Posty z podziękowaniami

Show post that are related to the Thank-O-Matic. It will show the messages where you become a Thank You from an other users.


Wiadomości - Cierpa

dnia: 21 Marzec, 2020, 23:17:50 1 The Walking Dead Serial / Sezon 10 / Odp: S10E13 ,,What we become\"

Nareszcie, odcinek który się oglądało z wypiekami na twarzy!  :)
Kurcze, nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem odcinek TWD z takim zaciekawieniem i nutką strachu co twórcy serialu przygotowali dla naszej Mich.
Sceny na zasadzie "what if" to był prawdziwy powrót do tamtego starego TWD, które pokochałem i śledziłem z zapartym tchem, a czekanie na kolejny odcinek to była prawdziwa katorga xD
Całkiem fajnie poprowadzone losy bohaterki, z małą dziurą fabularną pomiędzy wydarzeniami kiedy Daryl nie pomógł naszej Michonne a spotkaniem ze Zbawcami. Do przebaczenia... :(
 Potem to już sam miód, począwszy od napadu na posterunek zbawców i kończąc na scenie w lesie, kiedy bohaterowie klęczeli przed Neganem... i Michonne xD. To było coś pięknego patrzeć na Michonne, która bez skrupułów wybierała swoją ofiarę (na kogo padło? Czyżby Maggie straciła głowę? :mag:).
Sceny w ośrodku badawczym trochę pokręcone, ale całkiem fajnie ukazali stan Michonne w momencie działania środka halucynogennego.
Virgil? Świr i to do tego niebezpieczny... szkoda, że go jakiś sztywny nie ugryzł na sam koniec odcinka, aby nikt go nie musiał zabić  :swelol:.
Randomy bez większego znaczenia  :D.
Scena końcowa...? Bombowa! Moment zawahania Michonne aby pomóc nieznajomym i te odgłosy postaci pytające czy jej pomóc pokazały to kim się stała nasza bohaterka od momentu kiedy uratowała Andrea, a także wybierając ścieżkę, która połączyła jej losy z losami Ricka (btw... czy w oryginalnej scenie jak Michonne stała za metalową siatką, to nie trzymała koszyka z jedzeniem dla dziecka?).
Gdzie się udała Michonne? I czy odnajdzie Ricka? Raczej z pewnością można powiedzieć, że tak, ale na ten moment wielkie dzięki i duże brawa dla Danai Gurira za wszystkie te sezony i za jej Michonne, którą będę ciepło wspominać... a także czekać na jej powrót  :lubie:

dnia: 12 Czerwiec, 2018, 16:52:58 2 Fear The Walking Dead / Sezon 4 / Odp: S04E08 "No One's Gone"

Serial pada niczym mucha zamknięta w słoiku... To co wypromowali w pierwszych odcinkach po zabiciu Nicka było zapowiedziom dalszej czystki jaką czeka FTWD, aby ostatecznie scalić się w The Walking Dead. Miałem bardzo cichą nadzieję, że Madison ujdzie z życiem i ujrzymy narodziny Alphy (mały spoiler). Niestety ERROR 404 not found :)

Wszystko to co konkretne, zostało napisane przede mną, więc nie ma co męczyć paluchów i stukać kolejne mądrości.
Pan Salzar pewnie też kopnie w kalendarz w finale sezonu (because what's the point of living without family etc.) albo skreślą naszego murzynka (because what's the point of living without drinking alongside Madison etc.).
Cieszę się, że przeżył John bo uwielbiam oglądać jego sztuczki z rewolwerami xD

Jedyny szok jaki dostałem po obejrzeniu półfinału sezonu to mała adnotacja na Walking Dead WIKI:

"In Talking Dead it was confirmed that one of the tapes in Althea's truck labeled "Abe/Doctor" was an interview of Abraham Ford and Eugene Porter, revealing that Althea encountered them before they met Rick's Group."

See ya!
 :yahoo:We're on easy street :yahoo:
 :dance:  And it feels so sweet :dance:
 :yay:   Cause the world is but a treat  :yay:
 :rotfl:      When you're on easy street
  :rotfl:

BTW nie mam nastroju do pisania  :(

"Easy Street by The Collapsible Hearts Club" trafia do mojej listy wesołych kawałków na mp3  :lubie:
Nie wiem ile dni Daryl był torturowany tymi radosnymi nutkami, ale na jego miejscu poprosiłbym Dwighta o wersje karaoke  :biggrin:
Dobra, dobra... wiem, że ostatnie wydarzenia nie wprowadzają w dobry nastrój, a kanapka z psim żarciem pewnie smakuje równie dobrze co BigMac za 5 zł w promocji. Współczuję naszemu twardzielowi...

STANDARDOWO: The Walking Dead powinno zmienić nazwę na The Walking

Wstęp bardzo ciekawie przedstawił Dwighta oraz jego metody w zdobywaniu ulubionej kanapki, która pokryta jest na wierzchu musztardą i piklami. Co dokładnie? Nic... Najwyraźniej zachowuje się jak hiena, która w momencie odwrócenia uwagi przez inne osobniki, po cichutku kradnie zdobycz (nawet buchnął Dixonowi ciuchy... w tym gacie  :swelol:). Inni najwyraźniej mają to głęboko w... Umm... dzieci poszły spać?
Ale on ma fajnie... Negan po zastosowaniu żelazka, przywrócił mu status "top guy" i bierze co mu się nie należy. Serio?

Negan jest wielce miłościwym władcą skoro przyznaje tyle przywilejów panu D po tym jak próbował uciec z jego lekami. Nie wiem co takiego robił Dwight skoro Negan uznaje go za najlepszego ze swoich ludzi. WSZAK Dwight wrócił do serialu kilka miesięcy po spotkaniu w lesie Dixona. Zabił Denise i wrócił z podkulonym ogonem do bazy Zbawców.
Próbuje grać twardziela, ale bardzo słabo mu to idzie.

Pościg za Gordonem (aka jego przyjacielem) wyglądało jakby Dwight NIE MIAŁ ZIELONEGO POJĘCIA o życiu "poza murami". Przechodzi sobie grzecznie koło umarlaków, gapiąc się na nich bez przyczyny... a tu bach! Nawet zwykłego noża nie miał, tylko pistolet... Nawet celując w Gordona pan D wyglądał jak PIZDA. Jego nowa twarz, uzębienie aż PROSZĄ się o jakiś diaboliczny grim face  :twisted:

Widocznie ci z AMC uważają inaczej....

A teraz wróćmy do naszego badassa. Dixon pękł i nic w tym dziwnego... TO NIE JEST ROBOT tylko człowiek. On także ma uczucia - dodatkowo on i Glenn byli przyjaciółmi (choć tego nie było widać). Razem w grupie Ricka przeżyli tyle czasu...
Bardzo podoba mi się jego postawa wobec Negana. Jego niesamowity spokój w momencie kiedy Negan chciał go bliżej zapoznać z Lucille  :lovely: mocno mnie zaskoczyła! Nie wiem czy to jego charakter czy brak chęci życia zabiły jego reakcję.

Sam Negan nie był tym Neganem, którego podziwiam z komiksu. Baza Zbawców także mnie zawiodła... I WTF Z POKOJEM SAMEGO NEGANA? To jakiś żart... Gdzie te panienki, alkohol, meble, żyrandol... Upsss chyba mnie trochę poniosło...

Sherry to kłamliwa baba... Założę się, że dała cynk Neganowi odnośnie ucieczki Daryla... I że niby JEJ TAK BARDZO przykro itp..... Bla bla bla....

Nadal czekam z niecierpliwością na dalsze wydarzenia  O0
The Walking Dead od teraz powinno nazywać się The Walking P-Rick. Ale o tym zaraz...

Czekalimy, czekalimy bardzo długo, aż nadszedł ten wielki moment. Nie! Najbardziej zaje*isty moment w całym TWD. Brutalność... tego słowa dawno nie widziałem w tym serialu od bardzo dawna. O nieeee moi drodzy! Schowajcie do kieszeni nudne sceny z sezonu 6, zapomnijcie o jakimś tam śmiesznym Gubernatorze, kanibalizmu, czy tygrysie, który pojawi się za tydzień. Ten czas należy do prawdziwego króla terroru i krwi.

Negan.

Postać idealna. Dlaczego idealna? A jak wam się wydaje? W jakich okolicznościach oni teraz żyją? Dzięki czemu ktoś taki jak Negan ma u stóp ludzi, którzy kryją go nawet w obliczu śmierci? TO NIE MIŁE I CIEPŁE SŁÓWKA zapewnią ci przetrwanie... Nie panie P-Rick. To strach... Ten strach, który od pierwszego dnia apokalipsy zawładną światem. Być może się mylę... ale miłość, dobro i przyjaźń to droga do cierpienia.
Negan doskonale wie jak zmiękczyć największego twardziela tak, aby i on dostał skrętu kiszek na widok Luccille  :lovely:

Rick... myślał, że zawsze będzie ze swoimi przyjaciółmi... NIE. Ze swoją rodziną... Słodki obrazek pokazany pod koniec odcinka to był dla mnie czysty śmiech... Uśmiechnięci, bez strachu bohaterowie najzwyczajniej biesiadują w świecie gdzie jest praktycznie 0 jedzenia. A jak pokazały wydarzenia w więzieniu, nawet hodowla zwierząt, czy uprawa roślin i warzyw nie zawsze będą dawały pożywienie. Błagam cię Rick... Obudź się!

Teraz zasadnicze pytanie... dlaczego Glenn i Abe? Tu nie ma wątpliwości, kto zawinił... Dobrze wiemy, że cały incydent zaczął się od momentu gdy Maggie zaproponowała pozbycie się Negana w zamian z połowę rzeczy dla Aleksandrii. Negan działa w taki sam sposób, aczkolwiek on zdaje sobię sprawę, że z martwego człowieka 0 pożytku.
Czarę goryczy przelała akcja Ricka i spółki na siedzibę (lub posterunek - whatever) Saviorów.

Może wydaje się to dziwne, ale Negan bardzo nie lubi rudzielców  :mgreen:  oraz nie podoba mu się jak inni spoglądają na niego (w taki sposób jaki on nie lubi). Abraham od momentu pojawienia się Negana patrzył na niego jak na jakiegoś frajera. I się doigrał.

A czemu nie Daryl? On także nie miał łagodnej minki... CÓŻ prawdopodobnie Dwight opowiedział Neganowi jakim człowiekiem jest Daryl. Czy to będzie próba zwerbowania naszego Badassa do grupy Saviorów? Komiksiarze i ja jesteśmy w kropce.

Glenn oberwał nie dlatego, że Dixon uderzył Negana. Po prostu chciał pokazać, że nie żartuję i w każdej chwili może pozbyć się wszystkich. Tym bardziej została naruszona zasada "Rozumiem, emocje biorą górę, and first time is free". Naznaczył wtedy Glenna jako ofiarę, która dostanie pałą, gdy ktoś nie wytrzyma... I tak się stało. W sumie nic dziwnego, że Daryl ruszył na Negana... To co robił z mózgiem Rosity to było prawdziwe okrucieństwo!

Wrócę jeszcze do Ricka, który (tak jak wspomniałem poprzednim razem) NARESZCIE trzęsie portkami! Jego przekonanie, że nikt nie zagrozi jemu i Carlowi (pomijam innych) nareszcie się skończyło! Sam Negan po usłyszeniu "I kill you... not today, not tomorrow" pokazał, że nie z nim takie pogawędki. Scena, w której Carlowi zagrażała siekierka to był MAJSTERSZTYK! Od razu Rick pękł! Ten strach w oczach i bezsilność... kiedy ostatni raz widzieliśmy takiego Ricka? Cały czas w momencie zagrożenia, Rick wyraźnie wiedział, że pokona wszystkich, BA nawet z głupią minką szydził z Gareta w terminus na chwilę przed próbą zabicia Glenna jak świnię.

Abraham jak i Glenn nie stracili głowy kiedy padło na nich. Faktycznie... nie błagali o życie. Ciekawe ile ofiar Negana w takim momencie zachowało się w ten sposób. Na Neganie nie robiło wrażenia postawa obu panów. Jakby już takie coś widział i myślał sobie... "Znowu ktoś odstawia taki cyrk?  :facepalm:  ". BTW straszne było pastwienie się nad Glennem kiedy oberwał (chyba 2 razy) zanim został dobity. No i te magiczne słowa... "Odnajdę cię...". Jeśli to nie jest to czego facet powinien powiedzieć swojej ukochanej przed śmiercią to czego jeszcze oczekujecie drogie panie?  :cry:

Teraz rozterka: Dlaczego Rick bardziej przeżywa śmierć Glenna, a nie Abrahama. Nie ma w tym wypadku najmniejszej wątpliwości KTO był lepszym przyjacielem dla szeryfa. Glenn wielokrotnie stawał po stronie Ricka, nie wyjawiał informacji gdzie się znajduje więzienie, podczas pogróżek Merla, przywraca Rickowi zmysły kiedy ten traci Lori, ratunek jego samego z czołgu. Kim on by był gdyby nie Glenn? Czy gdyby Abraham zamienił się miejscem z Glennem i od początku towarzyszył Rickowi w jego podróży to bardziej opłakiwałby Rudzielca?
Dlatego twórcy podzielili ocalałych na dwie grupy podczas żałoby - Rosita, Eugene i Sasha do Abe,  /  Carl, Rick, Michonne i Aaron do Glenna.

Zaczyna się... Na te wydarzenia, które przedstawione są w komiksie... czekałem bardzo długo... Nie macie pojęcia jaki jestem podekscytowany nadchodzącym konfliktem między kilkoma grupami ocalałych.  :yahoo: :yahoo: :yahoo:


BTW - "The Journey So Far" jest dostępny online?
Cytuj
"...Wyjawia, że jeszcze nie nakręcili sceny zabicia tej postaci i dana osoba nie wie jeszcze, że w premierze 7. sezonu zakończy swoją przygodę z serialem. Są podekscytowani tym, jak ta ważna śmierć zmieni bohaterów i kierunek rozwoju serialu. Zdjęcia do 7. sezonu rozpoczną się w maju..."

I tym miłym akcentem, temat odnośnie randki Lucille  :lovely: :lovely: powinien zostać zamknięty.
Komiks i zeszyt 100 był 1.000.000 razy lepszy niż TV.
Dziękuję i dobranoc.
Cytuj
Sam Kirkman powiedział że nie popełnia tych samych błędów co w komiksie więc sądzę iż śmierć Gleena to był by błąd tak jak w komiksie

Śmierć Glenna w komiksie to był błąd Kirkmana? Nieeee.... Co do Rudego to się zgodzę.
Autor sam planował uśmiercić Glenna dużo wcześniej niż w #100.

BTW. zapomniałem pochwalić autora za "subtelną nazwę tematu".  :swelol: :swelol:
Padnie Daryl, albo Glenn - ten drugi raczej na 90%, gdyż wydarzenia są oparte na 100 zeszycie komiksu.
Z drugiej strony... osoba, która ma dostać buzi od Lucille  :lovely: :lovely: musi mieć miejsce na upadek / ewentualne dobicie ofiary. Wszyscy z wyjątkiem Glenna byli ściśnięci, więc umrze nasz dostawca pizzy  :wink:
...
...
...

Właśnie wracam od sąsiadów, którzy miel jakiś problem kiedy krzyczałem na cały głos "K... nie..." i "Poj*by z AMC" itd itd.
Ale już na spokojnie, herbatka na zaparcia zaraz zacznie działać więc podejrzewam, że mam jakieś 5-10 min przed wyrzuceniem z organizmu średniego królika i emocje zaserwowane w "The Last Day on Earth".
O co chodzi? Już tłumaczę.

The Walking Lucille.

Początek to czyste przygotowanie się do wyjazdu do Hilltop i spotkanie z Harlanem, który obiecał udzielenie wszelkiej medycznej pomocy, na wypadek pogorszenia się stanu Maggie. Sielanka nadal trwa, a wszyscy wewnątrz Alexandrii, spokojnie pilnują domu. Nareszcie pokazały się zapomniane twarze (nie wszystkie ale jakiś progress jest).
Ksiądz Gabriel i jego ulubiona snajperka dowodzi wszystkimi, a Spencerowi wydaje się, że po tym wszystkim czego dokonał Rick, można dogadać się z Saviorami (rety.... co ta Rosita w nim widzi?).

Rickowcy ruszają w drogę, która została z góry zaplanowana przez antagonistów. Dostałem parę wiadomości od przyjaciół, którzy drapią się w głowę i pytają: Skąd oni wiedzieli, że wyruszą tą drogą i tamtą oraz ŻE w ogóle wyruszą?" Odpowiedź jest prosta: bo Saviorzy mają zakładników i spodziewali się, że Rickowcy wyruszą w akcję poszukiwawczą. Plus znają położenie Alexandrii oraz dobrze znają teren.

Faktycznie... prowadzenie RV z bohaterami do Negana trwała bardzooo długo. Pierwsza blokada to zapowiedź końcówki, a kolejne - zasianie ziarna niepewności w głowie Ricka oraz "chytry" plan Eugena.

Nasz koneser wacków sam zgłasza się na ochotnika, aby zrobić w jajo Saviorów i poświęcić się dla reszty. To co się dalej wydarzyło można nazwać czystym fail'em, ale nie o to chodzi. Bardzo spodobała mi się scenka Rudego z Judżinem. Chłopaki byli przekonani, że więcej się nie spotkają i mocno zmiękczyli moje twarde serducho, podczas hug time'u. Przyjaciele do grobowej deski i kropka!

No dobra... teraz o Morganie i jego koniku. W sumie... nasz obrońca życia wykonał swój plan co do joty.

- Znalezienie Carol ... ok.
- Opatrzenie jej ran ... ok.
- Powstrzymanie jej od głupiej decyzji ... ok. (komiksiarze pewnie czuli w kościach do czego mogło dojść po słowach "Szwendacz gdzieś utknął, chciałam go zabić, ale krwawiłam ble ble ble..."
- Zabicie hałasującego szwendacza ... ok.
- Ponowne odnalezienie Carol ... ok.
- Zabicie napastnika ... ok.
- Odnalezienie członków pokojowej grupy ocalałych ... ok.
- Kupienie mleka i batoników w najbliższym sklepie ... nope.

Carolcia ma serdecznie dosyć życia. Fajnie droczyła się z napastnikiem ze łzami w oczach. Serio... uwierzyłem, że to jej koniec, ale cuda się zdarzają... Znowu...

A teraz grande finale: (zgłodniałem, więc dobrałem się do czekoladowego królika - suvivor ze świąt).

Scena przygotowania do pojawienia się Negana była bardzo dobrze zrealizowana. Oddajcie broń, do szeregu, wyprowadzić zakładników, na kolana... Saviorzy wypadli dobrze, ale brakowało mi lekkiej nuty dzikości. Bynajmniej ich gwizdy były wspaniałym zwiastunem dalszego ciągu.
Wyliczanka była prawdziwą perełką odcinka. Kiedy Negan wskazywał potencjalną ofiarę z wielkim niepokojem wcinałem króliczka, a jego główkę zgniatałem w momencie randki z Lucille  :lovely: :lovely: :lovely: (BTW. Rip cameraman).

Fantastyczne przedstawienie uderzającego Negana z punktu widzenia ofiary oraz zalewanie krwią obrazu. Całość zniszczyła ciemność i napisy końcowe... Bullshit........

A teraz koniec sezonu i podsumowanie postaci:

1) Rick - ma pełne gacie i na ten moment czekałem bardzooooo długoooo. Jak dotąd Rick był opanowany, pewny siebie, a podczas chwili zagrożenia nie pokazał odrobinę strachu. Jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami... No może coś tam było podczas postrzału Carla w oko, ale brawa poleciały do Michonne. W nowym sezonie liczę na więcej takiego Ricka i zmiany jego imidżu  :wink:

2) Michonne - to, że przywiązała się do Ricka i Carla to jedno... Troszeczkę więcej interakcji z ludźmi i innymi ocalałymi + Judith.

3) Carl - ZETNIJ TĄ SZOPĘ! Pssst. Enid zrobiło się mokro po twoich słowach  :swelol: :swelol:

4) Morgan i Carol - Królestwo. Carolcia dostaje bilecik na kolejne kilka sezonów, a Morgan być może zaskoczy nas podczas wojny z Saviorami. Trzymam kciuki.

5) Maggie - Oj kochana... z tobą wiążę całe moje zainteresowanie względem tego serialu... Jeżeli twórcy pokierują tobą tak jak to zrobił Kirkman to padnę na kolana!

6) Alexandrianie... Czeka was wojna i lepiej weźcie się do roboty!

7) Hilltop need more citizens.

8)  Daryl, Abraham, Glenn - Ktoś z tej trójki umrze i stawiam na Dicksona  :swelol:
Z wywiadów można wyczytać, że zamierza zabłysnąć w aktorstwie jako inna postać i w dodatku jest mocno ranny. Więcej powodów nie trzeba, aby uśmiercić Daryla (z resztą - być może będzie rework - podczas randki z Lucille  :lovely: :lovely: ofiara nie wydaje nawet pisku... to tylko mogli dokonać twardziele).

9) Sasha przeżyje, gdyż któraś z wojowniczych pań będzie musiała odegrać scenkę w wieży podczas ataku na Alexandrie.

10) Eugene - wiadomo... amunicja. Więcej wiary w siebie i nie załamuj się po "The Last Day on Earth".

11) Tara...? Heath...? Rosita...? Aaron...? Dużo znaków zapytania.... bardzo dużo...

--
Finał zawiódł... niestety. Negan uratował cały odcinek. Czy ten Negan jest lepszy/gorszy od komiksowego Negana? Tego nie mogę ocenić, ponieważ pragnąłem usłyszeć F-to i F-tamto, ale ostatecznie ocenzurowany Negan też daje radę...

To tyle moje mordki. Jak zwykle czekamy na dalszy ciąg wydarzeń, który zostanie pokazany jesienią, a w międzyczasie zobaczymy co tam słychać w FTWD. 

EDIT 1.
Ludzie z walkingdead.wikia pojechali ostro po bandzie, dając status "unknown" wszystkim obecnym w wyliczance - pomijając Ricka i Carla. (wiem wiem... Negan coś tam mówił, że nie zabiję przywódcy czy coś i chłopcu wydłubcie oko gdyby coś się wydarzyło dlatego nie będzie bliskiego kontaktu z Lucille  :lovely: :lovely:)
Oho... The Walking Dead powinien zmienić nazwę na The Walking Dad. Abrahama swędzą jajka tak mocno, że nie może zdecydować się na swojego 3 potomka: pytanie czy czarnego / białego.

Mistrz ostrego języka i góra mięśni mięknie widząc jak Glenn przemienia się z rozbrykanego chłopaczka w ojca, kochającego i ODPOWIEDZIALNEGO męża. Jeżeli ktoś obserwował przemianę bohaterów od pierwszego do obecnego sezonu to nasz Koreańczyk mieści się w top 5 (Rick, Carl, Carol, Daryl i Maggie...

Ona także przeszła tą samą przemianę co Glenn, a także doszedł bonus w postaci umiejętności komunikowania się z ludźmi. Słonko, Hilltop to małe gówienko w porównaniu do TWOICH możliwości. Rozbrykana panna z S2, kochająca córka z S3, wierna dziewczyna i żona z S4 i S5, a teraz zadatki na prawego oraz sprawiedliwego przywódcę. Ostatnie negocjacje u Gregorego były tak przekonujące, że aż boje się pomyśleć co biedny Glenn przeżywa, kiedy Maggie najdzie OCHOTA. No cóż... miłość jest piękna  O:-)

Gregory pomimo swojego wieku i POTĘŻNEJ chcicy, stawia warunki, ale brakuje mu oleju w głowie. Świat TWD nie jest miejscem dla słabeuszy, więc spokojna głowa... ta rana to tylko wstęp do jego końca. Soon or later.

Wracając do Abrahama. Nie rozumiem czemu koleś taki jak on... został powalony przez jakiegoś cherlaka. Wiem, że znalazł się w gorszej sytuacji, ale od czego facet ma dłonie niczym King Kong, aby walnąć z piachy w potylicę lub w FACJATĘ napastnika. I to tak, że straciłby jedną ze swoich ósemek.

Rick jest Rickiem... i kropki trzy. Cieszy mnie fakt, że potraktował swojego syna z pełnym szacunkiem i wytłumaczył, że między nim, a Michonne jest chemia. Nie ukrywał tego, nie mieszał czy kombinował... powiedział wprost. Tak postępują PRAWDZIWI faceci i OJCOWIE! Nie muszę tutaj wspominać o wykorzystywaniu swojej szansy, aby uśmiercić napastnika. Szkoda, że jest mocno w GORĄCEJ wodzie kąpany... Serio... pewnego dnia... doigra się (i wcale tu nie mówię o komiksie).

Nadal pominięto Tobina, Aarona i Heatha... Wiem, że odcinek był przeznaczony na akcję w Hilltopie, ale mogliby coś powiedzieć, przygotować ciężarówkę, ZROBIĆ kolację? Nic...? No to do odstrzału...

Odcinek ok. Wcinałem makaron z sosem pomidorowym i wszystko przeszło mi gładko przez gardło. Ale nie ukrywam, że ścisnęło mnie w sercu, kiedy Glenn pokazał zdjęcie maleństwa. Dodatkowo parsnąłem śmiechem po rozmowie Abrahama i Glenna (mistrzostwo) oraz Abrahama i Daryla.

Właśnie... Daryl... Ostrożnie z tą "PIZDĄ', bo podobno słowa mogą zranić bardziej niż cios od noża lub kija bejsbolowego (czekam na ciebie Lucille  :lovely: :lovely: )

BTW.

Zapowiedź kolejnego odcinka to zuchwały atak na siedzibę The Saviors? Producenci SPOILER
Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.
END o co najmniej 1-2 odcinki.

Czuwaj!  :pisze:
Cytuj
Btw. jestem facetem :P
Spojrzałem się na nick. Zwracam honor  :biggrin:

Zapomniałem o Gabrielu. Księżulek przeistoczył się z tchórzliwej pchły w krwawego żniwiarza. Trzeba przyznać, że jego słowa odnośnie Boga, który wysłuchał próśb i właśnie ocala miasto były jednym z najlepszych tekstów w odcinku!

Drugie miejsce - Daryl Dixon i jego opinia o "przeciwniku", który "coś tam potrafił"  :rotfl:

Jest może zapowiedź S06E10 ?
Cytuj
Czy tylko ja mam takie wrażenie, że ktoś z tej trójki nigdy już nie powróci do Aleksandrii ? 
Jeżeli coś zostanie z tej Alexandrii to pewnie wrócą. Możliwe, że twórcy serialu wyślą Ricka i resztę gdzieś indziej ->

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

Mniej więcej tak sobie myślę... Nie wyobrażam sobię finału S6 kończący akcję z Neganem, dlatego:

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.
Cytuj
Aktorka grająca była w ciąży, a nie sama postać. To tak gwoli wyjaśnienia.
???
Oczywiście, że aktorka... to był joke  8)

Scena jak Daryl i Aaron zostali uwięzieni w aucie przypomniała mi inną... podobną scenkę kilka sezonów wstecz. Z małą różnicą, że Daryl zapalił papierosa.



Ach te geny...
Na początek... jestem nowym użytkownikiem forum... i waszym kłopotem, ponieważ w tym okropnym, apokaliptycznym świecie dołączam do waszej grupy z znikąd... nic o mnie nie wiecie (jeszcze), ani nie znacie moich zamiarów. Czy przyjmiecie mnie do stadka... to już wasz wybór  ;D

A teraz o grze.
Nie mogę się zdecydować, który sezon był lepszy... oba miały gorsze i te lepsze chwile. W S1 fabuła była bez zarzutów w każdym calu... postacie nie były wciskane na siłę, a Lee... tego gościa chciałbym poznać pierwszego, gdybym (nie daj boże!) obudził się w takiej koszmarnej historii (zupełnie jak Clem - właściwie, gdyby nie Lee, prawdopodobnie usłyszałaby głosy policjantów i zostałaby zabrana na farmę Greenów). Zrobiło mi się tak ciężko na sercu kiedy oglądałem ostatnie jego minuty życia... ostatecznie zabiłem go, zapamiętując 2 najważniejsze rzeczy: znaleźć Omida i Christę oraz ciągle iść przed siebie. Byłem ABSOLUTNIE pewien, że dokonałem idealnego wyboru... nie sugerowany przez grę, ale przez moje odczucia i rozum. Potem jak się okazało... w S2, Clem odnalazła ich.

Wiecie... rozpisałbym się na temat poprzednich epizodów bardziej dokładnie... ale skupmy się na finale.

Począwszy do strzelaniny... patrzyłem z mocno bijącym sercem jak pociski dosłownie mijają AJ'a... strasznie byłoby ujrzeć jak Clem trzymając dzieciaka w rękach... nagle kula przebija ją (w ramię) i jego...
Powrót Jane... był z góry do przewidzenia. Twórcy gry na bank nie zrobiliby ponownie z naszych bohaterów jakiś niewolników.
Postrzał w stopę Luka i później wspomnienie przy ognisku o jego urodzinach... był znakiem, że będziemy zmuszeni się z nim pożegnać.
Scena z ogniskiem... pamiętam jedną chwilę, kiedy rozmawialiśmy z Kennym. Powiedział, że zamierza wychować AJ'a lepiej niż własnego syna... i mu to przyrzeka. Uwierzyłem mu i z uśmiechem na twarzy przyglądałem się jak radośnie zajmuje się malcem.
Kiedy zobaczyłem domek i jeziorko... powiedziałem głośno... SERIO!? NAPRAWDĘ??? 1,000,000% że się załamie! Dlatego ciężko mi było zdecydować, czy pobiec, czy iść wolno... (wybrałem drugie). Sytuacja na zmarzniętym jeziorku była troszeczkę... naciągnięta... Według mnie... Arvo powinien znaleźć się nad pękniętym lodem... a Luke desperacko spoglądając na innych (krzyczących żeby tam nie podchodził) ruszy mu na pomoc. Taki scenariusz byłby (moim zdaniem) lepszy. Luke został złapany za nogę... i prawdopodobnie skończył jako zamarznięty trup. Smutno było na to patrzeć... ale nie mamy na to wpływu... a mogło być gorzej.
Kolejnym aktem... była zdrada... NIE SPODZIEWAŁEM się takiego ruchu ze strony gry! Ostatecznie nie opuściłem broni, aż do momentu kiedy Mike mnie uspokoił. Nie wiem jakim cudem... Kenny, AJ i Jane oraz Clem znaleźli się w samochodzie po tym dzikim zamieszaniu... ale ok.
Finał... czyli walka pomiędzy Jane, a Kennym... W pewnym sensie, na początku epizodu byłem przygotowany na decyzję Luke/Kenny... nie wiedziałem komu zaufać... nie potrafiłem stawić się za jednym... czy drugim... każdy miał 50% mojej sympatii.  Gra nie dała mi wyboru, ale w momencie kiedy trzymałem broń... kiedy zobaczyłem, że czas na podjęcie decyzji dramatycznie maleje... przypomniałem sobie w jednej sekundzie wszystkie za i przeciw - relację między mną, a starym przyjacielem oraz nową, tajemniczą osobą, która wielokrotnie zrobiła nas w bambuko... Zamknąłem oczy na chwilę i powiedziawszy "Kenny... cenzura... dlaczego, każesz mi to zrobić" (potem zdziwienie, że pojawiła się ta sama kwestia...)... pociągnąłem za spust. Zamarłem.............. to była jedyna decyzja... którą nie jestem nawet w 10% pewien czy dobrze zrobiłem z całej gry.
Zapytacie pewnie... czemu wybrałem Jane... ... Na pewno nie chciałem jej ratować... nie chciałem także, aby została zabita... tylko lekko poobijana... niestety Kenny chciał inaczej... Wielokrotnie dawałem szansę Kennemu, aby trzymał nerwy na wodzę... ale nie posłuchał. Cały czas przepraszał. Chciałem dać mu jeszcze jedną szansę... by udowodnił, że będzie dobry ojcem... ale wtedy przypomniałem sobie AJ kiedy patrzył na Clem - jak na matkę.... musiałem wykluczyć tą opcję. Dodatkowo na myśl przyszedł mi zwiastun epizodu 4 jak Kenny obrywając od Carvera mówi: "You know what it feels like to get beaten almost to death? Peaceful. It feels peaceful." - chciałem, aby Kenny zaznał tego spokoju. Ostatecznie Lee przekonał mnie do pociągnięcia z spust... Kiedy podczas snu odpowiedziałem mu, że nie chcę nikogo krzywdzić... on odpowiedział, że czasami trzeba kogoś zranić... w szczególności, jeżeli chodzi o dobro ludzi, na którym nam zależy.
Strasznie znienawidziłem Jane... kiedy okazało się, że maluchowi nic nie jest... ale przebaczyłem jej... Nie wiem czemu... wiem, że źle wybrałem... ale tak wyszło...
Ostatecznie wpuściłem rodzinkę do środka... i na 99% popełniłem duży błąd... (zachowanie czarnego synka..... niby taki biedny... a potem z dziwnym uśmieszkiem "Nice hat".

Tortuga Nie przeklinamy na forum
Strony: [1]