Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Arcadi0

Strony: [1] 2 3 ... 7
1
Sezon 9 / Odp: S09E08 ,,Evolution"- FINAŁ PÓŁSEZONU
« dnia: 28 Listopad, 2018, 22:49:38 »
Ewolucja...

Dobrze, że nie "owulacja"...

Ewolucji uległo moje podejście do serialu. Niegdyś (pewnie jak Wy wszyscy) czekałem na dokładną datę premiery kolejnego odcinka żyjąc jego fabułą. Teraz po prostu bywa, że sobie o nim przypomnę i cyk - mam wtedy do obejrzenia dobrych kilka odcinków. Dodając do tego fakt, że komiksu nie czytałem, to poziom satysfakcji z oglądania potrafi sięgnąć przyzwoitego.

Nie będę wałkował kolejny raz tego samego, bo moi poprzednicy napisali już niemal wszystko. Odniosę się do postaci, której potencjalna przyszłość fabularna może nabrać odcienia, jakiego wydawało mi się, że nabrać nie może. Negan anihilatorem nowego wroga?

Do takich przypuszczeń skłania mnie fakt, że znikają kolejni ludzie, którzy pamiętają tyranię Negana. Fabularnie minęły lata. Uniwersum zapełniło się anonimowymi postaciami, naocznych świadków bestialstwa protagonisty można policzyć na palcach jednej ręki drwala, a właśnie przedstawiono nam opponentów, którzy poziomem odczłowieczenia mogą stawać w szranki z Neganem "w formie".

Dodatkowo w mojej głowie pojawił się trop, który może okazać się tylko mżonką, ale poraził moje oczy w sposób niecodzienny. Dorosły facet siedzący pod ścianą, odbijający piłeczkę od przeciwległej doń ściany kojarzy mi się cholernie mocno z bohaterem innego serialu - Gregiem House. Aspołeczny geniusz manipulacji, który wręcz odpychał od siebie ludzi, ale finalnie niósł pomoc. Malo kto go lubił, ale szanowano jego osądy, bo niezwykle rzadko bywały nietrafione - no pasuje mi to jak ulał i nie wierzę, żeby to był przypadek. Wręcz chciałbym, żeby człowiek, który niegdyś notorycznie kopał tyłek samemu Rickowi, dokończył jego dzieło i poprowadził tych dobrych do podporządkowania sobie nowych Stanów Zjednoczonych.

Mówię Wam - oglądanie tego nie znając komiksu to zupełnie inna bajka. Jestem tego pewien i w jakiś sposób współczuję osobom, które znają treść fabuły na dwa sezony do przodu. Macie bardzo małe pole do przypuszczeń i osądów, co bardzo rzutuje na emocje, które czerpiecie z serialu.

Dobrego wieczoru!


2
Sezon 8 / Odp: S08E16 - Wrath
« dnia: 07 Maj, 2018, 06:00:13 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Po trzecim sezonie (ewentualnie czwarty jeszcze by uszedł) i pojedynczych odcinkach 5 i 6 sezonu, ten serial spadł na dno.

a my jesteśmy, jak żony bite przez mężów...

"ja go znam, on nie jest taki, na pewno się poprawi" xd

3
Sezon 8 / Odp: S08E16 - Wrath
« dnia: 26 Kwiecień, 2018, 19:46:47 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Ktoś mi powie jak wybuchające pociski w komorach mogą tak skutecznie zabijać ludzi? To nie jest granat do cholery tylko trochę prochu otulonego metalem, czyli łuska
Totalny bezsens, dziwne że jeszcze nikt z was się tego nie przyczepił

Mylisz się, bo to ma sens.

Za przyklad posłużę się popularnym kałachem. W chwili wylotu pocisku z lufy, gromadzi się w niej ciśnienie rzędu 2500 - 3000 atmosfer. Dla porównania, optymalne ciśnienie w oponach auta osobowego oscylluje w okolicach 2,3 atmosfery. Dodatkowo podam Ci przykład naboju ćwiczebnego, który nie ma w sobie pocisku (to ta mała cząstka na czubku naboju, która wylatuje z lufy po wybuchu/ spaleniu się prochu - na własne oczy widziałem co robi takie cisnienie. Wycelowałem w ziemię z odległosci około metra i oddałem strzał ślepakiem, w wyniku czego powstał dołek głęboki na okolo 30 cm. Dodam tylko, że to było w lutym i ziemia była dość solidnie zmarznięta. Ślepakiem też można zabić. Z kilku centymetrów w glowę smierć jest pewna, z kilku metrów grozi kalectwem.

To jest ogromna siła i jestem pewien, że scenarzyści to konsultowali z pirotechnikami.

4
Sezon 8 / Odp: S08E16 - Wrath
« dnia: 17 Kwiecień, 2018, 22:31:30 »
Zawsze się zastanawiam jak rozpocząć swój wpis opiniujący. Zawsze...

To może teraz zacznę tak: DAŁEM 5/10!

_________________________________________________ ___________________________

Powiem Wam, że szczęśliwi ci, którzy nie czytali komiksu, nie czytają komiksu i w dupie mają jakiekolwiek przecieki. Dla takich odbiorców fabuła jest nieznana i łatwiej o dobre wrażenie z odcinka. Dla poparcia swojej tezy dodam, że ogromna część komentujących bardzo często wspomina o wyższości spin-offu nad "adaptacją", a 90% tychże osób czytała komiks. Oglądając FEAR TWD nie macie pojęcia co się wydarzy, dlatego czerpiecie większą frajdę z fabuły. Ja mam to samo w tym przypadku.

_________________________________________________ ____________________________

No to jedziemy. Zacznę od minusów:

1.) Jesteśmy grupą niezniszczalnych zasrańców i idziemy na wojnę z inną grupą niezniszczalnych zasrańców. Wchodzimy na otwartą przestrzeń i okazuje się, że wróg ma nas na muszce. My jednak jesteśmy twardzi i stoimy dalej jak cielaki, żeby łatwiej nas trafiono. Naszemu wodzowi nie przyjdzie nawet do głowy, żeby wydać komendę "gleba!", bo przecież nie jesteśmy elitarnym oddziałem desantowym i moglibyśmy nie zrozumieć tak skomplikowanego sformułowania. Warto także nadmienić, że w ustawieniu takim, w jakim byliśmy widoczni w finale sezonu, w przypadku otwarcia ognia mogłoby dojść do niefajnych wydarzeń, a mianowicie niektórzy z nas mogliby postrzelić innych z nas. Ale co tam, przecież jesteśmy niezniszczalni...

2.) Ujęcie Ricków wychodzących z osady ukazuje wychodzących jakieś 6 - 8 osób. Potem nagle robi się ich z 50.

3.) Wątek spiskującej trójcy jest alogiczny i zbyt eweidentnie banalny, jak na zwiastun dynamicznej i intrygującej akcji w sezonie 9. Maggie powinna postawić sprawę jasno już na łące. Powinna podejść do Ricka i zacząć negocjacje wypłaceniem mu liścia, werbalnym zakwestionowaniem honoru oraz wypomnieniem jego własnych słów z przeszłości. Gdyby to nie [omogło, to przecież ma przy sobie broń, której potrafi używać jak żadna inna Maggie w żadnym innym serialu, a głowa Negana byłaby dla niej mało ruchomym celem.
To samo tyczy się Daryla. Nigen zgotował mu traumę słuchania "Easy Street", a ponieważ nasz redneck włada kuszą równie sprawnie jak Ron Jeremy władał swoim przyrodzeniem, to zafundowanie nieruchomemu Neganowi "kuszącego" fatality nie powinno być niczym karkołomnym. Pomijając mój żartobliwy ton dodam, że Dixon zawsze był kreowany na szczerego i prędzej wydarłby mordę na Ricka - i znowu daliby sobie po "razie" (lub po sześć), - niż stał na łące jak cielak ze spuszczonym łbem i patrzył jak Grimes daruje życie winnemu ich cierpień. No to się trzyma kupy, ale tylko świeżej, bo świeża się lepi. (kolega mówił).
A co tam robi Jezus? Z tego, co widziałem, to siedzi, ale mogę się mylić. W każdym razie Hilltop stał się zbieraniną wariatów. Jeden widzi zmarłych, drugi cierpi na syndrom nadgorliwej wiary w połączeniu z chwilowymi defektami zmysłu wzroku, co moze nasuwać wniosek, iż jego wiara jest ślepa, a jeszcze inny ma na imię Jezus. Podejrzewam, że w sezonie 9 na plan dołączy Daniel Craig i zagra specjalnego agenta, ale nie będzie jeździł najnowszym BMW, a Hyundai'em Tousconem, bo przecież nie ma lepszego wozu na wypadek apokalipsy. Nazwą go Bob i będzie eliminował zwolenników komunizmu. Umrze w 17 seoznie zabity przez wnuka Enid i Morgana...

4.) Wymiksowanie się z osady przez Morgana jest niby zrozumiały, ale mam taki jakiś niedosyt fabularny. Na początku odcinka tkwi w paranoi i gotów jest pochlastać kolesi, którzy bujają się po hilltop od dobrych kilku dni, bo wydawało mu się, że biegną przez bramę i chcą mu zrobić kuku, a na koniec odcinka ma już jasno wyklarowany sens swojego jestestwa i wie jaką drogą chce podążać, a jego "katharsis" nawet minimalnie nie przyćmił fakt, że główny cel jego i jego ziomków nadal żyje i istnieje wysokie ryzyko, że prędzej czy później źle się to skończy. Szkoda, że jego postanowienie, żeby ich wszystkich zaje**ć ustąpiło po zaledwie po kilku dennych zdaniach z ust Jezusa. Zamiast tego powinien byc epicki finał...

NEGAN leży pod drzewem, Morgan ma wizję z Glennem. Czarny sięga delikatnie po broń i spokojnym krokiem wychodzi z szeregu i podąża w stronę drzewa. Nie wzbudza podejrzeń. Juz mija Ricka, który też nic nie podejrzewa. Dla niepoznaki ucinają sobie pogawędkę, w której Morgan wraca do ich wcześniejszej rozmowy i całą sytuację podsumowuje: "wiesz Rick...miałeś rację. Nie straciliśmy jeszcze wszystkiego. Mamy jeszcze wolną wolę, a nasze bezpieczeństwo jest w naszych rekach", po czym pakuje Neganowi dwie kulki w czółko, bo przy trzeciej Rick mógłby już zdąrzyć go odepchnąć. And that's it. Happy end, kończymy serial, ostatni gasi światło...

_________________________________________________ __________________________________________

PLUSY:

1.) Największym plusem, który skłonił mnie do wywindowania oceny był moment wybuchu nabojów w komorach nabojowych broni zbawców. No tego się za cholerę nie spodziewałem. Już skreśliłem Geńka na dobre po poprzednim odcinku i nie sądziłem, że stać go na tak chytry i skuteczny plan, który zrealizował z taką pewnością i premedytacją. Zrobił Negana na szaro z takim przytupem, że tamten aż dostał zmarszczek z wrażenia. To było coś pieknego po prostu. Scena ucieczki Gabriela już to zapowiadała, gdy Eugene spytał go gdzie jest jego wiara, kiedy jest potrzebna. Udany smaczek.

2.) Blondas (vel. były zbawca) ewidentnie ma zamiar zapakować Maggie do auta i udać się w kierunku zachodzącego słońca. Poza tym Gośka i tak już jest w ciąży, więc blondas może także bez obaw zapakować coś innego...ach, kocham eufemizmy xd

3.) hmmm...

4.) no, ten...

5.) w zasadzie to...poddaję się.

_________________________________________________ ____________________________________________

Dla wszystkich ogladających ma darmową radę. Wyluzujcie się i pogódźcie z faktem, że serial ma już za sobą czasy swojej świetności. Moim i pewnie większości z Was zdaniem, treści zawarte w szesnastu odcinkach ósmego sezonu dałoby się spokojnie skondensować do ośmiu odcinków  i to działałoby na korzyść dynamiki akcji i jakości fabuły. A jeśli już czysta ciekawość skłania Was do oglądania, to róbcie to, co ja - chłodno i cynicznie dzielcie się spostrzeżeniami i wytykajcie kuriozalne błędy - przynajmniej się posmiejemy :D

A na koniec mam dla Was zagadkę niespodziankę!



Co mają wspólnego Eugene i kusza Daryla??

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.


Do przeczytania kiedyś tam! :)

5
Sezon 8 / Odp: S08E13 - Do Not Send Us Astray
« dnia: 26 Marzec, 2018, 18:47:39 »
No co tu się odwala, to aż mnie krew zalewa. Tak wściekły nie byłem jeszcze po emisji żadnego odcinka i nawet zapychacze mnie tak nie wnerwiały, bo wiadomo, że odcinki bez historii muszą się trafić, ale co innego, gdy ktoś tak głupio marnuje potencjał wątku.

Może zacznę od czegoś trywialnego, żeby wyznaczyć poziom żenady, jaki mi dzisiaj towarzyszył.

Sytuacja banalna: Rick jest człowiekiem z miasta i ani mu się śni mieszkać w osadzie zabitej dechami, toteż zaczyna wyrywać pojedyncze deski, które stanowiły ochronę na czas bitwy. Jego czarna towarzyszka o perfekcyjnym tyłeczku postanawia mu pomóc i wyrywa deskę w oknie obok. na jednym kadrze widać, jak Michonne chwyta za "wąską" deskę, ale ujęcie później, gdy jest już na drugim planie, opiera o ścianę "szeroką" deskę.

Niby nic, a zawiało jajcem, że aż ślepia szczypią.

Ktoś tu dobrze stwierdził, że montaż pozostawiał wiele do życzenia. Może to mały Henry za tym stoi, bo kiedy już skończyło mu się paradowanie z giwerą i uwalono go na glebę, to mogło mu się zacząć nudzić, więc mozliwe, iż stwierdził, że w ramach walki z nudą zmontuje sobie odcinek. No bo kto mu zabroni? ma z 10 lat, a robi w tej osadzie co chce. Albo i więcej, niżby nawet chciał...

YOU KNOW WHAT IT IS!! Yeah, it's BULLSHIT!

Morgana ponownie czeka przemiana. Oby w sztywnego.

Zadymę w domu spowodowaną zarażeniami spowodowanymi misternym planem Eugen...wróć! Negana. Nie mam czego komentować - dużo chaosu, niewiadomo kto kogo gryzie. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz - o ile mnie pamięć nie myli, to zombie zabijają, żeby się nażreć, a nie po to, żeby poprawić swoje statystyki demograficzne względem niezarażonych. Tu jednak widziałem, że zombie przegryza tętnicę jednemu nieszczęśnikowi, a minutę później już goni za następnym. Dziwne...
Swoją drogą ciekawe co miała oznaczać chwila zawahania u Carol. Zupełnie, jakby przez chwilę kalkulowała, że może jednak warto dać się dziabnąć i mieć święty spokój i pogrzeb na koszt Państwa. Jeśli tak, to znaczy że Carol i Morganowi zbiegły się okresy xd

Cytując klasyka: "TRUSKAWKA NA TORCIE" - sceny z pola bitwy gromady idiotów. Może to będzie wyglądać na to, że jestem czepliwy i wymagam zbyt wiele, ale...i tak napiszę.

1.) Zarówno Ak-47, jak i M4A1, którymi dysponował MaggieLand, mają taką magiczną funkcję - przełącznik rodzaju ognia. Mało tego, bo oba modele karabinków są w stanie zagwarantować prowadzenie ostrzału pojedyńczego, co w rezultacie pozwoliłoby na ZNACZNĄ oszczędność jakże cennej amunicji. Już nie pamiętam  jak ona się zwie, ale tą grubą less, co jej nikt nie lubi, była widoczna na kilku ujęciach, jak pruje ciągłym i nawet nie myśli przestać. Zawsze się tego czepiałem i bedę czepiał, bo to aż razi w oczy. Dodam tylko, że szybkostrzelność teoretyczna karabinka M4 wynosi około 700 strzałów na minutę, a to oznacza, że 30 - nabojowy magazynek opróżniamy w około 3,5 sekundy w przypadku ognia ciągłego. To teraz policzcie sobie na ujęciach ile sekund ciśnie ta gruba idiotka.

2.) Pozycja strzelecka Carol Peletier. No tutaj to już szczałem w dół, a nalałem sobie w oczy...
Rosita jakoś potrafi rozłozyć kolbę i umieścić jej podstawę w dołku strzeleckim, dzięki czemu ma jako taki wgląd na przyrządy celownicze. A Carol?? Ta to się chyba za dużo naoglądała Rambo. Trzyma akacza jak jakieś czarne dildo i celuje w ptaki na drutach wysokiego napięcia. Zresztą nie tylko ona...żal patrzeć.

3.) Manewry taktyczne Zbawców.

Wiedzieli gdzie jadą. Wiedzieli jak wygląda obiekt. Wiedzieli, że jest jedna brama i czterometrowe, solidne ogrodzenie. Gdyby tylko mieszkali w pobliżu lasu...gdyby tylko mieli siekierę i trochę gwoździ. Gdyby tylko umieli zrobić ze trzy średniej jakości drabiny i gdyby tylko mieli czym je przewieźć...gdyby tylko pomyśleli, że przy tej widoczności wpieprzenie się się przez ogrodzenie od tyłu, a dzięki temu zyskanie przewagi, jest banalnie łatwe...

To komedia jest, a nie poważna produkcja...


Ogólnie czekałem tutaj na choćby małą próbę przedstawienia epickiej rozwałki. Niestety było jak zwykle - zrobione na odwal się bez dbałości o jakiekolwiek szczegóły.

Odcinek na 4. I tak za wysoko.



6
Sezon 8 / Odp: S08E12 - The Key
« dnia: 25 Marzec, 2018, 22:54:22 »
Odcinkowi daje 8/10 - jak większość. Ocenę wystawiam na początku, żeby każdy wiedział czy warto czytać mój wpis. Chociaż w sumie moje wpisy zawsze warto czytać :P

Jestem świeżo po wznowieniu oglądania drugiej połowy sezonu począwszy od odcinka 9. Zaskoczył mnie fakt, jak szybko rozkręciła się akcja i cytując Trevora Phillipsa z ostatniej sceny GTA V, który przerwał ciszę po zepchnięciu z klifu auta z Davidem Westonem w bagażniku - "Now what?" No właśnie - co teraz??

A propo...Trevor Phillips. Nie wiem jak Wy, ale ja miejscami mam coraz silniejsze wrażenie, że twórcy czerpią dość sporo z charakteru protagonisty Grand Theft Auto. W zasadzie mnie to nie dziwi, bo gdybyśmy przeszli się ulicami dowolnie wybranego miasta na świecie i przypadkowym ludziom pokazywali zdjęcie Stevena, to jakieś 90% widziałoby na nim Trevora, a tylko mniejszość Simona. Oczywiście ktoś mógłby także nazwać Stevena Stevenem, ale to chyba niszowa sytuacja.
Podpinając kolejne zdanie pod teorię o nadawaniu Simonowi cech Trevora stwierdzam, że to aspekt in plus dla serialu. Jedna z prawych rąk Negana (ciekawe którą się podciera xd) potrafi doskonale manipulować ludźmi, a także jest zwolennikiem najprostszych rozwiązań i z reguły niosą one za sobą sporo ofiar. Pasuje mi to do Trevora jak do nikogo innego. W sumie fajny smaczek dla fanów GTA :)

Dwight...

Chyba sam się juz zaplątał w tej sytuacji i widać, że nie wiedział co zrobić. Na jego miejscu odstrzeliłbym Simona i zostawił obok płonącego auta Negana. Dla wzmocnienia efektu postrzeliłbym się w nogę metodą "to tylko draśnięcie", żeby było widać, że i ja byłem zagrożony. Wtedy miałbym alibi, że zabił go ten sam koleś, który wjechał w auto Negana i to Dwight rozdawałby karty w nadchodzącej rozgrywce. A tak? A tak to Dwight jest w ciemnej dupie, bo będzie zmuszony ponownie wybrać stronę barykady podczas oblężenia Maggielandu, a tym razem może to przypłacić życiem.

Facetka w gajerze...

Myślałem, że nic już mnie nie zaskoczy w tym serialu, ale się myliłem. Cywlizacja na skraju wyginięcia, trup ściele się gęsto, aż tu nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, pojawia się pani akwizytor. No przez moment uderzył mnie efekt "TF!?", co w wolnym (a wręcz szybkim) tłumaczeniu oznacza murzyński skrót od "WTF!?" Czarni są leniwi i nawet skróty skracają xd
I kiedy już zdałem sobie sprawę, że ta babka nie sprzedaje odkurzaczy, to wyobraziłem sobie scenkę, w której odwiedza ona bazę Zbawców i mówi: "dzień dobry! Czy jest Pan zainteresowany kupnem najnowszego modelu katapulty??"
Swoją drogą to ciekawie się to zgrało z innowacyjnym pomysłem usprawnienia manewrów wojennych autorstwa niejakiego pana Portera. Może to jego matka??

Rick...

Biorąc pod uwagę fakt, że Maggie nie dysponuje krótkofalówkami, jestem w stanie zrozumieć decyzję Ricka. Zasygnalizowanie osadzie niebezpieczeństwa poprzez sygnał dźwiękowy zdemaskowałoby jego pozycję i straciłby szansę na element zaskoczenia. Jednakowo to, jak zachował się dalej, przyprawiło mnie o mdłości...
Pomijam już fakt, że Grimes dysponuje jakimś kozackim modelem amunicji, bo z sześciostrzałowego rewolwera oddał jakieś dziesięć strzałów, ale nie zapominajmy o broni Carla, którą miał ze sobą. I teraz klarowna sytuacja: Nigen wisieć nad dziura. Rick chcieć odciąć mu ręka z pomocą mała siekierka, ale nie wiedzieć po co. My widzowie też nie wiedzieć po co on nie wyjąć giwera i nie umieścić pocisk w głowa lateksowego pana.
Chyba tylko dlatego, żeby serial się za szybko nie skończył...


Podsumowując: czekam co dalej, ale chyba już wiem.

Pozdrawiam :)


7
Sezon 8 / Odp: S08E08 - How It's Gotta Be
« dnia: 12 Grudzień, 2017, 18:36:36 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Może offtopic, ale przypomniało mi to kawałek (dla odmiany) dobrego kina
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Ja bym tak tego w życiu nie narysował xd

Nie chodzi o zajęcie pozycji, która daje możliwość ostrzeliwania celu pod kątem prostym względem samego celu.

Może inaczej: Jest sobie las. Dzieli go droga. W części lasu jesteś Ty, a naprzeciw Ciebie - w drugiej części lasu - Twój kolega. Nadjeżdża wróg. Nadjeżdża od Twojej prawej strony, ale od lewej strony kolegi. Nie czekacie z ostrzałem do momentu, aż cel znajduje się na waszej wysokości, lecz otwieracie ogień, kiedy znajduje się na przykład 100 metrów od was. I co się dzieje? Ano to, że Ty napieprzasz do wroga pod kątem kilkudziesięciu stopni względem drogi w prawo, a twój kompan naparza do wroga pod takim samym kątem ale w lewo. W takiej sytuacji nie ma nawet cienia szansy, żeby ktoś z was trafił w tego drugiego.
Nie muszę chyba dodawać, że te przykładowe 100 metrów to grubo poniżej zasięgu skutecznego karabinków automatycznych.

A swoją drogą, po co takimi seriami?? :(



8
Sezon 8 / Odp: S08E08 - How It's Gotta Be
« dnia: 11 Grudzień, 2017, 19:09:33 »
Jak mnie tu dawno nie było, czyli moje podsumowanie wrażeń z całego sezonu.

Gdzieś z rok. A czemu to nie ważne. W każdym razie TWD (i wszystkie związane z nim aktywności) w ciągu ostatniego roku zeszły na co najmniej siódmy plan, co poskutkowało bardzo wysokim stopniem zobojętnienia mnie wobec serialu. I wiecie co? Dzięki temu oglada się to duuużo lepiej!

O serialu przypomniałem sobie wczoraj i swoją wolną niedzielę poświęciłem na nadrabianie zaległości. Oglądało mi się tak jakoś...szybko, ale to uczucie potęgowała z pewnością świadomość rychłego końca weekendu. Coś jednak stopniowo wzmacniało we mnie chęć zobaczenia, jak ten cały misterny plan "pójdzie wpizduu" <---- to nie przekleństwo. Prawo cytatu bejbe :)

Cała akcja z oblężeniem fabryki układała się tak pięknie i dynamicznie z odcinka na odcinek, że bałem się, iż w tym tempie do końca sezonu Rick zajmie Australię i Oceanię. I chyba tyle mogę powiedzieć o "całej połowie" sezonu - akcję zbudowano tak szybko, że zachowując proporcje, resztę sezonu stanowić będą zapychacze.

Dzisiaj natomiast jestem na świeżo po obejrzeniu półfinału. Z początku wiało przewidywalnością (nadal nie czytałem komiksu) i z każdą minutą narastał we mnie stres z uwagi na uciekające, cenne sekundy, w których zamiast ukazywania nikomu niepotrzebnych głupot, wypadałoby dać nam możność delektowania się pełnią akcji. I prócz tego, że przeżywałem takie emocje, to ostatnie kilka minut nadrobiło to wszystko z nawiązką. Podobała mi się sekwencja ujęć Ricka mijającego kolejnych to obywateli Aleksandrii oraz Dwayna, okraszona idealnie dopasowaną gitarową solówką. Jestem również w głębokim żalu z powodu rychłej eksmisji Carla z uniwersum serialu. I znowu było widać to psychiczne combo na twarzy Ricka "samca Alfa" Grimes'a. Jego wróg, który jeszcze kilka godzin wcześniej był na widelcu teraz zjarał jego dzielnię, a na dodatek jego syna czeka śmierć - nie zazdroszczę rollercoastera wrażeń.

Niektórzy znają na pamięć nazwiska wszystkich reżyserów i scenarzystów. Ja natomiast mam to w dupie, ale reżyser półfinału powinien dostać bułę na ryj, a najlepiej dwie, bo tak jawnego przegięcia nie widziałem juz dawno.

Sytuacja z filmu namber łan: spieprzamy kilkoma ciężarówkami, żeby nas goniono i żebysmy mogli zrobić zasadzkę. Mamy jakieś 3 minuty przewagi, więc mamy wystarczająco dużo czasu, żeby zająć pozycje strzeleckie w CIEMNYM JAK SRAKA NIETOPERZA LESIE i zaparzenie zielonej herbatki na uspokojenie. Co robimy?? Kleczymy. Klęczymy w rządku jak dzieci na pierwszej komunii. Wszak przynajmniej dwoje z nas może zająć pozycje po drugiej stronie lasu i wtedy wróg nie ma szans na schowanie się za autem, no ale po co?? Chyba tylko po to, żeby Dwayne mógł odwalić swoich jak ostatnia ciota. Innego wytłumaczenia nie widzę, bo nawet ktoś, kto nie ma pojęcia o taktyce, wpadnie na pomysł, że zminimalizowanie szans przeciwnika na zejście z linii ognia nie jest takie złe, a las jest tak samo ciemny także po drugiej stronie jezdni, na miłość boską! O pozycji strzeleckiej leżącej już nawet nie wspominam...

Sytuacja z filmu namber tu: Grimes wbija na chatę i jeszcze nie wie, że w międzyczasie zameldował się tu Negan. Nagle dochodzi do konfrontacji. I co? I jajco! Gliniarz z kilkunastoletnim stażem, badass, który już niejednego krew ma na rękach, ojciec, który dla obrony syna posunie się nawet do pozbawienia napastników krtani przy pomocy uzębienia, ma na deskach czarnego chudzielca i daje się tak po prostu odepchnąć? Leżącemu kolesiowi, z którym można zrobić w zasadzie wszystko? A gdzie techniki obezwładniania? Gdzie policyjna kravmaga? Gdzie przynajmniej obcas na gardle?? Miał go na widelcu - dał dupy jak tania ulicznica. No nie mam pytań...

Słusznie ktoś już wcześniej zauważył, że Negana poprowadzono bardzo źle. Za taką próbę anihilacji ze strony Ricka, na miejscu Negana najpierw uciąłbym kilka głów, a dopiero po tym powiedział "dobry wieczór". Wygląda to tak, jakby Negan cenił cosbie bardziej robienie show, niż realne wymierzenie kary. Dzięki temu serial można ciągnąć bardzo długo.

R.I.P CARL :(

9
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - "Hearts Still Beating"
« dnia: 16 Grudzień, 2016, 09:20:52 »
Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

W sumie bardzo dobrze, bo wszyscy czuli niedosyt po zakończeniu serialu i może się okazać, że ludzie kupią tę historyjkę z nowego sezonu tylko dlatego, bo chcą ją kupić! :D

A jak będzie, to się okaże.

10
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - "Hearts Still Beating"
« dnia: 15 Grudzień, 2016, 14:58:02 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Jest taka płyta pistolsów - flogging a dead horse. Tytuł możliwe że ma jakies dodatkowe znaczenie którego moja znajomość angielskiego nie pozwala mi ogarnąć, ale i tak jak znalazł opisuje obecną sytuacje serialu. 7 sezonów to moment w którym większosc seriali juz nie ma pomysłu na c.d. i umiera. Tu nie jest inaczej.

Ten tytuł to idiom, czyli zwrot, który ma odpowiednie znaczenie tylko w języku źródłowym. W przełożeniu na język polski oznacza mniej więcej tyle, co "syzyfowa praca". I tak - w przypadku TWD owy idiom ma rację bytu, ponieważ po tylu mindfuckach przyszłość serialu jest już przesądzona, a jego obecną misją jest wyciągnięcie największej możliwej ilości "siana" ( to takie powiązanie z "koniem" :D).

Co do ckliwych wzruszeń forumowiczów - czy to powtórnym zespoleniem się ekipy czy dajmy na to: wzruszeń z tytułu śmierci któregokolwiek z bohaterów - sprawa jest prosta. Z upływem czasu i serialu, widzowie dzielą się na dwie zasadnicze grupy: tych, którzy wiedzą, że nic wielkiego już nie zobaczą i tych, którzy obniżyli oczekiwania względem serii i jarają się wspomnianymi przez Ciebie "tanimi sztuczkami" oglądając serial z przyzwyczajenia i sentymentu. A tego, że sentymenty są "bardzo cenne" przypominać chyba nie muszę :P

No i ostatnia kwestia - ilość sezonów, a jakość serii. Nie jestem osobą, która jakoś szczególnie ulega trendom na punkcie seriali, więc powiem, że obejrzałem ich strasznie mało. W sumie jestem w stanie wyliczyć je na palcach jednej ręki, bo w swoim życiu śledziłem tylko 3 serie (wyłączając TWD): Zagubienie, Skazany na śmierć i Dr House. Trzy serie o skrajnie różnych tematykach, a jednak skłaniały mnie, żeby co tydzień znaleźć godzinę lub dwie i właśnie na tych serialach się skupić. Skazany miał 4 sezony i moim zdaniem każdy z odcinków był potrzebny i ani razu nie miałem wrażenia, że serial chce mnie na siłę utrzymać przed telewizorem. Z kolei Zagubieni powinni się skończyć po 3 z 4 sezonów. No i na koniec ośmiosezonowe perypetie Jurka Hałsa, które przez parę lat dostarczały mi niepowtarzalnych wrażeń. Tych osiem sezonów na zbliżonym poziomie pozwala mi się z Tobą nie zgodzić, że serial na określonym etapie "musi umrzeć" :)

11
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - "Hearts Still Beating"
« dnia: 15 Grudzień, 2016, 00:08:07 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Wszyscy tak gadają, jak Negana nie ma w pobliżu.  Zakabluję na ciebie do szefa i zobaczysz, o!   

przyganiał kocioł kotłowi xd

a tak BTW, to czy taki offtop jest legalny?

a tak BTW2, to czy mając nick rodzaju żeńskiego nie jest nietaktem posiadanie męskiej płci?

tak tylko pytam :P

12
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - "Hearts Still Beating"
« dnia: 14 Grudzień, 2016, 22:10:45 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Wszyscy tak gadają, jak Negana nie ma w pobliżu. :)) Zakabluję na ciebie do szefa i zobaczysz, o! :D :rotfl:


dobra dobra, nie fikaj tak, bo pokażę mu screena, na którym NIE MASZ GO WPISANEGO w ulubionych postaciach!

Zaorane? Zaorane!

13
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - "Hearts Still Beating"
« dnia: 14 Grudzień, 2016, 17:12:30 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Jak śmiesz...  :madi: jak ci nie wstyd...  :mad: normalnie takiego tylko rozstrzelać, powiesić za jaja i jeszcze raz rozstrzelić...  :mad: :mad: :mad:


Obrazić Lucille... Negan by ci pokazał... :negan: jak traktować damy.  :rotfl: :haha: :swelol: I zapewniam cię, że lekcja dana ci przez Negana, byłaby o wiele efektywniejszą niż tą jaką dał Rickom, zabijając Glenna, Abrahama czy Spencera.  :joker:

Domagam się publicznych przeprosin z twojej strony wobec Lucille!  :negan: :abe: :swelol: :))

To są jakieś jajca, nie? Gdzie ta ukryta kamera??

Powiem Ci w tajemnicy, że Negan to tak na prawdę aktor i normalnie to on tak nie bije wszystkich :P

14
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E08 - \\\"Hearts Still Beating\\\"
« dnia: 14 Grudzień, 2016, 12:45:50 »
 :negan:  -Co tu się właśnie  od***ało!??

Wiele już było odcinków opowiadających wewnętrzne rozterki bohaterów, ale nieco mniej było takich, które pozostawiały nas po obejrzeniu z naszymi własnymi odczuciami. Półfinał sezonu był właśnie jednym z nich. Końcowe sceny tego epizodu wywołały u mnie emocje z gatunku tych bardzo pozytywnych. Dwa trupy spowodowały, że Rick stracił jaja i tyle samo było potrzebnych, żeby wraz z innymi je odzyskał - równowaga zachowana!

Odcinek zaczyna się spokojnie. Kilka początkowych scen wprawiło mnie coś z pogranicza zamulenia i umiarkowanej ciekawości. W szczególności dialog trio Morgan, Carol i jakiś koleś od Ezekiela. (sory, jestem introwertykiem - nie mam pamięci do imion) Gdyby tylko Carol wiedziała co się przytrafiło jej dawnym ziomkom, to z pewnością wyprosiłaby swojego proszącego o wsparcie gościa dużo szybciej. Swoją drogą bardzo zastanawia mnie fakt, dlaczego Morgan nie odwiedził jeszcze Aleksandrii. O ile Carol w swojej postawie całkowitego zerwania z tym, co było, jest w moich oczach usprawiedliwiona, o tyle Morgan powinien się przynajmniej upewnić, że u "Ricków" wszystko gra. Przynajmniej moim zdaniem.
Największym plusem fabularnym z moim odczuciu jest pozbycie się synka Deanny, który od kilku odcinków miotał się w swoich wewnętrznych kalkulacjach zaistniałej sytuacji. O ile było to całkiem zrozumiałe, o tyle nikt nie lubi podstępnych "węży", które usiłują wyrównać swoje prywatne porachunki za pomocą osób trzecich, które nie do końca rozumieją. Kolejny mord Negana, który moim zdanie był w pełni uzasadniony.
Sceną odcinka była rozmowa Gabriela z Rositą. Księżulo wykazał się stoickim spokojem i zmysłem pedagogicznym, którego nie powstydziliby się najzdolniejsi terapeuci. Mówił powoli i wyraźnie, a każde jego słowo trafiało w punkt, co bardzo mi się podobało. To już nie jest zwykły ksiądz - to jest duchowny skompatybilizowany do panujących warunków, w jakich się znalazł. Gabriel w pełni zaakceptował fakt, że pewien człowiek musi stracić życie, żeby on i jego przyjaciele mogli zachować swoje.
Mam wrażenie, że scenarzyści przeczytali moje uwagi z odcinka poprzedniego, bo tym razem Michonne mierzyła do rudej w sposób wzrorowy, trzymając broń blisko siebie :D

Odcinek rozwiał także teorię, którą od początku uważałem za błędną. Mianowicie to, że Maggie ma jakikolwiek żal do Daryla. Jak widzieliśmy, Jezus przyprowadził go do Hilltop i nic nie wskazywało na to, żeby Pani Rhee pałała do kusznika jakąkolwiek niechęcią.

Odcinek w moim odczuciu wygrał Negan, który sprzątnął dwie najmniej lubiane przeze mnie postacie. Jedną z nich tylko pośrednio, ale zgon Olivii, która zawsze miała wyraz twarzy zbitego psa, był czymś, na co długo czekałem. Po rozkazie bezwzględnego imperatora rozległ się strzał i na chwilę zamarłem. Bałem się, że to Carl dostał kulkę, ale na widok dziurawej czaszki spasionej okularnicy, z uśmiechem na twarzy wydobyłem z siebie symboliczne "ufff" :D

Scena końcowa zwiastuje "nowy początek" i połączone siły wszystkich, którzy mieli niecne zamiary w związku z zaistniałą sytuacją. Mimo zmiany nastawienia, nadal nie mam pojęcia w jak bardzo cudowny sposób protagoniści poradzą sobie z tak potężnym i dobrze zorganizowanym imperium "Zbawców". Zamieniając się na chwilę w proroka-optymistę, pozwolę sobie serialowe realia porównać do...polskiej polityki. Większość partii politycznych w Polsce to partie "wodzowskie", które są utożsamiane z konkretnych "przywódcą". Bez tych "ikon" partie nie mają racji bytu. Taką ikoną był Donald Tusk, a po jego zniknięciu, zniknęła także była partia rządząca. Zostawiając już ten parszywy temat, śmiem twierdzić, że "Zbawcy" to właśnie taka partia wodzowska, a po utracie swojego "Neguska" (Negan+Tusk :P) bardzo duża część społeczeństwa będąca pod jego panowaniem, zdecyduje się pójść w swoją stronę. "Zbawcy" są grupą ogromną, ale jak już doskonale wiemy - nie tworzą perfekcyjnej, ideologicznie spójnej grupy, bo spora część z nich jest tam dlatego, że nie mają innego wyjścia. Do tej sytuacji pasuje pewne stare powiedzenie: "lepszy lew na czele stada baranów, niż baran na czele stada lwów" (cytat swobodny). Priorytetem powinno być zatem "odstrzelenie" Negana i tyle w temacie.

Ocena: 8. Byłoby 9, ale pocisk zatrzymany przez kawałek drewna oplecionego drutem wywarł na mnie średnie wrażenie.

Pozdrawiam :)

Post połączony: [time]14 Grudzień, 2016, 12:58:38[/time]
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Daryl uciekł, wychodzi na to, że jednak pomógł mu Jesus. Skoro Jesus jest w stanie wśliznąć się wszędzie, to przecież już dawno mógł się zakraść do sypialni Negana i skręcić mu kark we śnie. Trochę szkoda grubego Josepha, nie wydawał się aż taki do końca zły. No, ale Daryl musiał na kimś odreagować.

mord Daryla na spaślaku był symboliczny - kilkukrotne uderzenie leżącego człowieka. Kopia czynu Negana, tylko zamiast Glenna był przypadkowy koleś, a zamiast Lucille stalowy pręt. To była wizualizacja tego, że Neganowi nie udało się wyprać mózgu Darylowi i że ten doskonale pamięta za co chce się na nim zemścić.

Post połączony: [time]14 Grudzień, 2016, 13:06:56[/time]
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Tak właśnie ja na to spojrzałam. Na miejscu Negana to bym ich wytłukła wszystkich, bo co rusz się okazuje, że nie będą siedzieć na tyłkach, a będą się buntować.

a ja namiejscu Ricków już dawno bym zmienił siedzibę, bo mają bardzo ograniczone pole manewru przez to, że wróg zna ich położenie.

15
Sezon 7 / Odp: The Walking Dead S07E07 - "Sing Me a Song"
« dnia: 07 Grudzień, 2016, 20:27:04 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
-Wątki poboczne wyszły nieźle, ciekawe, co Spencer zrobi z kuszą, Rosita ze swoim nabojem i czy gość od zapasów, które znaleźli Aaron i Rick żyje?

jak na moje oko, to Spencer znalazł łuk :)

Strony: [1] 2 3 ... 7