Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - bejker

Strony: [1] 2 3 ... 36
1
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 24 Luty, 2015, 17:39:18 »

Zdziwiła się, gdy chłopak w milczeniu na zadanie przez nią pytanie wyciągnął z kieszeni portfel i podał jej prawo jazdy. Dziwne, nie chciała zabrzmieć jakoś bardzo oficjalnie, komiczne wręcz było pokazywanie komukolwiek jakichkolwiek dokumentów w zaistniałych okolicznościach. Czyżby była dla chłopaka zbyt ostra, że tak reaguje?
- Nie musisz się przed nami wylegitymować...- zerknęła szybko na imię-... Alexsandrze. Alex, mogę Ci tak mówić? Żadna z nas policja, spokojnie,wystarczyłoby gdybyś po prostu się przedstawił.
Do rozmowy wtrącał się Kenny, któremu Kerry niezbyt się dziwiła. Ona sama nie potrafiłą wyobrazić sobie widoku Jamie'go przypominającego istoty spotkane na drodze, co dopiero Harris, tak bardzo zżyty z żoną.

2
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 23 Luty, 2015, 10:49:05 »


Poczuła ulgę, kiedy okazało się, że Kenny i ta bezbronna chłopaczyna się znają. Chłopak miał raczej pokojowe nastawienie, a odmówienie mu wejścia do marketu byłoby czystym chamstwem z ich strony. Widać, że był zagubiony tak jak ona, a biały szczurek na jego ramieniu raczej nie wyglądał na krwiożerczą bestię. Wyatt uspokoił równie nieufną- co tu się dziwić- Morgan i poprosił ją o odłożenie kija. Kerry podeszła do chłopaka i wyciągnęła rękę.
- Hej, wybacz, że tak ostro reagujemy... już dzisiaj wpuściliśmy do środka dwoje wariatów, wolimy być ostrożni. Nazywam się Kerry. Opowiedz, jak się tu znalazłeś?

3
Gry i zabawy forumowe / Odp: Oceń avatar osoby wyżej
« dnia: 20 Luty, 2015, 09:13:12 »
Dyszka <3 Neil jest swietny, sama niedawno miałam ten avatar :)

4
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 17 Luty, 2015, 09:44:21 »

Skończyła sprzątać bałagan po łataniu McLeoda i już miała skierować się w jakiejś ustronne miejsce, kiedy usłyszała głuche łomotanie. Zatrzymała się na chwilę, ale chyba musiało się jej coś przesłyszeć. Dźwięk się powtórzył. Ze strony drzwi. Kogo znowu niesie... Nie mógłby to być Josh z chłopakami, przecież od razu by wołali. Ksiądz... ten to już w ogóle kultury by nie używał. Kerry miała mieszane uczucia. Im więcej osób się zwala do tego marketu tym więcej kłopotów się rodzi. Z drugiej strony nigdy nie była i nigdy nie będzie osobą, która by porzuciła drugiego człowieka w potrzebie- ona sama nie została porzucona przez tych ludzi. Podeszła ostrożnie do drzwi i zawołała ostrym, zdecydowanym tonem, który w jej ustach musiał pewnie zabrzmieć komicznie:
- Kim jesteś, czego szukasz, i z kim przylazłeś? Lepiej żebyś miał dobry powód, mamy już dość gęb do wykarmienia w środku!

5
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 14 Luty, 2015, 12:53:48 »


Kiedy Morgan obwieściła, że kulę udało się wydobyć i to bez rzadnych większych komplikacji, kamień spadł jej z serca. Nie oznaczało to, że sytuacja była ustabilizowana, ale dla McLeoda była przynajmniej jakaś nadzieja. Gdyby jeszcze tylko Josh wrócił...co im tak długo zajmuje?
Zgodnie z poleceniem Morgan udała się szybko po mopa i papierowe ręczniki, rzuciła jedną rolkę w ręce Danny'ego. Chciała jak najszybciej posprzątać i iść gdzieś spać, zbyt dużo jak na jeden dzień.

6
Gry i zabawy forumowe / Odp: Oceń avatar osoby wyżej
« dnia: 05 Luty, 2015, 23:29:09 »
Rooker wygląda trochę śmiechowo z tą garstką włosów :P także 6

7
Gry i zabawy forumowe / Odp: Oceń podpis osoby wyżej
« dnia: 05 Luty, 2015, 23:28:17 »
Za Dżonego dycha, a jakże.
Ja tak bardziej fantastycznie tym razem :swelol:

8
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 04 Luty, 2015, 12:35:03 »

-Trzeba przywiązać to do ręki, żeby się nie ruszała... ale chyba nie warto marnować do tego bandaży, za chwilę możemy ich potrzebować.Lucy, nalej do miski wody utlenionej. To to w tej białej plastikowej butelce. Niech się tam moczą kawałki gazy i reszta sprzętu. I jedną osobę poproszę o przyświecenie tej rany, bo ciemno tu jak - za przeproszeniem - u murzyna w rzyci.

Morgan sprawnie rozdzieliła zadania, i mimo, że Kerry poczuła się odrobinę dotknięta ostatnią metaforą, to nie dała tego po sobie poznać. Przyzwyczaiła się do niektórych prostackich żartów jeszcze w szkole średniej, sam Kenny teraz nazywał ją Czekoladką, ale w jego ustach nie brzmiało to obraźliwie, wręcz przeciwnie. Danny zniknął w poszukiwaniu jakiś zamienników bandaży, Lucy w wielkim skupieniu dalej chyba analizowała słowa płomiennowłosej. Kerry odpakowała paczkę baterii i włożyła je do przyniesionej latarki.

- Ja będę trzymać latarkę, mogę też podawać narzędzia, jeśli tak Ci wygodnie.- więcej zrobić nie mogła. Oprócz modlenia się w duchu, żeby Morgan nie zadrżała ręka i żeby Bóg na prawdę istniał.

9
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 01 Luty, 2015, 10:34:05 »

-Będzie mi potrzebna jakaś latarka, obcążki albo penseta, jakiś pręt czy patyk do unieruchomienia... i może miska. - wydała polecenie Morgan. Kerry była pod wrażeniem zarówno przewidywalności dziewczyny jak i opanowania, zwłaszcza po tym co przed chwilą się stało. Danny udał się pod coś, co mogłoby usztywnić ramię, ona pobiegła za resztą rzeczy. Na elektronicznym zwinęła latarkę i paczkę baterii, a po drodze do działu z rzeczami do pielęgnacji znalazła niewielką plastikową miskę. Pęseta albo obcążki.... Kerry wzięła cały zestaw z przyborami do paznokci, może coś jeszcze się z tego może przydać Morgan. Wróciła szybko na miejsce "ekipy ratunkowej" i położyła na taśmie zdobyte rzeczy.

10
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 29 Styczeń, 2015, 22:25:15 »

- Spróbujmy ostrożnie położyć mu same plecy na taśmie, potem nogi. - Ja i Danny ustawimy go tyłem do taśmy i będziemy powolutku opuszczać, a Kerry niech trzyma nogi, żeby się nam nie wykopyrtnął. Jeśli da pan radę ugiąć nogi w kolanach, to dużo nam pomoże.

Kiwnęła głową przytakująco. Ufała Morgan, dziewczyna wiedziała co robi. Co nie zmieniało faktu, że rana wyglądała paskudnie. Przez myśl jej przeszło, że nawet gdyby ta prowizoryczna "operacja" się udała, to czy taki starszy pan, z obniżoną odpornością wyliże się z ran. McLeod jednak zdawał się myśleć trzeźwo:

- Kość? -
kiedy Morgan na niego wymownie spojrzała wyciągnął pasek ze spodni -Żebym sobie języka nie zjadł.

- Chwilę, Morgan, chyba nie zamierzasz.... mamy jeszcze jakieś środki znieczulające, prawda? - Kerry zadrżał głos, gdy wyobraziła sobie cierpienia Jamesa.

11
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 28 Styczeń, 2015, 20:33:58 »

- Kerry…Morgan jest jedyną osobą, która może mu pomóc. Bez niej on nie będzie miał żadnych szans.  On jej potrzebuje.
Wiedziała, że Danny ma rację, zaczęła ją ogarniać bezradność. Taka osoba jak McLeod nie zasługuje na tak głupią śmierć, nie ze swojej winy w dodatku. Wszystko potoczyło się nie tak jak powinno. To takie niesprawiedliwe...

- Proszę wytrzymać panie McLeod - chwyciła za zdrowe ramię staruszka- przecież nie może być pan gorszy od Sullivana, prawda? - uśmiechnęła się krzepiąco

12
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 28 Styczeń, 2015, 18:23:31 »

Otworzyła oczy szeroko ze zdumienia, gdy zobaczyła przed sobą księdza, tego samego, o którym mówił Danny, a wraz z nim pstrokatą dziewczynę. Z bronią. Wymierzoną w Morgan. Nie mogła przyjąć do wiadomości jak ta dziewczyna może być oskarżana o zabójstwo kogokolwiek, przecież tyle zrobiła, ba, nadal robi dla tej połamanej dziewczynki... Blondyn z pokiereszowaną twarzą postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i pobawić się w negocjatora. Eh, czemu Wolf musiał akurat teraz wychodzić...

- No to słucham co takiego zrobiła? Bo na razie niczego, żadne z was nie wytłumaczyło, tylko wparowało jak do burdelu i się miota. Słucham uważnie, co takiego zrobiła. Dowody, twarde. Najlepiej niech jego świętobliwość przytaszczy trupa zabitej osoby. Jako żelazny dowód. Bo równie dobrze ja mogę zaraz oskarżyć księdza o to, że próbował mnie obmacywać, a ciebie czerwonowłosa o zabójstwo z premedytacją mojego chomika. I błagam z łaski swojej, bez popisywania się instruktorką strzelnicy i że spojrzeniem zabijacie. Już znamy takiego jednego co podobno żre młotki i wysrywa gwoździe. Nie robi to na nas żadnego wrażenia. Proponuję spokojną rozmowę i proponuję przyjąć ofertę. Nie ma sensu robić niepotrzebnego zamieszania. Tak jak bezsensowny jest rozlew niepotrzebnej krwi, a także zmienianie niewinnej osoby w morderczynię.

Kerry nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem, mimo, że sytuacja wydawała się tragiczna. Pamiętała, jak przez mgłę, ale w głowie czasem nadal się odzywał podobny bezczelny głos. Głos, który jako dziecko strasznie kochała, a który mimo wszystko powodował jej matce tyle trosk i cierpień. Dużo by dała, aby znów ktoś zapukał do jej pokoju i powiedział "Masz tu piątaka żmijko, jakby matka pytała, to się uczymy z kumplem do egzaminów". Blondyn swoim sposobem bycia i ciętymi ripostami do złudzenia jej go przypominał. Tak samo elokwentny i wygadany. Matka miała w Brocku tyle nadziei, do ostatniego momentu była przekonana, że jest już na 2 roku prawa, na którym zresztą z pewnością by sobie radził. Jakże świat się zawalił, gdy Brock po mocno zakrapiano- zaćpanej imprezie już się nie obudził.

Podskoczyła, gdy wytatuowana dziewczyna zwaliła się na "negocjatora", oddając przy tym strzał. Nie mogła się przez chwilę zorientować, czy ktoś ucierpiał, ale gdy kilka osób pobiegło w stronę McLeoda, serce jej ścisnęło. Dlaczego... Również podbiegła do staruszka, na szczęście Morgan odzyskała jasność umysłu. Napastniczką zajął się kto inny. Ranna dziewczynka nagle powstała i zaczęła coś kombinować z jakąś butelką. Ale cyrk. Kerry nie miała wykształcenia medycznego,dorabiając jako pielęgniarka też nie miała do czynienia z takimi urazami, lecz zdawała sobie sprawę, co to oznacza. Morgan chciała od razu przejść do rzeczy...

- Danny...- odezwała się nieśmiało - nie chcę się wtrącać, ale wiesz, że to z McLeodem się może nie udać. Wyciągnięcie kuli może być jak odkorkowanie uszkodzonej tętnicy. A jeśli są jakieś odłamki i dostaną się do kwiobiegu... Wystarczy, że Morgan pomyli się o milimetr,a jest zmęczona i roztrzęsiona. Trzeba jej to uświadomić..



13
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 25 Styczeń, 2015, 21:34:43 »

-Tak, wyślij Megami, kolejnych samobójców - rzucił Wolf wychodząc za Joshem i zaraz dodał - Chodź Snake.
-Odezwała się Zosia-Samosia- wyszeptała do siebie. Dobrze zdawała sobie sprawę, że to wybór Josha, ale nie mogła się pogodzić z tym, że coś mogłoby się mu stać. Jedyna osoba, którą tak naprawdę znała i ufała.  W środku aż się w niej gotowało.

-Podobno chodzi o kogoś bliskiego, także jakkolwiek głupie by to nie było... nie przegadamy. Sam fakt, że podjął się tam iść mimo... no, wrodzonej nieśmiałości, o czymś mówi- przemówiła dyplomatyczie Morgan i Kerry wiedziała, że ma rację. Kenny, jak było do przewidzenia, nabrał postawy bojowego jeżozwierza.

-Może mam go jeszcze wziąć za rączkę, żeby się nie bał i zaprowadzić na miejsce, hę? Twój koleżka sam się zgłosił na misję, to niech sobie sam radzi. Ja nie mam zamiaru robić za Wujka Dobrą Radę ani troskliwego tatusia.  Poszedł z tymi dwoma mięśniakami, to może wróci.

- Daj spokój Kenny, takie argumenty stosowałam w podstawówce.- wywróciła oczami- Jeśli się mu coś stanie… to nie będzie tylko wina Wolfa czy jego jednookiego giermka. Będziemy wszyscy za to odpowiadać.
Jej wzrok pretensjonalnie spoczął na Danny’m. Ten tylko zrezygnowany westchnął.

-Próbowałem go zatrzymać, ale to jego wybór. Poradzą sobie w trójkę. Jakby co to ja pójdę i będę ich miał na oku.- chociaż jeden miał jakiś honor. Szczerze powiedziawszy, to po cichu liczyła na Danny’ego. Z drugiej strony… jeśli i on by poszedł i także jemu coś by się przytrafiło… ścisnęło ją przez sekundę w żołądku na tą myśl.

- Teraz pozostaje mieć nadzieję, że generał wykaże się jakimiś generałowymi zdolnościami, a jednooki nie jest taki ślepy z powodu bycia jednookim.- Zamyśliła się. Dach jest dobrą opcją, ale w razie kłopotów zanim ktoś zdąży poinformować ekipę w sklepie…-  Wyatt, czy monitoring obejmuje obszar wejścia do warsztatu?


14
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 25 Styczeń, 2015, 20:15:21 »

Gdy Wyatt wstał i ruszył przes siebie ucieszyła się nawet, że ma odrobinę samotności. Skończyła na spokojnie swój posiłek ale w sklepie znów zaczął robić się burdel. Kto tym razem, Kenny, Sullivan? Podniosła się i zobaczyła Josha ze swoją miną kota srającego na pustyni i grupkę dookoła która darła się na niego przekrzykując jeden przez drugiego. Kerry uszłyszała urywki zdań i zrozumiała, co kolega planuje. Miała ochotę rytmicznie bić głową w ścinę. Zastanawiający przypadek. Nie wiadomo, czy Josh jest w tym momencie po prostu głupi, czy zakompleksiony i chce na siłę coś udowodnić wszystkim dookoła. To bez wątpienia była dla takiego chucherka misja samobójcza. Banda starych jełopów, starzy a głupi. Z drugiej strony zbyt bardzo lubiła Josha, aby bezczynnie przyglądać się jak bawi się w supermena i jak mieśniaki nim pomiatają. Już wychodził do drzwi, ale widać było, że trzęsie się jak galareta, to przelało czarę goryczy. Wcisnęła się do kółeczka i powiedziała głośno, na tyle, żeby słyszał do stojący obok Danny i Kenny:
- Rozumiem, że mamy tylko trzech mężczyzn w naszej grupie?- rzuciła z przekąsem z stronę Hawkinsa i Harrrisa.- Kto jak kto, ale nie myślałam, że Josh ma więcej jaj niż wy razem wzięci. -wycedziła przez zęby trochę ciszej.

15
GRA / Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« dnia: 20 Styczeń, 2015, 22:10:09 »

Kerry została zasypana gradem farmazonów. Jak jedna buzia może tyle paplać? Spokojnie więc uwagę skupiła na swojej drożdżówce i jogurcie.

-Widzę że jesteś tutaj sama. W końcu Danny gdzieś poszedł. - Lucy chyba nie zrozumiała aluzji. Już druga osoba w ciągu tego dnia paruje ją z Danny'm. O co im chodzi? Goggie była trochę zdezorientowana, ale musiała przyznać, że trochę ją to ciekawiło. Nie chciała jednak przy Wyattcie zadawać Lucy dziwnych pytań, więc po prostu to olała.

-Kerry...Ładne imię. To też jest ładne. Podoba mi się.- dotknęła jej wisiorka. - Właśnie opowiadałam Wyattowi o naszych przygodach.- po czym gaduła postanowiła także poświęcić uwagę swojemu posiłkowi. Goggie nie mogła się nie uśmiechnąć. W życiu nie widziała tak zakręconej, ale i pozytywnej osobistości. Nie można było powiedzieć, że Lucy należała do geniuszy, ale było w niej coś, co wprawiało w dobry nastrój.

- Zrobiłam go sama, mam takich mnóstwo. To znaczy miałam, w domu...- dotknęła swojego wisiorka i posmutniała. Dom. Minął jeden dzień a czuła się, jakby nie była tam miesiąc. Dawno tak nie tęskniła za niczym, nawet od bardzo długiego czasu zatęskniła za widokiem zachlanego Jamie'go na kanapie, choć wydaje się to ironią losu. Odpięła naszyjnik i podała do dziewczynie.

 - Weź go, jeśli Ci się podoba. Będzie Ci pasował do kamizelki- nie chciała, żeby to zabrzmiało ironicznie, ale nie sądziłą, żeby Lucy się obraziła. - Może przyniesie Ci szczęście.

-Macie jakiś plan? Pytałem Wolf'a, ale ten nie był zbyt chętny do rozmów. Wygląda na obojętnego. Chyba ktoś powinien z nim poważnie porozmawiać jak wróci, bo jest taki zamyślony....- odezwał się Wyatt, wyglądał na zmartwionego.

- Plan był taki, żeby właśnie wyciągnąć jakiekolwiek informacje z naszego zamyślonego kolegi, ale ten jest jakby w swoim świecie. Przedstawił się nam jako generał i odnosimy wrażenie, że może wiedzieć, co jest grane, z tą całą epidemią. Widzisz jak biega z wózkiem trzeci raz? Nie wydaje mi się, żeby ktoś, kto nastawia się na rychły powrót do domu, robił zapasy na najbliższy miesiąc...

Strony: [1] 2 3 ... 36