, żeby tylko ogłuszać Zbawców, a teraz będzie pomagał Maggie w zabiciu Negana. Nie ma to nawet odrobiny sensu. Dołączenie Daryla do tego spisku jako taki sens ma, ale przy okazji winduje go na absolutne szczyty w byciu irytującym idiotą.

No i ciekawe co z Marią Bello. Miała się pojawić w tym sezonie i nic z tego. Ciekawe czy jej zakontraktowanie to dalej aktualna sprawa, czy coś się jednak w tym temacie zmieniło za sprawą zmiany showrunnera.

Podsumowując to wszystko, odcinek sam w sobie był mocno średni, ale przynajmniej całkiem sprawnie domknął cały sezon czy nawet patrząc szerzej, całą kadencję Gimple'a. Ze zwieńczenia wątków Eugene'a, Gabriela, Morgana i po części Dwighta czy nawet Ricka i Negana jestem nawet zadowolony. Jednak cała reszta to moje zadowolenie ukróciła. Wystawiam więc szóstkę.

Co do całego sezonu, momentami był słaby, kilka razy na krótko udało mu się wskoczyć na zadowalający poziom, ale przez większość czasu było do bólu przeciętnie. Sięgając pamięcią bez zaglądania do archiwalnych tematów, trzy odcinki pozostawiły po sobie pozytywne wrażenie. Chodzi mi tutaj o odcinek 4 poświęcony głównie Ezekielowi, odcinek 5 poświęcony głównie duetowi Negan&Gabriel, no i odcinek 15 o spiskach w Sanktuarium. Reszta zlewa mi się w jedną szarą fillerowatą masę. Już lepiej zapamiętałem wątki poszczególnych postaci. O dziwo było kilka bardzo dobrze poprowadzonych. Na prowadzenie wysuwają się tutaj Judżin, Gabriel, Simon i Ezekiel. Co do tego ostatniego mam pewien niedosyt, bo w drugim półsezonie król usunął się dość mocno w cień. Wątek Dwighta też całościowo oceniam pozytywnie. Negana też mogę do tej grupy zaliczyć, jeśli przymknie się oko na to, że jego przedstawienie w tym sezonie nie zgrywa się wcale z tym jaki był w seonie 7. Reszta była albo irytująca, albo nudna i nijaka. Jednak, żeby aż tak negatywnie nie kończyć, są pewne wątki, które nawet jakoś rokują na następny sezon. Jestem zainteresowany tym, co będzie z Judżinem, Dwightem czy Jadis. No i ciekawe jak zostanie załatana dziura, która powstała po zabiciu Carla. Zobaczymy na jesień.

dnia: 09 Kwiecień, 2018, 13:53:22 12 The Walking Dead Serial / Sezon 8 / Odp: S08E15 - Worth

Trochę się spodziewałem, że skupienie się na konflikcie Simona z Neganem rozrusza trochę akcję i będzie zdecydowanym plusem. No i faktycznie, ten konflikt był bardzo angażujący i tą akcję rozruszał nawet bardziej niż przypuszczałem.

Napięcie i duszna atmosfera były bardzo wyczuwalne w Sanktuarium. Wszelkie interakcje odbywające się pomiędzy Neganem, Simonem i Dwightem bardzo dobrze dzięki temu działały. Cały czas pozostawała niewiadoma kto kogo zdradzi i kiedy to zrobi. Na dodatek dialogi były całkiem nieźle napisane, a zachowanie postaci miało nawet sens i zgadzało się z ich charakterem. W rezultacie dało to bardzo fajny wątek i dobre domknięcie całego pobytu Simona w tym serialu.

Tak przy okazji trochę mi się nie zgadza obecność Gregory'ego w Sanktuarium. Skoro taka fajtłapa jak on, mógł dotrzeć tam bez trudu, trochę głupie wydaje się to, że tego samego nie mogli zrobić Zbawcy, którzy uciekli razem z nim.

Reszta wątków nie była aż tak trzymająca w napięciu, ale też udało się uniknąć przesadnego męczenia buły.
Judżin jako kierownik fabryki pocisków fajnie wypadł. Sposób na jego ucieczkę z niewoli był bardzo pomysłowy. Porter po raz kolejny pokazał, że może sobie poradzić nie tracąc nic ze swojej tchórzliwej natury.

Pretensje Daryla i Rositki były dość mocno męczące. Zwłaszcza to gadanie o uporaniu się Zbawców z zombiakami i rzekomej winie Judżina. Niby wpadł on na pomysł jak się uporać oblężeniem Sanktuarium, ale raczej nie miałby okazji wprowadzić swojego planu w życie, gdyby nie ta cała akcja, którą odwalił Daryl z Tarą. Ignorowanie tego przez Rositkę mimo tego, że Dickson stał dwa kroki od niej, było dość mocno irytujące. Za to sposób w jaki Porter próbował tłumaczyć swoje zachowanie, był całkowicie spójny z wcześniejszym prowadzeniem postaci.

Aaronowe przekonywanie pań z Oceanside trochę słabo wyszło. Nic odkrywczego im w sumie nie powiedział. Tą samą gadkę mógł strzelić od razu po śmierci Natanii, bez konieczności kilkudniowego kitrania się po lasach bez jedzenia i wody. Kilkuodcinkowa przerwa w pokazywaniu tego wątku też nie działa na jego korzyść.

Koralowy list do Ricka był całkiem poruszający, ale nie na tyle, żeby od razu wywołać totalną zmianę w jego charakterze. O liście do Negana można powiedzieć to samo. Chociaż on przynajmniej na razie, tego wszystkiego nie kupił.

Podsumowując, świetne intrygi w Sanktuarium i całkiem niezły wątek Judżina to niewątpliwe plusy. Z drugiej strony są Rositka i Daryl oraz wątek Oceanside były trochę męczące. Ale na szczęście nie na tyle, żeby przesłonić te pozytywy. Mocną siódemkę wystawiam i czekam na wielki finał.
Mimo tego, że większość sezonu 8 składa się z zapychaczy, czasami udawało mi się znajdować w poszczególnych odcinkach wątki, dzięki którym oglądanie stawało się przyjemniejsze. Niestety w tym odcinku nie znalazłem niczego takiego, przez co mocno mnie on wymęczył. Indywidualne wątki niemal wszystkich postaci w tym odcinku, zostały oparte na tym co już się z tymi postaciami działo wcześniej. Tylko, że w tym odcinku zostało to podkręcone jeszcze bardziej. W rezultacie otrzymaliśmy morderczego Ricka który jest jeszcze bardziej morderczy, szalonego Morgana który jest jeszcze bardziej szalony, rozchwianą Karolkę która jest jeszcze bardziej rozchwiana i wybielanego Negana który jest jeszcze bardziej wybielony. Element wspólny (z wyjątkiem Negana) pod postacią utraty potomstwa jest naprawdę trudny do przeoczenia. Bardzo subtelne tewudowskie prowadzenie postaci w pełnym natarciu.

Magiczna przemiana jaka zajdzie w Ricku po przeczytaniu Koralowego listu to jest czysty idiotyzm. Ta zmiana powinna dojrzewać w Ricku przez cały drugi półsezon. Grimes przez cały ten czas naparzał z karabinu do wszystkiego co się rusza, a na ostatnią chwilę przed samym finałem sezonu zamieni się w gołąbka pokoju. Skoro już Gimple wymyślił sobie ten motyw z listem Korala, Rick mógł go przeczytać zaraz po śmierci młodego, aby cały czas mieć z tyłu głowy ostatnią wolę swojego syna zakładającą zaprzestanie walki.
Tak przy okazji, bardzo fajne było wspomnienie Andrei przez Mich. Więcej takich odniesień by się przydało.

Morgan cały czas brnie głębiej w odmęty szaleństwa co na tym etapie jest już mega irytujące. Gdyby nie Lennie, który świetnie się odnajduje w graniu kompletnego wariata, byłoby to jeszcze cięższe do strawienia.

Sama rzeź na Zbawcach nie robi wielkiego wrażenia, bo zarówno Rick jak i Morgan robili wcześniej o wiele bardziej hardkorowe rzeczy. A scena z Rickiem przeglądającym się w popękanym lustrze to już szczyt subtelności.

Akcja na złomowisku też bez rewelacji. W misji nadania Neganowi cech pozytywnych posunięto się nawet do ostatecznego ujawnienia genezy Lucille. Tylko, że Negan powinien to raczej mówić Rickowi, a nie Jadis. Przez to całe ocieplanie wizerunku doszło do takiego rozdźwięku pomiędzy Neganem z sezonu 7, a Neganem z sezonu 8, że to już prawie dwie różne postacie.

Nawet jestem zaciekawiony o co chodzi z tym helikopterem. Nie wydaje mi się, żeby to był Commonwealth skoro już wcześniej nawiązali kontakt z Hilltop. Z żadnym innym wątkiem komiksowym nie można tego powiązać, więc nie mam pojęcia co to może być.

Karolka jak to Karolka. Fajne było to zwierzenie się Ezekielowi na temat Sophii. Tak przy okazji, jak już zacząłem temat Ezekiela, mam jeden poważny zarzut. Król jakoś zniknął z pola widzenia po przybyciu ludzi z Królestwa do Hilltop. Wielka szkoda, bo w pierwszym półsezonie był wyróżniającą się z tłumu postacią. Ten przeskok z totalnej załamki do raczej normalnego stanu zadział się offsreen. Tym większa szkoda, bo Ezekiel był jak dotąd jednym z konsekwentniej prowadzonych bohaterów.

Podsumowując, dosyć średni odcinek. Oparcie wszystkich wątków na do bólu zgranych motywach związanych z Rickiem, Karolką, Morganem i Neganem, na dodatek okraszone topornymi dialogami, dało rezultat ciężki do przełknięcia. Wystawiam piątkę, bo aktorzy trochę podratowali sytuację.

dnia: 26 Marzec, 2018, 15:06:25 14 The Walking Dead Serial / Sezon 8 / S08E13 - Do Not Send Us Astray

Jestem trochę zaskoczony, że lizanie ran Ricków po bitwie zajmie więcej czasu niż sama bitwa. Jednak nie traktuję tego jako coś negatywnego. Fakt, że od jakiegoś czasu serial wygląda strasznie tanio nie jest żadną tajemnicą. Więc może i lepiej, że nie silono się na jakieś spektakularne rzeczy, które i tak wyszły by komicznie przez niski budżet.

Jak na tewudowskie standardy, bijatyka wyszła nawet przyzwoicie. Na tyle przyzwoicie, że nie wyglądało to jak jakaś parodia. Oczywiście nie było też jakoś rewelacyjnie i o jakiekolwiek napięcie i emocje było niestety trudno. Mocno uwierał strasznie rwany montaż. To jak i ciemność wynikająca z nocnej pory, sprawiały, że wszystko było mało czytelne. Sam przebieg bitwy przeniesiony niemal jeden do jednego z komiksu. Trochę  postrzelali, trochę się podźgali, Zbawcy dali się zwabić w pułapkę i koniec. Znacznie ciekawsze rzeczy działy się już po bitwie.

Jedną z tych ciekawszych rzeczy było ostateczne zamknięcie etapu żądnej zemsty Tary. Ta przemiana nastąpiła trochę zbyt nagle, ale dobrze, że w ogóle nastąpiła. Dla odmiany w kontraście do Tary, Daryl znowu zaczął bardziej irytować. Ale za to ich rozmowa i nawiązania do Gubernatora i Merla były bardzo fajne. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony tymi wspominkami.

Drugi ciekawy wątek to Carol i Tobin. Ich romans był całkiem uroczy więc fajnie, że się do tego odniesiono. Rozmowa z Tobinem tłumaczy trochę postępowanie Siwej i sprawia, że ma ono trochę więcej sensu.

No i zostały wątki, które już tak dobre nie były. Pierwsze miejsce zajmuje tutaj zdecydowanie liderka Maggie. Jest tak fantastyczną przywódczynią, że aż dwie osoby muszą jej o tym powiedzieć. Jakby tego było za mało, jedną z nich jest łuczniczka z Królestwa, a drugą jakiś random, który zaraz po tym umiera. Ciężko to liderowanie traktować poważnie i uwierzyć w predyspozycje Maggie, gdy wszyscy mieszkańcy Hilltop to masa bezimiennych randomów. Nawet Jezus się już powoli w randoma zamienia. Gdyby ludzie z Hilltop mieli jakieś minimum osobowości to ich miłość do Maggie znacznie lepiej by działała.

Już myślałem, że po odbijaniu Ezekiela z rąk Zbawców, Morgan utrzymał względną równowagę psychiczną. Więc byłem mocno zdziwiony, gdy w tym odcinku nagle dowalono halucynacjami. Nie wiem czy miały coś symbolizować, czy były wrzucone tylko, żeby być. Tak czy inaczej jest to bardzo męczące. Mogli by już dać temu biednemu Morganowi chwilę spokoju.

Niby fajnie, że wypuszczenie Zbawców wynika bezpośrednio z wątku Henry’ego. Tylko mam wrażenie, że więźniowie zostali wypuszczeni tylko dlatego, żeby Ricki ich mogły ścigać w następnych odcinkach. No i Al pewnie przejmie rolę komiksowego Dantego, skoro został w Hilltop. Tak przy okazji, to nie jestem pewny jakim cudem ten zombiak dostał się do zagrody ze Zbawcami. Na pewno nie przez bramę bo tam cały czas stał Henry. Wychodzi na to, że jeden ze Zbawców nagle sobie umarł we śnie bez większego powodu. Trochę to naciągane.

Ciągle żądny krwi Rick jest już mocno męczący do oglądania. Już teraz widać, że jego przemiana nie będzie miała zbyt wiele sensu. Zgon Korala nic w tej kwestii nie pomoże.

Fajnie, że Siddiq coś tam miał do roboty. Nie wiem po co było wprowadzać nową panią doktor, żeby tylko ją zombiak użarł. Wygląda na to, że misja dostarczenia Carsona do Hilltop nie była aż tak niezbędna, skoro jakiś lekarz jednak tam był. Gabryś mógł tego nie wiedzieć, ale sam Carson mógł się na ten temat odezwać.

Nocne żerowanie przemienionych randomów (no i Tobina), było całkiem sprawnie przedstawione. Nawet udało się oddać panikę, jaka rozpętała się w Hilltop. Karolka dobijająca Tobina to też całkiem zmyślne domknięcie ich relacji.

Podsumowując, takie sobie to było. Sama bitwa w miarę poprawna, ale bez szału. Wątek Tary i Karolki z Tobinem całkiem fajne. Ale Maggie liderka, schizy Morgana i morderczy Rick byli dość mocno irytujący. Na tyle irytujący, że więcej niż sześć nie mogę wystawić. Finał coraz bliżej, więc może akcja nie będzie się aż tak bardzo ciągnęła. Co prawda nie jestem co do tego przekonany, ale zobaczy się za tydzień.
Odsuwając na bok to, czy śmierć Carla była potrzebna (nie była) i to jak ten wątek został domknięty tydzień temu (całkiem znośnie), było to dość ważne wydarzenie, które przynajmniej sprawiało wrażenie, że coś się jeszcze w tym serialu dzieje. Spodziewałem się, że po tym wydarzeniu fabuła rozjedzie się całkowicie, a do kupy zbierze się w okolicach finału. No i trochę to miało miejsce, ale ten odcinek jechał jeszcze na paliwie jakim była śmierć Korala, przez co nie nużył aż tak bardzo.

Niby nie nużył, ale sam początek z Mich i Rickiem był trochę przeciągnięty. Zauważenie tych odcinków dłoni Carla i Judith było całkiem urocze, ale to gaszenie altanki można sobie było darować. Tak przy okazji, nie wiem czemu miały służyć imiona postaci wyświetlane przed poszczególnymi scenami. Na początku myślałem, że jest to powiązane z listami napisanymi przez Carla. Ale chyba nie o to chodzi, bo wątpię, żeby młody napisał list do Jadis czy Simona, a ich imiona też były pokazane.

Napisałem wcześniej, że odcinek jechał na paliwie jakim była śmierć Carla. Nie odnosi się to do całego epizodu, bo wątek Simona i śmieciarzy szedł całkiem obok. Dobrze, że tak się stało, bo był to najlepszy element odcinka. Głównym atutem jest tutaj oczywiście Steven Ogg. Z kim by go nie zestawić, to i tak się na niego z przyjemnością patrzy. Scena z Neganem była bardzo fajna, mimo tego, że kontrast pomiędzy panami jest bardzo łopatologicznie wyłożony. W dodatku nie do końca on działa, po tym co odwalał Negan w poprzednim sezonie. Gdybym traktował ten serial serio, to mógłbym narzekać, że Simon uśmiechający się spod wąsa, obserwujący masową egzekucję to lekko przerysowany widok. Ale daleko mi jest od traktowania TWD na poważnie, więc zaliczam to do plusów.

Fajnie, że śmieciarze zostali zaorani. Miło też, trochę się przyłożono i nie zostało to zrobione na odwal się. Małe backstory Jadis wyszło całkiem przyjemnie. Trochę irytował mający wąty o wszystko Rick, ale za to mielenie przemienionych śmieciarzy było całkiem pomysłowym pożegnaniem ich.

Oceanside było mało, ale i tak trochę to zamulało. Bardzo się zdziwię jeśli ostatecznie nie dojdzie do zwerbowania pań do obozu Ricków, więc można by to zrobić szybciej. Ale za to Aaron ma coś ciekawszego do roboty od płakania po Ericu, więc jest tutaj jakiś plus.

Rozmowa Ricka z Neganem była najlepszym momentem odcinka, oprócz przygód Simona. Tak jak wspomniałem wcześniej, teksty Negana o zapewnianiu bezpieczeństwa działałyby znacznie lepiej, gdyby nie zrobiono z Negana kompletnego psychola w sezonie 7. No ale tak czy inaczej, Negan miał tutaj sporo racji, obarczając winą Ricka. Bardzo dobrze została zagrana ta rozmowa. Andrzej i Jeffrey mają ze sobą dużo chemii, nawet jeśli nie rozmawiają twarzą w twarz. Chyba najlepsza i najbardziej emocjonująca scena wynikająca bezpośrednio ze zgonu Korala.

Podsumowując, było całkiem nieźle. Sam początek i Oceanside trochę przymulało. Ale za to Simon, wyrżnięcie śmieciarzy i rozmowa Ricka z Neganem, zaliczam zdecydowanie na plus. Całościowo wyszło lepiej niż tydzień temu, czego się trochę nie spodziewałem. Gdyby była ankieta, to siódemkę bym wystawił. Na to, że następny odcinek będzie lepszy od tego, raczej bym nie liczył. Chociaż może zostanę pozytywnie zaskoczony. Okaże się za tydzień.
Strony: [1] 2 3 ... 19